Komentarze (42)
Olimpijczyk z Pjongczangu uratował psy hodowane na mięso. "Zabijają je przez porażenie prądem"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
Pokaż wcześniejsze komentarze
  • ladymantis1

    Oceniono 29 razy 27

    No wreszcie. Nie tylko Gus odważył się zajrzeć do tego przedsionka piekła czworonogów w Azji. Inni sportowcy, tacy jak choćby Maddie Mastro, Kanadyjka Maegan Duhamel czy trener teamu kanadyjskiego Adrian Honish zaangażowali się w akcję ratowania psów z koreańskich psich farm.
    kanadyjskiego Adrian Honish zaangażowali się w akcję ratowania psów z koreańskich psich farm. Human Society International współpracuje z koreańskimi organizacjami działającymi na miejscu. Psy przekazywane są mniejszym organizacjom w różnych stanach, które pilotują adopcje. Oczywiście, problem tzw. kill shelters w USA istnieje i jest mocno dyskutowany, ale liczba psów przekazywanych do adopcji z Azji nie jest jakaś wstrząsająca i nie można mówić o tym, że zabierają one miejsca zwierzętom z lokalnych schronisk. Celem tych akcji jest nagłośnienie problemu, wywarcie presji na rząd koreański. Nikt przecież nie lubi mieć czarnego pijaru. Generalnie ta „tradycja” wygasa wraz z odchodzącym pokoleniem najstarszych Koreańczyków, którzy mają swój odpowiednik wiary w gusła i zabobony. Wg nich to psie mięso ma charakter leczniczy, coś pewnie jak psi smalec na polskich wsiach kiedyś, czy korzystnie wpływa na libido i erekcję. Ostatnio pewien koreański lekarz zdementował te brednie posługując się argumentami naukowymi. Wreszcie. A należy podkreślić, że elementem owej wiary w magiczne zdolności psiego mięso jest przekonanie, że pies musi cierpieć przed śmiercią. Zabijanie prądem nie jest jeszcze takie najgorsze. Ludzie, którzy psy hodują na „własny użytek”, potem takiego psa, oddanego i wiernego do końca, wieszają i zatłukują na śmierć. Albo dręczą dzień w dzień. Nie wiem na ile natomiast praktykuje się kontynentalne obdzieranie żywcem ze skóry, tudzież gotowanie żywcem. Są to przerażające praktyki i im więcej osób angażuje się w rozpowszechnianie owych informacji, tym lepiej dla zwierząt w Korei czy Azji w ogóle. Oczywiście, to mały wycinek rzeczywistości, w której zwierzęta są traktowane w przerażający sposób, w każdym z krajów naszej ciągle jeszcze pięknej planety, ale fakt, że dzieje się to w tak odległym zakątku świata nie powinno stanowić przeszkody w nagłaśnianiu problemu. Mimo, że wszędzie jest jakieś barbarzyństwo do zwalczenia, u nas np. farmy futerkowe, nie oznacza to, że mamy siedzieć cicho, jeśli gdzieś dzieje się jakaś potworność.
    Jest w Korei wspaniała kobieta, Nami Kim, która w pojedynkę zmienia tamtejszą rzeczywistość. Doprowadziła m.in. do wprowadzenia w życie projektu Free Dog Meet City w jednym z największych miast Korei. Jest wiele osób, które walczą z „tradycją”. Jest też niestety biznes, który zrobi wszystko, żeby móc dalej czerpać zyski z psów, choć Jak ważny to problem, niech świadczy fakt, że w ostatnich wyborach prezydenckich każdy z kandydatów w jakiś sposób odnosił się do tematu. Zmiany są konieczne, wiedzą to sami Koreańczycy i oni sami mogą coś zrobić. Ale świadomość, że kraj jest w związku z ową tradycją źle postrzegany pomoże w szybkim wprowadzeniu zakazu, jeszcze zanim ostatni reprezentant starego pokolenia umrze.

  • tune

    Oceniono 57 razy 47

    Fajny facet. Przytomnie używa swojej pozycji i forsy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX