Obrońcy życia: 'Szpital Bielański to rzeźnia'. Matki uratowanych dzieci: 'Kłamstwa', 'Dębski to anioł'

"Nie pozwolimy szkalować dobrego imienia profesora Romualda Dębskiego" - piszą pacjentki ginekologa po ataku, który przeprowadzili na niego obrońcy życia. I pokazują swoje "cuda" - dzieci urodzone ze skrajnie trudnych ciążach.

Pod położniczym Szpitalem Bielańskim tzw. obrońcy życia stoją z transparentem, na którym zestawiono zdjęcie profesora Romualda Dębskiego ze zwłokami noworodka. Szpital Bielański w opinii przeciwników aborcji jest "rzeźnią", a prof. Dębski twarzą miejsca, gdzie dzieci się nie ratuje, a zabija. Transparent może zobaczyć każdy, kto znajdzie się w pobliżu.

W Bielańskim rodziła nasza dziennikarka, Eliza Dolecka, która w reakcji na transparent, napisała bardzo osobisty i szczery list. Eliza urodziła za namową i przy wsparciu lekarzy, mimo że "według wszelkich dostępnych źródeł była pierwszą ciężarną na świecie" z rzadkim nowotworem:

Przed aborcją nie powstrzymał mnie dobry pan Bóg, ale przede wszystkim lekarze ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Wolni od ideologii zapewnili najlepszą możliwą diagnostykę, opiekę prenatalną i poporodową dla mnie i mojego synka. Na każdym etapie wspierali, informowali, dawali wybór i poczucie bezpieczeństwa. Nie byłam popsutym workiem dla dzidziusia, a kobietą, która ma szansę dać życie.

Tu się dzieci ratuje

Bo w Bielańskim - wbrew powtarzanym z uporem maniaka przez obrońców życia sloganom - dzieci się nie morduje, tylko ratuje. Kto tam trafia? Pacjentki z całej Polski. Kobiety z nowotworami, niewydolnością krążenia, zaburzeniami krzepliwości, zagrożone rzucawką.

Jak pisze Dolecka, ona sama w ciąży i leczona na raka nie miałaby syna, gdyby nie prof. Dębski:

Codziennie lekarze z Bielańskiego dokonują cudu czy, jak kto woli, wykorzystują najnowocześniejszą wiedzę i wyjątkowe umiejętności do ratowania życia. W Bielańskim już w łonie matki operowane są serca płodów, naprawiane ich pęcherze, przeprowadzane transfuzje dające szanse na prawidłowy rozwój dzieciom z konfliktu płytkowego. Tu nie produkuje się bezmyślnie kalek, nie osieroca dzieci. Daje się szanse na życie: zdrowe i długie. Zarazem nie dopuszcza do niepotrzebnego cierpienia i nie podejmuje bezmyślnie ryzyka.

Dlatego, po tak bezpardonowym i plugawym ataku na wyjątkowego lekarza i dający wielu ciężarnym nadzieję szpital, tym razem matki postanowiły powiedzieć STOP. 1 czerwca 2018 roku stawią się w dowód wdzięczności i wsparcia dla zespołu lekarzy, położnych i pielęgniarek pod szpitalem ze swoimi urodzonymi tam dziećmi i transparentem z ich zdjęciami. Jak tłumaczy organizatorka akcji Anna Karpisz: 

Każda z nas prowadziła ciążę i rodziła pod opieką ww. grupy lekarzy. Ciąże zazwyczaj trudne, dzieci często wymagały interwencji jeszcze w łonie. Nasze maluchy żyją dzięki wspaniałym lekarzom, którzy są teraz opluwani i którym przypisuje się działania zupełnie niezgodne z tymi, jakie czynią w swojej pracy. Mówimy temu stanowcze NIE i dlatego stajemy w obronie profesora Dębskiego i jego zespołu. Dołączą do nas również inne pacjentki Profesora, które zawdzięczają zdrowie i życie Jego pracy, oddaniu i opiece.

Wcześniaki cudem uratowane

Pacjentki Szpitala Bielańskiego zgrupowane na profilu Bielańskie Mamy już teraz wrzucają zdjęcia swoich dzieci i ich historie. Skrajnie różne od tych prezentowanych przez obrońców życia, publikowane pod imieniem i nazwiskiem. Przytaczamy  wybrane z nich, najlepiej broniące "cudów", które mają codziennie miejsce w szpitalu profesora Dębskiego.

Do Szpitala Bielańskiego trafiłam w 25. tygodniu ciąży z obrzękiem uogólnionym płodu i, jak się później okazało, również z cholestazą ciążową (niebezpieczny dla płodu zastój żółci - przyp. red.). W szpitalu do dnia porodu przeprowadzono trzy transfuzje dopłodowe. Do dzisiaj nie ustalono przyczyny tak dużej niedokrwistości. Najważniejsze jest to, że Martynka jest zdrowa, a do hematologa chodzimy już tylko profilaktycznie.
W 27. tygodniu ciąży pani dr Marzena Dębska z precyzją, jakiej nigdy nie zapomnę, wbiła igłę w mój ciążowy brzuch w zastawkę aortalną synka, by ją poszerzyć i spróbować uratować lewą komorę serduszka. Zabieg poszedł doskonale. I chociaż komora po porodzie jednak nie dała rady, mimo kolejnych trudnych operacji po porodzie i życia z połową serca, Krzyś ma się doskonale i wierzę, że to dzięki zabiegowi w Bielańskim.
Pierwsza ciąża obumarła w 30. tygodniu ciąży. Po trzech miesiącach od porodu druga ciąża - bliźniacza. Poszukiwania najlepszego specjalisty - prof. Dębski! Dziewięć miesięcy pod opieką - najlepszą! 12 lutego 2014 roku cesarskie cięcie. Do końca życia będę mu wdzięczna!!! Do tej pory, jak o tym myślę, lecą mi łzy! I będę walczyć o jego dobre imię!
1 kg strachu i nieziemskiego niepokoju. Dziś zdrowy, wesoły chłopiec. To by się nie udało, gdyby nie zespół lekarzy prof. Dębskiego.
Panie profesorze, jest Pan Wielki! Całym sercem jestem z Panem i Pańskim zespołem. To, co robicie dla nas - matek i naszych dzieci - zasługuje na to, żebyśmy walczyły o dobre imię szpitala i lekarzy tam pracujących. To dzięki Wam udało mi się donosić ciążę i moi synowie są na tym świecie.
Profesor Dębski jest także moim aniołem, a właściwie mojego synka, którego nie byłoby na świecie gdyby w 21. tygodniu ciąży profesor nie pomógł i nie założył na CITO szwu ratunkowego, bo profilaktycznie założony w 14. tygodniu ciąży szef szynkowy „puścił”. Po 15 latach i przejściach doczekaliśmy się drugiego dziecka!
Ala, urodzona w październiku 2017 roku. Cała i zdrowa, mimo, że razem z nią w brzuchu mamy rósł guz o średnicy 12 cm. Dzięki prof. Dębskiemu uniknęłyśmy operacji w trakcie ciąży i wszystko dobrze się skończyło.
Moja córeczka przestała rosnąć w 18. tygodniu ciąży. Krwawienia występowały praktycznie od początku ciąży .W mojej miejscowości oraz po pobycie w szpitalu wojewódzkim nie dawano szans mojej Michasi. W końcu los się do nas uśmiechnął i trafiłam na Bielany. 7,5 tygodnia spędziłam na patologii ciąży. Były chwile zwątpienia, załamania, strachu i morze wylanych łez. Zawsze jednak lekarze i pielęgniarki wspierały mnie dobrym słowem, kazały walczyć jak matka, bo oni na pewno nie dadzą odejść mojej kruszynce. Tak też się stało. W 27. tygodniu ciąży, 24 czerwca 2016 r., urodziłam Michasię z wagą 500 gram i wzrostem 32 cm. Dębscy stanęli na głowie, żeby nasza historia skończyła się happy endem.
Mój Bielański cud: urodzony w 25. tygodniu z wagą 1050. Zawdzięczamy wszystko wspaniałej doktor Dębskiej i profesorowi. Gdyby nie Wy, to nie wiadomo, jakby się to wszystko potoczyło. Dziękujemy za wspaniałą opiekę i dużo czułości. Jesteśmy z wami!
Mój cud urodzony w 26. tygodniu ciąży, 970 gram szczęścia. 17. tydzień ciąży: odpłynięcie wód płodowych = bezwodzie. W Szpitalu Wojewódzkim w Siedlcach powiedzieli: jest pani skazana na pastwę losu, dziecko umrze, niech zadecyduje natura. Jak mówiłam, żeby pomogli mi się dostać do szpitala Bielanskiego, to stukali się w głowy. Sama szukałam ratunku i tak Google znalazł dr Dębską. Pani doktor nie obiecywała dużo: powiedziała, że jest dalekie, dalekie światełko w bardzo długim tunelu. Dała szansę, nadzieję, wiarę, a dla matki to dużo. Byłam gotowa do walki.
Hania, urodzona we wrześniu 2015 r. Uratowana w 22. tygodniu ciąży przed skrajnym wcześniactwem przez państwa Dębskich. Trafiłam do szpitala Bielańskiego z Inflanckiej. Leżałyśmy trzy miesiące na patologii i neonatologii. Cudowni lekarze, położne. Wszystko zawdzięczamy panu prof. Dębskiemu, pani dr Dębskiej i dr Gudce.
Mój cud? Hanusia urodzona w 25. tygodniu ciąży. Całe 830g i 32 cm radości i szczęścia. Codziennie dziękuję Bogu, że ze szpitala w Płocku trafiłam właśnie na Bielany. Hania spędziła w szpitalu aż, a może tylko, 74 dni. Było ciężko. Teraz z perspektywy czasu myślę, że to tylko 74 dni. Cóż przy tym całe życie. Spotkałam tam naprawdę cudownych ludzi, poznałam wiele historii, przy których to, co nas spotkało, to nic. Dziękuję wszystkim... To dzięki personelowi szpitala teraz naprawdę mogę cieszyć się z bycia mamą.

Chcesz odpowiedzieć na tekst lub podzielić się swoją historią? Pisz na adres: kobieta@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy i nagrodzimy książką.

Czy "bio" warzywa i owoce są zdrowsze? [NaZdrowie]

Więcej o: