18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę

"Cześć, jak twoja cipka?". Tak dyrektor Teatru Akademickiego witał uczennice [WYWIAD Z AUTORKĄ REPORTAŻU]

Nina Harbuz
Dyrektor Teatru Akademickiego Ryszard A. miał stosować wobec licealistek i studentek niespotykane "metody nauczania". Nakłaniał do zdejmowania majtek, striptizu i wciąż robił seksualne aluzje. O kulisach reportażu "Superwizjera", obnażającego praktyki dyrektora teatru, rozmawiamy z jego autorką, Iwoną Poredą-Łakomską.

Nina Harbuz: Jak trafiłaś na temat nadużyć dyrektora Teatru Akademickiego względem uczestniczek i uczestników warsztatów teatralnych?

CZYTAJ: "Jeszcze masz striptiz przede mną zrobić". Wstrząsające relacje z Teatru Akademickiego >>

Iwona Poreda-Łakomska: O sprawie dowiedziałam się od studentki Uniwersytetu Warszawskiego w styczniu tego roku. Wie, że zajmuję się sprawami śledczymi. Miała nadzieję, że jeżeli o tym opowie, to jakoś zadziałam albo coś jej doradzę. Mimo że się dobrze znamy, nie wiedziała, jak to ubrać w słowa, od czego zacząć, mówiła strasznymi ogólnikami, cedziła przez zęby. Musiałam ją przekonać, że nie ma powodów do wstydu. W końcu się otworzyła, a gdy usłyszałam historię, osłupiałam. Przyznała się, że poszła do psychologa, bo nie mogła sobie z tym doświadczeniem poradzić sama. Nawet jej rodzice i przyjaciele o niczym nie wiedzieli.

Tak ogromne jest w niej poczucie wstydu.

- Tak. I mówiła, że okropna jest dla niej świadomość, że pan Ryszard nadal w ten sam sposób zachowuje się wobec kolejnych dziewczyn, które przychodzą na warsztaty. Jednocześnie pytała mnie i upewniała się, czy jego odzywki na pewno powinny być potępiane? Kiedy zapewniłam ją, że jego zachowanie jest skandaliczne, poczuła ulgę. Miała nadzieję, że uda się coś z tym zrobić, ale nie wiedziała, że postanowiłam czekać na kolejny casting i zapisać się na warsztaty do Teatru Akademickiego, żeby zweryfikować usłyszane informacje.

Jak przebiegało twoje przesłuchanie?

- Trafiłam na casting w lutym tego roku. Przygotowałam wiersz i utwór muzyczny, bo takie były wymagania. W sumie przyszło osiem dziewczyn. Studentki Akademii Teatralnej, Uniwersytetu Warszawskiego i jedna z Akademii Leona Koźmińskiego, wyłowiona w agencji modelek przez samego pana Ryszarda. Kiedy potem przychodziła na zajęcia i mówiła "dzień dobry", odpowiadał jej: "Cześć, jak dziś twoja cipka?".

Na castingu dziewczyny dawały z siebie wszystko, ale to, czym prowadzący przede wszystkim był zainteresowany, to ich sytuacja rodzinna, życie prywatne. Od razu powiedziałam, jak naprawdę się nazywam, że mam malutką córkę i męża. Dodałam, że jestem po urlopie macierzyńskim i nie wiem, co dalej będę robić w życiu, ale bardzo kocham teatr i chciałabym tu przychodzić w weekendy, odpocząć od codzienności.

Skandal seksualny w Hollywood. Molestowanie i gwałty w świecie show-biznesu. Kto został oskarżony, a kto padł ofiarą? [PODSUMOWANIE]

Czy już na castingu Ryszard A. zachowywał się w niestosowny sposób, tak jak później na zajęciach?

- Folgował sobie od samego początku i był bardzo swobodny w rozmowie. To w trakcie castingu opowiedział anegdotę niczym z "Nagiego instynktu". O tym, jak był polonistą w jednym z liceów, a siedząca przed nim uczennica rozstawiła nogi, nie mając na sobie majtek. Od samego początku obniżał morale i przyzwyczajał do takich odzywek.

Czy ktoś po usłyszeniu takich opowieści wycofał się od razu?

- Tak, zrezygnowały dwie osoby, choć nie miałam możliwości zapytać, dlaczego. Po prostu nie przyszły następnego dnia na pierwsze zajęcia. Po dwóch próbach odeszły kolejne dwie uczestniczki, studentki Akademii Teatralnej. Kiedy napisałam do nich maile z pytaniem o powód rezygnacji, odpisały, że zajęcia są niemerytoryczne i nie mają dla nich żadnej wartości, a szalę goryczy przelała anegdota o jednym z biznesmenów, któremu pan Ryszard wysłał aktorkę na jacht. Miał nadzieję i oczekiwał od niej, że swoją obecnością będzie promować Teatr Akademicki. A ona okazała się nielojalna i tego nie zrobiła, więc ją wyrzucił. Pytał nas, czy też byśmy ją zwolnili i czy uważamy, że to było słuszne.

Ktoś odpowiedział na to pytanie?

- Nie, zapadła cisza. Za to on kontynuował, uświadamiając nas, że Teatr Akademicki mógłby lepiej prosperować dzięki pieniądzom od biznesmenów. W zamian, rzecz jasna, za "przysługę". Do tego nieustannie opowiadał o swoich podbojach erotycznych.

Czy ktoś w twojej grupie protestował, mówił "nie"?

- W mojej grupie nie było takiej osoby, która odważnie powiedziałaby "nie", postawiła się przy wszystkich jego „nowatorskich metodach”, choć wyczuwałam w ludziach niepewność. W pewnym momencie, po dwóch, maksymalnie trzech miesiącach ludzie po prostu odchodzili, bo już nie wytrzymywali. Z naboru w październiku 2017 roku nie został nikt, z mojej ośmioosobowej grupy dziewczyn finalnie została jedna. Ryszard A. miał też zwyczaj "odświeżać" zespół. Wyrzucał dziewczyny, które się nie sprawdziły, czyli te, które się mu przeciwstawiły.

Były też sytuacje, gdy któraś z uczestniczek bez słowa, bez uprzedzenia nagle "znikała z zajęć". Tak było w przypadku bohaterki mojego reportażu, Asi. Tylko dzięki nagraniom wiemy, czemu. Czy za zniknięciami innych, pełnych miłości do teatru studentek też stała jakaś straszna tajemnica? Nie wiemy. 

Niektóre dziewczyny zostawały z nim na zajęciach sam na sam. Bez świadków odbywały się też indywidualne konsultacje. Na takich spotkaniach pan Ryszard nie miał żadnych hamulców. Pytał o włoski między pośladkami, rzeżączkę czy sposób golenia łona.

Przekroczył kiedyś granicę słowa?

- Owszem. Na jednych zajęciach dał jednej z dziewczyn zadanie aktorskie, które miało nauczyć ją pełnej koncentracji i skupienia na roli. Zapytał, czy zgadza się, żeby zrobił coś nieoczekiwanego. Zgodziła się. Kazał jej więc recytować wiersz i nie przerywać, cokolwiek by się zadziało. Stanęła na środku przed nami, zaczęła deklamować, a on w pewnym momencie klepnął ją w pupę. Nie przerwała swojej kwestii.

I dalej panowała cisza na sali? Zero reakcji?

- Wszystkich zamurowało, choć po ciałach było widać wielkie spięcie. Częstą reakcją na jego zachowania był chichot. Ja sama na niektóre wulgarne i obsceniczne teksty reagowałam śmiechem. Rozładowywałam w ten sposób napięcie, a mam 36 lat. Najmłodsza uczestniczka zaledwie 18, a chciał, żeby jedna z dziewczyn z naszej grupy przyprowadziła swoją 16-letnią siostrę. Zobaczył jej zdjęcie, uznał, że jest śliczna, więc nadawała się idealnie, bo nic poza wyglądem nie liczyło się dla niego. Wodził wzrokiem po nogach koleżanek. Domagał się mówienia sobie na ty i całowania się na "do widzenia". Gdy odmówiłam, wyśmiał mnie.

Po czterech-pięciu godzinach próby i bombardowania chamskimi, prymitywnymi odzywkami byłam tak spięta, że dzwoniłam do męża, żeby mu powiedzieć, że przed powrotem do domu muszę najpierw iść do kina, odetchnąć. Raz poszłam na Pasikowskiego i po tym, czego chwilę wcześniej doświadczyłam, jego film wydawał mi się emocjonalnie lekki w przekazie. Czułam, że schodzi ze mnie stres i napięcie, potęgowane jego próbami zbliżania się do mnie.

Co robił?

- Mówił np.: "Wiesz, śniłaś mi się dzisiaj o trzeciej nad ranem. Przyszłaś do mnie jako młoda Tyszkiewicz. Chciałem do ciebie zadzwonić, ale nie wiedziałem, czy mogę i co na to powiedziałby twój mąż". Odpowiedziałam, że dobrze, że jednak nie zatelefonował. Myślałam, że to utnie temat, ale on nie ustawał i dalej drążył. Pytał: "A czy twój mąż jest duży, czy mały? Myślisz, że by mi wpierdolił?". Takiego słownictwa używał. Pytał mnie też, czy jestem szczęśliwa w związku i czy mój mąż mnie zadowala. Każdej z nas zadawał takie pytania.

Na filmie widać, że na próbach byli obecni też mężczyźni. Ich również gnębił, molestował?

- Znęcał się nad Mateuszem, który jest stałym uczestnikiem zajęć od trzech lat. Ten chłopak ma 28 albo 30 lat i jest nauczycielem plastyki w jednej ze szkół. Pan Ryszard opowiadał na zajęciach, że Mateusz jest prawiczkiem i zwracał się do nas z prośbą, żebyśmy zrobiły z niego mężczyznę. Pytał, która z dziewczyn zdecyduje się na to. Proponował, byśmy umówiły się z nim na piwo. Niby żartem, ale wyśmiewał się nawet z jego katolickich wartości i przedmałżeńskiej czystości.

Wiesz, dlaczego Mateusz nie odchodzi?

- Mówi, że się przyzwyczaił i nie bierze słów pana Ryszarda do siebie, że jest - cytując jego słowa - "emocjonalnym betonem". Może dlatego nie razi go, jak prowadzący się odzywa i zachowuje na zajęciach? Kupuje tłumaczenie, że jest to taka gra słów. Mateusz twierdzi, że na zajęciach nauczył się wyrażać siebie tekstem. Zupełnie nie widzi, że prowadzący mu uwłacza, poniża go, ośmiesza. A wszystkie dziewczyny próbowały mu to pokazać, stając w jego obronie. 

A czy Mateusz stanął kiedyś w obronie dziewczyn?

- Nie, co więcej swoją obecnością i zachowaniem legitymizuje postępowanie pana Ryszarda. Kiedy w poprzedniej grupie uczestniczka nazwała rzecz po imieniu i powiedziała prowadzącemu, że molestuje studentki, Mateusz tylko się zaśmiał. A gdy prowadzący zajęcia nakłonił 18-letnią Asię do zdjęcia majtek, tłumacząc, że jest to ćwiczenie pomagające aktorom przełamać towarzyszący im na scenie wstyd, Mateusz mu wtórował. Potwierdzał, że inne uczestniczki też tak robiły i to normalne. Dziewczyna zdjęła te majtki. Nie ona jedna.

Pan Ryszard zawsze starał się mieć poplecznika, który uwiarygadniałby skuteczność jego obleśnych, wyuzdanych metod. Swoich "żołnierzy" próbował zrobić także z dziewczyn. Do Patrycji mówił: "Jak przyjdzie jakaś nowa dupa do teatru, to będziemy ją zwodzić". Miała powtarzać nowym dziewczynom w teatrze, że "koledze ciągnęła z połykiem" i żeby one zgadzały się na to samo. Wszystko, rzecz jasna, na potrzeby teatru. 

W którym momencie zdecydowałaś się ujawnić, że jesteś dziennikarką?

- Na jednej z prób, na której zostałam sama z Asią, licealistką, pan Ryszard nakłaniał mnie, żebym wracała do domu. Mówił: "Mamuśka, ty już idź sobie do swojego dziecka, a ja tu z Asią poćwiczę dykcję". Robił to w tak nachalny i natarczywy sposób, że w końcu zdecydowałam się wracać, choć czułam, że coś się kroi. Zbierałam się do wyjścia, kiedy nagle powiedział, że idzie do toalety zrobić sobie dobrze. Dokładnie takiego sformułowania użył. Wyszedł do łazienki, a ja zapytałam dziewczynę, czy nie boi się zostać z nim sama.

Zawahała się, ale powiedziała, że nie, bo za 20 minut przyjedzie po nią tata. Zostawiłam sprzęt, więc wszystko, co wydarzyło się potem, udało się nagrać. Tego samego dnia wieczorem umówiłyśmy się na Saskiej Kępie. Wtedy powiedziałam Asi, że nie uczestniczyłam w warsztatach przypadkowo. Kiedy dowiedziała się, że jestem dziennikarką i wszystko zostało nagrane, popłakała się. Ze szczęścia i z rozpaczy. Ze szczęścia, że jest dowód i ktoś jej uwierzy, a z rozpaczy, bo nie wiedziała, jak porozmawiać o tym, co się stało, z rodzicami.

Następnego dnia umówiłam się na pizzę z jedną z dziewczyn i tak po koleżeńsku zaczęłam ją wypytywać, czy podoba jej się na zajęciach. Okazało się, że nie, że prowadzącego uważa za "oblecha", jak go nazwała, że to jest ohydne, co on mówi i dawno chciała odejść. Wtedy powiedziałam jej, kim jestem. Zgodziła mi się pomóc i wzięła ze sobą ukrytą kamerę na prywatną konsultację z panem Ryszardem, na której zmuszał ją do picia alkoholu i opowiadał sprośne teksty o lizaniu jej cipki. Potem wystąpiła jako bohaterka w moim reportażu.

Z filmu dowiadujemy się, że Asia trafiła do psychologa, bo nie mogła poradzić sobie z tym, co ją spotkało ze strony pana Ryszarda. Czy wiadomo, jakie konsekwencje miało jego zachowanie dla innych uczestniczek warsztatów?

- Jeśli chodzi o Asię, to z filmu dowiadujemy się, że przez tydzień nie chodziła do szkoły. Tak naprawdę zawaliła rok. To był dla niej trudny rodzinnie czas, a pan Ryszard wykorzystał jej sytuację. Złamał ją psychicznie. Powtarza teraz klasę. W czasie wakacji spotkała mężczyznę bardzo podobnego do pana Ryszarda i to obudziło w niej wspomnienia. Na tyle silne, że nie mogła się pozbierać.

Po emisji reportażu rozmawiałam z dziewczyną, która była uczestniczką warsztatów 10 lat temu. Przyznała, że kiedy oglądała film, wróciły do niej bardzo silne emocje. Do tej pory nikomu nie powiedziała o tym, w jaki sposób była traktowana. Trzymała to w sobie, przekonana, że nikt jej nie uwierzy. Czuła się współwinna, bo nie umiała się obronić.

I właśnie dlatego, że to poczucie winy w dziewczynach jest tak duże, postanowiliśmy w redakcji stworzyć grupę na Facebooku "Teatr Akademicki - Przerwijmy milczenie, Kurtyna w górę!", w której będą mogły pisać o swoim doświadczeniu wszystkie osoby, które zostały upokorzone przez pana Ryszarda. Wspaniale by było, gdyby podpisywały swoje historie pełnym imieniem, nazwiskiem i profesją. Trzeba pokazać, że to może spotkać każdego, a ofiary nie mają się czego wstydzić. Wstydzić powinien się tylko Ryszard A.

Jeśli chcecie podzielić się z nami Waszą historią, napiszcie do nas. Wybrane teksty publikujemy (za Waszą zgodą) na kobieta.gazeta.pl. Autorom opublikowanych przez nas listów rewanżujemy się drobnym upominkiem/ książką” Piszcie: kobieta@agora.pl.

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ >> 

Tylko do 7 października w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie na ul. Chocimskiej 28 w Warszawie (Śródmieście, przy pl.Unii Lubelskiej) można złożyć zeznania w sprawie Ryszarda A. Obecnie trwa postępowanie sprawdzające, które kończy się po 30 dniach wszczęciem śledztwa lub odmową. Dlatego, na zgłaszanie się do prokuratury, jest mało czasu.

Więcej o:
Komentarze (151)
"Cześć, jak twoja cipka?". Tak dyrektor Teatru Akademickiego witał uczennice [WYWIAD Z AUTORKĄ REPORTAŻU]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • gj61

    Oceniono 108 razy 104

    Ryszard Adamski. Dlaczego nie podajecie nazwiska tej osoby? Co, wstydzi się? Rysiu żyjemy w dobie internetu i nie ukryjesz się zboczeńcu!!! Taki z Ciebie filut? No to teraz zobaczymy: proszę internautów o pomoc - podajcie adres zamieszkania tego pajaca! RYSZARD A D A M S K I!!! I zapewniam: możesz mnie w dudę pocałować!!! Centralnie!!!

  • tilow3

    Oceniono 75 razy 55

    Czytam i zastanawia mnie jedno, na ile zachowanie tego bydlaka wynika ze skłonności, a ile z wyrachowania albo wychowania. Pamiętam historię kobiet związanych z "prawdziwymi katolikami" które w związkach były gwałcone i traktowane jak najgorsze szmaty. A przypadek posła Pięty? czy opinie polityków PiS na temat "wychowania kobiet"!? Jak ma potem takie zwierzę jak ten instruktor pojmować świat, skoro jest społeczne przyzwolenie na dzikie traktowanie ofiar seksualnych. Co mają myśleć dojrzali faceci skoro np. przed seksualnymi oskarżeniami broni ich zaciekle prokurator stanu wojennego i naczelny polityk PiS. Na ile przyzwolenie społeczne na gwałty ma swoje żródło w tym, co głoszą najbardziej poprawni politycy, najbardziej katolickiej partii w Polsce - PiS.

  • jokanda102

    Oceniono 55 razy 51

    To smutne, ze dorosle osoby w roku 2018 nie maja pewnosci, czy dane zachowanie jest ok czy nie... To znaczy, ze ludzie nie wiedza czym sa granice, gdzie one sa umiejscowione, ze nalezy ich bronic i reagowac, gdy ktos je przekracza. A to powinna byc podstawowa umiejetnosc psychologiczna kazdej doroslej osoby!

  • Gość: darla

    Oceniono 46 razy 46

    Typem powinna się zainteresować prokuratura, nie powinno być tak, że on nie poniesie żadnych konsekwencji. Nie powinno być jakiekolwiek pobłażania dla tego typu obleśnych praktyk. Współczuję wszystkim dziewczynom, które trafiły na te "zajęcia". Na miejscu tego ojca nie zawahałabym się dać temu oblechowi w mordę.

  • rozterka47

    Oceniono 44 razy 36

    Matko i żadna nie umiała się nawet popaprańcowi odszczeknąć ?
    Dziewczyny powinny to wyrzucić z siebie i pogrązyć gnoja.

  • niezalany

    Oceniono 36 razy 34

    mam pytanie - jak to możliwe, że coś tak odrażającego jest "dyrektorem teatru" posiadając co najwyżej kwalifikacje i osobowość esesmana-sadysty - przecież to jest zboczeniec!

  • lob1

    Oceniono 25 razy 25

    Gdy zapytał jak tam twoja cipka,mogła odpowiedzieć a jak tam twój fiut,ale wyleciałaby zaraz ze studiów.Obleśny świnia.Takiemu to wyciąć wszystko co ma między nogami,także pedofilom.Bo to chwasty,które zatruwają życie porządnych ludzi.

  • rodrigezoo

    Oceniono 23 razy 23

    OHYDAAAAA!!!! Gdyby mieszkał w USA i wyszłoby to na jaw, facet nie wyszedłby z pierdla długie lata, mało tego, straciłby majątek wypłacając odszkodowania. Ohyda,po prostu ohyda....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX