"Mój gwałciciel nucił mi Odę do radości". Blogerka szczerze opisuje swój gwałt, by pomóc innym ofiarom

19.04.2017 15:27
Po 13 latach od gwałtu, blogerka postanowiła opowiedzieć o nim publicznie, by wesprzeć inne ofiary

Po 13 latach od gwałtu, blogerka postanowiła opowiedzieć o nim publicznie, by wesprzeć inne ofiary (fot. http://hakierka.pl/2017/04/18/gwalt/)

Amanda została zgwałcona. Po 13 latach wreszcie przestała się czuć ofiarą i dołączyła do grona kobiet, które opowiedziały o tym publicznie. Po co? By uświadomić innym skrzywdzonym, co w takiej sytuacji jest najważniejsze.

Hakierka, czyli Amanda Waliszewska opisuje samą siebie jako "niespełnioną pisarkę i prawie prawniczkę, która zarabia na życie jako front-end developerka oraz część Geek Girls Carrots, największej organizacji dla kobiet w IT na świecie".

W ostatnim ze swoich wpisów poruszyła bardzo osobisty, opowiedziany niezwykle szczerze i ze szczegółami temat - gwałtu, którego padła ofiarą 13 lat temu.

Historia posłużyła blogerce przede wszystkim do tego, by okazać wsparcie innym kobietom, które też doświadczyły przemocy na tle seksualnym i przekazać im mądrość, którą sama zdobyła w wyniku tego doświadczenia.

Jako nastolatka Amanda raczej nie należała do tych "grzecznych". Jak sama wspomina, "rodzice zdecydowanie dawali jej za duże kieszonkowe", które zdarzało jej się wydawać na używki. Dużo czasu spędzała w ładowni za niemal opuszczonym dworcem, przez który przejeżdżał jeden pociąg dziennie.

To tam chodziła też ze swoim - wtedy przyjacielem - który jako jeden z niewielu chłopaków w jej wieku zdawał się ją lubić. A ona jego. Któregoś dnia, rozmawiając i pijąc alkohol, zaczęli spacerować wzdłuż torów. W pewnym momencie on rzucił ją na trawę, przygwoździł do ziemi własnym ciałem i zaczął całować i dotykać.

Kiedy w końcu się podniósł, zapytał, czy... zostanie jego dziewczyną. Mimo że "w odpowiedzi" Amanda była w stanie tylko odwrócić głowę i zwymiotować, uznał, że się zgadza.

Kobieta wspomina, że po tym, co się stało, miała mętlik w głowie. Już wtedy wiedziała, że jest lesbijką i chciała się z tego zwierzyć chłopakowi, a nie wchodzić z nim w żadne relacje. Z tego powodu postanowiła nie wracać do sytuacji i udawać, że nic się nie stało.

"O radości, iskro bogów, kwiecie elizejskich pól..."

Nastał kolejny dzień. 1 maja, Polska miała stać się członkiem Unii Europejskiej. W małym miasteczku Amandy świętowano to hucznie, co dla niej i jej znajomych skończyło się kolejną okazją do upicia się. Ale jej "przyjaciel" ciągle nalegał, żeby zabrać ją "specjalne miejsce", mimo że robiła wszystko, by do tego nie doszło.

W końcu zostali sami. Ona, znowu pijana, nie zdołała wrócić do domu. I stało się.

Nie krzyczałam. Nie wierzgałam. Cicho płakałam i prosiłam, żeby „nie”. Za co przez następne lata będę się obwiniać. A on cicho chrząkał: O radości, iskro bogów, kwiecie elizejskich pól…

Od tego momentu minęło 13 lat, z których większość Amanda przeżyła w przerażeniu, poczuciu bycia "zbrukaną" i mając wyrzuty sumienia. Ale w końcu zaczęła myśleć inaczej, choć droga do tego nie była łatwa. Skupiła się na tym, by przestać się zastanawiać, czy to jej wina i analizować, co można nazwać seksem i czy gwałt też nim jest.

"Nie potrzebuję żalu, cierpienia i płaczu"

Uprzedzając komentarze na temat tego, co opisała, blogerka postanowiła od razu się z nimi rozprawić. Zdaje sobie sprawę z tego, że jedni uznają ją za "odważną i dzielną", a inni skupią się na pytaniach "czemu była pijana", "dlaczego nie poszła na policję" i gdzie byli rodzice". Wszystkim daje tę samą odpowiedź, czyli to, że nikt nie jest w stanie sprawić, żeby czuła większy wstyd i winę, niż ona sama kiedyś.

Kiedyś, bo teraz Amanda myśli już inaczej. Zdała sobie sprawę, że "nie potrzebuje żalu, cierpienia i płaczu", tylko siły. Co więcej, uważa, że potrzebuje jej każda kobieta, która doświadczyła molestowania i przemocy na tle seksualnym.

Dlatego przypomina im, że one same nie zrobiły nic złego, że są wartościowymi osobami, a ich ciała i osobowość piękne. To, że wtargnięto w ich przestrzeń osobistą i zabrano im bezpieczeństwo nie powinno wzbudzać w nich wyrzutów sumienia.

"Nikt i nic Cię tak naprawdę nie zniszczy, choć bardzo będziesz w to na początku wierzyć. Jesteśmy niezniszczalne."

Przypadek Amandy, która posłużyła się nim w słusznej sprawie, nie jest jedynym. W Polsce zrobiła to też między innymi Anna Sadowska, która 11 lat temu została zgwałcona przez własnego chłopaka. Swoje doświadczenia postanowiła wykorzystać do wspierania innych ofiar przemocy seksualnej i szerzenia świadomości na ten temat w ramach działalności "Stowarzyszenia Stop Gwałtom", którego jest wiceprezeską.

Do bycia ofiarami seksualnych napaści przyznaje się też coraz więcej gwiazd, wśród których nie brakuje nazwisk z pierwszych stron gazet. Oprah Winfrey, Rita Hayworth, Billie Holiday i Jane Fonda zostały zgwałcone w dzieciństwie, a piosenkarki, wśród których znalazła się Lady Gaga, Madonna i Tori Amos jako młode kobiety.

Wiele z nich, zwłaszcza tych starszych, opowiedziało o swoich przeżyciach lata po tym, kiedy do nich doszło, decydując się na to po to, by okazać wsparcie i zrozumienie kobietom na całym świecie, które też przez to przeszły.

Zobacz też:

Poszła do ginekologa po skierowanie na badania. Usłyszała: "Dać koledze, chłopakowi, niech pomaca raz na miesiąc"

"Twoja wagina jest piękniejsza niż myślisz". Eksperyment pozwolił im pozbyć się "tych" kompleksów [WIDEO]

Każdy z nas toczy wewnętrzną walkę [PRZYPOWIEŚĆ]

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Najczęściej czytane