Magia świąt? Dla mnie to dziki tłum wściekłych ludzi w centrum handlowym. Potem jest tylko gorzej [LIST]

22.12.2017 06:45
zdjęcie ilustracyjne

zdjęcie ilustracyjne (fot. flikr.com)

Nasza czytelniczka tuż przed Bożym Narodzeniem jeździ do centrum handlowego, żeby "poczuć magię świąt". Dla niej święta to ludzie rozjeżdżający wózkami innych ludzi, zagubione dzieci i męczące rozmowy przy stole - co roku o tym samym.

Nie cierpię świąt. Jestem w mniejszości? Oj nie - ja się po prostu szczerze do tego przyznaję. Na pytanie, gdzie spędzam święta, odpowiadam - zgodnie z prawdą - w samochodzie. Jedni rodzice, drudzy rodzice... Klnę w samochodzie albo za stołem.

Za stołom co roku jest tak samo. Niekończący się repertuar: "A ten polityk to skur****n" (polityka – ulubiony świąteczny temat wszystkich). "My byśmy byli świetnymi dziadkami, to kiedy dzieci?" (tak, bo to o to chodzi, żebyście wy byli świetnymi dziadkami). "Ze mną się nie napijesz?" (jesteśmy w Polsce, tu się pije nawet, gdy prowadzi się samochód). Na tapecie są jeszcze geje i lesbijki ("Nie mam nic przeciwko, ale to nie jest normalne. No i absolutnie żadnych dzieci!"), uchodźcy (nawet nie zacytuję) i oczywiście niewybredny żarty wujka Leszka na temat naszych tyłków i dekoltów.

Przynajmniej przestali mnie o męża męczyć, bo - jak kiedyś usłyszałam od szanownej cioteczki - "w końcu udało mi się jakiegoś złapać". Tak, bo my kobiety wciąż łapiemy mężów.

Święta sprzyjają awanturom. Nie tylko tym przy suto zastawionym stole. Żeby pokłócić się z dawno niewidzianą rodziną, trzeba najpierw pokłócić się z najbliższymi. Pierwsze starcie jest przy pytaniu: "to u kogo w tym roku Wigilia?". U twojej mamy czy u mojej? Zawsze można spędzić ją w samochodzie (ja tak robię). Ale wtedy pojawia się inny dylemat: u kogo zjeść pierwszą kolację, a u kogo drugą? Wiadomo - ci drudzy rodzice mają lepiej, bo u nich spędzi się więcej czasu. Losowanie i coroczne zmiany na niewiele się zdają. Zawsze któraś matka będzie miała pretensje. To jest patowa sytuacja, konflikt nie do rozwiązania. Najmądrzejsze umysły tego świata przegrają w rozgrywce teściowa-matka.

Jedyne, co nas może uratować, to święty spokój i akceptacja. Ale i tak zdarzają się wpadki. Mój mąż zapytany w zeszłym roku przez własną matkę, co mu smakowało najbardziej u teściowej, chlapnął nieroztropnie, że sałatka jarzynowa. Rozpętał aferę na miarę III wojny światowej. "Moja sałatka ci nie smakuje?", "Co jest nie tak z moją sałatką?", "Ja sobie tu żyły wypruwam, a ty nie potrafisz nic docenić!. Teściowa nie odzywała się przez kolejne dwa dni świąt, a potem wypominała mu to do Wielkanocy.

Ale i tak moim świątecznym koszmarem numer jeden jest wiercenie dziury o zjedzenie czegoś więcej. „Ale weź choć jednego pierożka spróbuj. Babcia się napracowała, zrobisz przykrość babci”. Tak, bo przez tego jednego pieroga babcia nie będzie mogła spać po nocach. To nic, że człowiek pęka w szwach, że prędzej zwróci, co zjadł, niż przyjmie kolejną dokładkę.

Ja tym bardziej jestem pod ostrzałem. Nie jem mięsa już przeszło 15 lat. Nie jadłam mięsa, zanim stało się to modne. Ale w mojej rodzinie, jak pewnie w każdej szanującej się polskiej rodzinie, to rzecz niewybaczalna i coś, co przy każdej okazji próbuje się zmienić. "Upiekłam taką piękną kaczuszkę, specjalnie dla ciebie", "Ty ciągle na tej dziwnej diecie?", "Może kurczaczka?", "Ale tak w zasadzie to po co ty się tak męczysz?", "No czemu nie jesz, przecież wyłowiłam ci kiełbaskę" - to się nie kończy. Od 15 lat słyszę to samo.

No nic, inni mają gorzej. Szwagierka ma celiakię i nie je glutenu – nie z mody, z konieczności. I co roku, każdemu z osobna, z uśmiechem na twarzy powtarza, że nawet jeden pierożek i jedna kluska jej zaszkodzi. Raz się uniosła i zmęczona odparowała, że nie wiedziała, że w rodzinie ma tylu lekarzy, którzy wszystko wiedzą lepiej. Szybko pożałowała. Obgadywali ją po kątach, że mojemu bratu trafiła się zrzędliwa żona. Teraz dziewczyna już tylko się uśmiecha.

Podczas tego szalonego okresu (a pamiętajmy, że zaczyna się tuż po zapaleniu zniczy na grobach we Wszystkich Świętych) lubię w zasadzie dwie rzeczy. Przede wszystkim atmosferę panującą w centrach handlowych.

Co roku wybieram się z mężem tuż przed świętami do jednego, ale nie po to, żeby oglądać kiczowate dekoracje czy w szale kupować brakujące prezenty. Uwielbiam ten koloryt świąteczny, który upewnia mnie, że dobrze wybrałam. Wybrałam świadome nielubienie świąt. Dziki tłum wściekłych ludzi, gigantyczne kolejki, ku*wy na ustach wszystkich, baby rozjeżdżające ludzi wózkiem, wrzaski rozhisteryzowanych bachorów i jeszcze bardziej rozhisteryzowanych rodziców, którzy śpieszą się, bo muszą zapisać się w rybnym na karpie, niemrawa obsługa, która zabija wzrokiem każdego kolejnego klienta. I te komunikaty obsługi: "Zapłakana Malwinka czeka na mamusię w punkcie obsługi klienta". Co rodzic ma w głowie, że gubi dziecko w centrum handlowym? Naprawdę aż tak duża była promocja na telewizory, żeby zapomnieć, że ma się dziecko? Tak, co roku jeżdżę do centrum handlowego, żeby poczuć „magię tych świąt”.

Drugie "zjawisko", które naprawdę lubię, to... pełna lodówka przy minimalnym nakładzie pracy. Jestem cwaniakiem gościnno-świątecznym. Zrobię jedną dużą blachę ciasta, a w zamian obławiam się po rodzinie. Ciotki, babki, matki produkują te karpie, kapusty, śledzie i potem ładują w słoiki. Nie mają co z tym zrobić, a ja korzystam. Jedzenia na cały tydzień. Kiedyś ja będę frajerką, będę robiła święta, zapraszała dzieci. I oczywiście będę pakowała jedzenie w pojemniki. Taka kolej rzeczy.

 Basia

Czekamy na Wasze historie, którymi chcecie się podzielić. Wybrane teksty, za Waszą zgodą oczywiście, będą publikowane na kobieta.gazeta.pl. Piszcie: kobieta@agora.pl.

Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (88)
Magia świąt? Dla mnie to dziki tłum wściekłych ludzi w centrum handlowym. Potem jest tylko gorzej [LIST]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: bosonoga_kontessa

    Oceniono 74 razy 46

    Och, jakże mi miło, że znalazłam bratnią duszę!!! Jak kiedyś wyznałam publicznie, że nie lubię Świąt, ze szczególnym uwzględnieniem przygotowań, to o mało co nie zostałam ukamieniowana...:)

  • margot452

    Oceniono 48 razy 38

    Święta od lat traktuję jako dodatkowy dzień wolny, kiedy można z czystym sumieniem odpocząć.

    Tak, jasne, robię zakupy - skoro mam dłuższy weekend, z przyjemnością zjem coś dobrego, ale naprawdę nie widzę sensu w uczestniczeniu w spędach osób, które przez resztę roku mają się nawzajem w dupie, a przy tej jednej okazji udają, ze się kochają i nażerają na potęgę, żeby nie obrazić gospodyni, która się przy przygotowaniu tego dobra schetała jak dziki osioł, a teraz by najchętniej wszystkich gości wywaliła za drzwi i odpoczęła - no ale przecież Święta są, nie wypada.
    A pocałujcie mnie w odwłok z taką tradycją!

  • Gość: zadowolona

    Oceniono 43 razy 33

    Wiele osób ma jakieś dziwne rodziny. U mnie nie ma kłótni, u kogo święta - godzimy to bez problemów - omawiając sprawy wcześniej, żeby nikogo nie stawiać w trudnej sytuacji. Spotkania z rodziną są miłe, nie kłócimy się, rozmawiamy nie o polityce, nie obrażamy się wzajemnie, są między nami wegetarianie - nikt nie zmusza ich do jedzenia mięsa. Przygotowania do świąt też nie kojarzą mi się z jakąś dziwną pogonią za wszystkim. Co trzeba - kupujemy, bez zbędnego nadmiaru. Naprawdę się da i myślę, że większość ludzi tak ma. Tylko nieliczni frustraci wylewają wymyślone żale na łamach gazet. Wszystkiego dobrego na Święta życzę WSZYSTKIM!

  • Gość: parsom

    Oceniono 42 razy 32

    Droga Gazeto,
    Proszę, zatrudnijcie mnie do pisania tych listów! Będę pisał takie, że aż się wam serwery zagrzeją od klikania. Np. na Sylwestra napiszę o tym, że nienawidzę Sylwestra, bo to przymus zabawy itd. A potem polemiczny list, że kocham Sylwestra, bo to nieskrępowana zabawa, raz w roku itd. Mogę też dorzucić list analityczny - o zmianie zwyczajów sylwestrowych na przestrzeni mojego życia. Albo przerobić go na list wspomnieniowy - jakie to kiedyś Sylwestry były... I oczywiście obowiązkowe listy o moim sposobie na kaca i wyrażający troskę o los zwierząt. Na Walentynki też mogę coś napisać. Że fajne i z moją myszką zawsze się migdalimy. I mogę zrobić wersję niegrzeczną - jak to się migdalimy na stole, aż wióry z podłogi lecą. Albo że niefajne, komercja i w ogóle za różowo. Mogę też z tej okazji zrobić wersję instruktażową - jak zorganizować Walentynki dowolnego rodzaju - romantyczne, wyuzdane, a nawet SM. Jak się uprę to zrobię też wersję o tym, że Walentynki są też spod znaku tęczy.
    A przed Walentynkami to jeszcze mogę pisać na Dzień Babci i Dzień Dziadka - raz jako wnuczek, drugi raz jako babcia czy dziadek, a nawet jako prababcia. O - tu np. mogę też jako nauczycielka napisać. Że mam już dość uczenia tych wierszyków. Albo jako rodzic - że muszę chodzić na te durne przedstawienia, bo dziadkowi się nie che i woli walić piwo pod sklepem.
    Droga Redakcje, naprawdę - będę Wam pisał przez cały rok, na każdą okazję, pogodę i co tam jeszcze. W różnych wersjach. Lepszych listów nikt Wam nie napisze. Ja Wam zawsze, wszystko napiszę?
    Zatrudnijcie mnie!

  • Gość: renifer

    Oceniono 40 razy 28

    U mnie święta to jedyna okazja, by spotkać się z rodziną i ja się tam cieszę. Na wigilię albo robimy z mężem swoją własną małą kolację, albo jedziemy z jedzeniem do teściowej, bo sama mieszka i wtedy też męża brat z żoną i dziećmi przyjeżdża, a na pierwsze święto cała najbliższa rodzina zbiera się u rodziców (najbliższa mam na myśli rodziców, siostry i bracia z mężami, żonami, dzieciakami) i właśnie wtedy, gdy jest nas więcej jak 10 przy stole, wszyscy rozmawiamy, śmiejemy się i gramy w kalambury, to wtedy właśnie czuję te święta. Bo w ciągu roku to nigdy nie ma czasu, by się ze wszystkimi naraz spotkać.
    Pozdrawiam głodnych karpia :P

  • ginztonickiem

    Oceniono 24 razy 24

    Naprawdę nie ma obowiązku spotykania się z rodziną na święta. Można spokojnie trzy dni spędzić pod kocem z książką, trzeba tylko chcieć. Obrażą się? Trudno! Za trzecim razem nie zwrócą uwagi.

  • exsero

    Oceniono 25 razy 15

    "Za stołom co roku jest tak samo. Niekończący się repertuar: "A ten polityk to skur****n" (polityka – ulubiony świąteczny temat wszystkich). "My byśmy byli świetnymi dziadkami, to kiedy dzieci?" (tak, bo to o to chodzi, żebyście wy byli świetnymi dziadkami). "Ze mną się nie napijesz?" (jesteśmy w Polsce, tu się pije nawet, gdy prowadzi się samochód). Na tapecie są jeszcze geje i lesbijki ("Nie mam nic przeciwko, ale to nie jest normalne. No i absolutnie żadnych dzieci!"), uchodźcy (nawet nie zacytuję) i oczywiście niewybredny żarty wujka Leszka na temat naszych tyłków i dekoltów."

    Tak się zachowuje chamstwo, nie ludzie na poziomie. Wesołych - albo inaczej - spokojnych świąt. Bez chamstwa.

  • Gość: ejanna

    Oceniono 17 razy 13

    Kolejny list mowiacy o tym jacy Polacy sa straszni i wpisy jacy to my jestesmy fajni.
    Sam jezyk - te "straszne baby", "bachory", rozhisteryzowani rodzice, przemocowi krewni. Przeciez to jezyk wykluczenia, agresji, wrogosci,dzielenia swiata na "nas" i jakich"nich"
    Aby nie bylo zludzen co do moich intencji - nie lubie swiat, mam za soba trudne doswiadczenia, nie obchodze tego czasu z moja matka, nie lubie nawet pierogow ani karpi i nie wyobrazam sobie jesc tego jako "swiatecznego posilku", pieniadze na prezenty przekazujemy od trzech lat na Unicef.
    Ten rodzaj wolnosci nie przyszedl latwo, mysle ze trwalo to jakies 40 lat zanim sie uwolnilam,ale bylo warto. Nie przeszkadzaja mi ludzie ze swoim sposobem spedzania tego czasu, czasami sie dziwie, czasmi niedowierzam, czasmi troszke bulwersuje.Nie ma jednych magicznych swiat, ani teraz ani kiedys. Dla kazdego to znaczy cos innego, nie ma tez obowiazku spadzanie tego czasu w galerii handlowej w kosciele ani nawet z rodzina, ktorej nie lubimy. Wbrew pozorom zawsze jest wybor a przeciez ten wybor to wolnosc. Ale wybor bez wrogosci czy potepienia wybor wynikajacy raczej z tego ze swiat jest rozny i my mamy prawo byc czasem tym innym elementem calej skomplikowanej ukladanki ukladanki.
    Sprobujmy, kazdy z nas, byc dla siebie troszke bardziej uprzejmi nawet nie oczekujac wzajemnosci a swiat bedzie lepszy... :)))

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Życie i styl:
Najczęściej czytane