"Jestem towarzyszem przeżyć, nie fotografem. Chcę, żeby tak mnie traktowali ludzie, kiedy będę im robił zdjęcia" [ROZMOWA]

06.03.2017 16:27
Lukas Piatek

Lukas Piatek (Fot. Archiwum Lukasa Piatka)

Urodził się w Polsce, w Żorach, ale jako czterolatek wyjechał z mamą do Niemiec. Jest samoukiem, który trafił do prestiżowego zestawienia topowych fotografów ślubnych.

Ola Długołęcka, kobieta.gazeta.pl: Znalazłeś się w zestawieniu prestiżowego magazynu „Rf” w zaszczytnym gronie „Topowych trzydziestu wschodzących gwiazd fotografii 2016 roku”.

Lukas Piatek*: - Tak, to wyróżnienie sprawiło mi ogromną radość. Tym bardziej że zawsze chciałem do niego trafić. Dwa moje zdjęcia zostały wybrane przez założycieli znanego amerykańskiego bloga fotografiami ślubnymi roku 2016.

Mówisz, że nie jesteś fotografem pary, tylko ich towarzyszem, narratorem historii. Kimś, kto dokumentuje, nie kreuje. Jak wyglądają sesje z tobą?

- Dystansuję się od bycia fotografem, także na mojej stronie internetowej. Nie chodzi o bycie fotografem, tylko o to, jaką jestem osobą i jaką mam osobowość. Jeśli do tego, jak chcę być postrzegany, dodamy zdjęcia, które robię, z parami, które będą chciały ze mną pracować, od razu zaskoczy.

Chciałbym, żeby znajdowały mnie osoby takie jak ja, ludzie, którzy lubią podobne klimaty, którym podoba się mój sposób pokazywania świata na zdjęciach.

Każdą wiadomość, którą piszę, zaczynam od zwykłego „Cześć”. Nie zaczynam maili od "Szanowni Państwo". Jestem bardzo otwarty, skracam dystans. Kiedy po wymianie maili się spotykamy, to witamy się uściskiem, a nie podaniem sobie rąk. Po przyjacielsku, bo właśnie tak chcę, żeby mnie traktowali ludzie, kiedy będę im towarzyszył podczas zdjęć.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ

Jeździsz na śluby w naprawdę odległe rejony świata - na Islandię, Barbados. Koszty podróży ponosi para?

- Tak, pary muszą się liczyć z pokryciem kosztów mojej podróży i zakwaterowania. Czasami jest pole na negocjacje - jeśli wydarzenie jest w miejscu, które bardzo chciałbym sfotografować. Jeśli lecę gdzieś daleko, ogłaszam w mediach społecznościowych, że będę tu i tu, i jestem otwarty na propozycje od mieszkających tam par.

Pozowanie do zdjęć jest trudne, nie każdy czuje się przed aparatem swobodnie. Jak udaje ci się fotografowanych otworzyć, dotrzeć do ich emocji?

- Owszem, pozowanie jest trudne i wygląda nienaturalnie. Dlatego ja nie ustawiam par w pozy. Interesują mnie naturalne emocje. Daję tylko kilka wytycznych i pozostawiam im wolność. Korzystam także z małych zadań, które daję moim bohaterom. One w dużej mierze sprawiają, że tworzą się naturalne reakcje i ludzie pokazują prawdziwe uczucia.

Czy wycofałeś się ze zlecenia w jego trakcie?

- Nie, nigdy.

Na zdjęcia przychodzisz z gotową wizją efektu, który chcesz uzyskać?

- Mam w głowie część pomysłów, bo wcześniej robię dokumentację scenerii, ale improwizowanie jest równie inspirujące. Staram się wykorzystać daną chwilę, żeby stworzyć nieoczekiwany efekt.

Jak duży wpływ na efekt końcowy ma fotografowana para?

- To zależy od pary. Z niektórymi łatwiej się pracuje, bo mają naturalny talent i dobrze wyczuwają aparat. I w tym przypadku to bardziej oni tworzą efekt. Inaczej jest z osobami niepewnymi, które wstydzą się być w kadrze.

Jak bardzo ingerujesz w zdjęcia w postprodukcji?

- Sam zajmuję się „obróbką” zdjęć. Powiedziałbym, że 50 procent efektu to działanie w komputerze. Pracuję na Lightroomie, poprawiając jedynie kolory, kontrast i tony.

Współpracujesz z makijażystami i fryzjerami?

- Nie mam swojego zespołu. To pary korzystają z pomocy profesjonalistów, ja najbardziej lubię naturalność.

Fotografowanie par wiąże się z ryzykiem powtarzalności - podobnych ujęć, kadrów, póz. Co robisz, żeby uniknąć tej pułapki?

- Nowa sceneria i nowa para to połączenie, które daje wystarczająco dużo możliwości do uchwycenia świeżych pomysłów.

W Polsce jeden z najlepszych duetów fotografujących śluby wycenia swoje usługi na około 8000 złotych. Z jakim kosztem muszą się liczyć twoi klienci?

- Mam ustalony cennik, chociaż jest w nim pole do negocjacji. Nie wiem, czy jestem drogi, bo nie porównywałem się z innymi fotografami. Sesja ze mną zaczyna się od 3200 euro, ale zdecydowanie nie jest ona ustalona pod polski rynek. Moi klienci pochodzą zazwyczaj z Azji i Stanów Zjednoczonych, a ich stać na zapłacenie takiej kwoty za zdjęcia.

W jakim kierunku chciałbyś się rozwijać? Jakie masz zawodowe cele?

- Etap, na którym się teraz znajduję, uszczęśliwia mnie. Chciałbym robić dokładnie to samo, co przez ostatnie cztery lata, tylko być w tym coraz lepszy.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ

Jaką fotografię ślubną uznajesz za złą?

- To trudne pytanie i nie wiem, czy istnieje na nie dobra odpowiedź. Tutaj kluczową rolę odgrywa gust. Dla mnie im bardziej naturalne zdjęcie, tym lepsze.

Jak ważny jest dla ciebie sprzęt, którym fotografujesz? Byłbyś w stanie pracować na czymkolwiek?

- Sprzęt jest ważny, ale pewnie wystarczyłby jakikolwiek przy idealnych warunkach pogodowych. Jestem bardzo przywiązany do mojego aparatu i obiektywów. Dzięki nim mam stuprocentową pewność efektu, nie chciałbym więc pracować na innych. Na początku robiłem zdjęcia aparatami na kliszę, teraz pracuję na aparatach cyfrowych.

Skończyłeś studia fotograficzne?

- Nie, jestem samoukiem, i cieszy mnie to, bo daje mi większą swobodę. Nie muszę trzymać się zasad, których nauczyliby mnie inni.

Masz swoje ulubione zdjęcie?

- Każde zdjęcie jest równie ważne. Nie byłoby sprawiedliwe, gdybym wybrał jedno.

Jak masz zamiar udokumentować swój własny ślub? Zgodnie z zasadą, że szewc bez butów chodzi?

- Biorę ślub w tym roku na Islandii. To będzie mała ceremonia w plenerze wśród najbliższej rodziny i przyjaciół. Zdjęcia będzie robił mój pochodzący z Hiszpanii przyjaciel i fotograf - Pablo Beglez.

Mieszkasz w niewielkim Bottrop. Nie myślałeś nigdy o przeprowadzce do większego miasta?

- Nie. Kocham Bottrop. Jest nie za duże i nie za małe. Tu się wychowałem i tu się czuję jak w domu. A od lotniska dzieli mnie 30 minut samochodem. Przeprowadzka nie jest mi do niczego potrzebna.

Czy jest coś, co ci w fotografowaniu szczególnie nie leży?

- Nie pracuję w studio przy sztucznym oświetleniu.

Utrzymujesz więzy z Polską?

- Część mojej rodziny wciąż tu mieszka. Wyjechałem z mamą jako czterolatek. Przyjeżdżam do Polski, ale nieregularnie. Następnym razem będę 27 kwietnia w Warszawie na warsztatach z fotografii ślubnej. 

Co jest w twojej pracy najtrudniejsze, a co najfajniejsze?

- Najmniej przyjemne są podróże. Nie jestem fanem latania i długich lotów. A już loty z wieloma przesiadkami potrafią być wyjątkowo wykańczające. Źle także znoszę rozłąkę z narzeczoną. Najprzyjemniejszy moment to powrót do domu i reakcje par, kiedy widzą gotowy efekt naszej współpracy.

Jest wielu fotografów ślubnych, co ciebie spośród nich wyróżnia?

- Owszem, jest nas wielu, i każdy jest niepowtarzalny. Moglibyśmy wszyscy dostać do rąk ten sam sprzęt i parę do sfotografowania, ale każdy zrobiłby inne zdjęcie. Ja wyróżniam się tym, że jestem sobą.

*urodzony w Polsce, a mieszkający na stałe w Niemczech fotograf. Został okrzyknięty jednym z trzydziestu topowych wschodzących gwiazd fotografii ślubnej. 

Lukas PiatekLukas Piatek .

Jeśli byłeś na tradycyjnym polskim weselu, na pewno znasz te przeboje [QUIZ]
1/12Nie ma tradycyjnego polskiego wesela bez tego przeboju. "Jesteś szalona, mówię ci..."

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (45)
"Jestem towarzyszem przeżyć, nie fotografem. Chcę, żeby tak mnie traktowali ludzie, kiedy będę im robił zdjęcia" [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • mefistofelia

    Oceniono 223 razy 207

    "odpadają ci, którzy zaczynają formalnym zwrotem „Dear Mr. Piatek”. Grzecznie odpisuję, że nie mam wolnego terminu" To jakim zwrotem zaczyna się korespondencję to w dużej mierze kwestia kulturowa. Na wstępie wykluczasz więc wielu potencjalnych klientów, którzy nie wychowali się w USA i nie są z nieznajomymi od razu na ty. Jak rozumiem, aktualnie jesteś na topie i możesz sobie pozwolić sobie na selekcję klientów wg absurdalnych kryteriów i decydować się tylko na tych, którzy są w twoim mniemaniu dostatecznie "fajni". Tylko publiczne przyznawanie się do tego jest kompromitujące i odstrasza potencjalnych klientów. Wychodzisz po prostu na buca. Nieprzyjemne wrażenie

  • bazbaz73

    Oceniono 56 razy 50

    Przeciętne zdjęcia jakby z ruskiego wesela. Wielu niezawodowych fotografów ma lepsze oko - sam znam gościa, który półprofesjonalnym (albo inaczej - wyższą półką amatorskiego) sprzętem robi piękne zdjęcia, ale robi to hobbystycznie, czasem tylko obsłuży jakąś wystawę czy rajd na umowę zlecenie. A odrzucanie ofert tylko dlatego, że kto się z należną kulturą zwrócił do obcej osoby lub ośmielił się zapytać o cenę (nie każdy ma nieograniczony budżet, ale przecież "pan artysta z biedotą się zadawać nie będzie!")to już chamstwo.

  • Studio 57

    Oceniono 50 razy 48

    Kochana redakcjo, w gronie 30 najlepszych znalazł się Rafał Bojar i mieszka w Polsce, radzę się dobrze przygotować do artykułu.

  • iszaki

    Oceniono 43 razy 41

    Przyjacielski uścisk - takie rzeczy nie za pieniądze szanowny panie fotografie samouku. Nasz ślub dokumentowała para znajomych fotografów - też samouków i to właśnie była pełnia naturalności, bo uścisk przyjaźni nie był udawany, a naturalność była czymś zupełnie naturalnym, bo znamy się od dawna, a i rodzina zdążyła ich poznać. Wypad w góry na zdjęcia też był wspólny i oprócz fajnych zdjęć mamy też fajne wspomnienia z wędrówki.

    Co do zdjęć - niektóre ładne, ale w większości mroczne, nie kojarzą się radością dwojga ludzi. Pozowanie na niektórych widać. Dla mnie niewarte wspomnianych kosztów. Widziałam już lepsze, zrobione przez fotografów bez całego tego rozdęcia.

    Z poważaniem

  • monikaaleksandra

    Oceniono 25 razy 23

    te fotografie są strasznie przygnębiające, kojarzą mi się z końcem świata.

  • Abek Ladul

    Oceniono 22 razy 22

    Niektóre zdjęcia "pełne emocji" ale dlaczego technicznie te zdjęcia wyglądają jakby były robione lepszej jakości aparatem z telefonu i przemaglowane przez filtry z instagrama? Dzisiaj PM będą się cieszyć takim efektem, bo jest w modzie, a za kilka lat minie moda filtrów, instagramów ibędą żałować że nie mają naturalnej pamiątki. Dla mnie okropna jakość.
    Druga sprawa, jak można odmawiać ludziom ze względu na to że chcieli napisać grzecznie do fotografa, fotograf odmawia zleceń normalnym ludziom, a później na spotkaniu udaję wielkiego przyjaciela, przytulając się do kogoś, kogo wcześniej nie znał. W ogóle co to ma być, obcy gość przytula się na dzień dobry. A jeśli ktoś nie akceptuje fizycznego kontaktu z obcym człowiekiem? Wiem że dla jednych może być to miłe, ale dla niektórych mało komfortowa sprawa. Dobrze że buziaków nie daje. Takie usilne bycie miłym, jednych przytula, a dla drugich chamski ignorant i kłamca. Bo oczywiście kłamie w mailach że ma zajęte terminy. Jeśli potrafi kłamać na dzień dobry, to potrafi kłamać w innych sprawach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane