"Efekt gąsienicy", "nogi komara". Czy sztuczne rzęsy mogą wyglądać naturalnie?

Ile z nas, kobiet, w skrytości ducha marzy o długich i gęstych rzęsach? Paradoksalnie ich przesadna objętość zamyka oko, zamiast je podkreślić. Sprawdziłam, jak efektownie wydłużyć rzęsy i uniknąć efektu ciężkich powiek.

"Na własnej skórze" na Kobieta.gazeta.pl to cykl poświęcony urodzie. Co tydzień w piątek znajdziecie materiały poświęcone pielęgnacji i nowościom technologicznym.

Nie powiem, o długość rzęs walczyłam dzielnie - nakładając różne rodzaje serum i smarując linię rzęs odżywkami. Te eksperymenty skończyły się fioletowymi przebarwieniami na górnych powiekach, ostatecznie dałam więc sobie spokój. Ale fenomen przedłużanych rzęs nie słabnie, fala rozchodzi się i demokratyzuje - doklejone rzęsy mają celebrytki, sprzedawczynie, biznesmenki, przedszkolanki. Jak podaje w wywiadzie dla Mambiznes.pl Paweł Wojciechowski, współwłaściciel polskiej marki Noble Lashes, rzęsy tylko tej marki nosiło w 2018 roku milion Europejek. Sam rynek przedłużania rzęs w Polsce - według Wojciechowskiego - to 60 mln zł. Udział w nim Noble Lashes to 35 procent - Wojciechowski szacuje, że  produkty tej marki kupuje ok. 40 tys. (!) stylistek rzęs.

Ich klientki najchętniej wybierają większe objętości. Oznacza to, że do jednej rzęsy dokleja się sztuczną kępkę, która składa się z kilku pojedynczych rzęs. W skrajnych przypadkach do jednej naturalnej rzęsy wkleja się kępkę dwudziestu cienkich rzęs (metoda 20:1). Dzisiaj hitem sprzedażowym Noble Lashes są rzęsy o nazwie… Russian Volume.

 

1200 zł i efekt na dwa tygodnie

Doskonale pamiętam moment, kiedy jakieś 13 lat temu ta metoda 1:1 zawitała do Polski. Była koszmarnie droga - za zabieg założenia rzęs trzeba było zapłacić 1,2 tys. zł, a efekt utrzymywał się około dwóch tygodni. Z czasem usługa stała się tańsza, bardziej dostępna, pojawiło się wiele stylistek. Dzisiaj na Facebooku można znaleźć ogłoszenia pań, które wykonują trwającą dwie godziny usługę za 50 zł.

Sztuczne włoski, nawet jeśli są pojedyncze, mogą być różnej grubości, co daje mniej lub bardziej widoczny efekt. Na górnej powiece znajduje się od 120 do 250 rzęs, zabieg zakładania sztucznych rzęs trwa więc około dwóch godzin i wymaga precyzji, wiedzy i doświadczenia. W cieszącym się dobrymi opiniami lash barze w Warszawie zabieg kosztuje 250-290 zł za założenie rzęs i 170-190 zł za ich uzupełnienie.

Dla mnie największym wyzwaniem okazało się wybranie miejsca, gdzie nikt mi nie zrobi rzęs, w których będę się źle czuła: "włochatych gąsienic" czy "nóg komara". Dla każdego słowo "naturalnie" może przecież oznaczać coś zupełnie innego. A tu wszystko ma znaczenie: grubość doklejanej rzęsy, jej podkręcenie, kolor. W końcu trafiłam do warszawskiego salonu Her Eyes Studio, w którym stylizację brwi i oczu robią sobie aktorki: Olga Frycz, Julia Kamińska i Katarzyna Dąbrowska. Na wolny termin latem trzeba tu czekać dwa miesiące (śluby, wakacje), po sezonie letnim - dwa tygodnie. W moim przypadku - dziennikarki piszącej o rzęsach - było szybciej. Rzęsy zakładała mi właścicielka i założycielka Her Eyes Studio, Alona Ruban.

Dwie godziny bezruchu

Sam zabieg doklejania rzęs nie jest nieprzyjemny czy męczący. Alona przedłużyła mi rzęsy metodą 1:1, a doczepiane włoski były z tych cieńszych i w kolorze ciemnobrązowym. Alona pochodzi z Ukrainy i śmieje się, że w jej ojczyźnie rynek rzęs jeszcze kilka lat temu był w porównaniu z rynkiem polskim o wiele bardziej rozwinięty. - Teraz poziom się mniej więcej wyrównał pod względem dostępności i popularności usługi - mówi Ruban.

Kiedy pytam, jakie motywacje mają jej klientki, Alona odpowiada, że wszystko sprowadza się do oszczędności czasu oraz wygody.

Nie trzeba się malować, martwić, że tusz się osypie czy rozmaże. Klientki cieszą się także z tego, że nie muszą zmywać makijażu oczu wieczorem. Kiedy są zmęczone, 10 minut to dla nich dużo - dodaje.

Ruban zaznacza, że z doklejanymi rzęsami często jest tak, że zaczyna się od niewielkiej objętości i długości, a z czasem apetyt na dłuższe i grubsze rzęsy rośnie. Co może nie być dobrym rozwiązaniem z jednego powodu - kobietom zależy na tym, żeby doklejone włoski optycznie otworzyły oko, a paradoksalnie zbyt duża objętość, długość i gęstość sztucznych rzęs oko zamyka, powieki wydają się ciężkie. Zdaniem Alony przesadę można jednak dzisiaj znaleźć wszędzie - w biustach, ustach, rzęsach.

Jeśli pomysł przedłużenia rzęs za wami chodzi, ale podobnie jak ja obawiacie się przerysowanego efektu i nie wiecie, jak się do zagęszczania przygotować, wyjaśniam.

 

Jak zrobić sobie rzęsy, które będą wyglądały naturalnie?

1. Do gabinetu zabierzcie ze sobą zdjęcie efektu, który wam się marzy. Zanim położycie się na kozetce, dokładnie omówcie efekt, zobaczcie prace stylistki. Upewnijcie się, że mówicie o tym samym. Bo w tym przypadku źle wykonaną usługę widać od razu! Mówcie o swoich obawach. Jeśli macie do czynienia z profesjonalistką, będzie ona potrafiła doradzić, jak dobrać rzęsy do karnacji i koloru włosów.

2. Klej do rzęs może was uczulić. Przedłużanie rzęs wykonuje się w bardzo delikatnej i wrażliwej okolicy oczu. Do zagęszczania używa się klejów, które mogą wywołać reakcję alergiczną. W niektórych przypadkach alergia może pojawić się od razu, w innych uczulimy się po kilku latach, a w jeszcze innych - nic złego nas nie spotka. To kwestia indywidualna. Jeśli pojawi się alergia, nie czekajcie - zgłoście się do lekarza, którzy zapisze odpowiednie leki, a potem wróćcie do gabinetu i usuńcie rzęsy (są specjalne produkty, które rozpuszczają klej - zróbcie to koniecznie w warunkach gabinetowych).

 

3. Starannie wybierzcie salon, nie kierujcie się tylko ceną usługi. Jeśli traficie na niedoświadczoną albo niekompetentną stylistkę, możecie zafundować sobie rzęsy jak z horroru - posklejane, nieładnie odrastające, obciążające naturalne włoski. W sieci pełno jest zdjęć spartaczonych zabiegów. Po nich przez kilka miesięcy trzeba pracować nad odrośnięciem naturalnych rzęs.

4. Każde rzęsy nadają się do przedłużenia. Oczywiście najlepiej, kiedy rzęsy, choć krótkie, są mocne i gęste. Ale te delikatne i cienkie także można zagęścić. Ważne, żeby w ogóle były- bo do samej skóry powieki nie da się dokleić rzęs metodą semipermanentną. W tym przypadku sprawdzą się sztuczne rzęsy na pasku lub kępki, które przykleja się bezpośrednio do powieki. Efektem będziemy się cieszyć maksymalnie kilka dni.

 

5. Jak zabieg wpłynie na naturalne rzęsy? Przed zagęszczeniem rzęs najbardziej obawiałam się tego, że po zabiegu moje naturalne rzęsy będą osłabione i jakby wyliniałe. U Alony byłam 17 czerwca, a ostatnia przedłużona rzęsa spadła 31 sierpnia. Rzęsy wypadały zgodnie z cyklem wzrostu włosów, a wymieniony garnitur naturalnych rzęs jest w takim samym stanie, jak wcześniej. Rzęsy - jak włosy - wypadają nam codziennie zgodnie z fazami wzrostu. Ponieważ przedłużane rzęsy są mocniejsze i dłuższe, ich wypadanie robi większe wrażenie. To jednak naturalny proces, na który nic nie poradzicie. Z tego powodu specjaliści zalecają uzupełnianie przedłużonych rzęs co dwa-trzy tygodnie.

6. Pielęgnacja sztucznych rzęs. Nie trzeba przy nich zbyt wiele robić. Przez 24 godziny po zabiegu nie mogłam moczyć przedłużonych rzęs. Później nie musiałam się już z nimi delikatnie obchodzić. Alona zaleciła, żebym nie spała twarzą w poduszce (rzęsy mogą się odkształcać), a do demakijażu twarzy nie stosowała płynów z olejami, które mogą sprawić, że efekt będzie mniej trwały. Codziennie rano rzęsy przeczesywałam szczoteczką, którą dostałam w salonie. Ot i cała filozofia.

Od lewej: rzęsy naturalne i przedłużoneOd lewej: rzęsy naturalne i przedłużone For. Archiwum prywatne; Elena Matiash/Her Eyes Studio

7. Czy doklejone rzęsy trzeba jeszcze malować tuszem? Nie. Z moich obserwacji pań po zabiegu przedłużenia wynika, że kobiety, które mają zagęszczone rzęsy, rezygnują też z nakładania cieni na powieki czy szminek na usta. Same zagęszczone rzęsy i podkreślone brwi w zupełności im wystarczają.

Po serwisie rzęs rozumiem, w czym tkwi magia ich przedłużania i podkreślania. To rzeczywiście jest wygodne rozwiązanie, pozwalające oszczędzić czas, sprawiające, że wygląda się dobrze w każdym momencie dnia i nocy. Ale wciąż nie jestem w stanie zrozumieć przesady i przerysowania. Z przyjemnością wróciłam do swojej starej ja (mniej wyrazistej, bez błysku w oku), a ostatnią doklejoną rzęsę pożegnałam bez żalu. Samo doświadczenie było ciekawe, a efekt idealnie spełnił moje oczekiwania - po prostu grunt okazał się niepodatny.

Konsultacja merytoryczna: Zofia Jasińska, właścicielka salonu Dom Rzęs.

Ola Długołęcka - redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.

Więcej o: