Zamykanie pajączków na nogach. Bolało, ale się udało!

Pajączki na nogach. Można je polubić i zaakceptować, a można próbować coś z nimi zrobić. Ja po latach pierwszej opcji, zdecydowałam się spróbować drugiej. Zdradzając zakończenie: z dobrym skutkiem.

Nie musi być łatwo

Jestem zwolenniczką pracy nad sobą i dochodzenia do różnych zmian małymi krokami. Nie uciekam od wysiłku i poświęcenia, dlatego nie mam potrzeby korzystania z drogi na skróty. Z centymetrami po zimie rozprawiam się sama - więcej ćwicząc i modyfikując dietę. Ciężko skusić mnie zabiegami na ciało, odchudzaniem w gabinecie, walkę z cellulitem. Mam poczucie, że leżąc na leżance nie da się załatwić wszystkiego, potrzeba trochę wysiłku i poświęcenia. Jest jednak sprawa, z którą sama bym sobie nie poradziła - pajączki na udach.

To rzeczywiście przypadłość, na którą cierpię od lat, ale do tej pory nic z nią robiłam - nie wiedziałam nawet, że mogę z nią coś zrobić.

Usuwanie pajączków z nógUsuwanie pajączków z nóg Fot. Archiwum redakcji

Kiedy rok temu przyszłam się pokazać Karolinie Tomys, właścicielce położonej w centrum Warszawy kliniki Quantum Clinic, kosmetolożka bardziej była zainteresowana moimi zmarszczkami pod oczami niż nogami. Taka moja uroda i mimika, że w porównaniu z rówieśniczkami mam bardzo widoczne zmarszczki. “Nogi, nogami, ale oczy…”. Z oczami, a właściwie z miejscem pod oczami pogodziłam się. Przynajmniej widać, że dużo się śmieję. Co innego nogi. Pajączki na tylnej części ud mam odkąd sięgam pamięcią. Podobne, tylko o wiele większe ma moja babcia od strony mamy. Nie przyszuszczałam, że w ogóle można i warto coś z nimi robić.

Okazało się, że moje teleangiektazje (bo tak nazywają się pajączki naczyniowe) można widocznie zmniejszyć. Na początek zrobiono mi badanie poziomu cellulitu, z którego wynikało jasno, że go mam (a kto nie ma?) oraz, że mam za mało nawodnioną skórę.Tomys zaproponowała mi serię zabiegów karboksylacji oraz drenażów limfatycznych Lymphastim. Dopiero po nich miałam mieć zabieg zamykania naczynek. Skończyło się na dwóch, a czeka mnie jeszcze trzeci - ostatecznie domykający naczynka.

Kuracja okazała się bardzo skuteczna, ale - nie będę ukrywała - bolesna. Będę w opisach szczera, bo wiem, że jeśli macie problem z naczynkami i naprawdę chcecie się ich pozbyć, to nic was nie zniechęci.

Dwutlenek węgla pod skórą

Karboksylacja polega na precyzyjnym nakłuwaniu warstwy śródskórnej (w moim przypadku)  i wstrzykiwaniu kontrolowanej ilości dwutlenku węgla. Gaz jak gdyby “rozpychając się”, rozrywa połączenia tkankowe. Efektem jest rozszerzenie naczyń krwionośnych i przyspieszenie procesu tworzenia sieci nowych naczyń krwionośnych (neowaskularyzacja). Dodatkowo,  w miejscu podawania dwutlenku węgla, zwiększa się przepływ krwi, która transportuje tlen i składniki odżywcze. Poprawia się także mikrokrążenie. Karboksyterapia pozwala na mechaniczne rozbicie złogów tłuszczowych i pozytywnie wpływa na stymulację kolagenu.

NIektóre kobiety podczas karboksylacji potrafią uciąć sobie przyjemną drzemkę. Chociaż wydawało mi się, że mam wysoki próg odporności na ból, ostrzykiwanie dwutlenkiem węgla zaliczam do jednego z mniej przyjemnych zabiegów. Uczucia rozpierania nie da się porównać do niczego innego, to jakby gaz wstrzyknięty w jednym miejscu łydki szukał w całej noce miejsc ujścia.

Urządzenie do karboksylacji. Po prawej nabój z gazem, po lewej igła.Urządzenie do karboksylacji. Po prawej nabój z gazem, po lewej igła. Fot. Archiwum redakcji

45 minut przyjemności

Na szczęście po karboksylacji następował drenaż limfatyczny, inaczej zwany sekwencyjnym masażem uciskowym do drenażu limfy. I to już było baaardzo miłe. 45 minut w kosmicznych spodnio-rajstopach zapinanych na rzepy pozwalał na oglądanie filmów telefonie. Spodnie napełniały się powietrzem, uciskając nogi w różnych miejscach. Zabieg przyjemny - traktowałam go jako nagrodę po nakłuwaniu.

Urządzenie do drenażu limfatycznego.Urządzenie do drenażu limfatycznego. Fot. Archiwum redakcji

Jak można przeczytać w opisie zabiegu: masaż limfatyczny pobudza krążenie krwi i limfy. W wyniku stymulacji odpowiednich punktów na ciele następuje lepsze odżywienie i praca komórek oraz odpowiednia regulacja krążenia krwi i funkcjonowania organów wewnętrznych. Poddawana masażowi skóra staje się bardziej jędrna i elastyczna. Poprawia się metabolizm tkanki tłuszczowej oraz przemiana materii w partiach skórnych, podskórnych i w mięśniach.

Laser razy dwa

Faza wstępna przygotowała moje nogi do zabiegu właściwego, czyli zamykania naczynek. Karolina Tomys wykorzystała zabieg laserem FOTONA Spectro SP Nd:Yag 1064. Laser likwiduje zmiany naczyniowe, naczyniaki rubinowe (hemangioma), rumień czy trądzik. I znowu posiłkując się specjalistycznym opisem: zasada działania lasera Fotony opiera się na procesie fototermolizy. W trakcie terapii emitowana energia świetlna jest pochłaniana przez barwnik krwi (hemoglobinę), a następnie zostaje zamieniana w ciepło. W skutek  temperatury woda znajdująca się w tkance zostaje odparowana oraz naczynia zostają pochłonięte, skoagulowane gdzie w późniejszym etapie są wchłaniane przez organizm. Promień lasera Nd:Yag Fotony głęboko wnika w tkanki, efektywnie dostarczając jego energię zarówno do dużych jak i małych naczyń krwionośnych. Zamykanie popękanych naczynek na twarzy i ciele to jednak nie jedyne wskazania do zabiegu laserem Nd:YAG. Urządzenie posłuży również do leczenia trądziku i rumienia, grzybicy skóry i paznokci, a także liftingu i fotoodmładzania skóry.

I znowu wszystko zapewne zależy od indywidualnego odczuwania bólu. Mnie zabieg bolał. Jeszcze bardziej niż karboksylacja. Być może tyły ud są wyjątkowo wrażliwe - nie wiem. Wiem, że z fotela zeszłam mokra i z poczuciem ogromnej ulgi. Po zabiegu miejsca są jakby poparzone i trzeba odczekać aż się wygoją. Nie można ich moczyć, należy unikać podgrzewania w saunie, opalania. Dwa miesiące po wygojeniu miałam drugi zabieg domykania naczynek. Po roku nie mam wątpliwości, że różnica “przed” i “po” jest ogromna.

Więcej o: