Macierzyństwo to wyczerpanie i brak snu? Przypadek Pauliny z Ursynowa daje nadzieję, że nie

Ola Długołęcka
Paulina jest jak mityczny jednorożec. Była w "niewidzialnej" ciąży - do siódmego miesiąca nie było u niej widać brzucha, a teraz ma niemowlaka, który przesypia całe noce. Jej historia to dowód na to, że i takie macierzyństwa się trafiają! Tylko bardzo, bardzo rzadko...

Paulinę znam od kilku lat. Z ciekawością przyglądałam się jej ciąży, czasami działając jak bufor między nią a osobami, które na wiadomość o jej stanie wpadały w lukrowany ton i wyciągały ręce w kierunku brzucha. Sama mam dwoje dzieci i wiem doskonale, do jakich myśli może doprowadzić wykończoną matkę deprywacja snu. Może dlatego przypadek mojej koleżanki jest tak niesamowity.

Jej synek przesypia całe noce, zasypia sam, nie trzeba go godzinami nosić na rękach, płacze tylko wtedy, kiedy jest głodny. No i jeszcze Paulina, która jest jak te kobiety z Instagrama, które tydzień po porodzie wyglądają, jakby nigdy nie rodziły. W narracji o macierzyństwie brakuje takich przypadków - dzieci idealnych, o których pisze się w podręcznikach dla rodziców, że "niektóre małe dzieci mogą spać i 22 godziny na dobę". Taki jest właśnie jej synek.

Ola Długołęcka, Kobieta.gazeta.pl: Twoje podejście do ciąży nie było typowe. Złościły cię pytania o brzuch, nie chciałaś żadnej taryfy ulgowej. Dlaczego?

Paulina, 28-latka z Warszawy, mama pięciomiesięcznego synka: - Bardzo długo nie mówiłam w pracy o tym, że jestem w ciąży. Głównie dlatego, że kobiety w ciąży traktuje się, powiedzmy to delikatnie, z przymrużeniem oka. Wiadomo, "szaleją im hormony", nie bierze się ich do końca na poważnie. "Łatwiej się wzruszają, mają zwolnione reakcje, są płaczliwe" - taki utrwalony obraz mają wszyscy. OK, gdybym tak się czuła, gdybym dostawała sygnały, że gorzej wykonuję swoją pracę, poszłabym na zwolnienie lekarskie. Ale nic takiego się nie wydarzyło.

Złościły mnie pytania o brzuch, bo ludzie z niezrozumiałych mi przyczyn uważają, że kobieta w ciąży jest dobrem publicznym. Każdy może podejść, pomacać, poprzytulać się. Nie rozumiem, dlaczego obcy ludzie mieliby mnie dotykać. Czy ja podchodziłam do innych i łapałam ich za biust albo choćby za nogę? Nie. Za to kobietę w ciąży może pomacać każdy. A w momencie, kiedy zaczynasz się bronić, stawiać granice, słyszysz, że jesteś przewrażliwiona, że szaleją ci hormony. Więc, aby nikt nie posądził cię o to, że hormony tobą rządzą, dajesz się macać i jeszcze się przy tym głupkowato uśmiechasz. Tak jest prościej. Próbowałam kiedyś dać po łapach kobiecie, która rzuciła się na mnie i zaczęła głaskać mój brzuch po zajęciach fitness. Skończyło się tym, że zaczęła mnie jeszcze mocniej przytulać, żeby, cytuję, "uspokoić mnie i odgonić złą energię".

Dla mnie powiększający się brzuch był najbardziej widocznym i dobitnym znakiem, że nie ma odwrotu. Że nic nie będzie już takie jak było. Kto by się tego nie bał? Zmienia się nie tylko sylwetka, ale całe życie. Nie wiem, jak inne matki, ale ja byłam przerażona. Ale nie potrzebowałam o tym rozmawiać z obcymi ludźmi, nie potrzebowałam słuchać ich cennych rad.

Właściwie do końca ciąży żyłaś, jakbyś w ciąży nie była. To także niespotykana powszechnie postawa.

- Do siódmego miesiąca miałam spokój. Do tego czasu prawie nikt oprócz najbliższych mi osób nie wiedział, że spodziewam się dziecka. Na zajęciach fitness nie robiłam po prostu niektórych ćwiczeń. Wiadomo, mogłam się zmęczyć. 

Ale im bliżej było do rozwiązania, tym częściej słyszałam, że powinnam zwolnić, odpocząć. Zrezygnować z pracy, z uprawiania sportów. Często byłam odbierana jako osoba, która próbuje coś udowodnić. I nawet, kiedy uczciwie mówiłam, że nie o to chodzi, raczej patrzono na mnie z politowaniem. A ja po prostu w miarę możliwości nie chciałam zmieniać swojego życia.

Ćwiczyłam i ćwiczę nadal, bo dzięki temu czuję się dobrze. Pilates i joga nie dość, że dają mi dużo przyjemności, to sprawiają, że nie boli mnie kręgosłup. Squash to czysta frajda. Podobnie jak jazda na rowerze. Rower dodatkowo odciążał moje nogi i kręgosłup pod koniec trzeciego trymestru, więc tym bardziej nie widziałam powodu, aby z niego rezygnować. Uprawiałam sport pięć-siedem razy w tygodniu. Lekarz mi pozwolił, czułam się dobrze, więc czemu nie?

Śpi, kiedy inni ćwicząŚpi, kiedy inni ćwiczą Fot. Archiwum prywatne

Do końca ciąży w ogóle nie wyglądałaś, jakbyś była w ciąży.

- Mój mąż do tej pory się śmieje, że jestem jedną z nielicznych kobiet na świecie, które, aby wrócić do wagi sprzed ciąży, muszą przytyć. Wiem, że bliscy się martwili, że coś jest nie tak. Ale wszystkie wyniki badań miałam  w normie. Syn rozwijał się prawidłowo. Ba, podczas USG w 37. tygodniu lekarz sugerował, że jak tak dalej pójdzie, to dziecko dobije do czterech kilogramów. Koniec końców był mniejszy - niecałe 3300 gramów - ale i tak w szpitalu usłyszałam, że tego dnia najdrobniejsza matka urodziła największe dziecko.

Obce osoby czy dalsi znajomi na informację o ciąży reagowali z dużym zdziwieniem i tym rodzajem troski, którego bardzo nie lubię. "Ojej, ty jesteś w ósmym miesiącu ciąży? Nie wyglądasz! Z dzieckiem wszystko w porządku?". Jeśli nie byłoby w porządku, to akurat chciałabym się wyżalić pani z warzywniaka albo niewidzianej dziesięć lat koleżance spotkanej na przystanku...

Lekarze też patrzyli na mnie z lekkim niedowierzaniem. Kiedy poszłam na wspomniane USG w 37. tygodniu, lekarz stwierdził, że chyba się przejęzyczyłam i chciałam powiedzieć, że jestem w 17. Ale zobaczył, że wszystko jest w porządku, więc nie było powodów do niepokoju.

 Jak ty się z tym czułaś, zwłaszcza przy ciężarnych, które wyglądały skrajnie inaczej?

- Czułam się dobrze. Wręcz byłam zadowolona, że moje ciało tak niewiele się zmienia, że nie muszę rezygnować z wielu rzeczy. Okazało się, że opłacało się ćwiczyć, prowadzić aktywny tryb życia zarówno wcześniej, jak i w trakcie ciąży. Ale - będę podkreślała to wiele razy - ćwiczenia ćwiczeniami, jednak mój wygląd to przede wszystkim zasługa genów. Zawsze byłam szczupła. Moja mama i jej siostra też. I tak jak ja w ciąży były bardzo szczupłe, wręcz chudły.

W związku z tym odbiegałaś od wyglądu stereotypowej ciężarnej. Ile nieprzyjemnych sytuacji zaliczyłaś na przykład w komunikacji miejskiej? Bo chyba każdej kobiecie w ciąży zdarza się TEN dzień. Dzień pierwszej awantury.

- Nie wiem dlaczego, ale byłam łatwym celem starszych pań. Podczas czerwcowych upałów usiadłam w tramwaju. Nagle ktoś zaczyna na mnie krzyczeć. Że "matka mnie źle wychowała", że "nie chce się wstać, żeby ustąpić starszej osobie" itd. Dookoła mnie były wolne miejsca, pani ewidentnie chciała usiąść na moim. Więc odpowiedziałam jej zgodnie z prawdą, że nie ustąpię jej miejsca, bo jestem w siódmym miesiącu ciąży i trochę mi słabo. W odpowiedzi usłyszałam, że jeśli ja jestem w siódmym miesiącu, to ona jest królową angielską, i to wstyd tak kłamać, karma mnie dopadnie.

Zanim jeszcze urodziłaś, czego się spodziewałaś po macierzyństwie?

- Chronicznego zmęczenia. I przede wszystkim tego, że nie będę miała czasu kompletnie na nic, będę siedziała sama w domu, odizolowana od reszty świata. Zewsząd słyszałam, że najważniejsze i najtrudniejsze są pierwsze wspólne miesiące. Że musimy dać sobie czas na to, aby wyrobić sobie rutynę. Mimo radości z oczekiwania na synka byłam przerażona.

Bardzo brakowało mi kogoś, kto powie, że nie musi być źle, że te pierwsze miesiące to nie tylko płacz, ciągłe karmienia. Spodziewałam się więc, że składają się na nie wyłącznie wyrzeczenia, na które w żaden sposób nie można się wcześniej przygotować.

Ja bym chętnie to powiedziała, ale moja córka przez pierwsze pół roku nie sypiała w nocy prawie wcale. Jaki obraz macierzyństwa dominuje wokół ciebie?

- Wydaje mi się, że obecnie przeważają dwa "typy" matek. Instamatki, które są wiecznie zadowolone, uśmiechnięte, w pełnym makijażu ćwiczą w fitness klubie, codziennie przygotowują fitobiad z pięciu dań, a na koniec karmią nas tym swoim idealnym życiem, wrzucając fotki na Instagrama. I drugi typ - Matki Polki Cierpiące, dla których macierzyństwo to pasmo niekończących się wyrzeczeń, problemów i poświęceń.

Zanim urodziłam syna, widziałam tylko te dwa typy. Albo zafałszowana rzeczywistość z mediów społecznościowych, albo jedna wielka udręka. A teraz już wiem, że jest mnóstwo kobiet, które nie przeginają w żadną ze stron. Opiekują się swoimi dziećmi najlepiej, jak potrafią, ale kiedy nie dadzą rady ugotować obiadu, to nie wstydzą się zamówić pizzy, kiedy mają dość, to nie cierpią w samotności, tylko umówią się ze znajomymi i wypiją lampkę wina. I świat się nie kończy.

Jakie są wskazania do wykonania cesarskiego cięcia?

Ze względu na filigranową sylwetkę i rozmiar dziecka musiałaś mieć cesarkę. Czy taki poród wciąż jest traktowany jako "gorszy”?

- Tak. Zarówno szkoły rodzenia, jak i większość mam, które rodziły naturalnie, traktują cesarkę jako "gorszy" i lżejszy poród. A to ani nie gorszy, ani nie lżejszy poród. Inny. W wielu kwestiach trudniejszy, tylko w kilku łatwiejszy.

Czułaś się wtłaczana w jakąś rolę, miałaś wrażenie, że z rolą matki wiążą się pewne oczekiwania, jaka masz być?

- Zacznijmy od tego, że w ciąży kobieta jest traktowana jak obłożnie chora. Oczekuje się od niej, że będzie wyłącznie chodzącym inkubatorem. Nie powinna pracować, nie powinna uprawiać żadnych sportów, powinna leżeć i czekać. Ewentualnie prasować ubranka dla dziecka. To się oczywiście zmienia. Ale wciąż bardzo powoli.

Ja po prostu byłam sobą i nie spełniałam tym samym oczekiwań ze strony rodziców, znajomych czy koleżanek z pracy. Miałam siłę i ochotę pomalować paznokcie, pójść na fitness, pojechać na koncert. Nie spełniałam oczekiwań, ale też przesadnie się tym nie przejmowałam, bo to moje życie.

Zresztą nadal nie wpisuję się w szablon. Chodzę do kosmetyczki i do kina. Wszyscy pytają, co z dzieckiem w tym czasie. Przecież wiadomo, że nie zostawiłam syna samego w domu. Mój syn ma cudownego tatę, kochających dziadków, wspierające ciocie. Skoro wszyscy oferują pomoc, czemu z tego nie skorzystać?

Od matki oczekuje się, że zamknie się w domu, będzie zmieniała pieluchy i gotowała obiady. Od matki. Bo już ojciec dziecka może robić, co chce. A jak pomaga w wychowywaniu dziecka, to jest przez otoczenie wynoszony niemal na ołtarze. Na początku wkurzałam się nawet na moją mamę, która dzwoniła do mnie, gdy wiedziała, że jestem poza domem, i pytała: "Jak sobie chłopaki radzą? Czy nie są głodni, czy nie jest im smutno?". Smutno! Do mnie nikt nie zadzwonił tylko po to, żeby zapytać, czy podczas opieki nad synem nie jest mi przypadkiem smutno. Mój znajomy jest uważany za ojca roku, bohatera narodowego, bo chodzi z dziećmi do supermarketu. Ekspedientki niemal umierają z rozkoszy, że: "Facet! Z dwójką dzieci?! Taki dzielny".

Paulina z synemPaulina z synem Fot. Archiwum prywatne

Jesteś jedną z tych mitycznych kobiet, które urodziły, a minutę później ich brzuchy były idealnie płaskie.

- Mniej więcej. I widzisz, łapię się na tym, że powinnam zaprzeczyć. Że oczekuje się ode mnie, że będę miała problemy z powrotem do wagi, że coś musi być nie tak. Ale nie jest. Tak jak już mówiłam, wszystko zawdzięczam genom i aktywnemu trybowi życia. Powiedziałabym, że 80 procent to geny, 20 procent ćwiczenia. Do ostatniego momentu ćwiczyłam. W niedzielę rano byłam na pilatesie, a wieczorem pojechałam do szpitala. I tak - kiedy urodziłam synka, brzuch zniknął. Po tygodniu był względnie płaski, po dwóch-trzech nawet rozciągnięta skóra zniknęła. Teraz, po pięciu miesiącach, w zasadzie tylko blizna przypomina o porodzie. Internauci zjedzą mnie w komentarzach, ale tak, nie tylko Ania Lewandowska może mieć płaski brzuch tuż po urodzeniu dziecka. Ale, będę powtarzać jak mantrę: uważam, że w moim przypadku 80 procent to geny, tylko 20 procent - uprawianie sportów.

Do niewidocznej ciąży, ekspresowego powrotu do formy doszło jeszcze mityczne dziecko, które śpi po 20 godziny na dobę. Czy synek od początku tak spał i był tak bezproblemowy?

- I tak, i nie. Na początku przerażało nas wszystko, więc nie zauważaliśmy, że on taki jest. Żeby odbić się od wagi urodzeniowej, z czym pojawił się problem, budziliśmy go co trzy godziny i wmuszaliśmy w niego jedzenie. Ale opanowaliśmy sytuację. Teraz je za dwoje, jak nie za troje. To nasze pierwsze dziecko, więc nie mieliśmy porównania, zauważyliśmy, że jest bezproblemowy, kiedy zaczęliśmy rozmawiać z innymi rodzicami. Oni wiecznie niewyspani, dziecko płacze, nie je, ma kolki, zaparcia. Wszystko, co najgorsze. A nasz syn budzi się na jedzenie, jasne, wtedy krzyczy i domaga się pokarmu natychmiast, ale potem uśmiecha się i zasypia. Przesypia całe noce. W zasadzie odkąd przestaliśmy go budzić na karmienie w nocy, śpi około siedmiu godzin. Kiedy odwiedzają nas jego babcie, biegają co chwilę sprawdzać, czy na pewno oddycha. 

Bywasz zmęczona macierzyństwem? Pamiętajmy, że noce przesypiasz, masz czas dla siebie.

- Oczywiście, że bywam zmęczona - uwaga: problem pierwszego świata - głównie psychicznie. Siedzę w domu na macierzyńskim, a jestem przyzwyczajona do aktywnego trybu życia. Nagle okazało się, że jedyny temat, na który inni chcą ze mną rozmawiać, to dzieci. Kocham mojego syna, ale spędzam z nim praktycznie cały czas. Kiedy się wyrwę "do dorosłych”, chciałabym porozmawiać o czymś innymi niż to, kiedy ostatnio robił kupę i ile razy płakał w ciągu dnia. Ale masz rację, noce przesypiam, mam czas dla siebie, bo mam cudownego męża, który nie tyle, że pomaga mi w opiece nad synem, ale dzieli ze mną obowiązki. Tak jak to powinno wyglądać we wszystkich rodzinach.

Za tym moim zadowoleniem z życia stoi sztab ludzi: mąż, dziadkowie, znajomi i przede wszystkim ultraspokojne dziecko. Ale nie oznacza to, że nie muszę z zegarkiem w jednym ręku, laktatorem w drugim planować całego dnia, tygodnia, miesiąca. Mój mąż twierdzi, że jestem zorganizowana niczym sycylijska mafia. Fakt, prowadzę kilka kalendarzy, nie spóźniam się nigdy, o niczym nie zapominam. Ale wszystko jest do ogarnięcia, zwłaszcza kiedy ma się takie dziecko. Bycie zorganizowanym jedynie ułatwia życie.

Jak na twoje macierzyństwo reagują znajome matki? Jak ty się czujesz przy nich ze swoim macierzyństwem?

- Zazdroszczą na pewno. Ja śpię po siedem, czasem dziewięć godzin dziennie, one "kradną" każdą godzinę snu. Zauważyłam, że każda mówi mi, że ten spokojny czas minie, że syn jeszcze pokaże nam charakterek. Może. Ale nie mam na to wpływu, więc póki co nie martwię się na zapas.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu. KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER.

Więcej o:
Komentarze (116)
Macierzyństwo to wyczerpanie i brak snu? Przypadek Pauliny z Ursynowa daje nadzieję, że nie
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Apathy

    Oceniono 40 razy 40

    Jest całkiem sporo takich kobiet, które po porodzie mają płaski brzuch. Tylko zwyczajnie nie czują potrzeby się tych chwalić, a jak czują to są skazane na krytykę. Moje najstarsze dziecko też przesypiało całe noce bez pobudek na karmienie. Spało po 11-13 godzin ciągiem w nocy odkąd skończyło 2 miesiące, do tego spało też ładnie w dzień. Zresztą pozostała dwójka też ładnie zasypiała i spała. Pamiętam jak kiedyś pochwaliłam się na jakimś forum, że mam w domu takie śpiochy. Spadła na mnie lawina hejtu, że 13h głodze niemowlaka (a syn był pulchniutki i pediatra nie kazała go budzić na jedzenie), że pewnie chory, że stosuję zimny chów (też nie prawda) itp. Przykre to, ale prawdziwe.

  • antychreza

    Oceniono 52 razy 26

    I po co ten tekst? Nie ma zwisu, dziecko śpi i nie ryczy? Good for her. Ale w czym ma to pomóc kobietom, którym zostało to i owo, dziecko za uja pana nie chce zejść z rąk a chłop jest z tych, co boją się butelki i pieluchy?

  • Gość: Emila

    Oceniono 95 razy 25

    Cóż za pretensjonalny wywiad! Za jednym kompletnie bezproblemowych dzieckiem stoi sztab ludzi, a dziuni opowiada jak to ona jest lepiej zorganizowana od innych. Paradne.

  • rosynanta

    Oceniono 19 razy 19

    "Skoro wszyscy oferują pomoc, czemu z tego nie skorzystać?" Jak najbardziej korzystać. Mam jednak wrażenie, że trochę za mało się mówi o tym, jak można konkretnie pomóc rodzicom małych dzieci. Dziadkowie, rodzina, znajomi? Pomagali jak mogli. Ale taka jedna drobnostka: ludzie pracują. Mój mąż, rodzice, teściowie, rodzeństwo i znajomi nie mogą wpadać mi pomóc przy ryczącym nie-wiadomo-o-co niemowlaku, bo są w pracy... I prawdopodobnie czułam się tak samo zmęczona psychicznie, jak bohaterka tego wywiadu.

  • Gość: joanna

    Oceniono 18 razy 16

    Ech, zazdroszczę. Moje najbardziej dotkliwe wspomnienia z wczesnego dzieciństwa syna to DWA LATA bez snu. A po standardowym macierzyńskim (wtedy 6 miesięcy) cały czas normalnie pracowałam zawodowo... Gehenna. Za to teraz jest fajnym, względnie bezproblemowym nastolatkiem :-)

  • nudnezyciezzz

    Oceniono 36 razy 16

    Cóż jest to wyjątek od reguły. Ma dziewczyna szczęście. Regułą jest to że dzieciaki drą się i płaczą przez 20 godzin a przez 4 śpią.

  • Gość: matkapolka

    Oceniono 31 razy 13

    Pocieszę wszystkie mamy nieśpiących dzieci, dzieci które dużo płaczą i nie śpią to tak zwane high need baby, inteligentne wymagające dzieci, z których wyrastają najfajniejsi dorośli którzy wiedzą czego chcą :)

  • Gość: Tez.z.Ursynowa

    Oceniono 18 razy 12

    No tak, troche ten wywiad jest pisany w takim tonie protekcjonalno- wyzszosciowym. Czy brak widocznego brzucha ciazowego to jakis powod do dumy? A widoczny brzuch to powod do wstydu? Naprawde? Czy te kobiety, ktore w ciazy czuly sie zle sa jakos gorsze? Czy te ktorych dzieci maja kolki sa wybrakowane? Bo mam wrazenie ze w kazdym zdaniu powraca jak mantra echo: sama sobie jestes winna. Bo np nie cwiczylas. Ekhm, jestem byla biegaczka dlugodystansowa, cwiczylam na silowni, stosowalam zdrowa diete, ciaza wyczekana i bardzo zle znoszona. Mialam plany do ktorego mca bede biegac, jak o siebie dbac, itp. Tymczasem wszystkie piekne wizje wziely w leb. Drugi i trzeci miesiac wspominam jako koszmar, z mdlosciami calodobowymi (nie uwierzylabym w cos takiego gdybym tego nie doswiadczyla), wymiotami jak z hydrantu, nie moglam spac jesc zyc... Drugi trymestr duzo lepiej ale ciagle bylam slaba, taka na zwolnionych obrotach, w pracy w domu, trzeci trymestr rozwarcie, lezenie, zagrozenie porodem przedwczesnym, polozna skonila mnie nawet do odwolania zajec w szkole rodzenia: lezec, lezec,lezec zero stresu i wysilku. Osobom aktywnym mniej lub bardziej nie musze tlumaczyc jaka to meka. Porod to oddzielna opowiesc. Zly traumatyczny. Polog. Trudny, depresyjny mimo wsparcia bliskich. Takiego prawdziwego. Przytylam malo, zaraz po porodzie zrzucilam, cialo bez rozstepow. Anemia jako bonus;) Aha brzuch ciazowy ksztaltny nieduzy... I co z tego? Nie przyszloby mi do glowy pouczac inne matki w temacie i triumfalnie oglaszac ze mam nadal gladka elastyczna skore i mialam maly brzuch. I co z tego, pytam? :) Dziecko ani mniej ani wiecej meczace niz inne. Kontaktowe, wspolpracujace, czasami nawet ksiazkowe? I tak bylo zmeczenie, znuzenie, niewyspanie... Ja z czasem coraz silniejsza i sprawniejsza w tej opiece. Prztylam w trakcie rozkrecenia sie laktacji. Czyli znowu zonk. Inaczej niz mowia;) Coraz bardziej ciesze sie z macierzynstwa, bo na poczatku sie nie cieszylam, patrzylam na to Malenstwo i myslalam ze nie mam mu nic do zaoferowania. Kto wie o czym pisze, ten wie jak to sie zle wspomina... Co chcialam napisac matce z Ursynowa? To nie Twoja zasluga. To nie ich wina. Wrzuc na luz. Nie oceniaj. Bo nie bylas w ich butach.

  • ksobier

    Oceniono 18 razy 12

    Nie jestem mama tylko tata. Czytanie takich artykulow to strata czasu. Mamy 2 dzieci i jakze sie one od siebie roznia. Ci sami rodzice, to samo wychowanie, te same zasady, a dzieci sa rozne. Nie narzucamy niczego naszym dzieciom. Czytamy porady, przyjmujemy i robimy jak uwazamy. U dzieci nie ma regul. To my ich szukamy. 100% dzieci jest ludzmi i zachowuja sie jak ludzie, ale kazde bedzie inne. Jedno bedzie spalo 10 godzin, inne 20, innemu jeszcze 9 godzin dziennie wystarczy. Nic na to nie poradzimy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX