"Nie użyłam hasztagu #metoo. Może te "sytuacje" nie są na tyle poważne, żebym mogła rościć sobie do tego prawo?" [LIST]

W obecności Urszuli mężczyzna masturbował się. Inny włożył jej palce między pośladki. Molestował ją ojciec koleżanki. Przyznaje, że nie użyła hasztagu #metoo publicznie. Z obawy, że jej sytuacje na to "nie zasługują".

W niektórych komentarzach na Facebooku (co ciekawe również są to opinie kobiet) przeczytałam, że cała akcja #metoo jest trochę niewiarygodna. Dlaczego? Bo są różne rodzaje molestowania i kobiety nadinterpretują. Równają ze sobą "gorsze" molestowanie z jakimś "lepszym" molestowaniem. Nie mam pojęcia, gdzie według nich przebiega ta granica.

Dla mnie ogromnym plusem całej akcji jest nie tyle uświadomienie innym - głównie mężczyznom - skali problemu, co uświadomienie samej sobie, że to naprawdę jest problem i że takich jak ja jest wiele. Sytuacji, takich jak moje jest wiele.

Sytuacja numer 1

Kiedy miałam jakieś 13 lat i wracałam ze szkoły tramwajem, poczułam między pośladkami czyjeś palce. Odwróciłam się i widziałam starego faceta z obleśnym uśmiechem. Uciekłam na drugi koniec pojazdu.

Sytuacja numer 2

Kiedy miałam chyba 17 lat, w środku dnia, siedziałam nad rzeką i słuchałam na walkmanie Nirvany (pamiętam to jak dziś, płyta Unplugged). Kawałek dalej stał facet, dosyć młody. Widziałam, jak zaczął gmerać sobie w spodniach. Najpierw myślałam, że mi się tylko wydaje. Ale nie, ona zaczynał się masturbować. Ciągle się na mnie gapił. Bałam się ruszyć, uciec, bo nie wiedziałam, czy nie zacznie mnie gonić. Czułam się taka brudna. Po powrocie do domu polewałam się wodą pod prysznicem przez godzinę.

Sytuacja numer 3

Kilka miesięcy później. Sylwester u koleżanki w domu. Po fajerwerkach bawiliśmy się z jej rodzicami i ich znajomymi. Tańczyliśmy. Ojciec koleżanki zaprosił mnie do tańca, jest trochę podpity. Nagle poczułam, że wsunął mi rękę pod bluzkę i zaczął gładzić mnie po plecach, jednocześnie coś mi mamrotał do ucha. Niedaleko stała jego żona, ale z daleka wszystko wyglądało w porządku. Znowu czułam się brudna, przez kilka dni wyrzucałam sobie, że nie dałam mu w twarz. Całe wydarzenie dość długo mnie prześladowało w myślach, ale w końcu jakoś je przepracowałam psychicznie i zapominam.

Myślałam, że mam pecha

Długo myślałam, że po prostu miałam pecha. Że byłam jakimś wyjątkiem, bo większości kobiet takie sytuacje nie spotykają. #metoo uświadomiła mi, że w ten, czy inny sposób dotyka to wielu, zbyt wielu osób. I to nie tylko kobiet. I że często, tak jak ja, pozostajemy bierne wobec takich sytuacji.

Nie byłam zupełnie przygotowana na żadną z nich, nawet mimo tego, że mama uświadomiła mnie w kwestiach seksu i antykoncepcji. Jestem przerażona. Mam 5-miesięczną córkę i nie mam pojęcia, jak ja przygotować na coś takiego. Czy w ogóle można jakoś ją przygotować?

Nie użyłam hasztagu publicznie. Być może powinnam, ale nie chce, żeby mama czy partner pytali o szczegóły. Z drugiej strony być może moje "sytuacje" według niektórych nie są na tyle poważne, żebym mogła rościć sobie prawo do tego hasztagu.

Urszula

Od redakcji: Autorce tego listu dziękujemy za odwagę, którą znalazła w sobie, aby podzielić się z nami tą przejmującą historią.

Milczeliście wiele lat? Dotyczy Was problem molestowania? Podzielcie się swoją historią! Piszcie do nas! Czekamy na Wasze historie albo zdjęcia, którymi chcecie się podzielić. Wybrane teksty, za Waszą zgodą oczywiście, będą publikowane na kobieta.gazeta.pl. Autorom opublikowanych listów rewanżujemy się książkami. Czekamy na Wasze listy: kobieta@agora.pl

Komentarze (2)
"Nie użyłam hasztagu #metoo. Może te "sytuacje" nie są na tyle poważne, żebym mogła rościć sobie do tego prawo?" [LIST]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: andrus Artur

    Oceniono 3 razy 1

    A teraz, droga Gazeto, po okazaniu współczucia Urszuli z powodu jej strasznych przeżyć, zamieść następną fotorelacje z nagiej sesji modelki XXL plus, zaznaczając, że dopiero to pozwala się jej czuć kobietą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX