Pije, pali, melanżuje, zalicza mężczyzn i o tym mówi. Jest duża szansa, że wasze dzieci obserwują Linkimaster

Ola Długołęcka
Czy dwudziestodwuletnia Marta Linkiewicz jest pierwszą współczesną polską groupie, która musiała wzbudzić sensację, by zyskać popularność? A może ta patoinfluencerka obserwowana przez 651 tysięcy osób to znak naszych czasów, w których wszystko zaczyna się od rodziców wrzucających do sieci zdjęcia z wakacji w Ustce?

Ostrzeżenie redakcji: uwaga, w tekście pojawiają się cytaty, które są pełne wulgaryzmów.

Nie chciałam zjawiska patoinfluencerki Linkimaster, czyli przypadku Marty Linkiewicz, opisywać jednostronnie - oddając głos wyłącznie osobom, które będą ją potępiać w czambuł. Bo może Marta Linkiewicz w swoim sposobie i otwartości mówienia o seksie ("z tym się j*bałam, z tym się ruch*łam, temu obciąg*łam") jest rewolucyjna? Może w brutalny sposób przełamuje tabu, oswaja z myślą, że kobiety także mogą traktować seks rekreacyjnie i zaliczać mężczyzn wedle własnego klucza?

Napisałam więc do Linkiewicz (jeśli nie wiecie, o kim mowa, zaraz wszystko wyjaśnię) maila, w którym zadałam jej 14 pytań. Pozwoliłyby one i mnie, i Wam poznać motywacje Marty, jej pomysł na siebie samą, stosunek do seksu i miłości, świadomość lub nieświadomość konsekwencji, które mogą ją spotkać za kilkanaście lat z powodu obnażania się pod imieniem i nazwiskiem w internecie. Nie dowiem się jednak, co Linkiewicz ma w sercu na dnie. Odpowiedź na mojego maila przyszła błyskawicznie, pozbawiona zbędnych ozdobników:

Nie chce mi się na to odpowiadać - chyba że za hajs.

Że "aua”, że może trochę zbyt obcesowo? Moim zdaniem odpowiedź Linkiewicz jest idealną puentą i świetnym sposobem na pozbawienie mnie i Was dalszych złudzeń. Ale od początku.

Nawet nie chcecie tego oglądać

Rzadko zapuszczam się w mroczne zaułki internetu, programów interwencyjnych w telewizji nie oglądam, więc temat, choć nie jest nowy, mnie ominął. Jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle nie wiedziałam o istnieniu patostreamerów i patoinfluencerów. Nie wiedziałam nawet, jaka jest różnica między tymi dwiema formami autoekspresji. Na ten wątek naprowadzili mnie znajomi na świątecznym śledziku. Kiedy padł temat "pato", od razu zaczęły latać pseudonimy "Gural", "Magical" z listą "zasług": piciem mieszanki alkoholi z "kociołka", demolowaniem mieszkania, bójkami, przemocą konkubenta wobec matki jednego z patostreamerów.

Potem obejrzałam archiwalny odcinek programu "Uwaga! po 'Uwadze'", w którym wzburzony dziennikarz Ryszard Cebula przez godzinę przybliżał widzom postać patostreamera Daniela "Magicala" (oprócz niego są jeszcze "Rafatus", "Rafonix", "Gural"). Oburzał go stosunek "Magicala" do rodzicielki, sąsiadów, podpalanie współtowarzyszy libacji, agresywne zachowania online.

Jak tłumaczy Maciej Kryński, kulturoznawca zajmujący się mediami społecznościowymi w "Krytyce Politycznej": - Patostreamerzy wsławili się daleko posuniętym ekshibicjonizmem - regularnymi, długimi streamami [transmisja online bez konieczności ściągania plików - przyp. red.] z życia swojego i swoich bliskich, wliczając w to przede wszystkim libacje, przemoc domową czy nawet seks. Dużą rolę w budowaniu ich sławy zapewne odegrała też chętnie podejmowana interakcja z widzami. Patostreamerzy reprezentują część społecznej podklasy, w której domach częste jest uzależnienie od alkoholu czy przemoc - mówi.

Zdaniem Kryńskiego patostreamerzy pokazują się online, by zaspokoić potrzeby ekshibicjonizmu i uznania. - Wartość tych transmisji dostrzegam w tym, że boleśnie przypominają nam o istnieniu środowisk, których podstawowymi potrzebami jako społeczeństwo powinniśmy się zająć, chcąc redukować to zjawisko. Łańcuch jest tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo, a dzięki patostreamom możemy temu ogniwu przyjrzeć się nad wyraz dokładnie. Jest to jakaś lekcja WOS-u - tłumaczy.

Skąd ta sława?

"Nie jestem patostreamerką, jestem patoinfluencerką" - oburza się Marta Linkiewicz. Na początku nie wiedziałam, skąd to ostre odcięcie, ale teraz jest to już dla mnie oczywiste. Marta nie transmituje udziału w libacjach. Pije, imprezuje, mówi o tym, jak uprawia seks, ale nie publikuje relacji na YouTube, tylko wrzuca zdjęcia i filmiki na Instagram. Jak sama opowiada, "fejm doj*bany" zdobyła dzięki trzem wydarzeniom z męskimi członkami w tle.

  • Sytuacja pierwsza, rok 2015: raper Tede wrzuca filmik z toalety, na którym długowłosa dziewczyna przymierza się w klubowej toalecie do wciągania ścieżki kokainy z członka kolegi.
  • Sytuacja druga: dwie nastolatki opowiadają o tym, jak uprawiały seks z raperami z grupy Rae Sremmurd w autobusie zaparkowanym pod warszawskim klubem Proxima. Pokazując twarze muzyków, jedna z nich wylicza: "Z tym się j*bałam, z tym się ruch*łam, temu obciąg*łam".
  • Sytuacja trzecia: znana już z seksu z muzykami młoda kobieta powtarza ten sam numer w Pradze po koncercie tego samego zespołu i ponownie opowiada o swoich przeżyciach w filmiku wrzuconym do sieci.

We wszystkich trzech zdarzeniach kluczową rolę odegrała Marta Linkiewicz (pamiątką po wydarzeniu numer jeden jest tatuaż na ciele, napis: "Towar z ch*ja ostro buja”) - wtedy 19-letnia warszawianka, znana z profilu na Instagramie jako Linkimaster. Z rozmów, których udzieliła po tych "sukcesach" Pudelkowi i GlamRap, wynika kilka rzeczy. Po pierwsze, Linkiewicz zawsze chciała "mieć fejm" i trafić na portale plotkarskie. Po drugie, zadziwiło ją, z jaką łatwością można dostać się do busa raperów i z jaką szybkością zdobyła popularność.

Jak sama tłumaczy, gdy przesadzi z alkoholem, "jest grubo". I właśnie kiedy "była porobiona", wrzuciła do sieci film z wyżej opisaną sytuacją numer dwa. Film stał się viralem. Linkiewicz mogłaby schować głowę w piasek, "umrzeć ze wstydu" - tak zachowałaby się większość nastolatek w jej sytuacji. Linkiewicz zresztą opowiada, że kiedy zobaczyła, że jej wall na Facebooku zalany jest postami z filmikiem, na którym chwali się swoimi podbojami, była przerażona i załamana. Szybko się jednak otrząsnęła i poszła w przeciwnym kierunku. Zaczęła tworzyć postać, którą jest dzisiaj - wyglądającą wyzywająco, używającą wulgarnego języka, useksualnioną, przerysowaną, nieprzewidywalną i bardzo pewną siebie.

Daniel Arciszewski, autor Noizz.pl, pochylił się nad Linkiewicz kilka lat temu, kiedy miała ledwie 100 tysięcy obserwujących na Instagramie (teraz ma ich sześć razy więcej). Pisał wtedy:

Marta Linkiewicz dla wielu nastolatek jest po prostu tym, czym seria ‘50 Twarzy Greya’ jest dla nienasyconych seksualnie kobiet w średnim wieku. I jednocześnie przestrogą dla społeczeństwa, czym kończy się edukacja seksualna wyniesiona nie ze szkoły, ale z programów ‘Warsaw Shore’ i ‘Szybka Randka z Tilą Tequilą’.

Z kolei dla Kryńskiego z "Krytyki Politycznej" Linkiewicz to współczesna polska wersja groupie [miłośniczka zespołu muzycznego, podążająca za nim podczas trasy koncertowej - przyp. red.], która w kulturze niemającej jeszcze swojej Sable Starr czy Pameli Des Barres [najbardziej znane amerykańskie groupie z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych - przyp. red.] musiała wzbudzić sensację.

Czy są tu jakieś plusy?

Linkiewicz pije (najbardziej lubi "łychę"), pali, narkotyzuje się (czasami temu zaprzecza, a czasami znacząco się uśmiecha), imprezuje (teraz mniej, kiedyś nawet po pięć razy w tygodniu). Jako patoinfluencerka lansuje wszystko, co w oczach dorosłych jest antytezą wzoru do naśladowania. Do tego stopnia, że - co wydaje się w sumie dość zabawne - raper Bedoes, mówiąc o Linkiewicz, nie kryje swojego oburzenia:

Szkoda, że taka dziewczyna ma wpływ na młodzież. Ona jest znana z robienia l*chy. Szkoda o tym gadać.

Arciszewski z Noizza pisze, że chciałby wierzyć, że "Instagram Linkiewicz to tylko perfekcyjnie przeprowadzana operacja trollingowa. Że jest to świadoma kampania społeczna, mająca na celu obnażanie hipokryzji stojących na ‘straży moralności’ i prowokowania ludzi bojących się wyzwolonych kobiet i - przez swoje kompleksy - atakujących ludzi bardziej od siebie szczęśliwych. Ale tak nie jest".

Helena Łygas, dziennikarka z Kobieta.wp.pl, która wzięła udział w biletowanej imprezie w jednym z warszawskich klubów organizowanej przez Licealne Melanże z udziałem Linkiewicz, dostrzega w patopostach Linkimaster pewne plusy. Jaki pisze w swoim tekście:

[Linkiewicz] całkiem przypadkowo staje się orędowniczką body positive, znacznie skuteczniejszą niż (...) upozowane blogerki plus size. Trudno byłoby znaleźć drugą polską influencerkę - pato czy nie pato - która potrafiłaby śmiać się z siebie, że jest ‘pasztetem’. Marta pokazuje obfite pośladki, brzuch bez sześciopaku, twarz na kacu i bez makijażu z wciąż tym samym przekazem: ‘jestem zaj*ista’.

Dzieciaki obserwują ją dla beki

Sama Linkiewicz uważa, że jest znana. Mówi, że obserwuje ją na Instagramie więcej osób (650 tysięcy) niż Marylę Rodowicz (78 tysięcy) czy polskich raperów (Tede ma 225 tysięcy obserwujących). Pytanie, ile z tych osób ogląda ją dla śmiechu, ile z nich to dorośli, którzy obserwują ją dla rozrywki, a jaki udział w jej fanach na Instagramie mają nastolatkowie, którym Linkiewicz imponuje i rzeczywiście jest wzorem do naśladowania.

Katarzyna Banasiak, koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton, która na co dzień pracuje z dziećmi i nastolatkami, zapytana o Linkiewicz zapewnia, że w rozmowach z młodzieżą "nie pojawia się wątek tej postaci".

Na forach także nie ma zbyt wiele o Marcie. Na forum eDziecka znaleźć można jedną dyskusję z 2015 roku, kiedy o Linkiewicz było najgłośniej. E-Mamy brały Linkiewicz w obronę, zrzucając winę za jej zachowanie na "czasy, w których żyjemy", technologie i nieprzemyślane korzystanie z mediów społecznościowych:

Daisy: Bez przesady (...), przecież nie chwali się tym, że podpaliła  bezdomnego na ławce, [to, że uprawiała] seks za zgodą obu zainteresowanych stron, to nie jest szczyt tragedii, chociaż na aż tak publiczną reklamę nie zasługuje. Że żadnej z koleżanek z twojej młodości nie przyszłaby do głowy orgia w autobusie? Przyszła i może nawet się odbyła (...), tylko że o tym nie wiesz. Nie wiesz i nie będziesz wiedziała - właśnie dlatego, że nie było tych wszystkich internetów, fejsbuków i kultury chwalenia się światu każdym pryszczem na d*pie. A te oraz inne dzieciaki padają właśnie ofiarą tej kultury. I zgadzam się z kimś, kto wspomniał w tym kontekście fejsbukowe dokonania rodziców. Od chwalenia się całemu światu zdjęciami z Ustki się zaczyna.

Ewa Dziemidowicz, psychoterapeutka z Fundacji Dajemy Dzieciom, zawodowo obserwuje profil Linkiewicz i innych twórców treści online popularnych wśród młodych ludzi. - W pracy z młodzieżą pomaga znajomość najpopularniejszych bohaterów, zarówno tych negatywnych, jak i pozytywnych. Zdarza się, że młodsze dzieci chcą dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego, co usłyszały czy zobaczyły, albo pytają nas, czy znamy konkretnego twórcę - tłumaczy.

Z doświadczenia Dziemidowicz wynika, że większość młodych osób obserwuje tego typu treści dla tzw. beki, czyli żeby się pośmiać, oraz z ciekawości - jak daleko jeszcze się ta osoba posunie, co jeszcze zrobi, jakie granice przekroczy. - Takie treści są dla młodych ludzi atrakcyjne, przyciągają uwagę - wywołują reakcje, konfrontują z przekonaniami na temat siebie, świata, pomagają określić swoją tożsamość - np. dzieci myślą sobie "ja bym się tak nigdy nie zachowała" albo "też tak chcę, ale nie potrafię" - tłumaczy psychoterapeutka. - Jako rodzic dobrze jest dowiedzieć się więcej. Zapytać: co w niej podziwiasz? Co jest fajnego w tym, co robi? Ale róbmy to z otwartą głową, bez oceniania - dodaje.

Gdzie te hajsy?

Influencerzy są dla reklamodawców narzędziem reklamowym, ci najlepsi suto opłacanym. Czy Linkimaster może liczyć na monetyzację swojej złej sławy? Już wiemy, że nad wypowiedziami do artykułu pochyliłaby się za pieniądze. W rozmowie dla HajsyTV mówiła o sprzedawaniu swoich używanych skarpetek za 200 zł (majtek by nie sprzedała). Linkiewicz jako atrakcja wieczoru bierze także udział w imprezach organizowanych przez Licealne Melanże. Wejść na nie mogą osoby pełnoletnie lub z podpisaną zgodą od rodziców (to nie jest prawdziwa selekcja, raczej sposób na przeniesienie odpowiedzialności). Bilety kosztują 20-30 zł. W lutym Linkiewicz brała udział w patowersji walentynek - "Walędrinki". Były "fotki, selfie, wspólne drinki i melanżowanie". Linkiewicz zachęcała do wzięcia udziału w imprezie, mówiąc:

Zapinamy pasy, odpinamy wrotki, lecimy w kosmos.

Na swoim Instastory Linkiewicz lokuje produkty: e-papierosy, ubrania, reklamuje plecenie włosów, restauracje, kluby. Namawia do bezpośredniego kontaktu mailowego osoby zainteresowane współpracą. Czy dla firm Linkiewcz jest atrakcyjna jako influencerka?

Do współpracy z patoinfluencerką zniechęca klientów Konrad Traczyk, CEO Hash.fm i założyciel Fameshop, pierwszego sklepu tylko dla influencerów: - Odradzamy klientom współpracę z osobami, które promują nieodpowiedzialne zachowania. Influencerów należy dobierać po treściach i wizerunku, który prezentują w internecie. Brand Safety [bezpieczeństwo marki, czyli niepokazywanie produktu w złym kontekście - przyp. red.] jest jednym z głównych wyzwań przy doborze influencerów.

Adam Szudra z Friends&Brands mówi, że żaden z klientów nie pytał o Martę Linkiewicz. Dla Szudry zasięg influencera to tylko jedna ze składowych jego efektywności. - Kluczowa jest wiarygodność i perswazyjność. W przypadku "tej osobowości" sporo jest autokreacji i tzw. "parcia na szkło", a za grosz faktycznej perswazyjności i możliwości kształtowania postaw zakupowych. Duża część followersów wynika w większości z tzw. "beki", a na tym poważne marki niewiele zbudują. W influencer marketingu zasięg, bez elementu aspiracyjnego, jest niewiele wart - tłumaczy.

Zdaniem Szudry do monetyzacji profilu Linkimaster na Instagramie droga jest zamknięta: - Klienci i profesjonalne agencje są bardzo wyczulone na aspekt jakościowy. Najzwyczajniej trudno mi znaleźć przykłady marek posiadających budżety i chęć  kooperacji, bo influencer zawsze powinien odzwierciedlać wartości marki. Chyba nikt nie uwierzy, że intensywnie eksponowane na Instagrame Linkimaster np. wódki Chopin lub Belvedere, weszły w oficjalną współpracę z Linkiewicz. Fakt, że o kimś jest głośno, niewiele tutaj nie znaczy.

Jak mówi Szudra, ostatnio jego agencja musiała zrezygnować ze współpracy z jednym influencerem w kampanii tylko dlatego, że rok wcześniej ten opublikował swoje zdjęcie z kimś, kto brał udział w Warsaw Shore. A w tym konkretnym przypadku chodziło o... pokazanie piwa.

Transformacja i kreacja

Linkimaster ma jednak szansę zaistnieć w szerszej świadomości - z internetu przechodzi do telewizji. Trzydziestego marca Linkiewicz weźmie udział w walce Fame MMA - w oktagonie naprzeciwko niej stanie inna celebrytka, Esmeralda Godlewska. Pierwsze starcie - podczas konferencji prasowej - już zaliczyły. Godlewska postawiła na panterkę i słowotok, Linkimaster ograniczyła się do okrzyków: "Ryyyj!".

Zastanawiacie się, co na to wszystko rodzice i nauczyciele Marty? Dyrektorka liceum, do którego uczęszczała Linkiewicz (im. Beaty Mydłowskiej w Warszawie), zasugerowała jej zmianę trybu uczenia się z dziennego na wieczorowy. A rodzice? Jak powiedziała w rozmowie z Pudelkiem Linkimaster: 

Rodzice nie są zachwyceni, aczkolwiek mam wolną rękę, mogę robić, co mi się podoba.

Dlaczego poruszam w ogóle temat Linkiewicz? Bo zgadzam się z Ewą Dziemidowicz, która uważa, że powinny nas ciekawić osoby takie jak Linkimaster - przekazy, wzorce, które promują, język komunikacji, ich historie, symbole, którymi się posługują. - Ciekawość to wielki sprzymierzeniec w rozmowach z młodymi. Dopiero kiedy zrozumiemy ich doświadczenie, możemy otworzyć dyskusję, zadać pytanie, które skłoni ich do refleksji, opatrzyć internetowe treści odpowiednim komentarzem. W innym wypadku jesteśmy po prostu kolejnymi dorosłymi, którzy narzucają swój punkt widzenia, a to nie sprzyja budowaniu kontaktu. Konkretna osoba czy treści w internecie są tylko inspiracją do głębszej rozmowy - o wartościach, postawach, marzeniach czy obawach - przekonuje psychoterapeutka.

I dodaje, że:

Przekazy, chociażby takie jak te promowane przez Martę Linkiewicz, pozbawione odpowiedniego komentarza ze strony dorosłych, stają się obowiązującą wersją rzeczywistości, jedynym źródłem wiedzy o seksie czy relacjach. Dlatego kluczowe jest, żebyśmy my, dorośli, tłumaczyli te przekazy, ułatwiali dostęp do rzetelnej wiedzy, proponowali alternatywy, rozmawiali o wartościach.

PS. Gdzieś z tyłu głowy mam nadzieję, że jest to większy projekt, że Marta Linkiewicz jest kreacją na miarę eksperymentu, który zrobił Joaquin Phoenix wspólnie z Caseyem Affleckiem, kiedy przez rok nie wychodził z roli znanej osoby, która powoli zaczyna tracić zmysły, zachowuje się ekscentrycznie i staje się abnegatem - w co media i ludzie uwierzyli. Phoenix pokazał, jak łatwo można wywieść w pole mass media i opinię społeczną - dla sensacji kupią każdy przekaz, przyjmując go za pewnik. Eksperyment zaowocował filmem "I’m Still Here".

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Więcej o: