Mój mąż Żyd. ''Na pierwszą randkę umówiliśmy się na ławce pod moim domem''

Kim są Polki, które zdecydowały się na życie w Izraelu?

- Na temat Izraela powstaje wiele książek. Historycy i kulturoznawcy mają ogromną wiedzę. Ja jestem dziennikarką i interesuje mnie życie zwykłych ludzi. Co myślą? Co czują? Czy żyją historią i polityką, czy raczej obok nich? Chciałam, aby o tym kraju opowiedziały mi swoim językiem Polki, które tam mieszkają od lat i wciąż odkrywają Izrael. Tak jak i ja zaczęłam go odkrywać, kiedy zakochałam się w Izraelczyku - pisze Sylwia Borowska, autorka książki "Mój mąż Żyd". Publikujemy jej fragment, historię Justyny.

Przyszli po nas w nocy. Dali nam czas, jakieś dwadzieścia minut, na spakowanie.(...). Policja deportacyjna zawsze przychodziła w nocy, we śnie najłatwiej ludzi zaskoczyć. Zapakowali nas do dużego, białego busa, a gdy ruszyliśmy w miasto, zgarniali po drodze kolejne osoby. (...) Wiedzieli wszystko, gdzie mieszkamy i gdzie na czarno pracujemy. Był rok 2004 i wszyscy już od dawna przebywaliśmy tutaj nielegalnie. Ja? Cztery lata.

Najpierw przewieźli nas do aresztu w Holonie, a potem autobusem pojechaliśmy do zamkniętego ośrodka dla uchodźców w Nazarecie. Siedziałyśmy tam tydzień. Mogłam lecieć do Polski już następnego dnia, gdybym sama zapłaciła za bilet lotniczy. Chciałam się jednak zobaczyć z Motim, więc czekałam, aż państwo Izrael kupi mi bilet. Myślałam, że to przeciągnę, trochę opóźnię, że może jeszcze uda się nam coś odkręcić. Moti wziął nawet adwokata, ale klamka już zapadła. Boże, jak ja wtedy płakałam. (...)

Plaża w Tel AwiwiePlaża w Tel Awiwie )Fot. Mieczyslaw Michalak / Agencja Gazeta

***

W tym obozie mieszkałyśmy w sześcioosobowym pokoju – łóżka piętrowe, kraty w oknach. Jedzenie nam przynoszono. Miałyśmy przy sobie pieniądze i swoje rzeczy, nie zabrano nam telefonów komórkowych. Ponieważ zasięg był słaby, musiałyśmy rękę przez kratę za okno wystawiać, aby rozmawiać. Nie dało się spać, bo umarł wtedy Jaser Arafat i w Nazarecie, który jest miastem arabskim, cały czas słychać było modły i śpiewy. Na dwa dni przed wylotem przyjechał do mnie Moti i próbował uspokajać: "Nie martw się, coś wymyślimy, ja przylecę do ciebie". (...) .

Czy ty wiesz, że ja swojego męża poznałam w samochodzie? Jechałyśmy pewnego wieczoru z koleżanką na imprezę. Zamówiłyśmy taksówkę. (...) Za kierownicą siedział przystojny, młody chłopak. Od razu zwróciłam na niego uwagę. Koleżanka, która była atrakcyjną dziewczyną, usiadła obok niego z przodu. (...)  Zaczął ją zagadywać, trochę z nią flirtować i kiedy już dojechałyśmy na miejsce, zapytał ją, czy da mu swój numer telefonu. Spojrzała na niego tak dziwnie, że ja odezwałam się do niego z tyłu: "To może weźmiesz mój?". (...)

***

Na pierwszą randkę umówiliśmy się na ławce pod moim domem. Poszliśmy stamtąd do pubu, a potem wróciliśmy na tę samą ławkę i gadaliśmy do siódmej nad ranem. Od tamtej chwili każdy nasz wieczór kończył się na ławce.(...) . Stworzyliśmy swój własny język – bo nasz angielski był podstawowy, mój hebrajski słaby, a Moti nie mówił w ogóle po polsku. (...). Z czasem nauczyłam się języka hebrajskiego głównie po to, aby porozumieć się z rodziną Motiego, a on korzystał ze słownika lub Internetu, żeby czasem coś napisać po polsku. Na piątą rocznicę ślubu dostałam od niego bardzo wzruszający list:

„Drogi żony. Nie mam słów, aby opisać, jak bardzo Cię kocham.(...). Kontynuj do krainę dwoje dzieci nasze urocze. Czuję, że urodził się z Wami razem rodzaj i opiekuńcze dla wszystkich ludzi. Love pomóc każdemu.Twój mąż kocha bardzo”. (...)

Ulica w Tel AwiwieUlica w Tel Awiwie fot. Jan Zamoyski / AG

Dziewczyny z Polski narzekają, że Izraelczycy nie są wierni. Mój mąż taki nie jest. Cały jest dla rodziny, dla dzieci. Dla niego największa kara to być samemu. (...) Często mi przynosi duże bukiety czerwonych róż. Kiedy nasz starszy syn Itay był malutki, Moti kupił mi na urodziny samochód, używanego volkswagena polo. To była niespodzianka: nad ranem powiedział, że ma coś dla mnie, tylko musimy wyjść przed dom. Patrzę, a tu stoi granatowe auto, całe przewiązane wielką, różową kokardą. (...)

***

Wyszłam za mąż za Żyda sefardyjskiego, a dokładnie mizrachim (hebr. wschodniego). Jego rodzina przyjechała tutaj z Iraku. (...) Choć podział na sefardyjczyków i aszkenazyjczyków był wyraźniejszy kiedyś, to i dzisiaj Moti wysyła mnie jako "białą" do urzędu, żeby coś załatwić.

Poznałam kilka par, które były i dobrane, i szczęśliwe, ale ze względu na to, że ona była gojką, musieli się rozstać. Ci mężczyźni nie mieli siły ani odwagi walczyć ze swoją rodziną. W pewnym momencie tupnąć nogą:

„Albo ta kobieta, bo ją kocham, albo żadna inna!”. Może też i uczucie nie było tak silne? Dzisiaj już śmiejemy się z tego z moją teściową, ale i ona mówiła mi: „On nie potrafi cię zostawić, bo tak cię kocha. To ty zostaw jego. Tak będzie lepiej”. Nie mogła się pogodzić z tym, że nasze dzieci po mnie, matce gojce, nie będą Żydami. Dlatego każda matka w Izraelu, którą zapytasz o wymarzoną synową, szczerze ci odpowie: "No, wolałabym, żeby to była jednak Żydówka".

Myślisz, że Moti się tego nie bał? Oczywiście, że się bał. Jego rodzina jest religijna. Jedzą koszernie, nie jeżdżą samochodem w szabat. Ich nazwisko Cohen dodatkowo komplikuje sprawę. Bo Cohen, tak samo jak Levi, to Żydzi jakby wyżej postawieni – pierwsi byli według Biblii kapłanami w świątyni, a drudzy pomocnikami kapłanów. Także Żydzi o tych nazwiskach nie mogą, teoretycznie przynajmniej, wziąć ślubu z rozwódką ani nie-Żydówką. Nie było nam łatwo na początku. Moti miał mnóstwo wątpliwości. "Jak sobie damy radę? Co z dziećmi? Jak je wychowamy, przecież ja i ty to dwa różne światy? A co, jeśli nie ułoży nam się i będziesz chciała wyjechać do Polski z naszymi dziećmi?" (...)

Na plaży w Tel AwiwieNa plaży w Tel Awiwie Fot. Jan Zamoyski / AG

Gdyby nie moja deportacja do Polski, Moti pewnie zwlekałby ze ślubem. A tak? Został przyparty do muru. W tamtych czasach jedynym sposobem na zdobycie obywatelstwa przez Polkę była konwersja na judaizm albo ślub. Ani nie miałam żydowskich korzeni, ani nie chciałam się konwertować. Pozostawał więc ślub! W Izraelu nie ma ślubów cywilnych, są tylko religijne, ale brak konwersji zamykał mi drogę pod chupę. Teraz jest o wiele łatwiej, bo przepisy się zmieniły: można zarejestrować konkubinat, który daje kobiecie prawo do przebywania i legalnej pracy w Izraelu. Och, gdyby to funkcjonowało za naszych czasów!

***

Tak jak mi Moti obiecywał w obozie w Nazarecie, tak słowa dotrzymał. Przyleciał do Polski po tygodniu. Wtedy poznał moich rodziców. Bardzo mu się Polska spodobała, a najbardziej kiosk Ruchu – czegoś takiego nigdy wcześniej nie widział, żeby w takiej jednej małej budce na osiedlu można było wszystko kupić. (...) Po tygodniu spędzonym ze mną obiecał, że jak tylko przyleci do Tel Awiwu, zacznie przygotowywać wszystkie papiery potrzebne do ślubu. Że wróci i weźmiemy ślub w Polsce. Choć telefonował codziennie, wyczułam, że znowu zwleka. (...) To właśnie wtedy jego mama dzwoniła do mnie i namawiała, żebym to ja go rzuciła. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Znowu?! Znowu ta religia staje na przeszkodzie?! Znowu to nazwisko Cohen?! Byłam już tym zmęczona, dość miałam niepewności i czekania. (...) Pomyślałam, że może będzie lepiej, jeśli zapomnę o tej miłości i postaram się ułożyć sobie życie w Polsce. Nawet mój tata, który jest żarliwym katolikiem i martwił się, że nasze dzieci nie będą mieć chrztu, w tych najtrudniejszych momentach wspierał mnie i starał przekonywać: "Justyna, jeśli jesteś szczęśliwa, to wejdź w to, a reszta jakoś sama się ułoży. Temu chłopakowi przecież dobrze patrzy z oczu".

***

Nie dałam jednak rady i napisałam Motiemu: "Rozstańmy się". Przestałam odbierać od niego telefony, nie odpowiadałam na SMS-y. A po kilku dniach totalne zaskoczenie – zjawił się w Łodzi z kompletem papierów. Przyjechał sam, gotowy na ślub! Poszliśmy więc do urzędu stanu cywilnego, aby szybko to załatwić. (...) Po ślubie jeszcze pół roku przesiedziałam w Polsce. Nie mogłam tak od razu wyjechać do Izraela ze względu na wcześniejszą deportację, musiałam dostać pozwolenie na wjazd. Dużo pieniędzy wydaliśmy wtedy na prawnika. (...) 

Tel AwiwTel Awiw Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Na obywatelstwo musiałam czekać aż siedem lat, bo przerwaliśmy ten proces w trakcie, wyjeżdżając na kilka miesięcy do Wielkiej Brytanii. Chcieliśmy tam spróbować szczęścia, kiedy nasz pierwszy synek Itay skończył dwa lata. (...). Chciałam być wtedy blisko siostry (...). Poza tym Polska była już w Unii Europejskiej, więc mogłam tam legalnie pracować. Znalazłam sobie posadę w magazynie, gdzie pakowano ubrania dla marki Marks&Spencer. Nie była to praca moich marzeń, ale przynajmniej coś na początek.

Z kolei Moti jako Izraelczyk nie miał pozwolenia na pracę w Unii, ale mógł dostać je po jakimś czasie jako mąż Polki. Nie doczekaliśmy jednak tej chwili, bo doszliśmy do wniosku, że to nie jest kraj do życia dla nas. (...) Przyzwyczajeni do izraelskiej pogody i ciepłych, serdecznych ludzi, nie zdołaliśmy się odnaleźć w chłodnej Anglii. Wróciliśmy tutaj. (...)

Jesteśmy małżeństwem od trzynastu lat. (...) Kiedyś było mniej mieszanych związków. A dziś? Izrael otworzył się na świat, a mężczyźni zaczęli szukać żon w Europie. (...)  Dzięki tanim połączeniom lotniczym Izraelczycy odkrywają też Polskę. Słyszę, że wracają zachwyceni: "Co za piękny kraj, jacy życzliwi ludzie, jakie piękne kobiety". Szybko się wtopiłam w Izrael. (...) Miałam dziewiętnaście lat i ledwo skończyłam liceum, kiedy wyruszyłam w nieznany mi świat. (...) Po maturze zaczęłam pracować w znanej łódzkiej pizzerii, której właścicielem był polski Żyd. To on mnie namówił na ten wyjazd, pożyczył mi pieniądze na bilet i dał adres do znajomych w Tel Awiwie.(...) . Oddałam mu potem za ten bilet z pierwszych zarobionych tutaj pieniędzy. Po dwóch latach wróciłam do Polski, ale nie mogłam się jakoś odnaleźć. (...) . Wróciłam więc do Tel Awiwu i zostałam, aż mnie deportowali. (...)

Tel AwiwTel Awiw Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

 ***

Ach, te słynne dowcipy o Polkach! Na pewnym etapie są już jednak męczące. Ile można tego słuchać? Że matka Polka, że polska żona jest wiecznie niezadowolona. "Nie bądź zimna jak Polka" albo: "Nie narzekaj jak Polka". Choć nigdy osobiście nie spotkałam się z jakimiś przykrymi komentarzami. Uważam, że Polki mają ogromną przewagę nad Izraelkami. Dlaczego? Polki są wytrwałe i dużo potrafią z siebie dać. Jeśli się do czegoś biorą, robią to dobrze. Dbają o dom i rodzinę, a to podoba się izraelskim mężczyznom. (...) Izraelki są harde, pewne siebie i trochę rozpieszczone. Uważają, że im się więcej od życia należy. Polki są skromniejsze, nie wymagają aż tyle. Czy to dobrze? Nie wiem. Jesteśmy na pewno bardziej uczuciowe, żeby nie powiedzieć – ufne i naiwne. Ale też dumne. Wolimy mieć własne pieniądze, nawet jeśli ciężko zarobione. Od lat zajmuję się sprzątaniem, to była moja pierwsza praca po przyjeździe i tak już zostało. (...) Zawsze wolałam sprzątać u Izraelczyków niż u polskich Żydów. Polacy bardzo mnie kontrolowali, byli wymagający, czasami aż do przesady. Panie pytały mnie, czy umiem odkurzacz włączyć. Myślały, że w Polsce nie ma odkurzaczy.

***

Zazwyczaj jednak trafiałam na dobrych ludzi. Sprzątałam u cudownej starszej pani z Czech. (...) Skromna, uczuciowa, ciepła, bardzo mądra. Uwielbiałam ją, bo traktowała mnie jak swoją wnuczkę. (...)  Nigdy nie czułam się niedowartościowana z tego powodu, że sprzątam. (...) Realizuję się gdzie indziej. Moją pasją jest robienie biżuterii. Mogę nocami siedzieć w swoim warsztacie. (...) Za mało mam chyba pewności siebie, jeśli chodzi o sprzedawanie. Znajome, wiedząc, że się tym zajmuję, polecają moje wyroby koleżankom i tak to się rozchodzi pocztą pantoflową. (...) Zaczęłam robić kolejne rzeczy, a gdy urodził się mój drugi synek, Ilay, zapisałam się na kurs dla złotników. W przerwach między zajęciami przyjeżdżałam do domu, żeby go piersią nakarmić, i wracałam na kurs. Teraz, kiedy urodzi się trzecie dziecko, nie będę mieć zbyt dużo czasu. Chciałabym się jednak dalej rozwijać w tej dziedzinie. (...) W Izraelu również dwójka dzieci to mało. Rodziny mają zazwyczaj po troje dzieci, a religijne dziesięć i więcej. Za chwilę urodzi nam się trzecie dziecko, to będzie znowu syn. Pragnęliśmy córeczki, ale najwyraźniej los chciał inaczej. Damy mu imię Omri, co w języku arabskim oznacza "moje życie".

Okładka książki ''Mój mąż Żyd'' i reklama baru z sokami w Tel AwiwieOkładka książki ''Mój mąż Żyd'' i reklama baru z sokami w Tel Awiwie fot. mat prasowe/JAN ZAMOYSKI / AGENCJA GAZETA

Książka Sylwii Borowskiej pt. Mój mąż Żyd" ukazała się nakładem wydawnictwa Pascal. Skróty pochodzą od redakcji.

Sylwia Borowska. Dziennikarka, która nałogowo wysłuchuje ludzkich historii. Pracowała w magazynach „Viva!", „Gala", „Zwierciadło", „Pani", „Party", dla których przeprowadziła setki wywiadów ze znanymi osobami. W latach 90. dziennikarka kulturalna w TVP i szefowa PR w Teatrze Rozmaitości.

Więcej o: