Psychodietetyk: "Nadwaga jest objawem, nie przyczyną. Sama dieta tu nie pomoże" [WYWIAD]

19.05.2017 14:03
Dieta, żeby była skuteczna, musi stać się stylem życia.

Dieta, żeby była skuteczna, musi stać się stylem życia. (fot: istock.com; mat. prasowe)

"Zawsze powtarzam pacjentkom: gdy będziecie dla siebie takie niedobre, nigdy nie będziecie szczupłe, tylko sfrustrowane". O diecie, emocjach i szczęściu rozmawiamy z psychodietetyczką - Elżbietą Lange.

Iwona Ludwinek-Zarzeka: Kto najczęściej przychodzi do psychodietetyka po pomoc?

Elżbieta Lange: Przychodzą głównie panie, chociaż statystycznie to przecież mężczyźni mają większy problem z nadwagą. Jeśli pojawia się u mnie mężczyzna, to w momencie, gdy sprawa jest naprawdę poważna. Duża otyłość, problemy ze zdrowiem, ale też i wtedy, gdy nadwaga znacznie przeszkadza w karierze zawodowej.

Z kolei panie borykają się zwykle z tzw. głodem emocjonalnym, chociaż rzadko która zdaje sobie z tego sprawę. Te panie wiedzą o diecie wszystko. Znają nowinki, wiedzą co ile ma kalorii, ile czego powinno się jeść, są lepiej wyedukowane ode mnie. Odchudzają się pół życia, niestety bezskutecznie. Przychodzi moment że mają dosyć tej nieustającej walki.

Jeśli mają taką wiedzę i tak im zależy na schudnięciu, to dlaczego im się nie udaje?

- Jest kilka powodów. Po pierwsze z każdą próbą podjęcia diety, maleje motywacja i siły do działania. Myśli się tylko o tym, że znowu się nie udało. A dlaczego? Bo diety nie działają na dłuższą metę. One dają efekty tylko wtedy, gdy się je stosuje, a później wszystko wraca do „normy”. Żeby się udało, trzeba zmienić sposób myślenia, nawyki. Dieta, a właściwie sposób odżywiania, ma stać się stylem życia, sposobem na życie. Ale takim, który będzie mi służył. Z którym będę się dobrze czuła, który będzie mi odpowiadał. A nie skopiowany schemat, który nijak ma się do mojej codzienności.

Mało tego. Wiedza często przegrywa z emocjami. Emocje rządzą się swoimi prawami, dlatego ja szukam z pacjentką emocjonalnej przyczyny niepowodzenia. Często okazuje się, że problem nie leży tylko w nieakceptowaniu tego, jak się wygląda, problem bywa bardziej złożony. Nadwaga wtedy jest objawem, a nie przyczyną problemu. Objawem zaniedbań na wielu płaszczyznach.

To znaczy?

- Panie często budują poczucie własnej wartości głównie na tym, jak wyglądają, zapominają często o tym, że jesteśmy czymś więcej. Ja, to nie tylko ciało, ale również pasje, umiejętności, osobowość. Na moje poczucie wartości składa się to kim jestem i co robię. Praca, rodzina, zainteresowania. Cele do których dążę. 

Dlaczego wiele kobiet tego nie dostrzega?

- To zjawisko zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Wpływ na to może mieć np. kontrolująca, a jednocześnie bardzo wymagająca mama, która stara się trzymać dziecko pod kloszem. Rodzi się wtedy u dziecka przekonanie, że nie jest się wystarczająco dobrym. Że musi być „jakieś”, najczęściej „idealne” by zasłużyć na uwagę czy pochwałę ze strony rodziców. I z tym przekonaniem idziemy w życie.

A czy problemem nie jest również to, że mamy zbyt emocjonalny stosunek do jedzenia?

- Oczywiście. W dzieciństwie bardzo szybko uczymy się, że za pomocą jedzenia możemy wiele ugrać. Tzw. niejadki stawiają granice właśnie w ten sposób, odmawiając jedzenia. 

Druga sprawa, jedzenie kojarzy nam się z poczuciem bezpieczeństwa. Zależność emocje-jedzenie rodzi się na bardzo wczesnym etapie. Gdy mama karmi dziecko piersią to równocześnie tuli głaszcze, okazuje miłość i ciepło. Dorastamy, ale to poczucie, że jedzenie spełni nasze potrzeby emocjonalne, często nie maleje. I zdarza się, że im więcej jest w naszym życiu deficytów, tym częściej zdarza nam się szukać rozwiązania w jedzeniu. Co oczywiście na dłuższą metę nie wychodzi.

Czego kobiety szukają w jedzeniu?

- Zajadamy smutek, złość, stres, brak sukcesów, samotność. Jedzenie staje się plasterkiem. Niestety to prowadzi do błędnego koła. Jemy, tyjemy, czujemy się beznadziejne. Podejmujemy próbę odchudzania się, bo wydaje nam się, że tylko w ten sposób osiągniemy szczęście. Że jak będziemy szczupłe, to wszystko się zmieni. Życie się ułoży, problemy znikną. Tymczasem nadwaga jest skutkiem, a nie przyczyną problemów. I od tego trzeba wyjść.

W swojej książce "Nie t(ł)ucz się dietami" wspomina pani, że życie osób odchudzających się, kręci się wokół diety.

- Tak, zatracają się zupełnie. Gubią w tym wszystkim siebie - pasje, dążenia. Ważne jest tylko to ile i co zjadłam, oraz czy i ile przytyłam lub schudłam. Nie ma miejsca na nic innego. To ogromny problem. Gdy panie odkrywają, ile czasu poświęcają na myślenie o jedzeniu lub schudnięciu to, są zaskoczone. Widzą, ile tracą na co dzień myśląc, że dopiero po schudnięciu zaczną żyć. Ponieważ bardzo często im się nie udaje w zasadzie swoje życie odkładają na „wieczne potem”.

Jak kobiety, które do pani przychodzą po pomoc, widzą swoje ciało?

- Strasznie, nie akceptują siebie, czasem wręcz brzydzą się swojego ciała. Naszym problemem jest to, że odrzucamy swoje ciała, traktujemy je instrumentalnie, nie szanujemy ich potrzeb. Myślimy, że wystarczy się ładnie ubrać, podciągnąć, odessać, nasmarować i wystarczy. Zapominamy, że ciało potrzebuje przede wszystkim ruchu, snu, dotyku, bliskości, dobrego odżywiania, nawodnienia. 

Różne badania pokazują, że nawet do 90 proc. kobiet, które mają wagę w normie i tak chciałyby wyglądać inaczej. Współczesne normy są mocno wyśrubowane. Karmi się nas iluzją jak powinnyśmy wyglądać, nierealnym, nierzeczywistym ideałem piękna, który jest wynikiem działania photoshopa, makijażystek i stylistek. Efekt jest taki, że 9-latki się odchudzają, bo chcą wyglądać jak panie z okładki.

A dietę uważają za karę...

- Oczywiście. Gdy Hipokrates tworzył termin „dieta”, to miał na myśli coś zupełnie innego niż to, jak patrzymy na dietę dziś. Wtedy to oznaczało: umiarkowanie w jedzeniu i piciu, świadomy styl życia, odpoczynek. Panie, które przychodzą do mnie ze świadomością, że muszą się odchudzać, załamują ręce. Bo dieta to zakazy, nakazy, głód, kontrola, wydawanie pieniędzy. Ale też dlatego, że tak nam się to sprzedaje. Chcemy szybkich sposobów, szybkich efektów. Z obietnicą wyszczuplenia przekazuje się obietnicę szczęścia. A szczupłe ciało, to tylko pewien procent, który na to szczęście się składa.

W takim razie od czego powinna zacząć osoba, która chce schudnąć?

- Od zmiany sposobu myślenia. Ja zawsze powtarzam swoim pacjentkom: gdy będziecie dla siebie takie niedobre, nigdy nie będziecie szczupłe, tylko sfrustrowane.

Mocne słowa.

- Mocne, ale taka jest prawda. Do procesu zmian można podejść z czułością, uważnością. W mądry i zdrowy sposób. Czyli przestać się odchudzać, a zacząć zmieniać styl życia, swoje nawyki, zastąpić je nowymi, zdrowymi. To ma być taki sposób odżywiania, z którym będziemy się czuć dobrze przez cały życie.

Po drugie poszukać motywacji. Ale takie prawdziwej, swojej, wewnętrznej. Nie w postaci wesela, wakacji, bo to minie, a my znów wrócimy do dawnej wagi. Trzeba znaleźć prawdziwy powód. Zadać sobie pytanie, dlaczego to jest dla mnie ważne. Jak ja będę się czuła, gdy schudnę, gdy będę odżywiała się zdrowiej. Często odchudzanie samo w sobie jest tylko środkiem do celu, a nie celem.

Trzeba też zrobić porządek z emocjami. Im większa pustka emocjonalna i deficyt tych podstawowych potrzeb emocjonalnych, tym więcej tego jedzenia potrzebujemy. Musimy więc znaleźć źródło, przyczynę naszego „głodu”.

Warto też pomyśleć o sobie obiektywnie. Nie jak o kimś grubym i beznadziejnym. Zobaczyć swoje mocne strony, ładne. I doceniać wysiłki, nagradzać się.

Warto stawiać sobie ambitne cele?

- Tak, ale podzielić je na mniejsze. Cieszyć się z 2-3 straconych kilogramów. Powiedzieć sobie wtedy miłe słowo, docenić się, że zrobiło się dobrą robotę. Wtedy odchudzanie nie jest tylko restrykcją, walką ze swoim ciałem, zmaganiem się z własną krytyką i wymaganiami.

Trzeba pamiętać, że im bardziej będziemy negować siebie i potrzeby swojego ciała, tym mniejsza szansa na to, że odniesiemy sukces. Badania pokazują, że osoby z wyższym poczuciem wartości lepiej się odżywiają. Bo przecież jeśli chcę o siebie zadbać, to nie będę się karmić czymś, co mi szkodzi. Chcę czuć się dobrze, być zdrowa. I wtedy automatycznie tzw. dieta nie jest problemem, wyzwaniem, ale czymś, co chcę wdrażać, bo mi na sobie zależy.

Elżbieta Lange - psychodietetyk, diet coach, trener zdrowego stylu życia. Autorka książek "Nie tłucz się dietami" oraz "Gdybym tylko schudła..." wyd. Zwierciadło. Książki można kupić na stronie wydawnictwa.  

psychodietetykapsychodietetyka mat. prasowe

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (13)
Psychodietetyk: "Nadwaga jest objawem, nie przyczyną. Sama dieta tu nie pomoże" [WYWIAD]
Zaloguj się
  • xyphaxer

    Oceniono 11 razy 9

    Ja jestem gruby bo mnie na to stać.

  • jagra2909

    Oceniono 10 razy 8

    Dobrze jest mieć piękne wnętrze, tylko co zrobić, jak nie ma nawet możliwości, aby je ukazać i nikt nie chce tego wnętrza poznać? Ludzie oceniają innych po wyglądzie i tego żadna psychoterapia nie zmieni - to tylko kolejny sposób zarabiania na ludzkich słabościach

  • purpleeyes

    Oceniono 5 razy 3

    " Przychodzą głównie panie, chociaż statystycznie to przecież mężczyźni mają większy problem z nadwagą." A według raportu WHO otyłych kobiet jest o 3,2% więcej niż otyłych mężczyzn, więc skąd ten wniosek pani dietetyk?

  • fidelitka

    Oceniono 3 razy 3

    U mnie wszystkie sfery, wymienione jako źródło poczucia swojej wartości i spełnienia, leżą. Ale przynajmniej gruba nie jestem.

  • alinaw1

    Oceniono 3 razy 1

    A pod wywiadem reklama kolejnego cudownego leku, ktory spowoduje utratę 20 cm w obwodzie. Tylko 190 zł. Bez komentarza...

  • edziulk_a

    Oceniono 6 razy -2

    Ja staram się i ćwiczyć i być na diecie. Dietę mam na 1500 kalorii, którą sobie zamawiam w lightdiet, bo nie mam czasu mocno gotować i pilnować ile kalorii już zjadłam a ile mi jeszcze zostało. Co do ćwiczeń to trenuje w domu i dodatkowo jeżdżę też rowerem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane