"Teraz nie mam problemu z powiedzeniem partnerowi, że nie miałam orgazmu. Ale to przyszło z wiekiem"

To miał być artykuł o kobiecej drodze do orgazmu. Od pierwszego razu do pierwszego udanego stosunku zakończonego szczytowaniem. Ale nie będzie. Kobiety nie chcą o tym rozmawiać. To dla nas wciąż temat tabu.

"Pamiętam tylko ból", "Motylki nie latały", "Szału nie było", "Nie ma co rozpamiętywać", "To nie jest najlepsze doświadczenie na świecie" - to nasze wspomnienia seksualnej inicjacji. Na pytanie o pierwszy orgazm wiele dziewczyn spuściło wzrok, albo udawały, że nie odczytały mojej wiadomości na Messengerze. Te co odważniejsze przyznawały, że długo nie wiedziały, co to orgazm, ale odkąd są mężatkami, żyją w stałym związku, zawsze szczytują.

Trochę trudno w to uwierzyć, skoro według badań Amerykańskiego Instytutu Zdrowia co piąta kobieta nie jest zadowolona ze swojego życia erotycznego, bo w ogóle nie jest w stanie osiągnąć orgazmu. Statystyki straszą dalej: 10-15 procent kobiet nigdy go nie miało, a kolejne 10-15 procent osiąga go tylko przez masturbację.

"CosmoGirl" się wstydzi

Chodzimy w Czarnych Marszach, dzielimy się z partnerami opieką nad dzieckiem, nie boimy się walczyć o wyższą pensję i głośno krzyczymy o tym, co nam się należy. To mentalny skok pokoleniowy. A jednak drzwi do sypialni wolimy trzymać zamknięte na klucz.

 - Wstydzimy się seksu, co wynika z wychowywania nas na grzeczne dziewczynki. To po prostu bzdura - oburza się Zuzanna Butryn, psychoterapeutka z Centrum Psychoterapii Inner Garden.

A Bianca-Beata Kotoro, Założycielka i dyrektor Instytutu Psychologiczno-Psychoseksualnego Terapii i Szkoleń BEATA VITA, dodaje: - Mówi się o seksie w sposób uliczny, brutalny, techniczny albo ogląda się go w "Pięćdziesięciu twarzach Greya". Nie mierzymy się z naszymi uczuciami, z naszą fizjologią, z rzeczywistością. Prawdziwe życie to nie bajka lub film.

Ale o problemach w łóżku nie wypada rozmawiać. Nawet z przyjaciółkami nie do końca się da, bo wszystkie twierdzą, że ich nie mają. Korporacyjna nowomowa nauczyła nas, że musimy być nastawione na sukces, nie na problem. Zamykamy się więc w sobie. Czasem zmieniamy partnerów w nadziei na ten spektakularny seks, wielokrotny orgazm. "W końcu kolorowe magazyny twierdzą, że on nam się należy" - żalimy się w gabinetach psychoterapeutów.

OrgazmOrgazm Rys. Shutterstock

- Kiedy kobiety przychodzą z kolejnymi partnerami do gabinetu specjalisty, bo się nie układa, wracam do tych pierwszych przeżyć. Nagle łzy lecą po policzku: Wie pani, miałam takiego chłopaka, całe liceum razem chodziliśmy. Wspaniałe wakacje, wszystko zaplanowane. Pościel, ręcznik pod pupę. Okazuje się, że nie ma krwawienia. Partner po wszystkim idzie do łazienki i mówi, że jestem szmatą i więcej nie chce mnie widzieć - przytacza historię pacjentki  Bianca-Beata Kotoro.

Takie doświadczenia bardzo blokują. I to na długie lata. Bo ona nie rozumie, co się stało. "Nigdy w życiu z nikim nie współżyłam. Byliśmy świetną parą, dogadywaliśmy się" - żali się pacjentka. - On też jest przekonany, że powinno być krwawienie. Większe lub mniejsze. Przecież to pierwszy raz. A go nie ma! To norma. Statystycznie co druga kobieta je ma. Ale o tym głośno i wyraźnie się nie mówi - kwituje psycholożka.

Milczący pierwszy raz

Z młodymi ludźmi, którzy dopiero odkrywają swoją seksualność, doświadczają tych pierwszych pocałunków i zbliżeń, się nie rozmawia: - Seks to nie jest obowiązek, który trzeba wykonać, a naturalna potrzeba każdego zdrowego człowieka. Niestety, wstydzimy się o tym rozmawiać. Rzadko uczą nas tego rodzice, prawie wcale nie uczy nas tego szkoła - zauważa Butryn.

A Kotoro dodaje: - Młodzież nie jest uczona tego, że kiedy spotyka tę drugą osobę, zanim pójdzie z nią do łóżka, powinna z nią porozmawiać. Nie tylko o tym, jakie filmy lubi, ale przede wszystkim o swoim ciele. O tym, gdzie ma łaskotki, gdzie lubi być dotykana, czego się obawia. Każdy ma jakieś doświadczenia względem swojego ciała. To są niuanse. Jeśli jesteśmy w stanie podzielić się nimi z drugą osobą, to nasz pierwszy raz może być udany, będzie dobrym wspomnieniem. Najważniejsze, aby zapamiętać, że to nie muszą być fajerwerki niczym w tu chodzi o poczucie bezpieczeństwa. O to, aby było sympatycznie. Abyśmy mogli poleżeć.

Podczas szukania bohaterek do tego artykułu nie spotkałam dziewczyny, która powiedziałaby: "Trochę bolało, bałam się, ale to było dobre doświadczenie, partner się mną zaopiekował, zrobił wszystko, abym czuła się dobrze i w zasadzie czułam się dobrze, byłam przejęta, ale zadowolona". Nie. Zmowa milczenia. Ewentualnie historie wstydu, takie jak ta przytoczona przez psycholożkę lub ta opowiedziana przez 30-letnią Basię: - Mój pierwszy raz? W samochodzie kolegi. Odwoził mnie późnym wieczorem do domu, zaczęliśmy się całować. Zanim doszło do penetracji, włożył mi rękę w majtki. Pojawiła się strużka krwi. Spanikowałam, powiedziałam, że chyba zaczyna mi się okres. Nie przeszkadzało mu to. Kontynuowaliśmy, ale nie powiedziałam mu ani wtedy, ani później, że był to mój pierwszy raz. Ze wstydu.

"A co on sobie o mnie pomyśli?"

Dlaczego tak bardzo się wstydzimy? I pielęgnujemy w sobie ten wstyd od samego początku naszej seksualnej drogi? To złożony problem. - Kobiety często wstydzą się swojej seksualności. Wstyd to bardzo silna emocja, która sprawia, że często nie jesteśmy sobą - komentuje Zuzanna Butryn. - Przychodzą do mnie kobiety po czterdziestce, które nigdy nie doświadczyły seksualnego spełnienia ze swoim wieloletnim partnerem. W pierwszym etapie relacji - zauroczeniu, namiętności - czasami ta kropka nad „i”, w postaci orgazmu, schodzi na dalszy plan. Ale przychodzi moment, kiedy podsumowujemy nasze życie z partnerem. Także to seksualne. I pojawia się problem.

Wychowane w poczuciu głębokiego wstydu, karcone w dzieciństwie przez rodziców za mówienie o swoich emocjach, milczymy: - W momencie zbliżenia odzywa się ten głos surowego rodzica, który mówi ‘siedź cicho’. Nie dajemy sobie prawa do wyrażenia naszych odczuć. Tym bardziej że dotykamy wrażliwej sfery naszej seksualności. Nie chcemy urazić partnera - mówi Zuzanna Butryn i trafia w dziesiątkę. Kiedy podejmowałam próby rozmów o orgazmach, słyszałam powtarzane jak mantra: "Nie chcę, żeby się obraził", "Na pewno rozpozna mnie nawet w anonimowych wypowiedziach", "Jest mi dobrze, nie chcę tego popsuć jakimś wywiadem".

Boimy się zwrócić uwagę, zasugerować partnerowi, że może spróbowalibyśmy w seksie czegoś innego i same też jesteśmy przesadnie wrażliwe na krytykę. - Mamy z tym wielki problem. Ale również uwagi kierowane do nas powinnyśmy przyjmować z rozsądkiem. Nie odbierajmy ich jako atak. Jeżeli partner powie nam, że lubi nas w koronkowej bieliźnie, nie znaczy to, że w dresach i kucyku jesteśmy dla niego nieatrakcyjne - podkreśla Butryn.

Co oprócz głęboko zakorzenionego wstydu blokuje kobiety i nie pozwala im być sobą? Oczekiwania. Docierają do nas z każdej strony. Ta presja, choćby związana z pierwszym razem, a potem z udanym życiem seksualnym, zabija nasze możliwości. - Boimy się oczekiwań. A z punktu biologii naprawdę jesteśmy do seksualnego spełnienia  przygotowane. Zdecydowanie bardziej niż mężczyźni. Mężczyźni mają 4 tysiące zakończeń nerwowych w penisie, jeśli chodzi o kobiecy srom, od łechtaczki rozciąga się tych nerwów 8 tysięcy! Dwukrotność! A z penisem nikt nie dyskutuje, że dotykanie go jest przyjemne. Mężczyźni o tym mówią. A my? - pyta Bianca-Beata Kotoro. - A my zamiast rozmawiać o seksie, chcemy się pozbyć pewnych doświadczeń. Ale się ich nie pozbędziemy. Pierwsze nasze doświadczenia, związane z pierwszym pocałunkiem, pierwszym dotykiem erotycznym, pierwszym razem zostają z nami na zawsze. Pamięć jest ulotna, ale te ważne pierwsze doświadczenia zapamiętujemy. Tak działa nasz umysł i ciało.

Pierwszy raz nie musi boleć

Może nie pamiętamy koloru sukienki, którą on z nas zdjął, może nie potrafimy sobie przypomnieć jego imienia. Ale tu nie ma nad czym dyskutować – samo doświadczenie zasadniczo wpływa na nasze dalsze życie seksualne. "Pierwszy raz to dla nas taka matryca, w której często kształtujemy to, jak postrzegamy własną seksualność". "Te pierwsze pocałunki, pierwsze dotknięcia, pierwsze penetracje - to się po prostu pamięta. Jeśli pierwsze doświadczenie jest satysfakcjonujące, tworzy się niesamowity grunt na przyszłość" - tłumaczą psycholożki.

I tu dochodzimy do ciekawej kwestii. Czy pierwszy raz może być w ogóle udany?

- Specyficzne wspomnienie, z całą pewnością pierwszy seks nie należał do przyjemnych. Mało romantyczny, rodzice chłopaka spali na górze, ja nocowałam ‘nielegalnie’, rano musiałam uciekać. To był burzliwy związek, więc sam pierwszy seks też był raczej pełen emocji, bardzo spontaniczny, bardzo bolesny - zwierza się Natalia, jedna z odważniejszych rozmówczyń.  Trzydziestokilkulatka zapamiętała przede wszystkim wiszące w powietrzu emocje i ból. Jak to jest z tym pierwszym razem? Musi boleć?

- Nie musi! Ból nie wynika z anatomii, a z napięcia mięśni, czyli kwestii psychicznej. Zamiast być rozluźnione, pewne, że to jest ten partner, że to jest dobra decyzja, że jesteśmy zabezpieczone, napinamy się. Jeżeli te rzeczy nie są uporządkowane w głowie, pojawia się napięcie w całym ciele, w mięśniach, które zaciskamy, a w efekcie ból. Taki stan jest wrogiem udanego współżycia - tłumaczy Bianca-Beata Kotoro i dodaje: - Panuje dużo mitów dotyczących pierwszego razu. Właśnie takich, że pierwszy raz nigdy nie może być satysfakcjonujący, będzie krwawienie, ból. Jesteśmy tym przesiąknięci, takie jest nastawienie obu stron. A z punktu widzenia biologii wcale tak nie musi być. Jednym z najważniejszych mitów do obalenia jest kwestia krwawienia - 50 procent kobiet będzie je miało, a 50 procent nie.

Wracamy więc do oczekiwań. - Ważne jest, aby pierwszego razu nie obarczać nimi nadmiernie. Zadbajmy o atmosferę i o to, abyśmy po prostu czuli się komfortowo, swobodnie - radzi Butryn.

OrgazmOrgazm Rys. Shutterstock

Prosty komunikat zamiast udawania

Winą za nieudany pierwszy raz często obarczamy w całości mężczyzn. "Chłopak był zbyt skupiony na sobie", "Nie myślał o mnie i o moim komforcie" - tak tłumaczymy sobie pierwsze łóżkowe porażki. Świetnie, jeśli trafimy na partnera, który zaopiekuje się nami, poprowadzi za rączkę. Jednak zazwyczaj tracimy dziewictwo z równolatkami. Mamy po naście lat i kieszenie wypchane oczekiwaniami. Dlaczego pokładamy wszystkie nasze nadzieje na ten udany pierwszy raz w partnerze? Czemu przenosimy na niego całą odpowiedzialność?

- Takie chcemy być niby dorosłe, a tu dziewczynki-księżniczki. A gdzie twój wkład i wysiłek? Jeśli jedno martwi się o prezerwatywy i płyn nawilżający, to co druga strona może zrobić? Może właśnie świeczki rozstawi? Wracamy do punktu wyjścia, czyli rozmowy. O tych oczekiwaniach, które mamy jak z bajek czy filmów. Gdy nasza wizja nie zostaje spełniona, czujemy się wielce rozgoryczone i rozczarowane. Ale skąd partner ma wiedzieć, czego oczekujemy, jeśli mu tego nie powiemy? - pyta Bianca-Beata Kotoro i podkreśla: - Mamy wizję, że każdy myśli tak samo, czuje tak samo. I uważamy, że mężczyzna się nie stresuje. On też się stresuje! I nieważne, czy to będzie jego pierwszy raz, czy kolejny. Jeżeli jest to pierwszy raz z tą partnerką, to również będzie dla niego stresujący.

Z czasem uświadamiamy sobie, jak ważne jest mówienie o seksie, o odczuciach, o pragnieniach.  - Powinnyśmy rozmawiać. I odblokować się, nastawić się na sukces, na to, że uda się, kiedy tylko będziemy bardziej świadome swojego ciała i tego, czego chcemy - przyznaje jedna z  moich rozmówczyń.

- Kobieta musi wyrażać swoje potrzeby. To nie tajemnica, że faceci mają orgazm szybciej, łatwiej ich stymulować. Może czasami trzeba powiedzieć partnerowi, żeby zaczekał, bo potrzebujesz jeszcze chwili. Myślę, że większość facetów wolałaby taki prosty komunikat zamiast udawanego orgazmu - kwituje Natalia, ale przyznaje też, że sama uczyła się tego wiele lat: - Długo ćwiczyłam się w tej sztuce. Teraz nie mam problemu z powiedzeniem partnerowi, że nie miałam orgazmu. Ale to przyszło z wiekiem.

Ekspertki przytakują: - Aktorstwo zostawmy sobie na odgrywanie roli pielęgniarki lub policjantki w  sypialni. Jeżeli taka wizja nam się podoba. A w codziennej relacji z partnerem bądźmy zawsze sobą. Wspaniale, jeżeli mężczyzna za każdym razem potrafi doprowadzić do orgazmu swoją partnerkę, ale dobrze, żeby cieszyło nas każde zbliżenie, nawet jeżeli nie doświadczymy orgazmu. To nie wyścig po "ochy" i "achy", a ważna relacja dwojga ludzi. Ma być przyjemnie, swobodnie i po prostu dobrze dwóm osobom - puentuje Butryn.

- Powiedziałabym kobietom, które jeszcze nie miały doświadczeń seksualnych, żeby wchodziły w relacje ze świadomością, że jedna i druga strona ma do niej coś wnieść. Że to tylko książę z filmu czy z bajki wykonuje całą robotę i zna "magiczną instrukcję ciała". W zwykłym życiu, kobieta również powinna zatroszczyć się o siebie, i wiedzieć, czego oczekuje, co jest dla niej ważne - podsumowuje Kotoro.

Zuzanna Butryn. Psycholog i terapeutka. Absolwentka Wydziału Psychologii na Uniwersytecie Warszawskim. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w Centrum Psychoterapii Inner Garden w Warszawie.

Bianca-Beata Kotoro. Psycholog społeczny, psychoseksuolog, terapeuta, psychoonkolog. Wykładowczyni Uniwersytetu SWPS oraz założycielka i dyrektor Instytutu Psychologiczno-Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń BEATA VITA w Warszawie. Redaktor naczelna kwartalnika PO PROSTU ŻYJ.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Komentarze (133)
"Teraz nie mam problemu z powiedzeniem partnerowi, że nie miałam orgazmu. Ale to przyszło z wiekiem"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • pull_up_terrain_ahead

    Oceniono 30 razy 24

    Tak na marginesie, nastolatek który nie ma podstawowej wiedzy o fizjologii to autorytet zwany "partnerem"? To po prostu niekumaty gowniarz. Oczywiście wierzę w traumę ale wiedzmy o czym relacjonujemy.

  • Gość: Maks

    Oceniono 22 razy 20

    a może gdyby kobiety częściej rozmawiały ze swoimi facetami o potrzebach i pragnieniach a nie z obcymi lub psiapsiółkami byłoby zdecydowanie lepiej ...

  • john_yossarian

    Oceniono 12 razy 12

    A skąd ma być wiedza i śmiałość u kobiet? Od zagonionych matek, które zostały wychowane na służące swoich mężów? Od nauczycieli, którzy nie potrafią nauczyć młodzieży posługiwać się językiem ojczystym a co dopiero rozprawiać o seksie? Od prostackich polityków, z bojaźnią patrzących na plebanię? A może wreszcie od skrajnego frontu wojujących feministek, które w swym zadufaniu nie potafią dotrzeć do zwykłych kobiet?

  • lisc12

    Oceniono 16 razy 10

    jezeli wychowanie bedzie nadal tym “do zycia w rodzinie” gdzie prowadzila je nam katechetka i mowila charyzmatycznie ze puszczalskich kobiet nikt potem do slubu nie wezmie no to co sie dziwc. Zero faktow, poczucie wstydu i presja rowiesnikow konczy sie tak jak w artykule.

  • Gość: PB

    Oceniono 22 razy 8

    Oj, no bo w szowinistycznym ciemnogrodzie sterowanym przez katolicki kler czy inną religię kobiety są przedmiotami ku uciesze tychże kolesi.
    O przyjemności, a fuj, przecież się nie rozmawiało. Potrzeba satysfakcji seksualnej, orgazm- a po co to ; )
    Seks ma służyć prokreacji, by wyprodukować więcej durnych i posłusznych obywateli.
    OOOOOOOOOOOOgromne pole działania dla psychoterapeutów, choć ta pomoc to kropla w morzu potrzeb, jak się okazuje.
    A myślałam, że te czasy już dawno minęły. A tu proszę : ))))

  • larson

    Oceniono 12 razy 6

    Czy tylko ja mam trudności ze zrozumieniem tego: " że to nie muszą być fajerwerki niczym w tu chodzi o poczucie"?

  • 2fat

    Oceniono 12 razy 4

    Pamiętam że podczas pewnej przygody dziewczyna miała prawdziwy orgazm, podrapała mi plecy, głosno płakała a potem nic nie pamiętała. Tak było ze dwa albo trzy razy. Potem było jej po prostu bardzo dobrze, chciała na pewno częściej niż ja byłem w stanie...No cóż, orgazm to nie warunek udanego seksu. Wystarcza jak jest przyjemnie, uważam.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX