Masz spotkać się z eks, więc starasz się lepiej wyglądać? Może ta relacja nie jest "czystym układem"

Czy ekspartnerzy powinni być dla nas wciąż ważni po rozstaniu? Psycholożka Katarzyna Szostak wyjaśnia, dlaczego ciepłe relacje z eksem są prawdziwą rzadkością.

Aktualny partner prosi o zerwanie wszelkich kontaktów z byłym - czy to nie jest forma kontroli, narzucania nam tego, z kim wolno, a z kim nie wolno się spotykać?

Na taką prośbę można zareagować alergicznie. Rzeczywiście, gdy ktoś dorosłej osobie mówi, że z kimś nie powinna się spotykać, jest to kontrowersyjne. Warto jednak pomyśleć o tym inaczej: jasne, ważne są nasze potrzeby, ale w związku istotne są też potrzeby partnera i myślenie o tym, co jest dobre dla relacji. Ta relacja powinna być dla nas priorytetem: dbanie o nią, rozwijanie jej. To o nią chcemy się troszczyć, a nie o relację z byłym. Bo jeśli bardziej zależy nam na byłym niż na aktualnym partnerze, to może powinniśmy do eks wrócić.

Trzeba się zastanowić, co przyniesie związkowi większą korzyść: moje kontakty z byłym - pomimo kosztów, jakie ponosi obecny - czy dobre samopoczucie aktualnego partnera. Nie ma ludzi idealnych, każdy ma swoje demony, jednak narażanie partnera na terror spotykania się z eksem na przykład kilka razy w miesiącu może być dla niego dotkliwym doświadczeniem, z którym trudno będzie mu sobie poradzić. To będzie psuło obecną relację. Od pewnych rzeczy lepiej się powstrzymać.

A może  - jeśli dla nas ta więź z eks jest ważna - spotykać się, ale przemilczeć spotkania? Na zasadzie: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal?

To jest nie w porządku, bo oszukujemy partnera, a na kłamstwie ciężko budować związek. W takim przypadku czas zadać sobie pytanie: Z jakiego powodu ten były partner jest dla mnie tak ważny, że jestem gotów okłamywać obecnego? Bo coś jest chyba niezamknięte, skoro on jest wciąż tak istotny i obecny.

Jeśli mamy z poprzedniego związku dzieci, zawsze będziemy z byłym czy byłą w relacji. Ale jeśli bezdzietna para się rozstaje - jak to powinno wyglądać? Ekspartnerzy powinni zerwać ze sobą wszystkie kontakty, przestać dla siebie istnieć?

W psychologii nie ma złotych zasad, dzięki którym dowiemy się, "jak powinno być". Nie ma jednej drogi, której wszyscy powinni się trzymać, i gwarancji, że jak ją wybierzemy, to będziemy szczęśliwi. Sami sobie musimy zadać pytanie: Co będzie dla mnie z większą korzyścią - czy jeśli zerwiemy kontakt, czy jeśli będziemy go utrzymywać?

To tych dwoje bezdzietnych ludzi musi przemyśleć: po co im kontakt z byłym partnerem? Do czego on jest potrzebny? Jeżeli ten były jest taki fajny, to dlaczego związek z nim się zakończył? Łatwo o zapędzenie się w ślepą uliczkę - relację, która nie jest związkiem, a w której wciąż jest zaangażowanie w tego mężczyznę czy tę kobietę. W takich okolicznościach nie ma szansy na zbudowanie niczego nowego z inną osobą.

Czy osoba porzucona może mieć większy sentyment do partnera? I dlatego nie chce zrywać znajomości?

Absolutnie tak! Osoba, która decyduje o rozstaniu, cały proces i przynajmniej częściowe przeżywanie zerwania tej więzi przerabia dużo wcześniej - zanim porzuci, odejdzie. Podejmuje decyzje, może nawet małe kroki, przemyśliwuje je. Często zbiera dowody potwierdzające słuszność tego, co planuje.

Osoba porzucona albo się tego spodziewa, albo jest to dla niej jak grom z jasnego nieba. Jeśli się dużo kłócimy, może chodzimy nawet na terapię, to już raczej w jakimś stopniu bierzemy pod uwagę możliwość rozstania. Jest ono inne niż kiedy partner odchodzi z dnia na dzień. Wtedy proces pogodzenia się z rozstaniem rozpoczyna się od przeżycia szoku, że w ogóle do niego dochodzi.

Tym bardziej jeśli zostaliśmy porzuceni, musimy się zastanowić, dlaczego chcemy być blisko ekspartnera. Może chcemy pokazać mu, że się zmieniliśmy i w ten sposób go odzyskać?

Czy przyjaźń dwojga ludzi, którzy się rozstali, i utrzymywanie przez nich dobrych relacji, niewychodzących poza tę przyjaźń, jest możliwa?

Tak, ale musimy ustalić zasady, na jakich budujemy teraz relację, do czego jest nam potrzebna, co chcemy, żeby nas łączyło. Jak już powiedziałam, kluczowe jest, żeby te kontakty z ekspartnerem za bardzo nas nie wiązały, bo nie stworzymy nowego związku. Nasze uwaga, czas i zaangażowanie, zwłaszcza we współczesnym świecie, są limitowane. Dając je byłemu, odbieramy je nowemu partnerowi.

Jak się było z kimś przez dłuższy czas, to ma się z tą osobą bliską więź. Zakładam, że po wspólnie podjętej decyzji, że miłość się wypaliła i czas się rozstać, mogą w ekspartnerach pozostać ciepłe uczucia, pozbawione podtekstów erotycznych. Ja nie widzę nic złego w tym, że ktoś, kto był dla mnie ważny przez dużą część mojego życia, wciąż pozostaje w mojej orbicie.

Taka relacja jest możliwa, ale jest także bardzo trudna i bardzo rzadka. Uzależniona od wielu czynników, też takich, na które częściowo nie mamy wpływu, jak właśnie ewentualna zazdrość obecnych partnerów. Do takiej relacji potrzeba aż czterech dojrzałych emocjonalnie osób: nas i tych, z którymi dziś jesteśmy w związku. Dla wszystkich musi to być w porządku, u żadnego nie wzbudzać niepokoju.

A rzadko się zdarza, żeby ta relacja była na tyle pozbawiona różnych zabarwień, żeby można ją uznać za przyjaźń bez podtekstów. Jeśli żywimy do byłego ciepłe uczucia, to pomyślmy też o tym, że łatwo o nie być zazdrosnym. Bo do ciepłych uczuć ma większe prawo obecny, a nie były partner.

Mówisz o podtekstach. Jak mamy się zorientować, co stoi za chęcią podtrzymywania kontaktów z byłym?

Należałoby najpierw zapytać samego siebie. Czasami trudno jest być ze sobą szczerym, nie okłamywać się. Może nam w tym pomóc przyjaciel, który dostrzeże ten sentyment, jaki były ma do nas. Albo psychoterapeuta, który ma umiejętności pozwalające tak podrążyć temat, żeby odkrycie emocji było prostsze.

Większość z nas jest się w stanie złapać na tym, że na spotkanie z byłym partnerem ładniej się ubiera, perfumuje, maluje, goli nogi i wkłada sexy bieliznę. Czujemy dreszcz emocji, podekscytowanie - to świadczy o tym, że nasze emocje są nieuświadomione, ale są. Może ktoś nam na to zwróci uwagę, może po czasie je sami zauważymy.

Czy byli partnerzy są nam potrzebni do szczęścia?Czy byli partnerzy są nam potrzebni do szczęścia? Fot. Shutterstock

A jeśli moje intencje są czyste, to po czym mogę poznać, że po drugiej stronie mogą być jakieś ukryte oczekiwania?

Niestety, nie ma takiego narzędzia. O ile ta osoba nie wyraża ich wprost, często po prostu czujemy, że ma w stosunku do nas oczekiwania czy próbuje przekroczyć pewne granice.

Jakie jeszcze możemy mieć ukryte powody, dla których chcemy podtrzymywać kontakty z byłymi?

Ekspartnera możemy traktować jako wyjście awaryjne: jak znudzi mi się bycie singlem albo nie wyjdzie z osobą, z którą teraz się spotykam, to mam koło ratunkowe. To jest bardzo nie w porządku dla byłego partnera. Zdarza się też, że eks jest traktowany jako osoba, z którą zaspokaja się potrzeby seksualne - to znowu jest przedmiotowe traktowanie.

Co zrobić, kiedy ktoś utrzymuje kontakt ze wszystkimi swoimi byłymi partnerami, a aktualny ma alergię tylko na jednego?

To, że ktoś się przyjaźni ze wszystkimi eksami, na coś wskazuje – być może na niecodzienną umiejętność budowania i podtrzymywania relacji. A może były to powierzchowne związki, albo taka osoba ma problem z rozstawaniem się? Albo chce kontrolować byłych lub dowartościować się – może dobrze się czuje z tym, że eksowie są w pobliżu? Wszystkie te sytuacje dają pole do autorefleksji.

A o to, dlaczego obecny partner ma alergię na jednego konkretnego, to już trzeba by partnera zapytać. Dowiedzieć się, jakie uczucia ten eks wzbudza. Być może w odczuciu aktualnego partnera akurat ten konkretny jest wyjątkowo przystojny. Trudno zgadywać, bo każdy z nas ma swoje kompleksy i przemyślenia. Być może nasz partner zauważa czy wyczuwa, że ta relacja jest jednak inna od relacji z pozostałymi byłymi – że kontakt jest częstszy, więcej w nim dotyku. Jeśli nie porozmawiamy, to nie zgadniemy.

Można jakoś pomóc w uspokojeniu zazdrości o eksa? Chodzi mi o przypadek, w którym chociaż nie utrzymujemy kontaktów, to czasami nasz aktualny partner wpada na byłego.

Można mu przypominać, że wybraliśmy jego, że to on jest dla nas najważniejszy. Zadbać o niego w sytuacji spotkania np. na imprezie - przytulić, pocałować, skomplementować. Jeśli ta zazdrość jest chorobliwa, to można zasugerować, żeby skorzystał z pomocy - dla jego własnego dobra poszedł na terapię. Bo brak zaufania ze strony partnera blokuje rozwój związku.

Czy byli partnerzy są nam potrzebni do szczęścia?Czy byli partnerzy są nam potrzebni do szczęścia? Fot. Shutterstock

Chociaż na moje pierwsze pytanie nie odpowiedziałaś jednoznacznie, to czuję, że jednak uważasz, że za rozstaniem powinno iść zerwanie kontaktów z byłym partnerem.

Rzeczywiście, ale to wynika z tego, że naprawdę bardzo, bardzo trudno stworzyć taką relację, która będzie czysta i dobra dla wszystkich - także obecnych partnerów. Potrzeba ogromnej dojrzałości emocjonalnej, pewności siebie, otwartości, świadomości, że sami ze sobą jesteśmy poukładani. Bardziej realne jest wzajemne tolerowanie się i nieuciekanie na drugą stronę ulicy, kiedy widzimy byłego.

Kiedyś pewnie zerwanie kontaktów było łatwe. Teraz mamy media społecznościowe i odszukanie byłego zajmuje chwilę - łatwo jest wyciągnąć ją czy jego z przeszłości. Co może prowokować taką chęć?

Rozstanie jest stratą ważnej osoby, po której przeżywamy żałobę. Żałoba to proces. Jeśli utrzymujemy kontakt z byłym partnerem, zaburzamy go. "Podglądając" osobę, z którą kiedyś tworzyło się związek, łatwo wzbudzić w sobie nadzieję, żal, złość. Jeśli widzę, że jemu czy jej świetnie się powodzi, jest w nowej relacji z atrakcyjną osobą, to wywołuje we mnie emocje. Po co to sobie robię? Jaki mam cel? Chcę „przypadkiem” na niego wpaść i pokazać mu, jak wypiękniałam i jaki sukces odniosłam? Chcę zobaczyć, jak sobie radzi po rozstaniu? Kto szybciej układa sobie życie? Obserwowanie byłego to wzbudzanie myśli na jego temat. Trudno rozstać się z kimś, o kim nieustannie myślimy.

Znam kobietę, która od liceum zastanawia się, co sprawiło, że ekschłopak, z którym się spotykała, nagle - z dnia na dzień - zerwał z nią kontakt. Ona uważa, że to przez lampę na wysięgniku, którą on obniżył, żeby coś lepiej oświetlić. Ta lampa była strasznie zakurzona, a ona podejrzewa, że "on uznał, że ona jest flejtuchą i dlatego przepadł". Chętnie dowiedziałaby się, co się stało.

Takie domknięcie na pewno ułatwiłoby przepracowanie porzucenia. Jej się wydaje, że to klosz był powodem. Jakie były jego powody - tego ona nie wie. Ja jednak do takich powrotów nie zachęcam. Z jakiejś przyczyny ten mężczyzna zniknął. Ja bym taką - mniej czy bardziej dojrzałą - decyzję uszanowała. Być może on miał jakieś własne obawy, opory. Jeśli to był pojedynczy przypadek, pewnie problem tkwił w nim, jeśli jesteśmy ciągle nagle porzucani - to warto przyjrzeć się sobie.

Masz klientów, dla których byli partnerzy są tematem do przepracowania?

Tak, ma to np. miejsce w przypadku kobiet, które są zaskakiwane informacją o rozwodzie. A są zaskakiwane, bo mężczyźni rzadziej okazują uczucia, rozmawiają o emocjach, proponują zmiany, wyrażają potrzeby. Częściej niż kobiety tłumią to w sobie. Trafiają więc do mnie kobiety po rozstaniu, które chcą zrobić wszystko, żeby do partnera wrócić, a to jest z kolei przeszkodą w pogodzeniu się z jego decyzją czy stworzeniu nowej relacji. Trafiają też takie, które chcą się poprzyglądać powodom, dla których związek się zakończył, aby w przyszłości budować relacje już inaczej.

Moje klientki muszą przejść żałobę po związku, bo bez tego nie będą gotowe na kogoś nowego. Jeśli kobieta ma dziecko lub dzieci, a były zajmuje się nimi np. w co drugi weekend, to może się pojawić poczucie niesprawiedliwości, że on ma więcej czasu na przykład na budowanie nowej relacji. Wspólne potomstwo powoduje, że jego matka czy ojciec zawsze będą obecni w naszym życiu – taka osoba zawsze będzie częścią każdej naszej relacji. Zamykanie oczu i udawanie, że jej nie ma, jest budowaniem ułudy i iluzji. To już zawsze będzie w jakimś stopniu trójkąt. Na poziomie rozumowym to jest oczywiste, ale na poziomie emocjonalnym już nie zawsze, także dla obecnego partnera. Ale to już temat na trochę inną rozmowę.

Katarzyna Szostak. Psycholożka oraz psychoterapeutka pracująca w nurcie integracyjnym. W terapii skupia się na empatycznym rozumieniu trudności klienta oraz wsparciu w ich rozwiązywaniu. Pracuje z dorosłymi i parami. Poza psychoterapią długoterminową udziela również wsparcia w kryzysie, konsultacji psychologicznych i seksuologicznych.

Ola Długołęcka. Redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.

Czy byli partnerzy są nam potrzebni do szczęścia?Czy byli partnerzy są nam potrzebni do szczęścia? Fot. Shutterstock

Więcej o: