Anna Orska: Nie chciałam klasycznej biżuterii, wierzyłam, że można produkować odważniejszą

Ola Długołęcka
Im więcej osób projektuje biżuterię, tym ma ona wyższy poziom. Kiedy twórców jest wielu zaczynają podnosić poprzeczkę pod względem jakości i innowacyjności. Dzięki temu cała branża się rozwija - mówi Anna Orska, projektantka biżuterii, założycielka marki ORSKA.

Jaka biżuteria zachwyca cię prywatnie?

Bardzo duża! Śmieję się, że im będę starsza, tym bardziej zgarbiona. Uwielbiam okazałe wzory i kobiety w takich ozdobach. Lubię też przełamywać schematy – nosić dwa różne kolczyki, naszyjnik przełożony przez ramię lub zapięty w talii. Zawsze na nadgarstku mam kilka bransoletek, ale w pracowni nie noszę nic. Muszę mieć swobodę, żeby sprawdzać prototypy, przymierzać nowe projekty. Moim zdaniem świetnie dobrana biżuteria jest jak dobrze zrobiony makijaż – potrafi odmienić wygląd.

Nazwą twojej firmy jest twoje nazwisko. Pokazujesz się również na profilu ORSKA. Biżuteria, którą prezentujesz, bardzo do ciebie pasuje, do twojej geometrycznej fryzury i minimalistycznej garderoby. Czy twoje klientki są do ciebie stylistycznie podobne?

Nie! Są bardzo różne. Mają barwne osobowości i zupełnie odmienne style. Łączy je głównie to, że nie trzymają się schematów. Na co dzień nie ma mnie w butiku, ale mam okazję spotkać się z moimi klientami podczas premier nowych kolekcji. Te spotkania są dla mnie bardzo cenne. Tworzę dla tych osób i dlatego chcę je znać. Uważam, że projektant nie powinien być oderwany od swojego odbiorcy. Moi klienci nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie inspirują. Są dla mnie ogromną motywacją.

Projekt Złotej Pszczoły autorstwa Agaty Środy zamienia się w wyjątkową biżuterięProjekt Złotej Pszczoły autorstwa Agaty Środy zamienia się w wyjątkową biżuterię mat. prasowe

Jesteś przedsiębiorczynią. Nie tylko projektujesz, ale także siedzisz przy tabelkach w Excelu. Jak godzisz te dwa światy?

Tego, jak być przedsiębiorcą, ciągle się uczę. Excel nie jest moją mocną stroną, ale na szczęście nie musi być. Często korzystam z umiejętności osób, które w danej materii są lepsze ode mnie. Wydaje mi się, że znajomość swoich mocnych i słabych stron jest bardzo ważną cechą przedsiębiorcy. Mądrość polega na tym żeby wiedzieć co należy zrobić samodzielnie, a co zostawić bardziej kompetentnym osobom. Otacza mnie grono utalentowanych i życzliwych ludzi, więc chętnie korzystam z ich wsparcia.

Z projektowaniem nie mam trudności. Pod tym względem jestem w swoistym twórczym ciągu. Większą trudnością jest wdrażanie nowych wzorów. W poszukiwaniu rozwiązań i prototypowaniu niezastąpione jest wsparcie mojego zespołu.

Ile procent twoich projektów kończy w witrynie?

Nie mam witryn. W moich butikach wszystko jest otwarte. Wszystkiego można dotknąć i przymierzyć. Z biżuterią trzeba się zaprzyjaźnić, dopiero wtedy nabiera znaczenia. Ponad 90 procent moich projektów jest realizowane. Oczywiście zdarza się, że rezygnuję z pomysłu. Czasem pojawiają się techniczne problemy, których nie potrafię rozwiązać. A czasem po prostu trzeba trochę poczekać aż rozwiązanie samo przyjdzie do głowy.

Anna OrskaAnna Orska mat. prasowe

Kiedy ostatnio pokonała cię materia?

W zeszłym roku zrobiłam kolekcję w Wietnamie z tamtejszymi rzemieślnikami. Korzystali ze starożytnej techniki lakowania – nakładania wielu, nawet kilkudziesięciu, warstw żywicy roślinnej, na drewno, aż do uzyskania gładkiej połyskującej powierzchni. Podczas pracy przy jednym projekcie okazało się, że wymaga on aż 20 dni lakowania [nakładania kolejnych warstw materiału – przyp.red.]. Tyle czasu niestety nie miałam, musiałam wracać do Polski. Takie historie też są mi potrzebne. To uczy, że zawsze trzeba być otwartym na zmianę i poszukiwanie nowych rozwiązań.

Twoje najlepiej sprzedające się dzieło?

To się zmienia w czasie. Często najlepiej sprzedaje się po prostu najnowsza  kolekcja. Obecnie bardzo popularne są naszyjniki i bransolety z nieregularnymi perłami z zatoki Ha Long z kolekcji Vietnam. Perły są unikatowe, każda z nich jest inna i nie mamy ich dużo. Z pewnością to sprawia, że te projekty są jeszcze bardziej pożądane.

A kolekcja, która się źle sprzedawała?

Stworzyliśmy kiedyś serię naszyjników z kamieniami naturalnymi. Były bardzo pracochłonne ponieważ każdy z nich był oprawiany indywidualnie, pod wymiar. Sądziłam, ze ta unikatowość i niestandardowa oprawa będą sporymi atutami. Okazało się jednak, że długo się sprzedawały, co było dla mnie rozczarowaniem.

Złota Pszczoła wykonana przez Annę OrskąZłota Pszczoła wykonana przez Annę Orską mat. prasowe

Jest jedna materia, typowo polska, która wciąż jest oprawiana na jedno kopyto, nie może doczekać się należytej uwagi i uznania. Chodzi mi o bursztyn. Jak sądzisz, znajdzie się na niego pomysł?

Dla mnie bardziej rozpoznawalny od bursztynu, równie charakterystyczny dla Polski, jest krzemień pasiasty, którego ciągle jest mało na rynku. Jeśli mowa o bursztynie to już teraz są twórcy, którzy świetnie sobie z nim radzą. Widziałam bardzo udane prace studentów i małych pracowni. Sam surowiec ma ogromny potencjał, zatem na pewno będą się pojawiały jego udane interpretacje.

Jesteś profesor nadzwyczajną Instytutu Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej. Jakie zasady starasz się przekazać swoim studentom?

Prowadzę zajęcia z małych form wzorniczych i designu. Podczas wykładów przyświeca mi myśl, żeby przygotować studentów na to, co mi na początku pracy zawodowej sprawiało trudności. Chcę pokazać, jak w rzeczywistości wygląda projektowanie dla dużych firm. W większości przypadków i tak uczymy się na własnym doświadczeniu, ale dobrze być uprzedzonym czego można się spodziewać.

We wzornictwie przemysłowym trzeba brać wiele rzeczy pod uwagę. Podczas projektowania należy myśleć o technologii jaką producent będzie dysponował, o tym jaki będzie czas wytworzenia produktu i jak to wpłynie na cenę. Należy brać pod uwagę politykę cenową firmy – jaki jest koszt wdrożenia, jaka będzie marża, czy produkt będzie komercyjnym sukcesem. To  warunkuje możliwości realizacji dalszych wdrożeń. Wzornik przemysłowy musi mieć na uwadze, nie tylko atrakcyjność przedmiotu, ale przede wszystkim jego rolę w biznesie. W rzeczywistości pracując dla dużych firm projektuje się pod analizy finansowe i to właśnie próbuję przekazać studentom.

Złota Pszczoła wykonana przez Annę OrskąZłota Pszczoła wykonana przez Annę Orską mat. prasowe

Na czym to polega?

Projektując daną rzecz, dysponujemy informacjami na temat tego co wpływa na jej sprzedaż. Składa się na to wiele czynników i nie chodzi tylko o urodę czy chęć posiadania. W jubilerstwie tych elementów jest dużo, np. rodzaj kamienia, kanciasty lub obły kształt przedmiotu itp. Spotkałam się  z tym, że sprzedaż tego samego wzoru różniła się w zależności od regionu – inne rzeczy sprzedają się w Warszawie, inne na Śląsku.

Czy to znaczy, że posiadłaś magiczną wiedzę, jak zrobić sprzedażowego pewniaka?

Nie, wszystko zależy od tego, jaka jest firma i jaki jest projektant. Nie ma gotowego przepisu na bestsellery. Istnieją statystyki, ale one nie dają odpowiedzi na wszystkie pytania. Ostatecznie każdy projekt jest weryfikowany przez rynek.

Duże światowe i drogie marki jubilerskie nie mają wielu stałych kolekcji. Cartier ma ich siedem, Tiffany – 15. U ciebie naliczyłam 25 kolekcji. Skąd taka różnica? Jesteś tak kreatywna czy może łańcuch decyzyjny jest krótszy albo analizy finansowe inne?

Charakter takich marek jest zupełnie inny od mojej. To są globalne firmy produkujące luksusową biżuterię klasyczną. ORSKA to mała, dwudziestoosobowa marka tworząca biżuterię artystyczną. Zrobiliśmy znacznie więcej niż 25 kolekcji. Co miesiąc wdrażamy nowości, czasem w krótkich seriach, a czasem w pojedynczych egzemplarzach. Są też małe kolekcje, które wyprzedają się w kilka tygodni, jak kolekcja ze skamielinami zębów rekina czy meteorytami. Wielu moich klientów regularnie odwiedza butiki, są wciąż ciekawi nowości i cenią limitowane kolekcje. To z myślą o nich je tworzę. Wszystkie wzory biżuterii podzielają jedną cechę - projektuje je ta sama osoba. Dzięki temu mają spójny styl i można je łączyć, zatem podział na kolekcje nie jest aż tak istotny. Dużej ilości kolekcji sprzyja też to, że lubię projektować, w ten sposób ciągle się uczę.

Anna OrskaAnna Orska mat. prasowe

Wolisz projektować dla swojej marki niż dla dużych firm? Gdzie jest lepiej?

Nie ma czegoś takiego jak „lepiej–gorzej”. Dużo się nauczyłam, pracując dla innych. Zdobyłam ogromne doświadczenie w różnych miejscach. Odwiedziłam różne części świata. Przyszedł jednak moment, że zaczęłam się zastanawiać, czy to co robimy to właściwy kierunek rozwoju rynku. Chciałam tworzyć rzeczy bardziej interesujące w moim rozumieniu. Kiedy otwierałam pierwszy butik, biżuterię można było znaleźć tylko w sieciach jubilerskich i pracowniach  złotników. Wydawało się, że porywam się z motyką na słońce. Miałam jednak świadomość, że jeśli tego nie zrobię, będę żałować. Biżuteria, jaką zaprezentowałam, okazała się ogromnym zaskoczeniem.

Tworzenie własnej marki to doświadczenie, które daje mi dużo radości. To co mnie popycha w mojej firmie do przodu to fakt, że sama rozliczam się z porażkami projektowymi i wyciągam z nich wnioski. Na pewno jest mi łatwiej doświadczać i podejmować ryzyko w obszarze projektowania. Biznesowo jednak staram się, podejmować przemyślane decyzje, ze względu na odpowiedzialność za ludzi, których mam wokół siebie.

Powiedziałaś, że zastanowił cię kierunek, w którym zmierzał rynek. Co masz na myśli?

Kiedy dziewięć lat temu otwierałam firmę wszystkie miejsca wyglądały dość podobnie – miały podobną ekspozycję i ofertę. Pomyślałam, że to dobry moment, żeby zrobić coś inaczej. Nie chciałam klasycznej biżuterii, wierzyłam, że można tworzyć biżuterię odważniejszą. W moim pierwszym butiku były rzeczy z papieru, a ludzie wchodzili do sklepu jak do galerii. Właśnie o taki efekt mi chodziło.

Robiłam kiedyś materiał o złotnikach, którzy narzekali na jakość biżuterii, na to, że można ją kupić w byle drogerii. Czy ciebie też oburza „szybka moda”, skupiająca się na trendach, a nie jakości?

Nie, to jest naturalne, jak tempo nurtu, którym płyniemy. Nie siedzę mocno w środowisku jubilerskim. W świecie, który sobie stworzyłam, jest mi wygodniej.

Anna OrskaAnna Orska mat. prasowe

Raczej nie mam umiejętności jak złotnicy, z którymi rozmawiałaś, bardziej polegam na intuicji. Uważam, że im więcej osób projektuje biżuterię, tym ma ona wyższy poziom. Kiedy twórców jest wielu zaczynają  podnosić poprzeczkę pod względem jakości i innowacyjności. Dzięki temu cała branża się rozwija. Jeśli klienci potrzebują też szybkiej mody, to dlaczego ktoś nie miałby jej dla nich tworzyć? Nie jest to mój obszar, ale nie widzę powodu żeby zabraniać tego innym. Zachęcam oczywiście do budowania własnego stylu, a nie polegania na trendach. Naturalnie, żeby znaleźć swój styl, trzeba go trochę poszukać, ale warto. 

Chętnie bierzesz udział w akcjach i aukcjach charytatywnych. Teraz zaprojektowałaś dla akcji Greenpeace „Adoptuj pszczołę”  unikatową, ręcznie wykonaną pszczółkę, która może być przypinką albo wisiorkiem. Jaki masz pomysł – komu i z jakiej okazji osoba, która wygra aukcję, mogłaby podarować pszczołę?

Miałam wizję, że osoba, która wygrywa aukcję, kupi Złotą Pszczołę dla siebie i w ten sposób pokaże swoje wyjątkowe zaangażowanie w akcję Adoptuj Pszczołę. Ale rzeczywiście można ją wylicytować i podarować bliskiej osobie. Ja tę pszczółkę widzę na kimś o dobrym sercu, na dobrym człowieku. Można ukochanej kupić kolczyki z brylantami, ale kupienie pszczółki z takim przesłaniem wydaje mi się dużo bardziej wartościowe. Mówi wiele nie tylko o samym przedmiocie, ale i o osobie, która go kupiła.

To taki zakup z wartością dodaną.

Tak, dlatego zachęcam do licytowania.

Chcesz dostać unikatową złotą pszczołę od bohaterki rozmowy, a jednocześnie zrobić coś dobrego dla pszczół? Sprawdź, naszą aukcję >>>

Więcej o:
Komentarze (5)
Anna Orska: Nie chciałam klasycznej biżuterii, wierzyłam, że można produkować odważniejszą
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Patryk M.

    Oceniono 2 razy 2

    Niektóre ładne, niektóre średnie... Ale z mosiądzu więc na pewno nie dla mnie.

  • shtalman

    Oceniono 4 razy -4

    Naszyjnik założony na talii to nie naszyjnik, następna tępa dzida typu Kaja Godek, z fryzurą "nocnik na łeb i tnij"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX