"Żaden, naprawdę żaden ginekolog nie okazał mi tyle ciepła, zrozumienia i wsparcia co profesor Dębski" [LIST]

Nasza czytelniczka doświadczyła tragedii - jej urodzona z wadą serca córeczka przeszła dwie operacje, żyła tylko 24 dni. Własne cierpienia nauczyły Kamilę, że nikt nie ma prawa osądzać ciężarnych ani wymagać od nich bohaterstwa.

W odpowiedzi na akcję tzw. "obrońców życia", którzy szkalują dobre imię ginekologa prof. Romualda Dębskiego z warszawskiego Szpitala Bielańskiego, publikujemy list naszej czytelniczki.

Nie rodziłam w Szpitalu Bielańskim. Profesora i jego żonę poznałam, kiedy byłam w ciąży z drugą córką. Okazało się że ma HLHS [HLHS - ang. Hypoplastic Left Heart Syndrome. Zespół niedorozwoju lewego serca - dziecko rodzi się tylko z prawą komorą i bez skomplikowanej operacji nie ma szansy na przeżycie, przyp. red.] i wtedy trafiłam na informację o zabiegach robionych przez dr Dębską.

Niestety, nasz przypadek nie kwalifikował się do interwencji. Łucja żyła 24 dni, przeszła dwie operacje serca, zmarła w Centrum Zdrowia Dziecka. Ale to, co mnie spotkało, pozwoliło mi poznać niezwykle zaangażowany zespół, który wraz z prof. Szymkiewicz-Dangel z Poradni USG Agatowa, walczy o każde życie.

Profesora Dębskiego poznałam pół roku po śmierci mojej córeczki. Poszłam do niego na pierwszą wizytę. Żaden, naprawdę żaden lekarz-ginekolog nigdy nie okazał mi tyle ciepła, zrozumienia i ludzkiego współczucia.

Profesor nie grzmiał na mnie, czterdziestolatkę, że pomimo wieku i tej tragedii marzę jeszcze o kolejnym dziecku. Dał mi nadzieję i wsparcie. I choć od tej wizyty minął prawie rok, a w ciążę nie udało mi się zajść, do końca życia będę pamiętała tę wizytę i profesora, który powiedział, że podziwia mnie za ratowanie życia Łucji, a na koniec objął mnie po ojcowsku i pocałował w czoło.

Wiecie, jestem katoliczką i wierzę w świętość życia. To, co przeszłam nauczyło mnie jednak, że nie każdy ma tyle wiary czy odwagi, by urodzić tak chore dziecko. Sama zastanawiam się, skąd wzięłam siły, aby to przetrwać. Nie oceniam kobiet, które nie mają odwagi podjąć się trudu urodzenia chorego dziecka, bo znam to z tej drugiej strony. Jako osoba wierząca mogę się pomodlić, a osądzać będzie je Bóg. Tak samo, jak nie mogę wymagać bohaterstwa, bo nie czarujmy się, to są niezwykle dramatyczne wybory.

Kampania pro-life jest brutalna i pełna kłamstw, nastawiona na tani i szybki efekt odrazy - więcej nią stracą niż zyskają. Zestawianie zdjęcia pana profesora z martwym płodem to tandetna próba zniszczenia jego wizerunku. Myślę jednak, że więcej jest nas, osób wdzięcznych mu niż tych go potępiających.

Kamila

***

Drodzy Czytelnicy! Z chęcią poznamy Waszą opinię na temat kampanii tzw. "obrońców życia" i Waszych doświadczeń związanych z zagrożonymi ciążami. Zapraszamy do pisania listów pod adres kobieta@agora.pl. Opublikowane listy docenimy książkami.

Więcej o: