"Całował mnie w usta, niby przypadkiem, chwalił, jaka jestem fajna. Myłam twarz po tych powitaniach" [#METOO]

Katarzyna Kozerska swoje poruszające wyznanie zawiesiła na swoim profilu na Facebooku. Za jej zgodą republikujemy jej historię. Mamy nadzieję, że doda Wam otuchy i odwagi do stawiania czoła osobom, które kiedyś naruszyły waszą cielesność.

Dziś czas na moje #metoo. Bardziej psychicznie niż fizycznie, ale wystarczyło, żeby było to przez jakiś czas ciężkim przeżyciem, z którym poradziłam sobie dopiero jako osoba dorosła.

Lata 70-te. Warszawa. Wujek Kasjan i Ciocia Basia bywali u nas w domu dość często. Ona trochę niepełnosprawna, mocno niepewna życiowo, śliczna, elegancka kobieta, bez pamięci zakochana w swoim mężu. On, niski brunet z czarnymi jak węgiel małymi oczkami. Uśmiechnięty z wąskimi ustami, śmiejący się głośno i perliście. Ładna para, pachnąca perfumami i... pieniędzmi. Wykształcony księgowy mógł zapewnić sobie i żonie wszystko, na co mieli ochotę. Luksusowe mieszkanie, samochód. Wszystko... poza dziećmi. Próbowali adoptować, ale nigdy żadna z adopcji się nie powiodła. Zawsze to były dziewczynki.

Ciocia Basia była osobą, która w młodości dostała bardzo dużo pomocy od moich rodziców. Sierota ze wsi. Zamieszkała z naszą rodziną w Warszawie w latach 50-tych, powoli oswajając się z miejskim życiem. Udało się. Miała wobec moich rodziców duży dług wdzięczności.
Jesteśmy na wsi. Ciepły letni dzień. U nas w domu odbywa się jakaś rodzinna impreza. Dużo dobrego jedzenia, alkohol, gwar, mnóstwo śmiechu. Późno już. Mam 7-8 lat. Wymykam się do pokoju i kładę spać. Lubię zasypiać w takich okolicznościach. W pokoju obok tętni życie, a ja już bezpiecznie utulona pod pierzyną przytulam głowę do poduszki.

Ten moment wyrwania mnie z błogiego snu będzie prześladował mnie później całe lata. Wujek Kasjan i jego ręce pod pierzyną, świdrujący wzrok i gorączkowe szepty "Kasia jaka ty śliczna!!!". Trwało to chwilę. Wyszedł bardzo szybko i dołączył do bawiących się gości. Zostałam pod pierzyną, sama, bardzo płacząc.
Nienawidziłam jak przychodzili. Próbowałam zrobić wszystko, żeby się z nim nie witać. Ściskał, całował mnie w usta, tak niby przypadkiem, chwalił jak dorastam i jaką jestem fajną dziewczynką. Szłam do łazienki i myłam twarz po tych powitaniach.
Nikomu nic nie mówiłam, nikt nie wiedział o tym co wtedy stało się na wsi. Kto by mi uwierzył? Wujostwo było bardzo wierzące, a wujek był wyjątkowo ważną osobą w swojej parafii. Na procesjach nosił baldachim nad proboszczem. Byli obydwoje z ciocią bardzo blisko Boga.

Pierwszy otwarty zgrzyt pojawił się w latach 90-tych. Kupowałam mieszkanie i zabrakło mi trochę pieniędzy. "Może pożyczymy od wujka Kasjana?" zaproponował tata i od razu zachwycił się tym pomysłem. Udało się. W wujku przeważyła zdecydowanie cecha księgowego nad ludzką. Skrupulatnie naliczył odsetki za każdy dzień, spisał umowę i roześmiał się perliście. "Załatwione Kasiu". Znowu udało mu się wcelować prosto w usta. 

Tego dnia powiedziałam o wszystkim tacie. Pamiętam jak złość, bezsilność wykrzywiły mu twarz. "Za stary już jestem, żeby go uderzyć. Nie chcę go więcej znać". Tak się stało - pieniądze zwróciłam, kontakty zniknęły całkowicie.
Po śmierci taty przygotowywaliśmy w rodzinie listę osób, które trzeba zawiadomić. Brat przypomniał mi o wujku Kasjanie. Powiedziałam mu wtedy o sprawie. Nie chciał uwierzyć, ale decyzję o zawiadomieniu wujka pozostawił dla mnie.
I to jest w życiu taki moment, kiedy wiesz, że masz już dość siły, żeby siebie obronić. Wreszcie zawalczyć o swój spokój i wykrzyczeć, wycedzić to, co przez całe lata wracało jako ohydne obrzydlistwo. Postawiłam przed sobą kieliszek wódki i... zadzwoniłam. W słuchawce pojawił się uroczy, współczujący głos wujka. Po przyjęciu kondolencji, zaczęłam...

Przypomniałam wszystko. Opisałam ze szczegółami, mówiąc o swoich dziecięcych strachach, emocjach. Rozciągałam swoje opowiadanie w nieskończoność. Po drugiej stronie dłuższy czas panowała tak mocna cisza, że nawet zastanawiałam się czy nie rozmawiam sama ze sobą. Nie, jednak był po drugiej stronie. Agresywny, drący się wniebogłosy, wyzywający mnie od wariatek, rzucił słuchawką.
Drugi kieliszek. Dzwonię znów. Ku mojemu zdumieniu odbiera. Znowu słucha. Stwierdzam, że jest pedofilem i mogłabym narobić dużo szumu, ale mam inną propozycję. "Stań przed lustrem, spójrz w lustrze sobie prosto w oczy i powiedz sam sobie - jestem pedofilem".
Odłożyłam słuchawkę, wypiłam trzeci kieliszek i poszłam do łazienki. Umyłam twarz i spojrzałam w lustro. Spojrzałam sobie prosto w oczy. Uśmiechnęłam się do siebie. Nareszcie.

Po co to piszę? Niektórzy wujkowie-ciocie mają za długie ręce, za wścibskie oczy i zaobślinione usta. Jak chodzili pod baldachimami w latach 70-tych trudno było się do nich dobrać. Teraz już można. Świat się zmienił, a ja dorosłam. Ulga, radość, czystość i siła - to są uczucia, które teraz kojarzą mi się z tą historią. Naprawdę warto<3.

Makijaż? To dziecinnie proste! Kilkulatki malują swoje mamy

Więcej o:
Komentarze (77)
"Całował mnie w usta, niby przypadkiem, chwalił, jaka jestem fajna. Myłam twarz po tych powitaniach" [#METOO]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • dama_z_bagien

    Oceniono 65 razy 55

    Ja tylko odpowiem tym, którzy twierdzą , że to wymyślona historia, czy taka moda...Pamiętajcie Panie i Panowie , że każdemu z Was coś takiego może się przydarzyć a jak nie Wam, to może komuś bliskiemu. Wtedy też będziecie uważać, że to tylko bajdurzenia ? Nie potrafię zrozumieć skąd w Was tyle jadu, wredności i takiej nieomylności , wszystko wiecie najlepiej, bo pewnie znawcami każdego tematu jesteście. Najprościej jest napierniczać w klawisze , nie myśląc przez chwilę, że słowem potraficie zranić osobę ....gdzie w Was jest empatia , współczucie, takie ludzkie, normalne ??

  • Gość: amelka

    Oceniono 49 razy 49

    Ja nie z tych //metoo ale pamietam jak byl nacisk na dawanie buziakow wszelkim ciotkom i wujkom, fuj fuj zawsze tez sie po tym mylam i na pewno nie bede zmuszac swoich dzieci do takiego witania sie z prawie obcymi im ludzmi.

  • Gość: Anna

    Oceniono 53 razy 47

    Dziekuje ci za ten wpis. Ja nigdy nie mialam odwagi zeby komus powiedziec. Jestem juz dawno dorosla ale siedzi to we mnie do dzis.

  • felicjan.dulski

    Oceniono 40 razy 38

    To coś nazywa się "wujek ch.ujek".
    Tak po prostu.

  • Gość: Dziewczyna z sąsiedztwa

    Oceniono 31 razy 31

    Tak, takie rzeczy dzieją się codziennie. Ofiary o nich nie mówią, bo boją się właśnie takiej reakcji: trzeba było od razu zareagować, nie zmyślaj, itp... Zaczyna się niewinnie, a z czasem taki zbok się tylko rozkręca. Patrzcie uważnie, obserwujcie swoich bliskich i ZAWSZE reagujcie. Nie oceniajcie, nie negujcie. Ja żyłam z moim sekretem prawie 30 lat, zanim odważyłam się komuś powiedzieć. Do dziś boję się ludzi, nigdy już im w pełni nie zaufam.

  • alpepe

    Oceniono 35 razy 29

    Ja nie wybaczyłam chrzestnemu klepania po tyłku, którym mnie uraczył, kiedy miałam 15 lat. W tym roku będę miała 42, o sprawie powiedziałam mojej matce dopiero rok temu. Dlatego wierzę w to, co napisała ta kobieta.

  • pinkink3

    Oceniono 22 razy 20

    Też miałam takiego wujaszka - idiotę. Dla starszych w rodzinie byl przykładem wszelkich cnót ale dla młodszych dziewczynek - świnią. Po prostu.
    Korzystał z każdej okazji żeby przycisnąć, pogłaskać czy wsunac rękę pod bluzkę. Niby do niczego ekstremalnego nigdy nie dochodziło, żadnych gwałtow - był szczęśliwie zonaty i dzieciaty, a my - dobrze pilnowane, ale kto wie, co by było, gdyby mial wiecej swobody dzialania. Dla 11 letniego dziecka jakim wtedy bylam jego zachowanie bylo wystarczajaco szokujace.
    Nie mówiło sie o tym.
    Dziś, z perspektywy lat nie rozumiem, dlaczego. Ale tak było.
    Dopiero niedawno zgadałyśmy sie z kuzynka, ze i ona była obiektem jego szczegolnej "adoracji". Klasyczny wujaszek - pedofil. Jego żona chyba sie nigdy o tym nie dowiedziała. Teraz jest juz za pózno. Zostala nieutulona w żalu wdową
    Myśle, że w wielu rodzinach taki sie trafiał.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX