Zapuszczałam, zapuszczałam, a włosy i tak słabo rosły. Pomogła diagnoza i dwa leki

Po operacji wycięcia migdałków straciłam jedną trzecią objętości włosów. Próbowałam odbudować ją latami. Dopiero wizyta u specjalistki od trichologii dała mi nadzieję na długie, gęste włosy. Ich kondycja poprawiła się, kiedy w wieku 41 lat zrobiłam także porządek z miesiączkami.

"Na własnej skórze" na Kobieta.gazeta.pl to cykl poświęcony urodzie. Co tydzień w piątek znajdziecie materiały poświęcone pielęgnacji i nowościom technologicznym.

Włosy długie, nimfowate

Może zdążę przed emeryturą - wszak hodowanie włosów to proces czasochłonny i złożony. Marzą mi się włosy Gwyneth Paltrow, Mary Komasy, Kamili Szczawińskiej i Demi Moore: długie, tej samej długości i nimfowate.

 

Nie miałam długich włosów ani do Pierwszej Komunii Świętej, ani pod welon na ślubie (welonu zresztą też nie miałam), czyli w momentach, kiedy przyjęło się stereotypowo długie włosy mieć. Najdłuższe włosy, jakie udało mi się zapuścić, sięgały odrobinę za łopatki i miałam je chwilę po urodzeniu drugiego dziecka. Później - jak to po porodzie - zaczęły wypadać. Jednak gwoździem do trumny była operacja wycięcia migdałków, którą zaliczyłam w wieku 36 lat. Efektem ubocznym narkozy była w moim przypadku utrata jednej trzeciej objętości włosów. Czułam, że na głowie może rośnie wiele nowych, ale te, które były długie, pozostały w mniejszości (efekt mysich ogonków).

Smutne końcówki i smutny widok. Z takich włosów nimfy nie będzieSmutne końcówki i smutny widok. Z takich włosów nimfy nie będzie Fot. Archiwum prywatne

Nie tylko ja nie jestem zadowolona ze swoich włosów. Z Wielkiego Badania Urody Polek przeprowadzonego na zlecenie Tymbarku dwa lata temu wynika, że większość z nas chciałaby mieć na głowie coś innego niż ma. Kobiety o prostych włosach marzą o kręconych (35 proc.) i odwrotnie (37 proc.). Ale kłopoty mogą być dużo poważniejsze niż tylko fale lub ich brak.

Z badania zleconego przez WS Academy Wierzbicki & Schmidt wynika, że  zdecydowana większość Polaków ma przynajmniej jeden problem z włosami. Najpopularniejszym z nich jest łupież (28 proc. badanych), z przetłuszczającą skórą głowy boryka się 20 proc., z wypadaniem włosów 27 proc., a na przesuszenie końcówek narzeka 17,5 proc. badanych - przy czym dwie ostatnie dolegliwości to w większości zmora kobiet. Pomimo wymienionych wyżej bolączek zadziwia, że co trzeci ankietowany (71 proc.) na co dzień używa wyłącznie szamponu, czyli nie staje do bitwy o lepsze włosy. To jednak nie jest mój styl działania.

Nie bez walki

Po utracie objętości włosów wspólnie z fryzjerem postanowiłam wcielić w życie plan naprawczy: ścinamy włosy poniżej ucha i póki nowe włosy nie odrosną, trzymamy się tej długości. Po dwóch latach takiego działania zdałam sobie sprawę, że coś jest jednak nie tak. Bo włosy rosną, jest ich dużo, ale tylko do pewnego momentu. Od wysokości dwóch trzecich głowy zaczynają się wykruszać. I nie był to efekt przetarcia przez gumkę i spinania w kucyk, bo włosy strzępiły się także tam, gdzie nie miały kontaktu ze ściągającym je tworzywem. Fryzjer potwierdził moje obawy. Muszę się zdiagnozować, bo ewidentnie czegoś włosom do wzrostu brakuje i póki braków nie uzupełnię, z fryzury na Mary Komasę nici.

Po radykalnym ścięciu udało się wyrównać końce, ale w zapuszczaniu to nie pomogło...Po radykalnym ścięciu udało się wyrównać końce, ale w zapuszczaniu to nie pomogło... Fot. Archiwum prywatne

Najlepsza z najlepszych

Tak trafiłam na trop jednej z najlepszych w Polsce specjalistek od dermatologii i trychologii [leczenie dolegliwości związanych z włosami i skórą głowy - przyp. red.] - profesor Lidii Rudnickiej. Prof. dr hab. n. med. Lidia Rudnicka jest kierowniczką Kliniki Dermatologicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz prezeską Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego i prezeską International Trichoscopy Society. To zaproponowana przez prof. Rudnicką nazwa "trychoskopia" jest stosowana na całym świecie. Specjalistka jest współautorką dostępnego u nas "Atlasu trichoskopii". Współpracuje także z czasopismem "European Academy of Dermatology and Venereology".

Do prof. Rudnickiej zgłosiłam się z problemem zapuszczenia włosów, ale do specjalisty powinniście pójść, kiedy tracicie ich zbyt wiele (norma to 100-150 dziennie), włosy wydają się wam słabsze niż kiedyś, są w gorszej kondycji, łamliwe, matowe. To ważne, bo łodyga włosa jest martwa, odżywkami nie poprawicie ich kondycji - nie wzmocnicie, nie odbudujecie, nie sprawicie, że zaczną odrastać. Odżywki włosy wygładzą, zmiękczą, nabłyszczą, ale ich nie uleczą.

Ktoś mnie wreszcie wysłuchał

Podczas pierwszej wizyty profesor zadała mi nieskończenie wiele pytań dotyczących mojego zdrowia, wydarzeń z życia, niepokojących mnie objawów, diety. Miałam więc szansę podzielić się opowieściami o bólach kręgosłupa i stawów, poopowiadać o drenujących miesiączkach, niedoczynności tarczycy, stresie, który wywołują u mnie kłótnie dzieci. Okazuje się, że dobry dermatolog-trycholog jest jak detektyw, bo przyczyny problemów z włosami mogą być nieoczywiste.

Takie piękne, gęste i jedwabiste włosy miała moja córka w wieku trzech latTakie piękne, gęste i jedwabiste włosy miała moja córka w wieku trzech lat Fot. Archiwum prywatne

Na do widzenia dostałam długą listę badań do zrobienia. Miałam wykluczyć niedobory witamin i minerałów, ale także choroby autoimmunologiczne. Na widok tej listy lekarz, który zlecał mi badania w przychodni, szeroko otwierał oczy. Ja z kolei złapałam się za głowę, kiedy przyszło do płacenia za nie (same badania kosztowały 650 zł, a każda wizyta u profesor 290 zł). Oprócz badań krwi (na liście znalazł się np. test na obecność przeciwciał przeciwjądrowych - wskazujących na tocznia) miałam także zrobić trychogram, badanie włosów w mikroskopii polaryzacyjnej i trychoskopię. Ta ostatnia to metoda badawcza, której twórczynią jest prof. Rudnicka, a polega ona na komputerowej analizie włosów i skóry owłosionej głowy. Trychogram polega zaś na obejrzeniu pod mikroskopem brodawek włosów (potocznie zwanych cebulkami). Na tej podstawie oceniamy odsetek włosów w różnych fazach cyklu włosowego.

Włosy to najmniejszy problem?!

Z badań wyszło, że mam poniżej wszelkich norm poziom ferrytyny oraz poważne niedobory kwasu foliowego. Ferrytyna jest białkiem, które w organizmie pełni funkcję magazynu żelaza - sprawdzenie jej poziomu jest najlepszym markerem niedoborów żelaza, dużo dokładniejszym niż badanie laboratoryjne samego żelaza we krwi. W wieku 41 lat i z powodu mizernej kondycji włosów zrobiłam także porządek z miesiączkami. Bo okazało się, że jak się ma bardzo obfite krwawienia, to właśnie one stały w moim przypadku za niedoborami żelaza. Nad tym tematem zapanowałam z pomocą pięcioletniej antykoncepcyjnej wkładki hormonalnej. Oprócz rozwiązania problemu antykoncepcji zmniejszyłam obfitość okresów o 95 proc. - dzięki czemu zatrzymałam utratę żelaza.

Badanie trychologiczne włosówBadanie trychologiczne włosów Fot. Shutterstock

Za słabe, by rosnąć

Moje włosy miały niewystarczający poziom budujących je minerałów, nie miały więc szansy na wzrost. Po pół roku suplementacji żelazem w dawce leku na receptę (z doświadczenia sugeruję, że najlepiej brać je na noc, gdyż wśród skutków ubocznych przyjmowania żelaza jednym z bardziej uciążliwych są zaparcia) ferrytyna dźwignęła się z poziomu 4 na 85 ng/ml (norma laboratoryjna to 13-150 ng/ml).

Po trzech wizytach u jednej z lepszych dermatolożek i specjalistek od włosów w Polsce dowiedziałam się także, że:

  1. Farbowanie jest OK. Chemia działa na łodygę włosa, a nie na cebulki, nie ma więc wpływu na to, jakiej jakości włosy wyrastają ze skóry. Zachęcona tą wiadomością, zrezygnowałam z naturalnego koloru, który nosiłam przez lata, a trzymałam się go właśnie po to, żeby oszczędzać włosom chemii. Prof. Rudnicka uważa, że włosom to w żaden sposób nie szkodzi i nie ma wpływu na ich kondycję, dlatego poszłam w blond.
  2. Suplementowanie "na wszelki wypadek" nie działa. Podobnie jak stosowanie masek, odżywek i kosmetyków jako remedium na problemy z kondycją wyrastających włosów. Dermatolożka zapewnia, że suplementowanie się preparatami nie ma większego sensu - poza złudnym poczuciem, że coś dla siebie robimy. Żeby działać skutecznie, trzeba dokładnie wiedzieć, czego organizmowi brakuje - tak jak w moim przypadku. A najlepiej odżywiać się zdrowo i dietą zapewniać dostęp do wszystkich witamin i minerałów.
  3. Jak wspomaganie, to najlepiej środkami na receptę. Profesor Rudnicka mówi, że terapeutyczną ilość minerałów lub witamin zawierają tylko preparaty dostępne na receptę. Dlatego z problemami z włosami najlepiej zgłaszać się do dermatologów, którzy zajmują się także włosami - oni mogą wypisać leki na receptę.
  4. Jak na przeszczep, to tylko do profesora Jerry'ego Shapiro. Kiedy moi znajomi dowiedzieli się, że bywam u profesor Rudnickiej, zasypali mnie pytaniami. Mężczyźni byli ciekawi, czy robić sobie prewencyjne zagęszczanie zakoli. Koleżanka prosiła, żebym dopytała, czy minoksydyl [stosowany zewnętrznie jako składnik wcierek hamujących łysienie, a doustnie jako lek na nadciśnienie] pomoże "na włosy rzadkie i liche". Profesor Rudnicka twierdzi, że jak na przeszczep włosów, to tylko do Nowego Jorku, do prof. Jerry'ego Shapiro. Ale nie ma co kupować biletu na lot transoceaniczny i robić przeszczepu, zanim nie zdiagnozujemy przyczyn łysienia. A włosy liche i rzadkie mogą być z tysiąca powodów i warto je poznać, zanim zacznie się leczenie.

Farbowanie w tokuFarbowanie w toku Fot. Archiwum prywatne

Wdrożyłam w życie porady prof. Rudnickiej. Mój fryzjer twierdzi, że jest duża poprawa, ale ja tej pewności nabiorę, kiedy włosy przestaną się strzępić na wysokości ucha - a na to potrzeba czasu, bo włosy rosną mniej więcej centymetr na miesiąc. Zanim więc wyrosną wzmocnione, minie ponad rok, ale tutaj czasu się nie oszuka, a bez uzupełnienia niedoborów witamin i minerałów cudu nie będzie. A z włosami i paznokciami u ludzi jest jak z sierścią u zwierząt. Jak pies zdrowy i dobrze odżywiony, to i futro pięknie lśniące - ale ta moc musi być z diety i składników odżywczych, a nie ze słoiczka i butelki.

Ola Długołęcka - redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.

Więcej o: