"Kiedy ma pan ochotę, by się z żoną kochać, to co jej pan mówi?" - zapytałam pacjenta. A on na to: "Rozłóż nogi"

Wiele osób nie potrafi mówić o seksie. Ale można się nauczyć budować i rozwijać język erotyczny. Tylko trzeba chcieć. A potem będzie z tego naprawdę dużo uciechy! - przekonuje seksuolożka Magdalena Niewęgłowska.

Anna Kalita, Kobieta.gazeta.pl: Przychodzi Polak do gabinetu seksuologicznego. I co mówi?

Magdalena Niewęgłowska, seksuolożka: Jeśli pojawia się kobieta, to zaczyna obszerną opowieść o swoim mężu: o tym, jakim jest typem człowieka, kiedy się poznali, z jakich pochodzą rodzin, jakie są ich dzieci. I mówi, że bardzo kocha męża, ale nie wie dlaczego już od trzech miesięcy się nie kochają. Że ją to bardzo martwi.

A jeśli przychodzi mężczyzna?

- Najczęściej mówi krótko: "Coś jest nie halo, bo się nie bzykamy". Chociaż bywa i tak, i to bardzo często, że ludzie przychodzą i nie potrafią powiedzieć nic.

Jak to - nic?

- Kluczą, męczą się. I nie do końca wiadomo, z czym przyszli. Bo nie potrafią tego nazwać! Miałam takiego pacjenta. Mężczyzna przed czterdziestką. Z wywiadu wynikało, że bardzo kocha swoją żonę i dzieci. I że ze swojego punktu widzenia robił wszystko, by dbać o rodzinę: podkreślał, że zarabia pieniądze, że dzieci zawozi do szkoły, na korepetycje. A mimo to żona zaczęła grozić, że od niego odejdzie. Czuła, że nie ma już między nimi bliskości. On twierdził, że owszem, uprawiają seks, choć nie tak często jak przed narodzinami dzieci. I mówiąc o tym, okropnie się zaczerwienił. Już wtedy było jasne, że w tym związku jest duży problem z komunikacją. Zapytałam go bardzo wprost: "Kiedy ma pan ochotę, by się z żoną kochać, to co jej pan mówi?". A on na to: "Rozłóż nogi".

Nie…

- Tak. I od tego się zaczęła moja praca z nim. Już było wiadomo, czego tam brakuje. I wszystko udało się szybko naprawić.

 Nauczył się mówić o seksie tak, żeby żona miała na seks ochotę? 

- Tak. Krok po kroku.

Jak?

- Na początek zamieniając dotychczasowe hasło na: "Mam ochotę na ciebie". Wcześniej nie miał pojęcia, że ta komunikacja była dla niej taka ważna! Żona też lubiła się z nim kochać, ale nie lubiła ciszy w sypialni. Potem mu powiedziałam, że jak już seks się uda, to jeszcze fajnie, jakby żonę przytulił i powiedział, że było fantastycznie. On te instrukcje zapisywał i potem stosował "jeden do jednego". Ta pani sobie wzięła zadaniowego, konkretnego mężczyznę i trudno z niego zrobić romantyka - poetę. Natomiast mówić inaczej, tak żeby żony to nie urażało - tego można go nauczyć.

Generalnie o seksie rozmawiają przecież wszyscy. Na różne sposoby. Dużo jest tego zwłaszcza na początku związku. Są komplementy, flirt. A potem, kiedy już jest seks i jest dobrze, ale wciąż trwa pierwsza faza namiętności, ludzie wciąż rozmawiają, komunikują sobie: "Było cudownie", "Uwielbiam jak robisz to czy tamto”.

Bo to jest podniecające.

- Ale też niesie informacje. A one mają duże znaczenie w tej pierwszej fazie bycia razem, kiedy chcemy się ze sobą dotrzeć i dowiedzieć, co tej drugiej osobie sprawia rozkosz. Bo wbrew pozorom ludziom bardzo zależy na satysfakcji partnera. Kiedy przychodzą do gabinetu, podkreślają to wielokrotnie.

Jednak potem pojawia się rutyna, problemy codziennego dnia i najczęściej dzieje się tak, że w związku seks, namiętność troszkę zdychają. I nie jest już tak podniecająco jak na początku.

I w ogóle mniej rozmawiamy. A to wielka szkoda! Bo te rozmowy są nam bardzo potrzebne. Nie mówię o jakichś wielogodzinnych dyskusjach. Ale po prostu o komunikowaniu: "A może byśmy spróbowali też tego", "Marzyłabym o…". Dzięki temu ciągle poznajemy wzajemne potrzeby, oczekiwania, pragnienia. Są pary, które stwarzają swój własny kod miłosny. Najczęściej nazywają swoje narządy płciowe od zdrobnienia imion. Znam taką parę: jej pochwa to jest Radosna Zocha, bo ona ma na imię Zofia. On mówi: "O, w domu czeka na mnie moja Radosna Zocha!". A jego penis to jest Dziarski Jarek. I to jest bardzo fajne. Zabawa językiem jest jednym ze sposobów budowania intymności, wyjątkowości, odrębności danej pary. 

Ale przed chwilą powiedziałaś, że zazwyczaj ta komunikacja zanika po pewnym czasie.

- Bo generalnie jest tak, że mężczyźni podchodzą do seksu, jak do wszystkiego, zadaniowo. Trzeba "robić, i robić to dobrze". Więc póki wszystko działa, po co rozmawiać? A jak już kobieta zaczyna rozmowę, od razu mają stracha: "Będą pretensje".

Kobietom mówienie o seksie przychodzi łatwiej?

- Kobiety w ogóle są tak socjalizowane, żeby więcej mówić. Ale my wszyscy generalnie mamy taki problem, że w rozmowie - każdej rozmowie - mamy trudność, żeby odróżnić sam komunikat od krytyki.

.. Rys. Shutterstock

"Skoro on chce rozmawiać o naszym seksie, to pewnie zrobiłam coś nie tak”? 

- Dokładnie. Więc tych rozmów zaczyna brakować. I pojawiają się problemy. Potem przychodzi do mnie para i ona mówi tak: "Mąż oglądał porno, więc pewnie fantazjuje o innych kobietach, chciałby zdradzić". Więc ja na to: "Pytała pani męża, czy ma taką ochotę"? I odpowiedź: "Chyba pani żartuje. Nie będę z moim mężczyzną rozmawiała o innych babach!".

A o swoich fantazjach, marzeniach świetnie jest rozmawiać. Jeśli ona ma pretensje, że on by tylko oglądał gazetki porno, mówię: "Weźcie tę gazetkę do łóżka. Poprzeglądajcie, pokomentujcie. A potem róbcie to, co obojgu wam się spodoba".

Jest też takie bardzo proste ćwiczenie, żeby partnerzy osobno napisali na kartkach, czego by chcieli doświadczyć. "Marzy mi się seks w zbożu". Proszę bardzo! Ale najlepiej bez wspominania, z kim i kiedy w przeszłości uprawiałam seks w zbożu. "Dziś bym chciała tego, tego, tego" - pisze ona. A on zapisuje swoje fantazje. Potem wymieniamy się tymi karteczkami i piszą sobie: "tak", "może kiedyś".  Jeśli w związku od dawna nie było rozmów, warto zacząć od takich prostych kroków. I na początku po prostu pisać.

Można się też porozumiewać cytatami. Ja, wychowana na Jeremim Przyborze, uwielbiam mówić o intymności jego pięknymi frazami. A ostatnio zachwyciła mnie też Maria Peszek. I kiedy mam pacjentów z problemami z komunikacją , polecam im posłuchać konkretnych jej piosenek. Na przykład tej: "Wierze w ciała zmartwychwstanie, poprzez czułość, przez kochanie. Ciało z ciałem niech się sklei. Od niedzieli do niedzieli". To się przecież świetnie nadaje na miłosny cytat do przesłania partnerowi!

Fajne!

- Tak, to jest fajne. Nieagresywne. I na pewno przyjemniejsze niż sygnał: "Rozłóż nogi". (śmiech)

A ci, którzy lubią mówić o seksie dużo i wszystkim wokół? Dlaczego tak robią? Żeby się pochwalić? "Mam branie!"?

- Pewnie po części tak. Ale w takich przechwałkach sporo jest też dodawania sobie tego i owego. Często chcemy sprawić wrażenie bardziej nowoczesnych i wyzwolonych, niż jesteśmy w rzeczywistości.

W związku nie chciałabym musieć udawać bardziej wyzwolonej. Dobrze móc powiedzieć i czego chcę, i czego nie chcę.

- No oczywiście. Ale tu znów pojawia się strach przed oceną. Bo jak się przyznam, że tego się wstydzę, a tamto jest dla mnie żenujące, to może partner oceni, że jestem pruderyjna? Nie tylko kobiety mają z tym problem. Mężczyźni też się naprężają i robią rzeczy, na które nie mają ochoty. Ponieważ coraz częściej kobiety się dopominają o satysfakcję seksualną czy orgazm, mężczyźni mają problem, żeby powiedzieć: "Dla mnie pięć razy w tygodniu to za dużo". Mówienie o obawach jest trudne, ale to buduje. Pomaga stworzyć naprawdę dobrą, dojrzałą relację. Satysfakcjonującą dla obu stron.

A z rozmowami rodziców z dziećmi jak jest?

- Ja regularnie słyszę pytanie: "Czy to jest dobry moment na uświadamianie córki, z czym się łączy seks?". A ja wtedy zawsze mówię, że nie. Bo jeśli nigdy wcześniej w domu nie rozmawiało się o naturalnych sprawach - cielesności, przyjemności, rozkoszy - to nigdy nie jest dobry moment, żeby posadzić tego młodego człowieka i zrobić mu wykład! Jeśli jest jeszcze czas, to oczywiście radzę, żeby w sposób naturalny takie rozmowy zacząć. Ale jeżeli syn ma 15 lat, w domu seks "nie istniał" i nagle rodzice chcą z nim rozmawiać o prezerwatywach, to będzie żenujące i dla niego, i dla rodziców.

Jeden mężczyzna przyznał mi się, że postanowił uświadomić syna - z którym wcześniej nigdy o seksualności nie rozmawiał - kiedy akurat byli na obiedzie w barze szybkiej obsługi. Wokół szum, obcy ludzie, a ojciec przynosi hamburgera i nagle zaczyna mówić. Chłopak marzył tylko o tym, żeby zjeść już tę bułkę i stamtąd uciec.

.. Rys. Shutterstock

Co w takich przypadkach? Pewnie lepiej kupić książkę?

- Tak. Ja jestem wielką fanką "SEXEDPL" Anji Rubik. Kupmy książkę, ale zanim damy ją dziecku, fajnie będzie ją samemu przeczytać. I pozaznaczać ciekawe fragmenty. Taka książka to może być piękny, osobisty prezent na przykład dla córki z okazji pierwszej miesiączki. A dzięki tym zaznaczonym fragmentom między rodzicami a dzieckiem zawiązuje się pewna komitywa. Znam rodziny, w których potem dzieci same przyszły i zaczęły zadawać rodzicom pytania.

A może to, czy potrafimy rozmawiać o seksie, zależy od wykształcenia?

- Nie. To jest ogólnie związane ze zdolnościami komunikacyjnymi. Jeden z moich przyjaciół, który wychowywał się na wsi, opowiadał mi, że o seksie dowiedział się od tamtejszych kobiet. One po całym dniu pracy spotykały się na progu jednego z domów i rozmawiały. Bardzo naturalnie. I seks był dla nich dokładnie takim samym tematem do rozmów, jak kiszenie kapusty. Mówiły: "O, Zenek tak fajnie mi wczoraj wsadził w kuciapę". Fajne słowo "kuciapa", "kuciapka". I im to w ogóle nie przeszkadzało, że ten młody chłopak tego słuchał. To było dla nich absolutnie naturalne. Więc nasłuchał się naprawdę sporo.

Pewnie teraz pięknie potrafi mówić o seksie?

- O tak. I bardzo dobrze czuje i rozumie kobiety. Bo - jak podkreśla - wyrastał w świecie otwartych kobiet.

Miał farta. Wracając do „SEXEDPL” - Anja Rubik podkreślała, że jej projekt to odpowiedź na brak edukacji seksualnej w szkołach. Taka edukacja pomogłaby młodym ludziom nauczyć się rozmawiać o seksie?

- Zależy, jak by to wyglądało. Na pewno w niczym by nie pomogło, gdyby nauczyciel po prostu dawał wykład. Poziom wstydu w młodych ludziach w wieku szkolnym jest bardzo wysoki. Wiadomo też, że dziewczyny rozwijają się szybciej i szybciej też niż chłopców zaczynają je interesować kwestie intymności. Więc najlepiej, żeby to były otwarte dyskusje na te tematy, ale osobno dla dziewczyn i chłopaków.  

"Te tematy”? Po kim, jak po kim, ale po seksuolożce nie spodziewałabym się, że powie: "Te tematy”.

- (śmiech).  Bo teraz mówię ogólnie. Ile razy można w kółko: seks, seks i seks. Absolutnie nie jest tak, że ja się wstydzę chędożenia, ciupciania. Zawsze się wczuwam w język klienta. Żeby go nie zawstydzać. A młodzi ludzie, o których teraz mówimy, najczęściej używają sformułowania "takie sprawy", więc się wczułam.

A jakie określenia sama lubisz najbardziej? "Intymność" jest OK?

- Ona mi się kojarzy medycznie, głównie z płynami do higieny intymnej. Moim ulubionym określeniem jest "bzykanie". Podobają mi się też słowa "rozkosz", "zmysłowość". Takie, które tworzą klimat.

One są bardzo ładne. A jeśli kobieta lubi być nazywana dziwką czy suką, to znaczy, że coś z nią nie tak?

- Absolutnie nie. Generalnie jest tak, że seks jest, a przynajmniej powinien być, obszarem wolności i wychodzenia z ról. Zobacz, ludzie przez cały dzień - od rana do wieczora - spełniają określone role i robią, czego się od nich oczekuje. Są poprawni i grzeczni jako rodzice, pracownicy, sąsiedzi etc. I w momencie, kiedy już zostają za drzwiami sypialni, wielu z nich również potrzebuje wejść w role. Ale już kompletnie inne. Wiele osób tak robi, i są to osoby, których byśmy absolutnie o to nie podejrzewali. Na co dzień tacy spokojni w tych garsonkach, garniturach. A nocą mają swój "niegrzeczny" świat. Coś takiego jest bardzo wyzwalające i może być ważną partnerską tajemnicą.

Jeśli ktoś tego chce, a druga osoba może mu to dać, to proszę bardzo.

Inteligencja seksualna? Jest coś takiego?

- W ogóle bym nie tworzyła takiego pojęcia. "Rozwój seksualny" - to już tak. Wrodzonej inteligencji nie ma, bo to są zachowania na bazie temperamentu, ale nie tylko. Zachowań seksualnych, mówienia o seksie uczymy się. Zmieniamy je dla partnera.

Wracając do ładnych i brzydkich określeń - mnie na przykład bardzo razi sformułowanie "straciłam cnotę”.

- Dlaczego? Zdecydowana większość kobiet tak właśnie mówi.

Ale to sugeruje, jakby to była wartość, którą należałoby zachować do końca życia!

- Zapewniam cię, że dla większości kobiet nie oznacza to niczego pejoratywnego, tylko fakt przerwania błony dziewiczej.

No i ten nieszczęsny samogwałt…

- No, tak. Ale tego, na szczęście, słyszy się jednak coraz mniej. Najczęściej masturbacja jest po prostu masturbacją, samozaspakajaniem się, zabawą ręką.

Woody Allen powiedział tak: "Nie krytykuj masturbacji! To seks z kimś, kogo się kocha!".

- (śmiech) Tak, ja też bardzo lubię ten cytat.

Fajnie tak pogadać o seksie.

- Pewnie, że fajnie. Generalnie jest tak, że o seksie lubią mówić osoby, które po prostu lubią seks i są gadułami.

Ale nie kończmy tej rozmowy stwierdzeniem: "Jakim mnie, Panie Boże, stworzyłeś, takiego mnie masz". Tak jak na przykład osoby nieśmiałe można z tej nieśmiałości wyciągnąć, tak można się nauczyć budować i rozwijać język erotyczny. Tylko trzeba chcieć. A potem będzie z tego naprawdę dużo uciechy! 

***

Magdalena Niewęgłowska. Seksekspertka, psycholog, seksuolog, trenerka rozwoju seksualnego. Niebanalna kreatorka projektów rozwojowych i pomocowych. Zwolenniczka otwartego wyrażania siebie z uwzględnieniem odrębności drugiego człowieka. Prywatnie matka (zastępcza), "nieżona", kochanka.

Jeżeli zainteresował Cię nasz tekst, prosimy o wypełnienie ankiety. Twoje odpowiedzi będą dla nas wskazówką, jakie tematy poruszać w cyklu "Psychologia". Ankieta znajduje się TUTAJ.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER.

Więcej o: