Kamil Nożyński: Mocno przy ziemi trzyma mnie moja rodzina

- Wyrosłem na Ursynowie, jestem zwykłym gościem. Każdy może do mnie podejść i porozmawiać - mówi Kamil Nożyński, który dosłownie z dnia na dzień - dzięki głównej roli w serialu "Ślepnąc od świateł" - stał się sensacją w Polsce.

Wolisz być aktorem czy raperem?

- Wciąż lubię jedno i drugie. Choć tak pokochałem aktorstwo, że hip-hop rzeczywiście poszedł trochę na bok. Wydanie płyty "Dixon37” zbiegło się z momentem, gdy dostałem rolę w "Ślepnąc od świateł”. Byłem już wtedy skupiony na przygotowaniach do niej. Uprzedziłem chłopaków, że nagrywam ostatnie zwrotki i znikam. "To będzie projekt mojego życia” - powiedziałem im wtedy, bo więcej zdradzić nie mogłem. Produkcja HBO chciała, żeby moja rola jak najdłużej pozostała w tajemnicy.

Serio tak im powiedziałeś?

- Czułem, że to jest dla mnie życiowa szansa. Zbytnio zadowoleni nie byli, mieliśmy drobne zgrzyty. Pod koniec listopada na dobre zaczęliśmy zdjęcia i równolegle odbywała się premiera płyty. Przyszedłem na nią na 15 minut, po czym powiedziałem, że muszę lecieć. Bo miałem plan zdjęciowy. Gdy już mogłem mówić i pochwaliłem im się, że dostałem główną rolę w serialu HBO, zrozumieli. Wiesz, ja się im wcale nie dziwię - sam bym się wkurzył, gdyby pod koniec nagrania płyty ktoś powiedział: "Dobra, muszę lecieć, na razie”.

Od początku miałem poczucie, że główna rola w "Ślepnąc od świateł” będzie dla mnie przełomowa. Nie przypuszczałem jednak, że odbije się aż takim echem. Że narobi tyle zamieszania. Że będę budził tak skrajne emocje - od zachwytu po krytykę.

A potem okazało się, że twoje zdjęcie wisi na każdym przystanku...

- Nie spodziewałem się, że postawią na moją twarz, twarz debiutanta. Zresztą do ostatniej chwili trzymali to przede mną w tajemnicy. Gdy usłyszałem: "Stary, będziesz na banerach w całej Polsce”, nie wierzyłem: "Co ty gadasz, ja?!”.

Kamil Nożyński (fot. materiały promocyjne HBO)Kamil Nożyński (fot. materiały promocyjne HBO) Kamil Nożyński (fot. materiały promocyjne HBO)

Bałeś się tego debiutu?

- Strach mieszał się we mnie z ekscytacją. Ale przyznam ci, że od początku przygotowań do roli, czyli mniej więcej od sierpnia 2016 roku, nie miałem zbyt dużo czasu, by się nad tym na spokojnie zastanowić. Pracowałem z Wojtkiem Urbańskim i Katarzyną Skarżanką [odpowiedzialni za konsultacje serialu - przyp. red.], chodziłem na ciężkie treningi fizyczne i wielogodzinne próby aktorskie. Tak mijał mi dzień za dniem, nie miałem kiedy się bać.

Gdy skończyliśmy zdjęcia wiosną 2017 roku, miałem w sobie potworny głód. Chciałem, żeby ludzie już ten serial zobaczyli. Byłem ciekawy, co się dalej wydarzy. Powiem ci tak - jak już wyszedł trailer, nalałem sobie do szklanki dobrej whisky, wrzuciłem lód i usiadłem przed komputerem w domu. Obejrzałem ten trailer chyba kilkadziesiąt razy.

Jaki byłeś kiedyś? Miałeś na siebie pomysł już jako dziecko?

- Zacząłem robić rap, bo w liceum poznałem Maćka z grupy Incydent, który mi rapował swoje teksty. Zainspirował mnie. Z Dixonami poznałem się chwilę później. Wtedy to jeszcze była bardziej ekipa przyjaciół, aniżeli zespół hip-hopowy. Potem postanowiliśmy wydać płytę. Wiesz, ursynowskie blokowisko, na którym się wychowałem, jest kolebką rapu. Było o czym pisać teksty.

Na SGGW poszedłem, bo byłem dobry z biologii. Wybrałem ogrodnictwo ze specjalizacją "rośliny lecznicze”.

Ale ogrodnikiem nie zostałeś.

- Po studiach robiłem chwilę w ogrodnictwie. Później pracowałem w przeróżnych miejscach. Założyłem z kumplem kucharzem firmę cateringową, taką z dietą w pudełkach, ale nie potrafiliśmy jej odpowiednio rozpromować i po pewnym czasie zamknęliśmy biznes. Byłem na kilku aktorskich castingach, ale bez powodzenia. Tak naprawdę odkrył mnie dopiero Krzysiek [Krzysztof Skonieczny, reżyser i scenarzysta serialu "Ślepnąc od świateł” - przyp. red.], proponując główną rolę w serialu HBO.

Gdyby dało się cofnąć czas, też byś w to wszedł?

- Pewnie! Choć przyznam, że wtedy nie byłem świadomy skali popularności, która mnie czeka. Mocno się przyłożyłem. Znałem na pamięć praktycznie cały scenariusz. Byłem w prawie każdej scenie.

 

Jak się za coś bierzesz, to na sto procent?

- Lubię sobie czasem poleżeć, nic nie robiąc, nie wymyślam sobie zajęcia na siłę. Ale jak już czymś się zajmę, to się przykładam. Wtedy nie ma półśrodków. Zwłaszcza jak mi na tym bardzo zależy.

A lubisz sobie czasem, w ramach relaksu, przekopać ogródek? Widziałam na twoim Insta zdjęcie z łopatą...

- Mam ciocię pod Warszawą, która ma kawałek ziemi. Pomagam jej na wiosnę. Lubię sobie czasem odpocząć od miejskiego zgiełku.

Co jeszcze robisz, jak masz wolną chwilę?

- Lubię eksperymentować w kuchni. Ostatnio pomyślałem, że przygotuję po raz pierwszy kimchi. Ale coś wyszło nie tak, bo zamiast się zakisić - sfermentowało.

Trening czyni mistrza. Trochę czekałeś na tę swoją szansę, prawda?

- I dobrze. 34 lata to świetny wiek, żeby coś zacząć, bo wciąż się chce, a jednocześnie jest się wystarczająco dojrzałym. Mocno przy ziemi trzyma mnie moja rodzina. Wyrosłem na Ursynowie, jestem zwykłym gościem. Każdy może do mnie podejść i porozmawiać. Ale zachowuję granicę, nie zamierzam sprzedawać swojej prywatności. Wystarczy, że odkrywam się w teledyskach czy wywiadach. Reszta niech będzie moją tajemnicą. Myślę, że nie zobaczysz mnie prędko w jakimś reality show.

No właśnie - jakie dostajesz propozycje po "Ślepnąc od świateł”?

- Było ich wiele, ale zdecydowałem się na tę, która wydawała mi się najlepsza. To drugoplanowa rola w słowackim filmie "Správa“ ("The Report”). Pod Bratysławą powstała replika obozu Auschwitz, w której odbyły się zdjęcia.

Zagrałem więźnia i ta rola była dla mnie sporym wyzwaniem, zupełnie innym niż postać Kuby w "Ślepnąc od świateł”. Już teraz wiem, że ta rola to dla mnie ogromny skok w aktorstwie, którego przecież ciągle się uczę. Cieszę się również dlatego, że to udział w zagranicznej produkcji. A przecież to dopiero moja druga rola.

 

Skromny jesteś.

- To było dla mnie ogromne przeżycie. Na planie było kilkuset statystów, wszyscy ubrani w pasiaki. Wtedy po raz kolejny dotarło do mnie, co się działo w obozach koncentracyjnych. To ważne, abyśmy o tym zawsze pamiętali.

Rafał Zawierucha, z którym rozmawiałam o roli Polańskiego u Tarantino, przyznał mi, że miał taką myśl: "No, nareszcie”. A ty jak zareagowałeś na propozycję od Słowaków?

- Od razu wiedziałem, że chcę u nich zagrać. Musiałem się decydować szybko, chyba w ciągu dwóch czy trzech dni, ale nie miałem wątpliwości. Nie powiem, że się nie bałem, ale byłem też szalenie podekscytowany. Myśl, że "tak, to jest ten moment” miałem z kolei, gdy padła propozycja Krzyśka Skoniecznego. Wiedziałem wtedy, że muszę dać z siebie wszystko.

Skąd w ogóle wzięła się u ciebie chęć grania?

- Od pewnego czasu miałem potrzebę robienia czegoś nowego, stąd wspomniane chodzenie na castingi. Poza tym chyba odezwały się też we mnie geny - mój ojciec był śpiewakiem, skończył Wydział Wokalny Akademii Muzycznej w Warszawie, ale i występował w teatrze. Może to jakaś rodzinna kontynuacja?

Powiedziałeś w jednym z wywiadów, że serial HBO otworzył ci drzwi hermetycznego pudełka, w którym wcześniej byłeś. Co miałeś na myśli?

- Rap powstaje w hermetycznym środowisku. Gdy z niego na chwilę wyszedłem, poznałem nowych ludzi. Przed serialem mieliśmy z chłopakami jedną złotą płytę na koncie, która była dla nas sukcesem. Ale szukałem czegoś więcej. W tym momencie mamy już trzy złote płyty. Co ciekawe, ozłocił się zarówno ten pierwszy krążek, jak i najnowszy.

Kamil NożyńskiKamil Nożyński fot. Marek Zimakiewicz

Serial z twoim udziałem nakręcił też zainteresowanie waszą muzyką?

- Myślę, że tak. Parę dni temu wszedłem na YouTube, żeby zobaczyć oglądalność naszych klipów. Skoczyła. Zdradzę ci też, że nagrałem niedawno w studiu nowy kawałek, ale więcej wolałbym na razie nie mówić.

Masz na to czas?

- To jest coś, co kocham i zawsze znajdę na to czas. Od tego w końcu zaczynałem.

A jesteś już zmęczony nagłą popularnością?

Zdarzają się różne sytuacje związane z moją rozpoznawalnością. Kiedyś gdy jechałem metrem, podeszła do mnie dziewczyna, której wzrok czułem na sobie już od dłuższego czasu. Powiedziała do mnie: "Panie Kamilu, pan się nie przejmuje złymi opiniami, w serialu jest pan naprawdę super”. Zrobiło mi się miło.

Często mnie ktoś mija i się uśmiecha. Czasem ktoś poprosi o autograf i zdjęcie. Dla mnie to jednak dopiero początek. Czekam, co mi życie jeszcze przyniesie.

Kamil NożyńskiKamil Nożyński fot. Marek Zimakiewicz

Jeżeli zainteresował Cię nasz tekst, prosimy o wypełnienie ankiety. Twoje odpowiedzi będą dla nas wskazówką, jakie tematy poruszać w cyklu "Psychologia". Ankieta znajduje się TUTAJ.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Więcej o: