"Życzę mu, aby był szczęśliwy. Ja nie będę. Ponoć miłość jest w kochającym, nie w kochanym. Ja zostałam ze swoją" [LIST]

Nasza czytelniczka przeżyła zdradę. Po ponad trzydziestu latach związku jej mąż odszedł do młodszej. Ma z nią dziecko, chociaż sam doczekał się już wnucząt. "Na razie uczę się siebie, bo na to nie miałam czasu. I czekam na pierwsze symptomy, że jest już lepiej - pisze doświadczona zdradą żona.

Nie tak miało być. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to mój Janek. Ponad 30 lat małżeństwa, trójka dzieci. Jego duma, bo przecież kocha dzieci, jest dla nich wyrocznią i autorytetem. Nie musiałam o nic pytać - wystarczyło nam jedno spojrzenie.

I między jedną, a drugą podróżą marzeń mail zamiast SMS-a - dziwny, do koleżanki z pracy z linkiem do piosenki. Wtedy pojechał, motocyklem, jak to określił "przed siebie". Ze zdenerwowania nie potrafiłam się skupić na żadnej pracy, sięgnęłam po tablet odruchowo. Wcale się nie krył, już nie kasował. 
"Tak, spotykam się z kimś, sypiam z nią" do dziś słyszę jego lakoniczne stwierdzenie. Ja rzeczowo: Czy jest w ciąży?, on: Nie, chyba nie. I potem trzy miesiące koszmaru na własne życzenie, bo zachciało mi się ratować związek. Pani, w wieku naszej córki, miała go w pracy, a ja po godzinach.

Romans banalny. „Janku, jak ty cudowanie radzisz sobie w pracy, a ja taka biedna, nikt mnie nie rozumie. Przecież nie będziemy rozmawiać na ulicy - chodźmy do hotelu. Nie musisz mieć prezerwatywy, ja prowadzę kalendarzyk małżeński”.

Na terapii małżeńskiej psycholog mało nie spadła z krzesła, gdy to usłyszała. Wstydziłam się za niego, niby kilka fakultetów, niby sześć dych na karku, a naiwny jak dziecko. I słowa syna, brutalne: Tato, zachowałeś się jak ostatni ch... Zamiast wyprowadzić się od mamy i wtedy układać sobie życie na boku, zacząłeś prowadzić podwójną grę.

Minął ponad rok. Ja go nadal kocham, chodzę na terapię, aby nauczyć się żyć bez niego. Z dziećmi nie ma kontaktu, nie pytam dlaczego. Są dorosłe, ich sprawa. Pewnie ciekawiej byłoby posłuchać jego. Jak to wygląda z jego perspektywy, gdy po wielu latach budowania pozycji, rodziny, domu, z dnia na dzień wyprowadza się do mieszkanka, dziecka z pierwszego małżeństwa, które jest w wieku wnuka, drugiego (podobno jego), które wymaga ciągłej opieki medycznej i rehabilitacji, z kobietą po rozwodzie i traumie związanej ze śmiercią dziecka.

Życzę mu, żeby był szczęśliwy - przynajmniej on. Ja nie będę. Podobno miłość jest w kochających, a nie w kochanych. Ja zostałam ze swoją, jak ta sierota. Wydaje mi się, że wszystko już za mną. A pocieszenie w stylu "dasz radę, masz dzieci i wnuki", nie działa. Na razie uczę się siebie, bo na to jakoś nie miałam czasu. I czekam z niecierpliwością na pierwsze symptomy, że jest już lepiej.

Doświadczona zdradą żona

***

Bardzo zależy nam na Waszych listach. Jeśli chcecie podzielić się z nami swoją historią, piszcie na adres kobieta@agora.pl. Opublikowane listy docenimy książkami.

Więcej o:
Komentarze (99)
"Życzę mu, aby był szczęśliwy. Ja nie będę. Ponoć miłość jest w kochającym, nie w kochanym. Ja zostałam ze swoją" [LIST]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: ika

    Oceniono 49 razy 41

    No więc mamy Janeczka koło 60-tki w małym mieszkanku z nową kobietą w wieku swojej córki i dwojgiem dzieci - pierwsze ze związku swojej partnerki i drugie maleńkie wspólne.
    Facet z pozycją, rodziną i podróżami marzeń, odchowanymi dziećmi i wolnością od obowiązków rodzicielskich zaczyna od początku: pieluchy, nieprzespane noce, gorączki, kupki, klocki, piłki, dmuchane materace, rowerki .... a pesel przygniata chłopa.
    Zdradzona Żono Janka - Twój były mąż każdego dnia, każdej minuty, tysiące razy jest przerażony tym co zrobił ze swoim życiem, a Twoim i waszej rodziny przy okazji.
    Nie ma kontaktu z waszymi dziećmi, to nic dziwnego - przecież w swoich własnych oczach czuje się człowiekiem z innego świata. Nie ma im nic do zaoferowania - żadnej ojcowskiej mądrości.
    Fascynacja młodą kobietą, nawet największa już po 2-3 latach przemija, a zostaje proza codzienności oraz perspektywa tyrania do końca życia, bo przecież to nowe życie jest całkiem kosztowne. W perspektywie ma ok. 18-20 lat pracy, bo te dzieci trzeba wychować i wykształcić. Cena jaką zapłaci jest ogromna i dobrze mu tak.
    Trudno jest kobiecie zdradzonej po 30 latach małżeństwa pozbierać się i zacząć żyć dla siebie. Żadne rady nie pomogą, ale udało Ci się przetrwać już rok i żyjesz!!!
    Bądź wreszcie dobra dla siebie i rób tylko to co sprawia Tobie przyjemność - nie dzieciom, nie wnukom - tylko Tobie.
    Zacznij chodzić na basen czy pilates, albo kijki (nordic walking), bo wysiłek fizyczny pozwala wyłączyć myślenie. Weź psa ze schroniska to zawsze będzie na Ciebie czekał. Wyrzuć stare rzeczy, przemebluj mieszkanie. Zrób cokolwiek, co zmieni dotychczasową rutynę własnego życia, którego częścią był mąż.
    Trzymam kciuki!

  • icehunter

    Oceniono 46 razy 26

    W życiu nie ma niczego i nikogo na zawsze. Nie wiem skąd w ludziach przekonanie czy wiara, że będzie inaczej.

  • nekaj

    Oceniono 25 razy 11

    jesteś mądra
    jesteś dobra
    jesteś piękna
    nie patrz w za siebie
    patrz przed siebie
    czaka na Ciebie piękno
    czeka na Ciebie dobro
    czeka na Ciebie mądrość pełniejsza niż Twoja
    po prosu idź przed siebie

  • Gość: Zenek M

    Oceniono 24 razy 10

    Też mi wielkie halo. Mnie moja była żona zdradziła na wakacjach z albańskim bru..sen, kelnerem. 2 dzieci, 45 lat. Już nie wierzę w małżeństwo a tym bardziej w miłość. Wszystko to huć.

  • izarider

    Oceniono 18 razy 8

    List jakich wiele, przypadek jakich miliony. Tak już jest na tym świecie, że faceci zawsze lecą do młodszych, ładniejszych, bez zmarszczek. Ich to rajcuje, że taka młoda d... na nich niby leci... A one po prostu łapią ich, tych starców, bo młodsi faceci nie zwracają na nie uwagi, najwyraźniej są beznadziejne.

  • Gość: bb

    Oceniono 7 razy 7

    Nic nigdy nie jest w życiu na zawsze. I nikt w naszym życiu nie jest ważniejszy od nas samych. Trzeba być dobrym, miłym, otwartym. Warto kochać ale nigdy nie wolno spalać się dla miłości, nigdy. Zdrowy egoizm a przede wszystkim szacunek do siebie - polecam. Mam 25 lat i już to wiem.

  • Gość: Joanna Majka

    Oceniono 7 razy 7

    To musi boleć i będzie bolało... jednym zajmuje dojście do siebie rok innym kilka lat... ja może trochę inaczej... bo jestem młoda z 30stką na karku, ale przeżyłam to jak mężczyzna zostawił mnie z półroczną córką... po kilku latach związku i planowania wspólnej przyszłości taki cios... ale minęło trochę czasu, trochę ludzi przede wszystkim rodzina mi pomogła, a teraz z ojcem dziecka mam stosunki przyjacielskie, z jego nową partnerką dla której mnie zostawił też, a jestem w na razie szczęśliwym nowym związku... ale ktoś powie, że jestem młoda... a tu Pani jest już w wieku gdzie wydawałoby się, że nie ma sensu układać sobie nic od nowa... nic bardziej mylnego... skoro ma Pani już odchowane dzieci, właśnie teraz ma Pani możliwość odkryć nowe zainteresowania, hobby, nacieszyć się tym na co nigdy nie było czasu, bo trzeba było mężowi wyprasować koszulę i ugotować obiad i posprzątać... teraz może Pani robić wszystko dla siebie i kochać przede wszystkim SIEBIE!!!! Kochać siebie to jest pierwsza rzecz jaką powinniśmy zrobić... a jeśli siebie nie kochamy to ani nas nikt nie pokocha ani nie stworzymy szczęśliwego związku... a teraz najważniejsze... w tym wieku też można się zakochać i to z wzajemnością :) ale przede wszystkim teraz należy postawić siebie na piedestale i robić jak najwięcej przyjemnych rzeczy, żeby nie było czasu na myślenie o tym, że jest samotnym... Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim którzy choć raz tak mozno się na kimś zawiedli żeby odnaleźli spokój ducha...

  • kurdupel_zoliborski

    Oceniono 25 razy 7

    Sytuacja typowa, po wielu latach malzenstwa kobiety czesto zapominaja o tym ze trzeba sie czasem starac o meza a nie traktowac go jako przynalezny im inwentarz. Zycie nie znosi prozni i zawsze moze sie znalezc ktos chetny na z pozoru bezwartosciowa osobe, dotyczy to oczywiscie i mezczyn nie dbajacych o swe zony - taka jest ludzka natura, stare zaslugi traca na wartosci...

  • euphoria12

    Oceniono 7 razy 5

    Skupiłam się na pracy. Ona czyli praca dała mi siłę. Po 8 latach zapomniałam o Nim.
    Pozdrawiam

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX