Japoński masaż, który działa jak lifting bez skalpela. Czy rzeczywiście?

Odgłosy masażu Kobido przypominają stepowanie - to dźwięki, które towarzyszą szybkiemu okładaniu twarzy palcami. Pani Monika na przemian wykonuje szybkie, mocne ruchy, łapie małe fragmenty skóry i je "obrabia" - uciskając, oklepując, ugniatając. Taka intensywność dotyku sprawia, że moje całe ciało lata po stole do masażu.

"Na własnej skórze" na Kobieta.gazeta.pl to cykl poświęcony urodzie. Co tydzień w piątek znajdziecie materiały poświęcone pielęgnacji i nowościom technologicznym.

Rajski masaż na sześć rąk

W prezencie urodzinowym od mojej mamy na trzydzieste urodziny dostałam najwspanialszy z masaży, jakie kiedykolwiek miałam - masaż na sześć rąk. Było to podczas wakacji w Hiszpanii, w SPA, w altanie z baldachimem nad skalistym brzegiem morza. Masaż zaczął się o godzinie 21 i trwał 120 minut. Przez pierwszą godzinę każdą połowę mojego ciała (podzieloną wertykalnie) masowały, wykonując równocześnie te same ruchy, dwie osoby, po godzinie dołączyła do nich trzecia para rąk - oddelegowana do masażu twarzy, głowy i karku.

Było to przeżycie niebiańskie. Zabieg tak bardzo mnie zrelaksował, że po jego zakończeniu nieomal spadłam ze stołu do masażu, a potem walnęłam głową o belkę baldachimu. Musiałam też odczekać 30 minut w samochodzie, bo nie byłam w stanie skoordynować maksymalnie rozluźnionego ciała. W kwestii masaży jestem więc bardzo na "tak" i ciągle mam nadzieję na powtórkę tego pamiętnego doświadczenia.

Jednak od kiedy chodzę na kostną rehabilitację estetyczną twarzy, masaże tej części ciała przestały na mnie robić jakiekolwiek wrażenie. Mam poczucie, że mizianie - poza chwilową przyjemnością - nie daje widocznych efektów, że sens ma jedynie bardzo mocny, profesjonalnie wykonany zabieg, który poprawia ukrwienie mięśni.

 

Nie mogłam jednak pozostać obojętna na zachwyty nad masażem Kobido.

Koleżanki twierdziły,  że 'jest to przeżycie bajeczne', i jeszcze, że 'takiego masażu to nigdy nie miały'

Postanowiłam więc dać mu szansę. Moje pierwsze w życiu kobido wykonała Monika Antończak, główna szkoleniowiec i ekspertka pielęgnacji z warszawskiego Instytutu Kuo's (skądinąd miejsca, które jest tak piękne, że samo w nim przebywanie poprawia nastrój).

 

Pilnie strzeżony sekret na cesarskim dworze

Legenda głosi, że masaż Kobido był pilnie strzeżonym sekretem – zabiegiem wykonywanym jedynie na japońskim dworze cesarskim. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. Zanim powstały techniki kobido i shiatsu, prawdopodobnie najpierw była anma - masaż ciała polegający na uciskaniu, ugniataniu i tarciu. Anma dotarł z Chin do Japonii około 562 roku, kobido narodziło się ponoć w 1472 roku i było wspólnym pomysłem dwóch mistrzów anma.

Jak wszystko w Japonii, także masaż Kobido jest techniką przekazywaną z mistrza na ucznia. Jego tajniki zgłębia się latami. Jeden ze współczesnych  uczniów kobido, dr Shogo Mochizuki, w 2006 roku ruszył na podbój Stanów Zjednoczonych. W sklepie Amazon.com można trafić na napisane przez niego książki, podręczniki do nauki japońskiego masażu oraz zestaw 10 DVD z filmami szkoleniowymi. Do tej poetyckiej historii dorzucić jeszcze należy znaczenie słowa "kobido" - ze skąpych informacji, do których dotarłam, wynika, że oznacza ono "starożytną drogę do piękna".

 

Na czym polega masaż Kobido?

Pani Monika z Kuo’s mówi, że masaż Kobido nazywany jest japońskim niechirurgicznym liftingiem twarzy. Tłumaczy, że jest to zabieg manualny, bardzo intensywny, mocny i szybki. - Ma działać na głębsze struktury, bo kosmetyczka pracuje na mięśniach, co wpływa na poprawienie konturu twarzy i ujędrnienie tkanek. Przez zabieg wzmacniamy skórę. Działamy głębiej niż w codziennej pielęgnacji. Możemy ją intensywniej odżywić dzięki lepszemu działaniu składników aktywnych w kosmetykach, których używamy do masażu - tłumaczy.  

Zanim zacznie się kobido, pani Monika przygotowuje moją skórę - zmywa makijaż, nakłada jeden po drugim dwa peelingi i wykonuje drenaż limfatyczny. W Kuo’s częścią zasadniczą zabiegu jest masaż, a wykończeniem rytuału maska algowa, która wycisza i wygładza skórę. Wymienione etapy nie są jednak standardem we wszystkich gabinetach oferujących kobido.

Ponieważ w trakcie rytuału pani Monika opowiadała mi o stosowanej przez nią technice, przez półtorej godziny miałam włączony dyktafon. W zapisie dźwiękowym masaż Kobido brzmi jakby ktoś w gabinecie stepował - to odgłos, który towarzyszy szybkiemu okładaniu twarzy palcami. Masaż jest rzeczywiście bardzo wymagający fizycznie dla robiącego go specjalisty.

Ręce pani Moniki przez cały czas mają kontakt z moją twarzą - Antończak na przemian wykonuje szybkie, mocne ruchy, wprowadza twarz w wibracje, łapie małe fragmenty skóry i je "obrabia" - uciskając, oklepując, ugniatając. Taka intensywność dotyku sprawia, że skóra na twarzy rozgrzewa się, a moje ciało lata po stole do masażu. Zauważam też zmienność technik: szybkie ruchy stymulują mięśnie, powolne relaksują je. Antończak mówi, że ma klientki, które przesypiają cały zabieg. Wcale mnie to nie dziwi!

Masaż kobido - efektyMasaż kobido - efekty Fot. Archiwum prywatne

Dla kogo kobido?

Monika Antończak przekonuje, że na polski rynek urodowy wchodzi coraz więcej technik, które mają być alternatywą dla zabiegów medycyny estetycznej. Dla mieszkańców krajów, z których takie zabiegi  pochodzą, są one naturalne i normalne (jak koreańskie rytuały pielęgnacyjne czy fińskie uwielbienie sauny).

Wcześniej taki masaż mógł się nam wydawać zbyt intensywny, nawet nieco bolesny. Dzisiaj Polki są już bardziej otwarte na takie metody - mówi pani Monika

Masaż Kobido jest odpowiedni dla skóry w każdym wieku. - Przede wszystkim patrzymy na potrzeby cery. Młode osoby także mogą mieć tendencję do utraty elastyczności, ale u osób starszych efekt będzie bardziej spektakularny. Kobido sprawdzi się także u osób odchudzających się, bo przywróci elastyczność skórze, która po utracie kilogramów może być nieco obwisła - tłumaczy Antończak.

- W przypadku skór starszych nie pracuje się długimi ruchami, tylko krótkimi, żeby nie rozciągać skóry. Kiedy pojawia się przekrwienie miejscowe, masażysta "przenosi się" kawałek dalej - mówi specjalistka z Kuo’s. - Jeśli kosmetyczka czy masażystka jest przeszkolona i ma wiedzę, nie zrobi źle tego zabiegu. Po wyjściu z gabinetu większa jest tkliwość skóry, ale nic złego nie powinno się dziać - zapewnia Antończak.

Przeciwwskazania do wykonywania kobido są takie same, jak w przypadku innych masaży: zmiany skórne, opryszczka, zmiany zapalne, leczenie nowotworowe, gorączka, reakcje uczuleniowe na kosmetyki i podrażnienia po innych zabiegach.

Znalazłam wiele punktów wspólnych między kobido a moim rajskim masażem nad brzegiem morza. To był najbardziej relaksujący ze wszystkich masaży twarzy, jakie miałam. Czułam, jak z minuty na minutę moje mięśnie odpuszczają, rysy łagodnieją. Jedyne, co wzbudzało mój niepokój, to fakt, że masaż się kiedyś skończy.

Po wyjściu z gabinetu, w tramwaju, spotkałam znajomą, która po chwili rozmowy zapytała wprost, skąd mam taki "blask". I dała alternatywę: romans albo pierwszy trymestr ciąży.
Więcej o: