Po co nam horoskopy? 'Pomagają poznać siebie. Wielu ludzi z uporem maniaka żyje nie swoim życiem'

Po co nam horoskopy?

Po co nam horoskopy? (fot. shutterstock.com)

W Chinach horoskop urodzeniowy warunkuje całe życie. W Polsce traktujemy astrologię z przymrużeniem oka. A zdaniem Miłosławy Krogulskiej, profesjonalnej astrolog, twórczyni horoskopów w Gazeta.pl, dobrze postawiony horoskop może nam powiedzieć ważne rzeczy.

Czytelnicy lubią horoskopy – tak wynika ze statystyk. Nie da się jednak ukryć, że my, Polacy, traktujemy je dość pobłażliwie – na zasadzie: mogę sobie przeczytać, ale i tak w to nie wierzę.

Miłosława Krogulska, astrolog: Ta pobłażliwość może wynikać z faktu, że astrologia w dzisiejszych czasach nie jest nauką. Raczej liczącą dwa tysiące lat wiedzą powszechną. Oczywiście mogłaby być przedmiotem nauki, ale rzadko nim bywa – uczeni nie chcą się jej uczyć, a żeby coś badać, trzeba się na tym znać.

Zupełnie inaczej jest np. w Chinach, gdzie moment narodzin i idący za tym horoskop determinuje całe ludzkie życie. W Chinach astrologii nie wybiła nawet rewolucja kulturalna, astrolog jest doradcą ludzi na najwyższych szczeblach władzy, a to, czy rok jest szczęśliwy, ma wpływ na demografię – rodzi się wtedy więcej dzieci.

Powiem tak: do horoskopów prasowych – które nota bene pojawiły się dopiero niecałe sto lat temu – należy podchodzić na luzie. Zwłaszcza jeśli wymyśla – dosłownie – je dziennikarz, niemający astrologicznego instrumentarium. Ale jeśli horoskop prasowy tworzy doświadczony astrolog, to on już pewne cykle planetarne do dnia naszych urodzin będzie potrafił odnieść. I może podrzucić mądre ziarenko, które zainspiruje nas do pozytywnych zmian.

Horoskopy prasowe układa się dla całych znaków zodiaku, a przecież taki Baran czy Byk to miliony bardzo różnych jednostek.

- Horoskop prasowy jest bardzo uproszczony - bierze pod uwagę tylko pozycję Słońca. Założenie polega na tym, że kiedy planety przesuwają się po niebie, ustawiają się w różnych konfiguracjach do naszego znaku urodzeniowego, a to pozwala astrologowi sporządzić przepowiednie dla 12 znaków zodiaku. Ale pozycja Słońca na niebie to tylko jedna z wielu zmiennych.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy idzie się do astrologa po horoskop osobisty. Wtedy astrolog prosi o podanie dokładnej daty – z rokiem i godziną – oraz miejsca urodzenia. Mając te wszystkie informacje tworzy dokładną mapę nieba z chwili i miejsca narodzin. Mapę musi sobie obliczyć – dzisiaj pomagają w tym programy komputerowe, ale kiedyś astrolog był zarazem astronomem, uczonym, sam prowadził obserwacje nieba. Dopiero z takiej mapy astrolog wysnuwa swoje wnioski.

SPRAWDŹ SWÓJ HOROSKOP NA 2018 ROK

I co taki astrolog może mi powiedzieć?

- W kulturze europejskiej astrolog nigdy nie był traktowany jak wyrocznia. Raczej był doradcą. I dzisiaj też wróżby astrologiczne radzę traktować jak glos doradczy, który może powiedzieć nam jedną rzecz, której nie powiedzą inni. A mianowicie: jak nasze powodzenie albo nasza siła sprawcza będzie się kształtować w przyszłości. To jest główna informacja, jakiej należy oczekiwać od astrologa. Odpowiedzi na pytanie: czy ten czas, w którym podejmuję decyzję, jest dla mnie szczęśliwy, czy lepiej chwilę zaczekać, bo mogą wystąpić utrudnienia.

W gwiazdach jest zapisane, że ten rok dla mnie, Bliźniaka, nie jest dobry na zmianę pracy albo zakup mieszkania?

- To bardziej skomplikowane, ale tak – według astrologii jest to zapisane w gwiazdach. Horoskop patrzy na mapę nieba, i pozycje planet i znaków zodiaku interpretuje jak symbole. Czyli robi założenie, że to, co w momencie narodzin działo się na niebie, będzie odpowiadało temu, co wydarzy się na ziemi. Planetom w horoskopie przypisuje się określone funkcje, np. Wenus będzie odpowiadać za sferę relacji międzyludzkich, a w niektórych aspektach za finanse. Czyli jeżeli Wenus jest u kogoś w pozytywnej konfiguracji – co już astrolog musi ocenić – to wtedy dana osoba będzie miała więcej szczęścia – do ludzi, do relacji, czasami do finansów. Są planety, które pokazują, jaka będzie natura człowieka. Czy człowiek będzie np. odważny, ryzykujący, czy raczej w swoim życiu będzie podlegał innym.

Moment w czasie, w którym się urodziliśmy, wpływa na naszą naturę?

- Bardzo mocno wpływa na naszą naturę i to, jak będziemy postrzegać świat. Astrologia jest tak naprawdę wielkim kalendarzem, znaki zodiaku europejskiego (czyli tzw. tropikalnego) są opisem pór roku. Czyli zakładamy, ze jeśli ktoś urodził się pod znakiem Barana, wtedy, kiedy zaczynała się wiosna, to będzie w swoim życiu przejawiał pewną charakterystykę tej pory – nastawienie na nowe rzeczy, szybkość, brak obaw przed nowościami, podejmowanie odważnych decyzji. Urodzeni pod Wagą, czyli znakiem, który zaczyna jesień, będą z kolei bardziej nastawieni na kooperację, zwracanie uwagi na innych ludzi, bo jesień jest czasem gromadzenia się. To też pokazuje, skąd astrologia się wzięła – z potrzeby mierzenia czasu.

Astrologia oferuje bardzo głęboki odczyt charakteru. Ale inny od tego, do czego przyzwyczaiła nas nauka i współczesna kultura. Decydując się na odczyt mapy horoskopowej wsiadamy do wehikułu czasu i cofamy się o dwa tysiące lat. I to jest to, co zawsze powtarzam, kiedy się zabieram za interpretację czyjegoś horoskopu: nie możesz oczekiwać, ze wszystko będzie mierzone dzisiejszą miarą.

A jaką?

- Starożytną, czyli opierającą się na symbolach i próbie ich interpretacji. Opis naszego charakteru sporządzony przez astrologa nie będzie taki, jak wynikałby z wizyty u psychologa, bo to są dwie kompletnie różne dziedziny. Ale jeśli to zaakceptujemy, to możemy się spodziewać bardzo głębokiego spojrzenia na nas.

Skoro mapa nieba ma wpływ na to, jacy jesteśmy i co nam się przydarzy w życiu, to czy zdaniem astrologii jesteśmy w stanie zmienić swój los?

- Oczywiście, ze tak. Astrologia nie lubi określenia „los”. Pokazuje przede wszystkim to, jakie mamy predyspozycje. Jakie cechy naszego charakteru są w nas niezmienne. Określa nasz potencjał. W slangu coachingowym mówi się o zasobach. Więc jeśli mamy w horoskopie jakąś silną planetę, to ona nam pokaże, jakie zdolności i talenty będą dla nas bezpośrednio dostępne albo najłatwiejsze do rozwijania. Oczywiście możemy rozwijać inny talent, ale będzie nam trudniej.

Jeżeli ktoś jest urodzeniowym Baranem, czyli ma tę wrodzoną skłonność do optymizmu, ryzyka, brania spraw we własne ręce, to wiadomo, że może go to doprowadzić do podejmowania pewnych kroków za szybko, wpychania się w kłopoty. Ale nadal taki Baran może pracować nad sobą, kształtować swój charakter i naprawiać błędy.

Czyli tak naprawdę astrologia służy dobremu poznaniu siebie?

- To jest jej główna funkcja. Nie chodzi o to, że ciąży nad nami jakieś fatum związane z dniem narodzin, stanie się coś, na co nie mamy już wpływu, tylko służy odkryciu potencjału człowieka.

Każdy ma takie same szanse w drodze do szczęścia i powodzenia?

- Otóż nie. Nasz potencjał zawsze ma punkt startowy. Jesteśmy nauczeni, chyba przez czasy komunizmu, że każdy ma dostać po równo. A astrologia jest wiedzą z czasów, kiedy nikt nie miał po równo! Były ogromne dysproporcje. I dzisiaj, jak popatrzymy na ludzi, jest tak samo.

Dawne podręczniki astrologii zwracały uwagę na to, że jeżeli ktoś ma doskonale postawioną Wenus, to ona będzie się inaczej realizować, jeśli urodził się jako arystokrata, a inaczej, gdy urodził się jako niewolnik. Nie możemy powiedzieć, ze dwóm osobom z identyczną datą narodzin będzie w życiu tak samo.

Czyli wiele zależy od naszych okoliczności życiowych.

- Astrologowie nowocześni mówią: wpływ horoskopu urodzeniowego na życie człowieka wynosi 50 proc. Reszta to okoliczności: rodzina pochodzenia, wykształcenie, pieniądze. Dlatego że ludzie, którzy nas otaczają, też maja swoje horoskopy. Zupełnie inaczej będziemy się realizować, jeśli urodziliśmy się w rodzinie wielkiego milionera, a inaczej, kiedy los nas rzucił do zapadłej wsi, gdzie PKS przyjeżdża raz w tygodniu. Ale jeżeli mamy horoskop mocny, nawet wybitny, bo zdarzają się takie, to nawet z tej zapadłej wsi będziemy w stanie się wydobyć. Natomiast nie ma równego startu. Dlatego horoskopy też nie wszystkim zrealizują się tak samo. No i nawet mając ten super horoskop nadal nie możemy tylko siedzieć i czekać, aż astrologia za nas wszystko załatwi.

SPRAWDŹ SWÓJ HOROSKOP NA 2018 ROK

Możemy napotykać trudności albo wszędzie je widzieć. To się czymś różni z punktu widzenia astrologa?

- Astrologia nie robi rozróżnienia miedzy światem zewnętrznym i wewnętrznym. Nie ma go.

Czyli nasze kłopoty mogą się w ogóle nie brać z tego, ze los nam nie sprzyja, tylko…

- Właśnie tu jest ten paradoks - astrologia w ogóle nie używa określenia „los”.

Ale ludzie właśnie z tym kojarzą astrologię! Jako przepowiednię losu zapisaną w gwiazdach.

- Ale tak nie jest. Na pewno możemy powiedzieć tak: jeżeli mamy przejście przez nasz horoskop urodzeniowy złej ciężkiej planety, np. Saturna, to może być tak, że w różnych dziedzinach życia napotkamy trudności. Nie zawsze jest wspaniale. Np. przez ostatnie 2,5 roku zodiakalne Strzelce i Bliźnięta były doświadczane przejściem bardzo trudnej planety. Mogły przechodzić przez okres trudności, stagnacji, napotykali też na ludzi, którzy nie pozwalali im robić tego, co by chcieli, w jakiś sposób utrudniali. Astrolog nie powie ci, czy masz dola, bo jesteś wyczerpany, czy dlatego, że stanął na twojej drodze dołujący szef. Natomiast może powiedzieć, kiedy ten trudny moment się skończy – tu od razu mogę pocieszyć Strzelce i Bliźnięta – od 20 grudnia powinno już być lepiej.

Jestem przeciwna negatywnemu nakręcaniu się astrologią. Często ludzie, którzy interesują się takimi dziedzinami, poszukują łatwych rozwiązań, a tu go nie ma. Nie jest tak, że przyjdzie dobra planeta i wszystko za nas załatwi. Ale może nam podsunąć pomysły, dzięki którym powoli zaczniemy się z kłopotów wygrzebywać. Niestety najczęściej okazuje się, że w jakimś zakresie musimy wziąć się do roboty. Ale przynajmniej astrologia nam powie, gdzie jest szansa, że jak to poletko zaczniemy uprawiać, to będą plony.

Wspomniałaś o wybitnych horoskopach, że zdarzają się ludzie, którzy je mają. Na czym to polega?

- Na tym, że planety są w znakach swojego władztwa, są poustawiane w szczególne grupy, albo występują w szczególnych miejscach horoskopu urodzeniowego. Zwykle ludzie z wybitnym horoskopem mają po prostu bardziej wyrazisty charakter. Lepiej im się w życiu układa. Zwykle są bardziej konfliktowi, mają zdolności przywódcze, wzbudzają większe zainteresowanie innych osób. Są charyzmatyczni.

Są też horoskopy całkiem przeciętne, co wcale nie znaczy, że taki człowiek będzie miał w jakiś sposób gorsze życie. Może tylko nie będzie miał takiej silnej presji, np. na szkło albo karierę.

W naszych czasach z przeciętnością czasem najtrudniej się pogodzić.

- A no właśnie, ale przeciętny horoskop też daje nam ogromne możliwości pracy nad sobą. Bo zawsze, w każdym horoskopie będzie coś, co nam sprzyja. Mamy dwie planety w astrologii, Jowisza i Wenus, zwane małym i dużym szczęściem. One będą nam pokazywały, co jest dla nas dziedziną sukcesu, co przyniesie nam radość. To jest bardzo ważny astrologiczny czynnik – co ci sprawia radość. Bo jeżeli to będziesz robić, będziesz w zgodzie ze sobą, i wtedy jest szansa, że inni to docenią. Widziałam dużo horoskopów, gdzie ludzie z maniackim uporem realizują programy życiowe, które nie są ich, które ich nie bawią, ale które narzucili im rodzice, otoczenie.

Właśnie takim osobom przydałby się horoskop?

- Czasami by się przydał, ale ludzie nie lubią być wytrącani ze swoich przekonań. Do astrologa trafiają zwykle osoby, które mają jakiś problem, wyczerpały już inne możliwości i myślą sobie: już byłam u wszystkich, to skorzystam jeszcze z tej szalonej metody. I wtedy można znaleźć perłę. Ale nie wyczytamy wszystkiego, horoskop to nie jest remedium na cale zło. Pozostaje nam praca nad sobą. I łut szczęścia.

Czyli jeszcze szczęście jest ważne.

- W astrologii bardzo. Starożytni się nie certolili, horoskopy dzielono na dwa gatunki: szczęśliwe i mniej szczęśliwe. I należało trzymać się tych osób, które maja horoskopy szczęśliwe. W astrologii arabskiej była cala masa wskazówek, jak wyłapywać ludzie z dobrym horoskopem, kogo mieć w swojej rodzinie. Bo przy tych ludziach i nam nie stanie się krzywda.

Analogicznie, jeśli otaczamy się ludźmi, którzy maja pechowy horoskop, to oni mogą ściągać na nas pecha?

- Mogą. Tak mówi astrologia. Są takie osoby, które zawsze nas ścigną na manowce. Astrologia mówi tak: nie wszyscy do nas pasują. Można określić, które horoskopy będą ze sobą pięknie współgrać, ale jest jeszcze wychowanie, charakter, sympatia – czasami tego w horoskopie nie ma. Zanim zaczniemy horoskopy porównywać, musimy osobę zobaczyć. I zwykle jest tak, ze trzeba ufać pierwszemu wrażeniu.

Czy istnieją znaki zodiaku, którym jest w życiu łatwiej i takie, którym z założenia jest trudniej?

- Nie, tak się nie da tego określić.

Bo często się mówi: to jest trudny znak albo: z nim się trudno żyje.

- Znak jest trudny zawsze z punktu widzenia innych znaków zodiaku. Mamy w astrologii 12 znaków, czyli ekliptykę. Ta dwunastka nie wynika z tego, że ktoś sobie tak pogrupował, tylko z tego, że mamy cztery żywioły – ogień, ziemię, powietrze, wodę – z których każda ma swoją charakterystykę i naturę. Dodatkowo każdy z tych żywiołów będzie występował w jednej z trzech jakości: kardynalnej, czyli silnej, stałej albo zmiennej. Czyli znak zodiaku astrolog może opisać jako np. znak Barana, albo znak kardynalny ognisty.

Pomiędzy pewnymi grupami znaków zawsze będziemy mieć awanturę. Np. między Skorpionami i Wodnikami awantura w zodiaku jest ściśle ideologiczna, bo podejście do życia tych dwóch znaków jest diametralnie różne. Jeżeli takie osoby zejdą się w parę, to ich okres dotarcia się będzie dużo dłuższy. Mamy w zodiaku znaki, które są naprzeciwko siebie, np. Raka i Koziorożca. Koziorożec patrzy na zryczanego Raka i myśli: Jezus Maria, z kim ja się zadaję?! Przestań się mazać, wstań i do roboty, świat to nie bajka. Można powiedzieć, że z punktu widzenia Raka Koziorożce będą bardzo trudne. Z punktu widzenia Koziorożców Raki będą absolutnie niepoważne.

Zawsze trafimy na znak, który do nas mniej pasuje, ma inne podejście do życia. Ale które z tych podejść jest właściwe – to my nie wiemy. Na szczęście Koziorożce nie muszą być skazane na Raki, bo mogą sobie dobrać do kompanii Pannę albo Byka, który powie: wstajemy i robimy kasę. A Raki mogą sobie dobrać Ryby i razem się nurzać w świecie emocji, albo Skorpiona, który powie: chodź Raku, ja cię obronię. Mamy wybór. Często też ludzie muszą się dopasować do siebie, co powiem szczerze – dla naszego charakteru jest rozwijające.

Nie ma co rezygnować z człowieka, bo nie pasuje do nas jego znak zodiaku?

- Nie ma co, zdecydowanie. Czasami horoskop naszego małżonka absolutnie do nas nie pasuje, rozstajemy się po latach, ale mamy tak piękne dzieci, że może był w tym jakiś wyższy plan. Ludzie o trudnych horoskopach też są nam w życiu potrzebni, nie da się przejść przez życie unikając wyzwań. Ludzie będą nas wkurzań, ale będą nas też motywować.

Astrolog układając horoskop mówi: przede wszystkim zadbaj o siebie, o swój spokój, znajdź sobie swoją przestrzeń. Dziś wszyscy nam doradzają, można od tego zgłupieć. Nie chciałabym, żeby astrologia była kolejnym werdyktem lub nakazem. Nie musisz żyć według jej zasad, ale możesz skorzystać z przestrogi albo tego, co jest dla ciebie dobrą radą. Jak astrolog mówi: nie mów mu dzisiaj, żebyście kupili mieszkanie, bo się wścieknie, bo ma akurat trudny tranzyt marsowy, to czasem warto posłuchać. Ale jestem przeciwniczką życia z horoskopem co ranek.

To może jednak bez horoskopu żyje się ciekawiej?

- Zdecydowanie, ale astrologowie mają takie porównania: można płynąć statkiem przez ocean i na pewno się gdzieś dopłynie. Ale można mieć też mapę i płynąć w konkretnym kierunku.

Ładne.

- Astrologia przydaje się nam wtedy, kiedy mamy konkretne zamierzenia do wykonania, jasno sprecyzowany cel. Wtedy warto zrobić horoskop – czy to dobry kierunek i dobry moment. Warto też rozpoznać swoje predyspozycje, pamiętając, że spojrzenie astrologiczne jest inne od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Nie ma równości, nie każdy będzie tak samo szczęśliwy w tym samym momencie czasu, szanse są zróżnicowane. I to dla nowoczesnego człowieka jest często w astrologii rzeczą nie do przejścia.

Bo chcemy natychmiast i konkretnie. I tak, że każdy może osiągnąć wszystko, jeśli się postara.

- Tak. Jesteśmy łudzeni tym, że jeżeli tylko chcemy, będziemy wystarczająco mocno pracować, to się uda na 1000 proc. Astrologia mówi tak: jeżeli jest dobry czas, to nawet rzeczy trudne mogą się udać, ale niekoniecznie na 100 proc., może na troszeczkę. Mówi też czasem: po co się przy tym upierasz? Horoskop potrafi otrzeźwić. Ale człowiek zawsze musi chcieć.

Jeszcze jedną rzecz koniecznie trzeba powiedzieć: astrologia osobista nie jest dla wszystkich. Nie jest dla osób, które przechodzą rożnego rodzaju głębokie kryzysy psychiczne, np. depresję. Jeśli mimo wszystko ktoś chce wtedy iść do astrologa, to musi wybrać bardzo doświadczoną osobę, która będzie wiedziała, jak przedstawić informacje, które z horoskopu płyną. Astrologia nie jest dla osób, które są podatne na złe sugestie. Jeśli ktoś jest z natury lękliwy, spodziewa się wszędzie ciosu, to astrologia może się u niego przyczynić do zachować nerwicowych. Jeśli jesteśmy wytrawnymi klientami wróżek, którzy wydali na to już po kilkanaście tysięcy złotych, to czas pomyśleć o terapii.

SPRAWDŹ SWÓJ HOROSKOP NA 2018 ROK

***

Miłosława Krogulska – astrolog, tarocistka, dziennikarka. Jej dziadek był znanym chiromantą. Astrologią zaczęła zajmować się w latach 90. XX wieku. Od 2002 roku jest członkiem Brytyjskiego Stowarzyszenia Astrologicznego (The Astrological Association of Great Britain), a od 2008 roku działa w Polskim Stowarzyszeniu Astrologicznym (współzałożycielka).

Razem z Izabelą Podlaską prowadzą od 1999 roku firmę Albireo. Redaktorka portalu o ezoteryce Czary.pl. Redaktor naczelna kwartalnika Tarocista i sekretarz redakcji kwartalnika Astrologia Profesjonalna. Pracuje w redakcji tygodnika Gwiazdy mówią i współtworzy kwartalnik Trygon.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (68)
Po co nam horoskopy? 'Pomagają poznać siebie. Wielu ludzi z uporem maniaka żyje nie swoim życiem'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: wieszczu

    Oceniono 76 razy 38

    naprawdę?! takie bzdury tutaj? schodzicie na psy, dno i metr mułu i piszę to z całą odpowiedzialnością.

  • Gość: kontestator

    Oceniono 54 razy 32

    Brawo, najpierw heheszki ze spotkania Radziwiłła z uzdrowicielami, a potem wywiad z astrologiem promowany jako drugi artykuł na głównej stronie. Gratulacje.

  • kapitan.kirk

    Oceniono 44 razy 26

    Kiedy wreszcie wywiad z terapeutką naturalną o zaletach leczenia przez wsadzanie do pieca na trzy zdrowaśki?

  • liberau

    Oceniono 50 razy 22

    Ludzie, czy wyście już kompletnie skretynieli? Może zaczniecie jeszcze promować antyszczepionkowe brednie, kreacjonizm i płaskoziemców???

  • bronek77

    Oceniono 35 razy 17

    przecież ta pani bełkocze. Metoda naukowa jest do nauczenia w parę dni. Dane typu 'data urodzenia/dokładny życiorys' dostępne dla ogromnych populacji. Gdyby były jakieś korelacje - da się je szybko wykryć - proste badania na poziomie pracy magisterskiej. za grosze. Jeżeli asrolog ma magistra z czegokolwiek, to bez problemu przedstawiłby publikację do zweryfikowania przez innych. Nie ma żadnego magistra wśród astrologów na całym świecie ?

  • horatio_valor

    Oceniono 20 razy 14

    Postęp wiedzy naukowej w dzisiejszych czasach jest tak olbrzymi, że nie ma fizycznej możliwości ogarnięcia summy wiedzy naukowej - nie tylko w całości, ale nawet w dziedzinach szczegółowych, jak choćby w biologii. Najwybitniejsi specjaliści znają się tylko na swoim wycinku. Ludzie inteligentni i ciekawi świata starają się ogarnąć w miarę możliwości różne dziedziny wiedzy na jakimś poziomie ogólności. To też wymaga sporego wysiłku intelektualnego i czasu. Zwykli ludzie nie mają po temu predyspozycji, więc stosują drogę na skróty - czary, religia, ezoteryka, horoskopy. Tak to już jest. I będzie. I to coraz bardziej.

    Prywatnie życzyłbym sobie tylko tego, żeby media nie zarzucały tej nieco staromodnej, ale pożytecznej społecznie postawy podciągania swoich użytkowników w górę, chociaż odrobinkę, choćby małymi kroczkami. Działy naukowe w popularnych dziennikach robią dobrą robotę w tym kierunku. Wielka szkoda, że sfera antynauki bywa nobilitowana tekstami w mediach kojarzonych z pewnym poziomem, ale w istocie równających w dół. Ja oczywiście wiem, że gazeta.pl to nie Gazeta Wyborcza, ale nie możecie mieć pretensji do użytkowników, że skojarzenie jednego z drugim istnieje.

  • staryman

    Oceniono 18 razy 12

    „...zdaniem Miłosławy Krogulskiej, profesjonalnej astrolog, twórczyni horoskopów w Gazeta.pl, dobrze postawiony horoskop może nam powiedzieć ważne rzeczy.”
    ----------------------------------------------------------------------------------------------
    (Mimo wszystko) szok i niedowierzanie.
    To w tej waszej Gazecie jakieś horoskopy publikujecie?!
    No nie wiem, może powinienem przeprosić Szanowną Redakcję, że nie wiedziałem?
    Może horoskopy układane przez „profesjonalną astrolog (-lożkę?) należą obecnie do jakiegoś inteligenckiego kanonu lektur? Kafka, Cortazar & horoskop?
    No bo jak lektura horoskopów „może nam powiedzieć ważne rzeczy’...

    Panie Adamie, wstydu oszczędź! Jak w 1980 r. zakładałem w swoim ówczesnym zakładzie pracy „Solidarność”, to do głowy mi nie przyszło, że coś takiego będą kiedyś promować ówcześni mesjasze antysocjalistycznej opozycji. Gdybym wtedy przewidział, że zwalczanie „realnego socjalizmu” zakończy się triumfem ciemnoty, zabobonu i bredni, tobym się chyba do PZPR zapisał i (ŚP.) „socjalizmu” bronił...

    P.S. „Socjalizm” jest w cudzysłowie, bo zgodnie z doktryna obowiązującą w czasach ŚP. Edwarda Gierka byliśmy wtedy dopiero na drodze do socjalizmu. O ile mi wiadomo, nigdy do tego socjalizmu nie doszliśmy (nie mówiąc już o komunizmie, którego to nawet przodujący Związek Radziecki nie osiągnął).
    To tak do sztambucha obecnych bohaterskich rycerzy bez skazy, walczących z coraz większą odwagą i zajadłością z komunizmem w Polsce...

  • partia

    Oceniono 26 razy 10

    Gazeta schodzi na psy. Wiadomo, ze trzeba w połowie przynajmniej zamieszczać materiały na tematy dostępne i interesujące dla głupków bo jest ich większość i kiedy oni nie kupują wyrobu to ludzie z głową na karku nie utrzymają firmy. Musi więc być dział sportowy, koniecznie świeże doniesienia o walkach Popka, że muszą być plotki i pudelki i wiadomości z życia żywej polskiej Barbie( horror!) i w każdym numerze doda, Jak najwięcej Dody, co jej było widać. Choć z czasem wiadomości o Dodzie czasem krzepiące jak te o aktorach którzy odmawiają grania w filmie z Dodą w roli głównej. Brednie astrologiczne jak najbardziej kretyni z radośćią będą łukać jak indor kluski. Ale to już teraz za mało...

    Powinni zatrudnić w GW na trzy etaty niejaką Pepsi Eliot. Kimkolwiek jest potrafi pisać bez zadyszki, 25 godzin na dobę, teksty prawdziwe w każdym calu, rozwiązywać wszelkie problemy zdrowotne, ontologiczne i egzystencjalne. Prawdziwa krynica mądrości doskonale zorientowana w kwestii matriksa, illuminatów, pasożytów energetycznych, leczy macą (no dobra, nie chodzi o "tą" macę ale i tak cieszy), demaskuje kłamstwa o wirusach (nie istnieją, nikt ich przecież nie widział) ale najbardziej z jej produkcji spodobała mi sie wiadomość o tym, jakoby powszechnie było wiadomo, że Napoleon miał wszczepionego czipa. To co się teraz dzieje to jest jakiś Nowy Gnostycyzm który rozkwita dzięki internetowi. Jurek Prokopiuk w porównaniu z Pepis E. to szczeniak o ograniczonej wyobrażni. Tacy kapłani jak Popko czy Pepsi mają miliony wyznawców w Polsce. Tradycyjny okultyzm już nie wystarcza. Jest zbyt siermiężny, za mało kolorowy, nie czerpie z masskulturowych bajek opowiadanych przez filmy i gry wideo. Niebawem, zeby nie stracić wiernych, KK i Świadkowie Jehowy będą musieli zacząć bredzić o czipach, wibracjach i reptalianach a w programach szkolnych pojawi się magia. Minister zdrowia postawi ochoczo na alternartywną medycynę. Etc. Jak nie wykończą nas nacjonalistyczno-socjalistyczno-klerykalne rewolucje to zrobi to zalew głupoty i szaleństwa. Zresztą i rewolucje i powszechna wiara w brednie o czipach i zakwaszeniu organizmu mogą się wspaniale uzupełniać i wzajemnie napędzać. Tylko czekać, a pojawi się jakaś nowa ekonomia oparta o wibracje i kosmiczną energię. I partie które będą w myśl tych urojeń, po wygranych wyborach, budować nowe systemy polityczne. Tylko kiedy zacząć kupować kaszę i cukier żeby starczyło przynajmniej na 10 lat? Już teraz czy jeszcze poczekać?

  • nanorobot

    Oceniono 19 razy 9

    "W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?"
    Friedrich Nietzsche

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Życie i styl:
Najczęściej czytane