"Motyle" w brzuchu powinny nas zaniepokoić. Najprawdopodobniej odtwarzamy miłosny schemat

Gdy Facebook, Tinder i portale randkowe dają dużą szansę na poznanie kogoś bliskiego, trzeba wiedzieć, jak się chronić przed oszustami. Jak się nie dać naciąć internetowym znajomym, pytamy Agnieszkę Binkul, psychoterapeutkę.

Najgorsze w tej historii jest to, że mogłaby się w przydarzyć każdemu z nas. Film “Obcy w sieci” opowiada historię Caspara i Amandy. Caspar pochodzi z rodziny Augustinus, jednej z najbogatszych w Danii, a Amanda jest samotną mamą, która mieszka w Hvidovre, małym miasteczku pod Kopenhagą.

Poznają się “przez przypadek” na Facebooku. “Przez przypadek” oboje są samotnymi rodzicami. Również “przez przypadek” oboje nie chcą wchodzić w nowe związki. Historia tej znajomości potoczyła się jednak wbrew ich początkowym planom, bo zakochali się w sobie i stworzyli związek.

Zwykle w takich sytuacjach mówi się, że życie napisało dla nich inny scenariusz. Jednak w tym wypadku, nie byłaby to prawda. Scenariusz uknuł i zrealizował Caspar,  który, jak łatwo się domyślić, nie był skoligacony z żadnym zamożnym rodem nawet jedną kroplą krwi, a pieniądze próbował zdobyć wykorzystując Amandę.

I tu mogą pojawić się wątpliwości, dlaczego napisałam, że taka historia mogłaby przydarzyć się każdemu. Nikt z nas nie jest Amandą, która być może naiwnie zakochała się w nieodpowiednim człowieku poznanym w internecie. “Bylibyśmy ostrożniejsi”, chcielibyśmy wszyscy powiedzieć.

Rzecz w tym, że Casper jest niezwykle inteligentny, konsekwentny w swoim działaniu, precyzyjny, a przy tym, tak zwyczajnie uroczy i zabawny. Trudno go nie lubić i trudno mu nie ufać. Oprócz Amandy i ponad 20 innych kobiet, oszukał też dyrektorów i prawników. Udało mu się to, bo doskonale potrafił wpasować się w ich potrzeby, marzenia, oczekiwania i obiecywał je zrealizować. Był tak wiarygodny, a przede wszystkim, dobrze przygotowany do popełnienia kolejnych oszustw, że nie mieli powodów, żeby mu nie wierzyć.

Większość z nas, tak jak ci ludzie, też ufa innym. Także znajomym z Facebooka, takim jak Caspar. Jak nie dać się oszukać osobom poznanym w internecie, rozmawiamy z Agnieszką Binkul, psychoterapeutką z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii.

Amanda robi research na temat Caspara. Kadr z filmu 'Obcy w sieci'Amanda robi research na temat Caspara. Kadr z filmu 'Obcy w sieci' Materiały prasowe Docs Against Gravity

Nina Harbuz: Słyszy pani w gabinecie podobne historie? O tym, że ktoś poznany w internecie okazał się być nie tym, za kogo się podawał?

Agnieszka Binkul, psychoterapeutką z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii: Przyznam, że historia opowiedziana w “Obcym w sieci” jest zupełnie wyjątkowa i z taką się nie spotkałam. Od pacjentów słyszę najczęściej opis frustracji związanych z tym, że kiedy spotkają kogoś na portalu randkowym czy na Tinderze, to rozbudza się w nich nadzieja i potrzeba bycia ważnym dla tej nowo poznanej osoby. A ci, często potrafią zniknąć bez słowa, nie odpisują, nie pojawiają się na spotkaniach. Niektórzy moi pacjenci traktują to bardzo osobiście i czują się odrzuceni.

A pani jak to widzi?

- Myślę, że na tym etapie bardziej to świadczy o tym, jak funkcjonuje ta druga osoba. Jeśli ktoś po wymianie kilku maili czy wiadomości przestaje nam odpowiadać to nie oznacza, że zostaliśmy porzuceni, odtrąceni i ktoś nas źle potraktował. Nie warto rozwijać w sobie poczucia krzywdy.

Warto sobie uświadomić, że my nawet nie wiedzieliśmy, kim tak naprawdę był ten człowiek po drugiej stronie. Po pierwsze, mógł nie być zainteresowany szukaniem pogłębionego związku, po drugie, mógł spotykać się w tym samym czasie z kimś innym - powodów może być dużo więcej, niż moglibyśmy sobie wyobrazić.

Być może zależało, jemu czy jej, wyłącznie na wirtualnym kontakcie. To świadczyłoby o większym skoncentrowaniu na własnych potrzebach, bo taka osoba loguje się i odpowiada na wiadomości kiedy chce. Zamiast być we wzajemnej wymianie i procesie poznawania się.

To jednak może frustrować.

- Oczywiście, że może, dlatego dobrze jest dać sobie czas, aby poobserwować to, co się dzieje i zorientować się, jakie oczekiwania i zamiary ma ta druga strona, nie zakładając z góry, że są one podobne do naszych.

Chciałabym jednak podkreślić, że nie uważam, żeby Facebook, Tinder czy portale randkowe były złym miejscem do poznawania ludzi. W dzisiejszych czasach są one częścią naszej rzeczywistości, choć jest to wirtualna rzeczywistość. Ludzie żyją dłużej, w późniejszym wieku wiążą się i zakładają rodziny. Dlatego często po skończeniu edukacji, przy intensywnym trybie pracy portale internetowe stają się najbardziej dostępnym miejscem, które służy poznaniu drugiej osoby. Znam wiele szczęśliwych par, które w ten sposób się poznały. Należy jednak pamiętać, że relacja, która toczy się wyłącznie w internecie, jest tak naprawdę dialogiem z własnymi pragnieniami, oczekiwaniami, potrzebami i wyobrażeniami.  

Amanda i CasperAmanda i Casper Materiały prasowe Docs Against Gravity

Co ma pani na myśli?

- Nasze własne pragnienia i lęki mogą zaślepiać i utrudniać realne ocenianie rzeczywistości. Dopóki nie nawiąże się relacja oparta na osobistym kontakcie, to nie mamy szans na odczytanie wszystkich sygnałów niewerbalnych, a one dużo więcej nam mówią niż słowa. Dlatego warto w miarę szybko przenieść znajomość internetową na realny grunt, bo dopiero wtedy widzimy, czy osoba jest na przykład spokojna i naturalna, czy z jakiegoś powodu spina się, czy jest impulsywna, spontaniczna, czy zahamowana, itp. Choć to spięcie, czy zahamowanie też niczego złego nie musi oznaczać, bo ktoś może być zwyczajnie nieśmiały. Ale takich informacji dowiadujemy się z czasem, który jest naszym sprzymierzeńcem w ocenianiu rzeczywistości. Samo słowo, oderwane od tego bogactwa komunikacji niewerbalnej, raczej odczytamy zgodnie z naszymi wewnętrznymi potrzebami, bądź lękami, nierzadko interpretując je przeciwko sobie.

Co, poza czasem, będzie nam pomocne?

- Obserwowanie czy nasze potrzeby są brane pod uwagę. Choćby taka, że mamy ochotę spotkać się w tak zwanym “realu”, a nie tylko wymieniać wiadomości, a jeśli się już umówimy, to wolimy zobaczyć się w miejscu publicznym, które zapewne będzie bezpieczniejsze niż mieszkanie czy pokój w hotelu. Dużo o człowieku powiedzą nam jego znajomi i rodzina, których poznajemy w miarę rozwoju znajomości. Każda sytuacja jest oczywiście odrębna, ale jeżeli ktoś unika wprowadzania nas w swój świat, to powinno nas to zaniepokoić, a przynajmniej zastanowić dlaczego tak się dzieje. Z drugiej strony, zbyt szybkie przekraczanie granic też może być niepokojące. Na przykład, jeśli ktoś, kogo nie widzieliśmy na oczy, zacznie mieć wobec nas zbyt wielkie oczekiwania, niesienia pomocy, wsparcia finansowego, załatwiania spraw. Warto wierzyć w to, jak śpiewał Niemen, że “ludzi dobrej woli jest więcej”, ale jednak zachować zdrowy dystans. Poza tym, pomocne będzie przyglądanie się samym sobie. Co jest naszą potrzebą i co możemy realnie dostać od partnera czy partnerki? Żeby pragnienia i myślenie życzeniowe nie przesłoniły rzeczywistości.

A jakie pragnienia najczęściej okazują się być nierealne?

- To jest bardzo indywidualna sprawa, ale gdybym miała uogólnić i zgeneralizować, to powiedziałabym, że potrzeba bycia nie tylko ważnym, ale najważniejszym, wręcz “jedynym ważnym” w świecie drugiego człowieka. Pragnienie, żebyśmy się nie różnili, byli cudownie podobni, odczytywali swoje myśli i potrzeby. Nierealne są nasze pragnienia, które zostały niezaspokojone w naszym dzieciństwie, a teraz jako dorośli nieświadomie kierujemy je do dorosłego mężczyzny albo dorosłej kobiety. Niektórzy oczekują nawet pełnej symbiozy z partnerem, który, niczym matka, będzie odgadywał potrzeby dziecka i przyniesie ukojenie porównywalne z błogostanem jakiego doświadcza się w łonie matki. Ale w dorosłym życiu takie symbiotyczne relacje już nie służą człowiekowi i nie są nawet możliwe do zrealizowania.

Amanda i Casper na wakacjach. Kadr z filmu 'Obcy w sieci'Amanda i Casper na wakacjach. Kadr z filmu 'Obcy w sieci' Materiały prasowe Docs Against Gravity

Dlaczego?

- Taka symbioza możliwa jest tylko między matką a niemowlęciem, kiedy bezradne dziecko jest całkowicie od niej uzależnione. Jeśli w dorosłym życiu człowiek uważa, że bez drugiego nie przeżyje i wydaje mu się, że niczym to niemowlę, po wyjściu matki, umrze, to z jednej strony rezygnuje w ten sposób z siebie, z możliwości decydowania o sobie, posiadania własnych, odrębnych poglądów, dbania o siebie, a z drugiej - i tu użyję mocnego słowa - w pewien sposób, często nieświadomie, terroryzuje tym swojego partnera czy partnerkę. W toksyczny sposób wiąże swoimi oczekiwaniami. Czasem prowadzi to do sytuacji, w której ktoś czuje, że nie może odejść od drugiego człowieka, dbając w ten sposób o własne szczęście, bo ma poczucie winy, że ten sobie nie poradzi, czy właśnie nie przeżyje.

Są ludzie bardziej narażeni na nacięcie przez internetowego, matrymonialnego oszusta?

- Moim zdaniem będą to osoby, które nie przepracowały swoich relacji z rodzicami, co oznacza, że nie są świadome, jakie automatyczne schematy się w nich uruchamiają, gdy wchodzą w bliskie relacje. Są przez to emocjonalnie niedojrzali i w chwili spotkania z drugim człowiekiem zamiast być ciekawym, kim on czy ona jest, a także, czy jest nam ze sobą po drodze, czy umiemy o siebie zadbać, nieświadomie zalewają drugą osobę swoimi pragnieniami i postrzegają ją przez pryzmat tych pragnień, a nie jako odrębnego człowieka.

Czasem iskrzy od pierwszej chwili, więc związek wydaje się idealny.

- I to jest fascynujące. Bliska jest mi teoria, która mówi, że to co nas tak dogłębnie porusza w tym pierwszym etapie zakochania, to, co powoduje, że tracimy rozum, a w brzuchu czujemy “motyle”, to nic innego jak intuicyjne i podświadome wyczuwanie szansy na odtworzenie relacji, jaką się tworzyło w dzieciństwie z rodzicami, głównie z matką. Towarzyszy temu silna nieświadoma nadzieja, że tym razem będzie to idealna relacja, a nasze wcześniejsze rany zostaną uleczone. I choć pozornie nic nie wskazuje na to, żeby ta nowa, wspaniała miłosna relacja miała być powtórzeniem pewnego schematu, to doświadczenie pokazuje, że bardzo często jednak jest. Nie ma jednak powodów do obaw. Taki wstrząs emocjonalny, jakim jest zakochanie, zwany przez niektórych lekką psychozą, daje ogromną szansę na poznanie siebie i tych głęboko schowanych schematów. Ważna jest uważna obserwacja siebie i tego, co się dzieje. W przeciwnym razie, po okresie zakochania, gdy schematy się odtworzą, pary są w impasie. W optymistycznej wersji, może się skończyć terapią małżeńską, a w najgorszym wypadku, rozpadem związku. Warto więc być siebie świadomym, zwłaszcza motywów, dla których z kimś się wiążemy.

***

Film „Obcy w sieci” można obejrzeć w ramach 15. Festiwalu Millennium Docs Against Gravity, którego Gazeta.pl jest jednym z patronów. Na projekcję "Obcych w sieci" do Kina Luna w Warszawie zapraszamy 16.05 (w środę) o godzinie 21:30. Ceny biletów: 16 zł lub 10 zł dla seniorów. Pełen program festiwalu dla wszystkich miast jest dostępny na docsag.pl.

***

Czekamy na Wasze historie, którymi chcecie się podzielić. Wybrane teksty, za Waszą zgodą oczywiście, będą opublikowane na kobieta.gazeta.pl. Autorom opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem. Piszcie: kobieta@agora.pl.

Miłość od pierwszego wejrzenia czy dopiero zauroczenie?

Więcej o:
Komentarze (10)
"Motyle" w brzuchu powinny nas zaniepokoić. Najprawdopodobniej odtwarzamy miłosny schemat
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Kromka

    Oceniono 2 razy 2

    Jedna sprawa: przestańcie powtarzać, że rozpad związku to najgorszy przypadek. Najgorsze jest marnowanie sobie i drugiej osobie życia poprzez zbyt długie i wymuszone trwanie razem

  • tomasz.rze

    Oceniono 5 razy 1

    Większej bzdury dawno nie czytałem...
    "to, co powoduje, że tracimy rozum, a w brzuchu czujemy “motyle”, to nic innego jak intuicyjne i podświadome wyczuwanie szansy na odtworzenie relacji, jaką się tworzyło w dzieciństwie z rodzicami, głównie z matką."
    Nawet nie warto tego komentować, tylko zapytać Panią Psychoterapeutkę, czy faktycznie "przepracowała swoje relacje z rodzicami", że wkłada wszystkich do jednego worka.

  • Gość: Piotr

    0

    Motyle to tylko początek, nie można się tym aż tak zachwacać bo możemy mieć problem z hormonami no i w tym upragnionym momencie kiedy dojdzie do zbliżenia może nie stanąć na wysokości zadania. Dlatego warto się wcześniej zabezpieczyć iqman.

  • yosemitesam

    Oceniono 2 razy 0

    Internetowe zakochanie to shit, nawet w XXI wieku. Partnerkę trzeba poznać osobiście, choćby w pubie z karaoke, zaśpiewać z dedykacją dla niej "Przeżyj to sam" albo "Wiktorię" - choćby fałszując jak nasz kandydat na eurowizję, ale pogadać w cztery oczy, umówić się dzień później na jakąś romantyczną randkę. W ciemno przez czat czy inne e-wynalazki najprawdopodobniej trafi się dziewczynie jakiś zakompleksiony pryszczaty nieudacznik-onanista, którego jedynym atutem jest klepanie z klawiatury poprawnych gramatycznie i interpunkcyjnie frazesów. I który okaże się być - zamiast przystojnym wysportowanym 30-latkiem - 50-letnim łysiejącym śmierdzącym potem zgredem z piwnym bebzolem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX