Pełna transparentność w związku jest nudna - nie pozostawia miejsca na tajemnicę

Szczerość w związku to trudny temat. Mówić wszystko, mieć swoje tajemnice? Czy jest coś takiego jak pełna transparentność w relacji i czemu właściwie służy - tłumaczy psycholog Bartosz Szymczyk.

W serialach, zwłaszcza amerykańskich, często padają w kontekście związków słowa:  "jesteśmy w stu procentach transparentni", "nie mamy przed sobą żadnych tajemnic". Zakładam, że chodzi o pełną szczerość, otwartość, niezatajanie niczego. Czy taka idea jest realna, czy to raczej tylko pobożne życzenie?

Raczej sfera deklaracji. Przecież my sami ze sobą nie jesteśmy całkowicie szczerzy. Wydaje mi się, że "nieposiadanie przed sobą żadnych tajemnic" jest pochodną pewnego ideału romantycznego, wizji tego, co oznacza bycie parą, bycie związanym ze sobą. W tym ideale miłości bliskość utożsamiana jest ze zlaniem się, fuzją, a potrzeba szczerości jest podkręcona aż do perwersji.

Bo jaką funkcję pełni ta transparentność i oczekiwanie pełnej szczerości? Na pewnym etapie przestaje budować bliskość, a zaczyna być fantazją o sprawowaniu kontroli. Mam do czynienia w gabinetach z parami, które pod płaszczykiem szczerości kontrolują siebie nawzajem, albo wręcz stosują wobec siebie pewnego rodzaju przemoc. Bo zgodnie z zasadą "mówimy sobie wszystko", opowiadamy o tym, że np. "wczoraj w pracy to bardzo nas ktoś podniecił, a przez to, że ze sobą nie sypiamy od tygodnia, to aż czuliśmy dreszcze".

Ha! Znam taką historię! Mężczyzna co roku spotykał się na dorocznym zjeździe firmy z koleżanką z oddziału, z innego kraju. Między nimi był żywy ogień, czysty magnetyzm. Nigdy nie przekroczyli granicy. Mężczyzna po powrocie opowiadał partnerce, że się powstrzymał, chociaż napięcie między nim a koleżanką było ogromne. On, mówiąc żonie o tym, oprócz stosowania się do zasady szczerości, chciał być chyba doceniony za siłę i opanowanie.

Jeszcze jeden powód przyszedł mi do głowy: mógł w ten sposób ukarać partnerkę – ja jestem tak wierny tobie, że musiałem zrezygnować z realizacji takiej przyjemności; teraz za karę poznęcam się nad tobą, opowiadając, jakiż to magnetyzm był między mną a tamtą kobietą.

Albo chodziło o podbudowanie swojej pozycji w jej oczach - taki jestem wspaniały, że obce kobiety za mną szaleją.

Z naszej rozmowy widać od razu, jak bardzo odległa może być tak rozumiana szczerość od bycia lojalnym czy budowania bliskości. Ona wcale nie musi temu służyć, może służyć do wewnętrznych rozgrywek, być narzędziem manipulacji czy agresji.

Brak seksu w parachBrak seksu w parach Fot. Shutterstock

To jaka szczerość jest budująca?

Warto badać, co szczerość dla nas znaczy. Kiedy czujemy, że ktoś jest z nami szczery, a kiedy nie jest. Kiedy sami mamy dylemat - być szczerym czy nie być. Powinniśmy zadać sobie kilka pytań. Czy oczekuję takiej szczerości, jaką mam zamiar zaprezentować, od drugiej osoby? Czy chciałbym takie słowa od partnera usłyszeć? Czy mój partner jest ze mną szczery w sprawach, które chcę poruszyć? Dlaczego chcę mu o tym czymś powiedzieć? "Bo jest to dla mnie trudne i ważne, zmagam się z tym, frustruje mnie to i widzę efekty tego stanu"? Ważne są też oczekiwania - co szczerą rozmową chcemy osiągnąć, zmienić.

Przykład. On bardzo brzydko je: nieprawidłowo trzyma sztućce, kładzie łokieć przed talerzem. Dla niej ważna jest etykieta i razi ją jego zachowanie. Albo on brzydko pachnie po całym dniu, czasami nie chce mu się wziąć wieczorem prysznica. Kwestie niby podstawowe, ale ciężkie do przekazania, żeby kogoś nie urazić. Jak sobie poradzić?

Ciekawym, choć odrębnym wątkiem jest fakt, że ona wybrała sobie taką osobę, która jest tak daleka od niej w sprawach etykiety czy higieny. Albo że z jakiejś przyczyny to wcześniej jej nie przeszkadzało, a teraz zaczęło.

Rozumiem, że kłopotem jest to, że takie zachowanie powoduje pogłębiającą się niechęć, trudne uczucia: wstyd, zażenowanie. Wydaje mi się, że warto zacząć od zadania sobie kilku pytań: co sprawia, że zachowanie dobrych manier przy stole jest dla mnie ważne? Bo może jest ważne tylko, jak są z nami moi rodzice, a kiedy ich nie ma, to mi nie przeszkadza? Co przeżywam w związku z tymi zachowaniami?

Jeśli trudno mi z moimi uczuciami, warto pokusić się o szczerość, bo przecież ona nie musi być brutalna. Może być prośbą, polegać na podzieleniu się uczuciami. W szczerości ważne jest używanie komunikatu "ja" i nieocenianie drugiego człowieka. Okrutną szczerością będzie przekaz: "Cuchniesz jak nie wiem co, to jest ohydne i wszyscy dookoła to czują". Jeżeli nam na kimś zależy i zależy nam na zmianie, to dbając o tę relację, możemy powiedzieć inaczej: "Jakoś tak mam, że jest dla mnie ważne, jak się je. I jak mlaszczesz, ja czuję, że się zawstydzam. Ważne jest dla mnie, żebyś zwrócił na to uwagę".

Czasami sami prosimy o szczerość. Po 15 latach bycia razem mój mąż już wie, że kiedy pytam go o zdanie, to proszę o całkowitą szczerość. Ale na początku sądził, że chodziło mi o to, żeby mnie upewnił w moim zdaniu. Prosty przykład dotyczy oczywiście ubrań i wyglądu.

To są sytuacje, w których obie strony stają w obliczu dylematu, o co partner tak naprawdę prosi. Czy chce usłyszeć słowa, po których poczuje się lepiej, a przynajmniej nie gorzej, czy pytanie jest elementem damsko-męskiej gry w uwodzenie i podziwianie, czy jesteśmy po prostu najbliższym lub jedynym dostępnym doradcą.

Jak poznać potrzebę pytającego?

Nie wiem. Obawiam się, że pary muszą się same nauczyć rozpoznawać te potrzeby.

Mamy prawo do swoich tajemnic w związku?

W parze jesteśmy "my", "ty" i "ja". To są dwa zbiory z obszarem wspólnym, ale i rozłącznym.

Dość powszechna i silna obecnie w naszej kulturze jest norma lojalności w związku. W pracy z parami widać, że zwykle lepiej funkcjonują te z nich, które się wyodrębniły: są "oni" jako para i "inni". Także w młodych związkach, kiedy partnerzy separują się  od swoich rodzin, stają się lojalni wobec siebie i często oznacza to, że tę lojalność stawiają wyżej niż lojalność wobec rodziców. W sytuacji konfliktu stają murem za sobą, mimo że więzy z rodziną pochodzenia są bardzo silne.

Kiedy natomiast przychodzą do mnie pary w kryzysie, bywa, że dotyczy on roszczenia, żeby było tylko to "my". To konflikt, bo ktoś musiałby porzucić swoje "ja". Dla niektórych bliskość oznacza fuzję, połączenie, w którym nie ma granic. I stąd stały niepokój, że ktoś się może zechcieć rozdzielić. Ktoś albo ja.

No właśnie, a rozdzieleniem, na które spuszcza się zasłonę tajemnicy, są na przykład wieczory kawalerskie czy jednopłciowe wyjazdy bez rodzin i partnerów. Ja z założenia w takie eskapady nie wnikam. Ufam, nie muszę wiedzieć wszystkiego.

Gdyby wziąć partnerów osób z jednego takiego wyjazdu czy wieczoru kawalerskiego, to mogłoby się okazać, że między nimi są duże różnice w sposobach przeżywania tej rozłąki. Jedni mają tak jak ty: ufam, nie muszę wiedzieć wszystkiego. Ale inni z różnych powodów źle znoszą wiadomość, że partner czy partnerka poszli do klubu i "wspaniale bawili się w towarzystwie miłych pań lub miłych panów".

To zależy i od historii pary, i od indywidualnych historii ludzi, którzy ją tworzą, ale też od różnych sytuacji, które w parze się dzieją. Jeśli jest to na przykład para, która choćby w związku ze staraniem się o dziecko przeżywa pewien kryzys w swojej intymności, seksualności, to lęk przed zdradą jest wysoki. Ma on poniekąd swoje uzasadnienie w ich kryzysie, przez co poziom zaufania do partnera może być niski.

Żartując nieco, powiem, że o męskich wypadach często się nie mówi, nie dlatego, że działy się tam mroczne rzeczy, ale dlatego, że o nich nie da się nic konkretnego powiedzieć. Żarty są sytuacyjne - ktoś kogoś pacnął, ktoś coś powiedział. Partnerka pyta: "no i co tam u tego Staśka słychać?, trzy dni razem byliście" i słyszy: "nie wiem, co słychać, my nie rozmawialiśmy o tym, co u kogo słychać!". I ona się wtedy zastanawia, "jak nie o tym, no to o czym"?

Granice szczerości w związkuGranice szczerości w związku Fot. Archiwum prywatne

Co zrobić, jeśli jesteśmy w parze deklarującej transparentność i druga strona odkrywa, że jednak nie jesteśmy szczerzy? Podam przykład zaczerpnięty z zamkniętej grupy facebookowej zrzeszającej głównie dość młode kobiety. Jedna z nich pisze, że w śmietniku znalazła zużyte chusteczki higieniczne - dowód, że partner się masturbuje. Naruszyła jego intymność, odkryła sytuację, przez którą przecież nic nie traci, i skonfrontowała z tym partnera.

Zadałbym wcześniej pytanie: skoro ona nic na tym nie traci, to co sprawia, że w ogóle konfrontuje sytuację? Być może wynika to z niskiego poziomu edukacji seksualnej w Polsce, czego efektem jest jej stereotypowe przekonanie, że masturbacja to zło. Jeżeli jednak nie o to chodzi, to może w relacji pary jest coś, co sprawia, że takie odkrycie nabiera innego znaczenia. Może ona wcale nie czuje, że nic nie traci. Jeśli np. ich seksualność jest w kryzysie, to jest to kontekst, który sprawia, że odkrycie chusteczek może być bolesne i wcale nie o brak transparentności w zakresie życia autoerotycznego tu chodzi.

W gabinecie spotkać można pary, które wiedzą, że partner się masturbuje, ma własne życie erotyczne i jest na to zgoda. Ale może być też tak, że partner chce nam coś nieświadomie zakomunikować - bo chusteczek jest więcej albo zostają na widoku. Dobrze się nad tą kwestią pochylić.

A co ma zrobić partner konfrontowany z odkryciem? Taki, którego granice intymności zostały przekroczone? Twardo się postawić? Lepiej się kamuflować?

Zadając takie pytania, patrzymy na relację jako walkę, jako konieczność stawiania granic. Wydaje mi się, że jeśli w relacji nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o strach. Warto, żeby mężczyzna czuł się na siłach zapytać, co jego partnerkę w tej sytuacji niepokoi, co sprawia, że ona tak bardzo tę sytuację przeżywa. Z czym to jest związane. Taka rozmowa jest okazją do szczerości, która buduje bliskość.

Jest w naszym sekretnym życiu poza zbiorem "my" pole do negocjacji z partnerem? Możemy być z wegetarianinem, sami będąc mięsożercami.

Znam taką parę. Ona - wegetarianka, on - ograniczający spożycie mięsa, ale raz na pewien czas ma ochotę na soczystego burgera. Wypracowali taki układ, że on burgera je, ona wie, że on je, ale on jej nie mówi, że jadł. Jej nie wkurza to, że on zjadł, ale denerwowałoby ją, gdyby jej o tym mówił. I tak sobie egzystują.

Być może inna para miałaby inny układ - ona wolałaby wiedzieć, kiedy on zjadł steka, żeby móc spać tego dnia na kanapie i nie musieć wdychać jego mięsnego oddechu. Jest tu pole do negocjacji, poszukiwań i szczerego opowiadania sobie o tym, co jest dla nas ważne, co dla nas możliwe, a co nie do przekroczenia.

Z wieloma rzeczami, w których doświadczamy ogromnych różnic, radzimy sobie w związkach w ten sposób, że wolimy o nich nie wiedzieć. Kojarzę parę, w której obszarem różnicy było rekreacyjne używanie marihuany przez kobietę. Inny chłopak miał za sobą burzliwą przeszłość i raz na jakiś czas miał potrzebę "pójść w noc" i zachowywać się jak kiedyś. Te pary bardzo świadomie dały sobie zgodę na swoje potrzeby.

Tutaj ważny jest szacunek. Bo my często nie chcemy uszanować dzielących nas różnic, tylko skolonizować je: "moje jest mojsze, więc chcę, żebyś myślała jak ja". Partnerka tego imprezowego chłopaka miała na tyle dużo siły i zaufania, że poprosiła, żeby on po imprezach dogorywał w hotelu, a do domu wracał, jak już wszystko z niego zejdzie.

To bardzo dojrzałe podejście do tematu. Wydaje mi się, że bardziej naturalną reakcją jest ucieczka poza szczerość i zejście do podziemia, czyli ukrywanie się z naszymi potrzebami. Coś partnerowi przeszkadza, nasza szczerość wywołuje jego sprzeciw, więc kamuflujemy się.

Kłopot jest taki, że w podziemiach jest się samemu. Nie ma osoby, z którą chce się być blisko.

Często też rezygnujemy z ważnych dla nas rzeczy dla dobra innych. Na przykład po to, żeby móc być z kimś, na kim nam zależy.

Trafiają do ciebie pary, których naczelną zasadą w związku jest transparentność i szczerość, o której rozmawiamy?

To są czasem bardzo młode pary - zarówno pod względem wieku partnerów, jak i stażu związku. Czasem mają po 21 lat i są ze sobą cztery miesiące. One mają w swoich wyobrażeniach o tej relacji bardzo aktywną normę pełnej szczerości i transparentności. W przypadku młodych par często chodzi o to, że oto wreszcie znaleźli kogoś, kto ich akceptuje, z kim mogą i chcą być naprawdę blisko. A skoro blisko, to czemu nie jeszcze bliżej, najbliżej jak się da. Aż do robienia wszystkiego razem, pełnego zlania.

Ta fuzja nie trwa jednak wiecznie i często nagle partnerzy orientują się, że są między nimi różnice, że nie są dwiema połówkami jabłka, tylko połówką melona i mandarynki. I to budzi lęk. Bliskość nie znaczy transparentność, a transparentność niekoniecznie bliskości służy. Taka szczerość niekoniecznie sprawia, że czujemy się dobrze, bezpiecznie. W każdym razie nie w wersji totalnej. Jest też dość nudna, bo nie pozostawia miejsca na tajemnicę i fascynację.

Bartosz Szymczyk – psycholog, psychoterapeuta PTP w trakcie certyfikacji i terapeuta rodzinny. Pomaga parom i rodzinom przezwyciężać kryzysy: relacyjne i wychowawcze. Pracuje indywidualnie z osobami doświadczającymi lęku, przygnębienia i zagubienia. Prowadzi konsultacje i terapię. Współtwórca Ogrodów Zmian - ośrodka naukowo-terapeutycznego.

Ola Długołęcka. Redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.

Więcej o: