Pan Radek dobitnie po śmierci Kory: Przestańmy w końcu głupio powtarzać, że 'przegrała' walkę z rakiem, że ktokolwiek 'przegrał'

Po śmierci Kory na Facebooku pojawił się przejmujący wpis Radka Nawojskiego. "Rak, nowotwór złośliwy, wielu osobom nie przejdzie to przez gardło. Przestańmy wypierać chorobę na marginesy" - pisze. "To jest nasza wspólna walka".

Treść wpisu publikujemy w całości za zgodą autora. Wszystkie śródtytuły pochodzą od redakcji.

Internet zalewa fala informacji o śmierci Kory. Trudno mi czytać kolejne wpisy o tym, jak to wielka artystka, kolejna osoba, „przegrała walkę z rakiem”. Cholernie mi ciężko, z wielu powodów.

Trudne słowa

Kiedy to czytam, zbiera się we mnie tysiąc emocji, od złości, po ogromny smutek i płacz. Hej, Kora nie przegrała żadnej pieprzonej walki. Z rakiem można walczyć, ale to nie jest walka, którą się po prostu przegrywa. Walczyła przez 5 lat, ale nie przegrała, bo to nie jest równa walka. Owszem, nastawienie czy sposób życia jest szalenie ważny, ale mam dosyć słuchania i czytania o kolejnej osobie, która po prostu „przegrała”, bo nie chce nam się patrzeć i wypieramy choroby, bo są trudne, bo jak nie będziemy o nich słuchać, myśleć, czytać to ich nie będzie. Niestety, ale guzik prawda. Nowotwór złośliwy, rak. Takie trudne słowa, które wielu osobom nie chcą przejść przez gardła, a tysiące osób codziennie słyszy je od swojego lekarza w diagnozie. Sorry, taki mamy klimat.

Jeżeli, ktoś umiera na zawał, bo od lat miał chore serce, czy ginie w wypadku samochodowym, bo kolejny raz wsiadł za kierownicę po alkoholu, to według tego durnego schematu, chyba też „przegrywa” walkę ze swoją chorobą? Czy alkoholizm nie jest procesem, w którym toczy się walka, zarówno jednej osoby, jak i ich rodzin, i bliskich? Ale nie mówimy tak. To skąd się wzięło, że „PRZEGRYWA” się walkę z rakiem?

Kora została zdiagnozowana po latach, kiedy rak rozwijał się w jej ciele. W momencie diagnozy, rak był już rozsiany. Według statystyk, w tym przypadku, szansa na pięcioletnie przeżycie to 5%. O jej chorobie dowiedzieliśmy się w 2013 roku. „Historia mojej choroby jest jak historia Maanamu – to stara i długa historia. Prawdopodobnie rak zaczął się rozwijać w moim ciele kilkanaście lat temu. To był koniec lat 90., wówczas zaczęłam cierpieć na bardzo silne bóle w obrębie jamy brzusznej. Niestety, nie zostałam przebadana w kierunku obecności komórek rakowych, więc leczono mój żołądek. Przeszłam operację, lecz ból nie minął. Stale przepisywano mi antybiotyki i środki przeciwbólowe, które nie pomagały, bo nie leczyły przyczyn dolegliwości”.

Przestańmy wypierać choroby

Dlatego ogromna prośba — nie róbmy z Kory kolejnej osoby, która po prostu zmarła, a tym bardziej „przegrała” po kilku latach WALKI z chorobą. Przestańmy wypierać choroby ze świadomości społecznej. Poczytajmy o nowotworach, udostępnijmy prowadzone od lat kampanie społeczne dotyczące raków i samobadań. Z roku na rok, rośnie liczba osób, która słyszy tę diagnozę, często, kiedy choroba jest już w zaawansowanym stadium. A gdyby dowiedziały, dowiedzieli się wcześniej? Gdyby nie bały, nie bali się iść do lekarza? Ich walka, mogłaby być wtedy równiejsza.

Kolejna ważna rzecz, czy wiecie, że wiele osób umiera na raka, tylko dlatego, że mieszka w Polsce? Bo nowoczesne terapie, nowe rodzaje schematów leczenia chemioterapią, które są dostępne dookoła Polski, nie są refundowane w naszym pięknym kraju. Albo są refundowane tylko wtedy, kiedy jest się w określonym stadium choroby. Czegoś, co mogłoby doprowadzić do remisji choroby, nie podadzą ci, bo nie spełniasz konkretnych wytycznych Ministerstwa Zdrowia. Na przykład, nie masz JESZCZE przerzutów do kości.

Jest ogromne prawdopodobieństwo, że będziesz je mieć, jeżeli nie zostanie zastosowane leczenie i komórki rakowe będą dalej się rozwijać. Jednak w tym momencie nie klasyfikujesz się do tego konkretnego leczenia. Przy okazji swojej choroby, raka jajnika, jeden z problemów nierefundowania leków (Olaparyb) nagłośniła Kora. Ostatecznie lek ten został wpisany na listę refundacyjną. Jednak to nie jedyny lek, o który walczą kobiety, żeby był refundowany, bo może przedłużyć im życie lub doprowadzić do reemisji choroby.

Prowadzi to do sytuacji, w której chorzy i chore wyprzedają swój majątek, często kiedy może być już za późno, aby przedłużyć swoje życie. Zamiast skupić się na walce z rakiem, walczą i tracą cenne siły, aby zdobyć lek. Wiedziałyście o tym? Ile nagłówków czy artykułów widzieliście, czytaliście na ten temat w mediach, które tworzą newsy z informacji, że ktoś powiedział coś totalnie niezmieniającego naszego życia ani niczego albo ubrał się tak, a nie tak, albo dodał kolejne zdjęcie na Instagramie.

Moja Mama ma raka, Twoja Mama ma lub może mieć

Ostatni postulat. USPOŁECZNIJMY RAKA. Moja Mama ma raka, Twoja Mama ma lub może mieć. Na pewno ktoś z Twojego bliższego lub dalszego otoczenia miał, ma, lub będzie mieć raka. Niestety, liczba zachorowań rośnie z roku na rok. Dlatego przestańmy wypierać chorobę na marginesy. Każda chora osoba to wspólna sprawa ludzi dookoła. Wspólna walka, nie tylko osoby chorej, ale również jej rodziny i bliskich. Nie odwracajmy głowy i nie zostawiajmy ich samych. Rak to nie wyrok śmierci, to choroba, która pojawia się, którą da się leczyć, która często wraca po jakimś czasie, nawet kilku latach. Z tym się żyje, z tym da się żyć. To od nas zależy, jak to życie będzie wyglądać. TO JEST WSPÓLNA WALKA. I to też od nas zależy, w jakim stadium choroba zostanie rozpoznana.

Przestańmy kreować głupie standardy piękności i kobiecości. Z doświadczenia i obserwacji widzę, że np. mastektomia nie jest często największym problemem dla kobiety. Problemem powodującym tony stresu jest odbiór społeczny braku piersi, skutków chemioterapii. Na oddział onkologiczny przychodzą kobiety, każda z nich jest piękna, wtedy kiedy przychodzą na oddział i kiedy leżą już na szpitalnych łóżkach, biorąc chemioterapię, w piżamach, już bez peruk. Kiedy wlew się skończy, ubierają się, wiele kobiet z powrotem zakłada perukę, starannie dopasowuje każdy milimetr ułożenia, żeby czasem nie było widać, że nie ma włosów, bo zaraz wyjdzie do „normalnych ludzi”, którzy patrzą, oglądają się, i mogą pomyśleć „że mam raka”, „jestem chora”.

Wcale się nie dziwię. Kiedy mama miała dostać pierwszą dawkę chemioterapii ogoliłem się pierwszy raz na łyso, w geście solidarności. Pierwsze wyjścia z domu, do ludzi, których mniej lub bardziej znam, to były straszne przeżycia. Chwilami telepało mną z nerwów, a głos się trząsł, kiedy słyszałem pierwsze reakcje. Kiedy dla mnie było to takie trudne, nie wyobrażam sobie, co wewnętrznie przeżywają kobiety w trakcie chemioterapii. Ich brak włosów to nie indywidualny wybór, jak było w moim przypadku, tylko skutek. Wiecie, że to nasza wina?

Czy miała Pani w ostatnim czasie dużo stresu

Walczmy również o refundowanie leków, nowych schematów chemioterapii, nagłaśniajmy sprawę, czy to w ramach walki o prawa kobiet, czy pod Sądami, kiedy zastanawiamy się, jak powinno to wszystko wyglądać. To jest szalenie ważne. Nawet małe akty i działania mają siłę, mogą rozpocząć toczenie się kuli śniegowej, która włączy kolejne osoby we wspólną i solidarną walkę o dostęp do leków, dofinansowanie służby zdrowia i godne życie i leczenie osób chorych!

Na koniec jak powiedziała Kora: „W tej chorobie każda sekunda jest dla mnie ważna, cudna... Może nie tyle ważna, ile po prostu wartościowa. Nawet jak nic nie robię, to ta sekunda jest wartościowa”. Hej, doceńmy to, co mamy, dbajmy o nasze relacje, zarówno wtedy kiedy ktoś jest chory, ale również, a przede wszystkim wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi. Na oddziale onkologicznym, często w trakcie wizyty, bo rak, bo wznowa, pojawia się pytanie, czy miała Pani w ostatnim czasie dużo stresu?

Pierwotnie wypowiedź Radka Nawojskiego pojawiła się w Codzienniku Feministycznym.

Piszcie do nas: kobieta@agora.pl

Muniek Staszczyk wspomina Korę: Była pod każdym względem fantastyczna. Trudno było nie być pod jej wrażeniem

Więcej o:
Komentarze (112)
Pan Radek dobitnie po śmierci Kory: Przestańmy w końcu głupio powtarzać, że 'przegrała' walkę z rakiem, że ktokolwiek 'przegrał'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • bigmaciek

    Oceniono 106 razy 106

    "Czegoś, co mogłoby doprowadzić do remisji choroby, nie podadzą ci, bo nie spełniasz konkretnych wytycznych Ministerstwa Zdrowia. Na przykład, nie masz JESZCZE przerzutów do kości."
    Coś na ten temat powiedzieć. Mam raka, przeszedłem operację, radioterapię i chemię. Niestety mam wznowy. I zamiast się dalej leczyć, musiałem czekać na przerzut, bo do żadnego programu się nie łapałem. Pojawił się przerzut w kręgosłupie i teraz usłyszałem, że markery rakowe muszą się pogorszyć jeszcze bardziej. To mi powiedział lekarz. Wtedy załapię się do jakiegoś "programu".
    To jest po prostu CHORE. Masz szansę wyjść z tego, ale nie możesz bo system tego nie przewiduje. Więc musisz bardziej zachorować, tylko wtedy to już nie jest leczenie tylko wegetacja.

  • tran21

    Oceniono 134 razy 100

    100 procent racji! Szacunek dla pana Radka...

  • desperato

    Oceniono 61 razy 51

    przepraszam Was wszystkich, ale moje zdanie jest takie. Ten mój umiłowany kraj jest CHORY!!! Dlaczego tu wszystko jest anormalne, dlaczego człowiek stoi na samym końcu hierarchii ważności ? … za to kler ma się "świetnie". Bóg Honor Ojczyzna. To się liczy w PSIowym świecie. A gdzie w tym wszystkim jest CZŁOWIEK? To powiedziała właśnie WSPANIAŁA Artystka, Wspaniały CZŁOWIEK= KORA. Gdzie jest CZŁOWIEK !!!???

  • Gość: mm

    Oceniono 37 razy 31

    DElaczego pieniądze trafiają do rydzyków a nie do chorych? Chory przegrywa już na początku, zielona karta to nieskuteczny gniot, wszędzie trzeba czekać, a leczenie to wypełnianie bezskutecznych procedur, chorych nie widać, ważne , że procedura wykonana". Nawet we wczesnym stadium rak to wyrok. Taka Polska, taka medycyna w XXI wieku ... i nie każdy jest Korą...

  • starsza10

    Oceniono 28 razy 26

    Grunt, że na Fundusz Kościelny starcza. Na leki nie musi (i nie starcza). Minister zdrowia walczy z tabletką "po" i nie ma głowy do jakichś raków czy pytonów. A premier? Ważne. że garnitur dobrze leży. Wódz? Nie ma problemu ani z miejscem w szpitalu, ani z kolejką do specjalisty, ani z lekami. Był kiedyś taki dowcip, że w Związku Radzieckim wszystko jest dla człowieka i opowiadający go widział tego człowieka. W Polsce coraz bardziej też wszystko jest dla ludzi. Wybranych.

  • Marzenna Kępka

    Oceniono 24 razy 22

    Każdy kto był w takiej sytuacji wie, że odeszła najbliższa osoba, która do końca walczyła o to by wspierać tych, którzy ją teraz opłakują. Nie należy ich ranić mówiąc, że przegrali. Oni wygrali, bo byli przy niej do końca. Sama śmierć jest wpisana w nasze życie i do każdego z nas przyjdzie. Ważne jest to kto będzie wtedy koło nas.

  • vito60

    Oceniono 24 razy 22

    Prawda, gdy umiera ktoś z powodu wieku, to chyba nie piszecie, że przegrał walkę ze starością. Zabija rak i inne choroby, taka kolej rzeczy. A Kory żal.

  • 3guziec

    Oceniono 23 razy 17

    kolega ma 100 % racji, dość tych debilnych okresleń ze ktoś przegrał walkę z chorobą. Po prostu odszedł/umarł .

  • Gość: gosc

    Oceniono 22 razy 16

    bez przesady nie nalezy rozumiec tego zwrotu doslownie.
    Paniu Radku!- wszyscy wiemy, co stoi pod pojeciem tego zwrotu.
    Wiemy, tez o co walczyla i jaka byla historia horoby Kory.
    Czepianie sie sloganu nikomu nie pomoze i swiadomosci ludzkiej z dzisiaj na jutro nie zmieni.
    Lepiej skoncentrowac sie na sluzbie zdrowia i jej "programach", bo tu jest wiele do zrobienia.
    A ludzie no coz, jak tolerancji nie bylo i nie ma, to dalej na "nieowlosionych", beda dziwnie patrzec.
    To problem nie choroby , a mentalnosci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX