Skąd się bierze delikatność - od alpejskiej farmy po fabrykę czekolady Milka

Gdy próbujemy tej czekolady z zamkniętymi oczami, jesteśmy w stanie powiedzieć: "to Milka". Za jej charakterystyczny, delikatny smak odpowiada receptura, w której skład od ponad 100 lat wchodzi alpejskie mleko. Pozyskiwane jest ono z 800 niewielkich rodzinnych gospodarstw, na których średnio znajduje się tylko 60 krów. To z kolei pozwala czule troszczyć się o zwierzęta i środowisko, w którym żyją.

Co zrobić, by wyprodukować czekoladę? Należy doprowadzić do współpracy miazgę kakaową z kakaowym tłuszczem i wszystko to potraktować nutą słodkości wg tajemnej receptury. Jeśli mamy ochotę na czekoladę mleczną, należy pomyśleć o mleku. To podstawa. Co jednak należy uczynić, by powstała czekolada naprawdę dobra? Właściwie postępujemy tak samo, jednak dokładamy większej staranności i szukamy składników o jakości godnej pochwały. Pycha, jednak jeszcze daleko do nieba w gębie. Po to uczucie trzeba się udać w Alpy. Własnie tam, dzięki pasji i codziennej pracy farmerów oraz wyjątkowego alpejskiego mleka Szczęśliwych Krów, powstaje najdelikatniejsza czekolada Milka.

Milka. Jak to się zaczęło?


Krowa. Nie jakaś tam, tylko ras simentalskiej, holsztyno-fryzyjskiej, Evolene oraz Brown Swiss. Blisko dwieście lat temu ich wyjątkowość odkrył cukiernik, Philippe Suchard, który w roku 1901 postanowił spopularyzować czekoladę wysokiej jakości. To właśnie on wprowadził na rynek tradycyjną alpejską mleczną czekoladę wtedy znaną jako Suchard Milka. I tak, w liliowym opakowaniu, narodziła się Milka, którą znamy do dziś. Czekolada, której istotą stało się najwyższej jakości alpejskie mleko, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. Wciąż wierna swoim wartościom i, co najważniejsze, kubkom smakowym miłośników na całym świecie.

Akt pierwszy - Szczęśliwe Krowy na alpejskich polanach


By poznać osobiście sekret delikatności czekolady Milka, trzeba przebyć sporo kilometrów. Ja przebyłem. Drogą powietrzną, wodną, traktami bitymi i zielonymi. Lotnisko Chopina w Warszawie, Szwajcaria, Niemcy i Austria. Góry. Tam właśnie, na wysokości bardziej niż poważnej, znajduje się jedna z ośmiuset podobnych farm zawiadywanych od pokoleń, na których produkuje się mleko, będące sercem czekolady Milka. Babcia, rodzice, synowie. I około sześćdziesiąt krów. Ale innych od tych, które znamy powszechnie. Czyściutkie do przesady, mądre do granic. Zwierzęta dostojne, doskonale zdające sobie sprawę z własnej wartości, której nikt nie waży się negować.

Szczęśliwa Krowa lubi zdjęcia i głaskanieSzczęśliwa Krowa lubi zdjęcia i głaskanie fot. materiały prasowe


Krowa ma co robić. Najbardziej lubi skubać trawę i wypoczywać, a dwa razy dziennie dzieli się swoim skarbem. Rano i popołudniu opiekuńczy farmerzy doją się w specjalnie wydzielonych pomieszczeniach. Później kilka te sympatyczne zwierzęta mają kilka chwil czasu dla siebie. Głównie się integrują w dużym towarzystwie. Krowy sprawiają wrażenie, jakby wymieniały poglądy. Jedna kręci głową, druga robi skłony, trzecia się oblizuje. Kilka plotkuje, inne się kłócą. Normalna dyskusja. To bzdura, że krowy nie zmieniają zdania. Krowy z alpejskich wzgórz zmieniają. Wiem, widziałem to. Te krowy to niesamowite piękno, mają niezwykłe oczy i "ludzkie spojrzenie".
Jedna z krów niedawno została mamą. Urocza, mięciutka i pachnąca, jak to każdy cielaczek - kolejny w rodzinie Milka. Zostałem nawet uhonorowany i wraz z kolegami z wycieczki nadaliśmy dzieciakowi imię. Lućka. Musiało być na „el”, bo to krowy rodowodowe.
Zaczęło zmierzchać, pracowity dzień dobiegł kresu. Podobny do innych. Kolacja, degustujemy wyborne miejscowe specjały. Fantastyczne wrażenia, urzekająca sceneria Alp. Cisza. Niekiedy tak sugestywna, że aż słyszalna. W takich warunkach łatwo o refleksję.

Akt drugi - fabryka w Bludenz


Miasteczko. Przewodnik Wolfgang bierze sprawy w swoje ręce. Najpierw zostajemy ubrani ochronnie od stóp do głów. Czepek na brodę obowiązkowy, gdy zarost więcej niż przeciętny. Totalny zawrót głowy i to na słodko. Z wypiekami na twarzy zwiedzamy fabryczne muzeum.
Przed oczami przewija się, niczym płynna czekolada, historia marki Milka. Trochę efektów specjalnych - obserwujemy, jak bije prawdziwa czekoladowa fontanna. Wreszcie finał. Z taśm spływają tabliczki czekolady. Na przemian ludzie i maszyny opiekują się tym słodkim skarbem, a głowa, niczym podczas meczu tenisa, lata na boki. Wszechogarniający zapach czekolady i aromaty dodatków sprawiają, że człowiek zapomina nawet o głośnych maszynach. Mleko, przy którego "produkcji" byliśmy od początku do końca, swój wielki finał ma w tych idealnych kostkach czekolady. Fabryka marzenie, właściwie trochę kosmiczna. Cybernetycznie, ponadczasowo, praktycznie bez ludzi. Bo maszyny zrobiły za człowieka lwią część pracy.
Po uczcie dla oczu i nozdrzy nadszedł czas na sklepik fabryczny. Wypełniony jest od góry do dołu fioletowymi opakowaniami pełnymi dumy tego regionu - produktów Milka. Nikt nie opuścił fabryki bez połechtania podniebienia. Każdemu zrobiło się słodko.

Epilog - oczopląs


Galeria czekolady Milka imponuje. Gama produktów oszałamia. Fioletowa krowa jawi się jako stworzenie wybitne, trudne do jednoznacznego zdefiniowania. Opuszczamy fabrykę zadumani, zadowoleni i z nieukrywanym żalem. Będzie o czym opowiadać. Milka i wszystko słodkie i delikatne. Szczególnie wspomnienia. Bo aura delikatności unosi się nad całą "mleczno-czekoladową drogą". Od uczucia i sympatii, którymi alpejscy farmerzy od pokoleń darzą krowy, po odpowiedzialną i tradycyjną produkcję samej czekolady. Nie zapominajmy też o nas. Przecież wszystkie te składowe pod postacią delikatnej tabliczki czekolady pieszczą nasze podniebienia umilając chwile spędzone samemu lub w gronie najbliższych.

Więcej na stronie www.milka.com.pl