W 28 dni do "sześciopaka"? Przetestowałyśmy słynny program BIKINI BODY

Wspólnie z koleżanką z redakcji - Kamilą - poddałyśmy się miesięcznemu wyzwaniu znanej fitnesserki. Początkowo bez wielkiego entuzjazmu i z lekkimi oporami - 28 dni diety i ćwiczeń to nie bułka z masłem. Ale wczesne, upalne lato i nadchodzące urlopy zmotywowały nas do działania.

Jeszcze miesiąc temu - przed podjęciem wyzwania z Kaylą - mogłabym napisać tak:

Cześć, nazywam się Ola i za 30 dni skończę 40 lat. Niby dużo robię, żeby dobrze się czuć i wyglądać, ale... W dbaniu o formę i dietę przeszkadza mi najbardziej to, że ciągle poruszam się na ślepo. Mam sporo wątpliwości, czy moja dieta jest zbilansowana, nie wiem, czy nie jem za dużo/za mało. Ćwiczę dużo, bo nawet pięć-sześć razy w tygodniu, ale wysiłek, który wkładam w gimnastykę, nie przekłada się niestety na rzeźbę i spalanie tłuszczu. Regularnie robię sobie na siłowni pomiar składu ciała i zazwyczaj wychodzi mi, że jak mi spada waga i obwody, to tracę masę mięśniową, a nie tłuszczową. A nie o to tu przecież chodzi...

I tu pojawia się Kayla Itsines. Cała na biało

Kayla Itsines jest boginią Instagrama. Na Facebooku ta 27-latka ma ponad 25 mln fanów, na YouTubie działa od 2008 roku, na Instagramie obserwuje ją niemal 10 mln osób. W Polsce w połowie tego roku ukazała się książka tej australijskiej trenerki - grube, pięknie ilustrowane, bardzo apetycznie zaserwowane tomiszcze z plakatem z planem treningowym "28 dni Bikini Body".

Wspólnie z koleżanką z redakcji - Kamilą - postanowiłyśmy przetestować jej zalecenia na własnej skórze, a całość naszych perypetii dodatkowo utrwalić na krótkich filmikach. I sprawdzić, również dla Was, czy w 28 dni rzeczywiście można sprawić, że pewniej poczujemy się w kostiumach kąpielowych na wymarzonych urlopach?

 

"28 dni do BIKINI BODY" - czyli co?

Pomijając przydługi, motywująco-ideologiczny wstęp w książce Kayli, jej flagowy program "28 days to BIKINI BODY" można określić w skrócie jako połączenie miesięcznego planu żywieniowego z 28-dniowym treningiem dla początkujących.

Książka zawiera nie tylko dużo praktycznej wiedzy o "superpokarmach" (owoce jagodowe, zielenina, czy pestki i nasiona), alergiach pokarmowych i witaminach, ale przede wszystkim dokładny plan żywieniowy na każdy dzień każdego z 4 tygodni  programu. Rozpisany na 5 posiłków dziennie, z apetycznie sfotografowanymi przepisami. Na początek trzeba zaopatrzyć się w uznane przez Kaylę za niezbędne składniki i sprzęty, potem przeorganizować swoją lodówkę i zapoznać się ze wskazówkami autorki dotyczącymi gotowania, a potem już tylko przyrządzać posiłki i jeść.

Drugim filarem programu jest trening, który - jak twierdzi Itsines - jest odpowiedni dla "początkujących" i dość "elastyczny". Rzeczywiście, mimo, że laik może się początkowo pogubić w powtórzeniach, obwodach i określeniach typu "dumbell curl", "lateral lunge" czy nawet "burpee" to idea stojąca za treningiem jest prosta: ćwiczymy prawie codziennie (różne treningi na różne partie ciała), trening trwa około 28 minut i nie potrzebujemy do tego specjalistycznego sprzętu (oprócz ciężarków). A wszystkie ćwiczenia i obcobrzmiące nazwy są obszernie wyjaśnione.

Dzień 1!

Kamila już na starcie miała o niebo prościej. Nie dość, że jest młodsza (o 13 lat!!!), to jeszcze jest wybitnie aktywna sportowo. W skali od 1 do 10 mówimy o aktywności na poziomie 15!  Kamila od poniedziałku do czwartku trenuje pole dance - po dwie godziny dziennie, w piątki odpoczywa, a w soboty i niedziele znowu ćwiczy - w sumie po trzy godziny dziennie. Dla porównania, ja trzy razy w tygodniu robię skalpel z Chodą i dwa razy w tygodniu na siłowni po godzinie aerobów. W porównaniu do Kamy, śmieszny wynik, przyznaję.

Kamila przed i po programem '28 dni Bikini Body'Kamila przed i po programem '28 dni Bikini Body' Kamila przed (z lewej) i po programie (z prawej) '28 dni Bikini Body'. Fot. Archiwum prywatne

Kamila od początku wiedziała, że będzie stosowała się głównie do zaleceń dietetycznych, i to także nie do wszystkich. Ale przecież na tym polega rozsądne podejście do każdego programu - dostosowaniu go do siebie. Ja miałam się rzucić na głęboką wodę i pójść na całość.

Mąż oddelegowany do garów

W tym miejscu pojawia się - obok mnie i Kayli - trzecia kluczowa postać programu "Bikini Body" - czyli mój mąż. Bez męża ta dieta nie miałaby racji bytu. Gotuję fatalnie, mąż fenomenalnie.

Widząc moją determinację, zgodził się na przygotowywanie mi obiadów i kolacji przez cały miesiąc (jak się ostatecznie okazało jego kulinarna niewola potrwała miesiąc dłużej). Ja w ramach ułatwienia mu zadania rozciągnęłam każde menu z jednego na dwa dni. Mój gastronomicznie uzdolniony małżonek kilka razy prychał, oburzając się, że danie jest zbyt banalne, jak na jego umiejętności. Innym razem się złościł, że Kayla zaniża czas gotowania - samo obieranie krewetek pochłonęło połowę czasu przewidzianego na gotowanie. Ale kucharzył dzielnie i supersmacznie.

Hit z przepisów na kolację: nasi goreng z jajkiemHit z przepisów na kolację: nasi goreng z jajkiem Hit z przepisów na kolację: nasi goreng z jajkiem. Zdjęcie: Materiały prasowe

Kamila gotowała sobie sama. Efekt? Po miesiącu z Kaylą została fanką śniadaniowych misek (ang. "bowl") - myśli nawet o założeniu konta na Instagramie, gdzie będzie prezentowała swoje wspaniale udekorowane nasionami chia i jagodami goji wytwory na dobry początek dnia.

Ja nauczyłam się mocniej przyprawiać - imbir, mięta, czosnek, cebula, papryka, kumin, cynamon, kolendra, pieprz cayenne - na stałe zagościły na blacie w kuchni i w jedzeniu. Cztery dania okazały się absolutnymi hitami: nasi goreng, mussaka, saganaki z krewetkami i szpinakowym ryżem, risotto z dynią (mieliśmy batata) i białą fasolą, tadżin z jagnięciny  (były podudzia kurczaka) z kuskusem.

Pyszna mussaka - jak u Greka! Fot. Materiały prasowePyszna mussaka - jak u Greka! Fot. Materiały prasowe Pyszna mussaka - jak u Greka! Fot. Materiały prasowe

Niewątpliwą zaletą tych dań jest to, że one ani nie wyglądają, ani nie smakują jak dietetyczne. Są wyraziste w smaku, niektóre autentycznie przepyszne. Kamila sądzi podobnie, a do batatowego brownie zapałała ogromną miłością. Ja nauczyłam się jeść o stałych porach, planować posiłki, przygotowywać je dzień wcześniej. Chociaż zdarzyło się, że rzuciłam się na proteinowy batonik, zjadłam kawałek pizzy i małą zapiekankę. A potem bolał mnie brzuch, co skutecznie oduczyło mnie nielojalności wobec programu Kayli.

To nie jest dieta dla tych z małym budżetem

No niestety, zdrowe jedzenie kosztuje więcej niż niezdrowe. Wygląda także na to, że w Australii świeże wiśnie można mieć o każdej porze roku, a płatki z komosy ryżowej są w podstawowym asortymencie każdego sklepu. Początkowe zaopatrzenie się w produkty niezbędne do rozpoczęcia diety drenuje kieszeń, oj drenuje. Olej w sprayu, syrop klonowy, kumin, papryka wędzona, odtłuszczone mleko kokosowe - pewnych produktów w ogóle nie kupiłam - bo albo uznałam je za zbyt drogie, albo nie mogłam ich znaleźć w sklepach stacjonarnych.

 

Dla Kamili także zapewnianie aprowizacji stanowiło pewne utrudnienie:

Zakupy są dla mnie dużym problemem, jak nie zaopatrzę się solidnie w weekend, to w tygodniu nie mam kiedy latać po sklepach.

A przy Kayli trzeba latać. I kupować dużo: produktów mlecznych (jak wyliczyła Kamila na tydzień idzie 2,5 litra jogurtu naturalnego), owoców (najlepiej jagód, borówek amerykańskich i bananów). Rzeczy za drogie lub niedostępne zastępowaliśmy innymi (w książce jest cała lista zamienników). Kiedy zostawało nam produktów, żeby ich nie marnować, dodawaliśmy resztki sprytnie do dań. Mąż miał na początku tendencję do zawyżania porcji, ale odbyłam z nim poważną rozmowę i zmniejszył dzienne racje.

Plan treningowy - ćwiczenia, których nienawidzę

Na początku programu Bikini Body zadeklarowałam, że po miesiącu oczekuję "boskiego ciała, mocnych mięśni, mniej w obwodach, lepszej kondycji". I zrobiłam to, chociaż plan treningowy Kayli sprawiał, że wszystko się we mnie burzyło. Bo ja nie lubię ćwiczyć w tempie, nie lubię się pocić, nie lubię ledwo dychać, nie lubię podskakiwać, robić pompek ani skakać na skakance.

Ola - PRZED po lewej i PO po prawej programie '28 dni Bikini Body'Ola - PRZED po lewej i PO po prawej programie '28 dni Bikini Body' Ola - PRZED po lewej i PO po prawej programie '28 dni Bikini Body'. Fot. Archiwum prywatne

A tutaj to wszystko trzeba było robić i na dodatek w dwóch seriach! Przez pierwszy tydzień ledwo żyłam po każdym takim 20 minutowym zestawie. Te wszystkie pady, podskoki, skakanie po pokoju - bardzo mnie to żenowało i przekraczało moją strefę komfortu, ale... jako jedyny program sportowy rzeczywiście zadziałało.

 

W dni wole od treningów domowych chodziłam na stepper - 45 minut na programie "Spalanie tłuszczu". I skupiałam się tylko na maszerowaniu - odstawiłam seriale, które towarzyszyły mi wcześniej na siłowni, całą uwagę poświęciłam prawidłowemu wykonywaniu ćwiczenia, bo, jak przeczytałam w jednym z miesięczników poświęconych fitnessowi, tak trzeba. 

Efekt - nie wierzę, że to piszę - WOW!

I po miesiącu zjechał mi procentowy udział tłuszczu w masie ciała, a mięśniowy wzrósł. I naprawdę jestem przekonana, że jak będę kontynuowała dietę i ćwiczenia z Kaylą, to już niedługo, całkiem przypadkiem - jak u Katarzyny Kępki, z którą robiłam kiedyś wywiad - zupełnie znikną boczki i pojawi się nigdy wcześniej na brzuchu niewystępujący zarys mięśni. Już go widzę i to wcale nie oczami wyobraźni.

Kamila, która nie musiała chudnąć, twierdzi, że jest chyba najszczuplejsza w życiu, że jej dieta się uporządkowała, a śniadania urozmaiciły.

Słowa słowami, liczą się wyniki. Podaję więc, jak wygląda moje ciało w liczbach po miesiącu, a Kaylę wam z czystym sumieniem polecam. Uprzedzam, że ten program jest wymagający, czasochłonny i stosunkowo drogi. Ale działa i daje ogromną satysfakcję.

Efekty miesiąca z Kaylą w liczbachEfekty miesiąca z Kaylą w liczbach Efekty miesiąca z Kaylą w liczbach. Fot. Archiwum prywatne

Wakacje już za pasem, ale zawsze jest czas na poprawę sylwetki i samopoczucia. Zachęciłyśmy Was do podjęcia podobnego wyzwania? To bądźcie z nami - co tydzień w kobieta.gazeta.pl będziemy Wam opowiadać o kolejnych tygodniach życia z dietą i ćwiczeniami Kayli i udzielać cennych wskazówek. My już dałyśmy radę, teraz kolej na Was.

Piszcie do nas: kobieta@agora.pl

PS Wiecie jak mało pamięci ma się zazwyczaj w telefonie - zwłaszcza, kiedy dokumentuje się dzieciństwo dwójki dzieci. Dlatego Ola dziękuje firmie LG za udostępnienie telefonu v30 w kolorze Raspberry Rose, którym dokumentowała postępy w diecie, bez szwanku dla zbiorów w prywatnym telefonie.

Więcej o:
Komentarze (60)
W 28 dni do "sześciopaka"? Przetestowałyśmy słynny program BIKINI BODY
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • lukamipisze

    Oceniono 103 razy 99

    "z Kaylą została fanką śniadaniowych misek (ang. "bowl") "

    Ja do obiadu używam łyżki (ang. spoon), oczywiście widelca (ang. "fork") i noża (ang "knife").

  • tatankaiyotake

    Oceniono 68 razy 64

    Nie chciało mi się czytać, porównałem tylko zdjęcia - wnioski - jeżeli ćwiczenia były wymagające i forsowne, to nie ma sensu. Jeżeli przyjemne spędzanie czasu to spoko, bo wizualnie nie widać specjalnych różnic na zdjęciach przed i po.

  • fairycharlotte

    Oceniono 70 razy 56

    Dwie zgrabne i wysportowane laski katowały się dodatkowo przez 30 dni, po co??? Efekt słabo widoczny, bo wcześniej Wasze ciała także wyglądały znakomicie.

  • Gość: Mcio

    Oceniono 63 razy 55

    Pani na pierwszym zdjęciu, chyba ma rewolucje żołądkowe po tej diecie, bo strasznie dużo papieru toaletowego potrzebuje.

  • Gość: Grubas

    Oceniono 67 razy 39

    No qużwa, założyłam okulary, bo nie wierzę, czy te dwie panie naprawdę myślą, zę zdjęcia po lewej różnią się czymkolwiek od tych po prawej stronie? Szkoda czasu, fatygi i pieniędzy. Kto wam za to zapłacił? Żenada.

  • Gość: Przypadek

    Oceniono 38 razy 38

    Proponuję, aby do podobnego programu przyłączyli się panowie redaktorzy i również prezentowali swoje brzuchy "przed" i "po". Czyżby Agora zakładała, że (tylko) panie powinny dbać o swoje ciało? Jak mogłaby kobieta pokazać się w stroju kąpielowym z fałdkami na brzuchu? Dla redakcji z pewnością koncept nie do przyjęcia.

  • nioma

    Oceniono 45 razy 31

    kurczę, nic nie widać.
    zero zmiany... na pewno nie skorzystam

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX