Wakacyjny romans. "Minęło siedem lat, nie zapomniałam o nim. On nie chciał czekać w nieskończoność" [LIST DO REDAKCJI]

Poznaliśmy się na wakacjach w Grecji. I choć powietrze między nami było tak gęste, że można było kroić je nożem, wybrałam narzeczonego. Dziś chyba wybrałabym inaczej - napisała w liście do nas Ania.

Wspomnienia ludzi spotkanych na wakacjach zwykle blakną po jakimś czasie. Ale ja spotkałam kogoś, kogo nie mogę zapomnieć. I do dziś zastanawiam się, co by było, gdybym wtedy podjęła inną decyzję?

<< Opisz nam swój wakacyjny romans. Najciekawsze historie nagrodzimy. Więcej szczegółów na końcu tekstu >>

To się zdarzyło w Grecji. Jedna z mniejszych, urokliwych wysepek, słońce, pyszne jedzenie. Rajskie wakacje. Na tamten urlop miałam pojechać z narzeczonym (zaręczyliśmy się kilka miesięcy wcześniej), ale pojechałam z przyjaciółką Magdą - w ostatniej chwili okazało się, że narzeczony nie dostał urlopu.

Było mi przykro, że nie jesteśmy razem, ale Grecja szybko mnie uwiodła. Z Magdą wynajęłyśmy samochód i jeździłyśmy po wyspie - zwiedzałyśmy zabytki, odkrywałyśmy prawie bezludne plaże i zajadałyśmy się oliwkami i figami, które Grecy sprzedawali przy drogach. Tylko śniadania i kolacje jadałyśmy w hotelu.

I właśnie podczas jednego z takich śniadań poznałam Marka. Uśmiechnął się i zagadnął do mnie przy szwedzkim stole. Okazało się, że jest na wakacjach sam. Zaprosiłam go do stolika. Pomyślałam, że pewnie szuka wakacyjnej przygody, więc może spodoba się mojej przyjaciółce, która była świeżo po rozstaniu. Marek przyjął zaproszenie i odtąd wszystkie śniadania jedliśmy razem.

Magda była oczywiście zachwycona. Nie zaprzestałyśmy wycieczek, ale w samochodzie cały czas o nim opowiadała: jaki jest przystojny, dowcipny, jaką ma ciekawą pracę i że Magda ma nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Słuchałam tego i łapałam się na myśli, że Magda chyba wcale mu się nie podoba. Gdy mówił, dużo częściej patrzył na mnie, raz niby niechcący dotknął mojej dłoni. Odrzucałam te myśli, ale prawda jest taka, że zaczęłam o nim fantazjować. We wspólnych rozmowach nie ukrywałam, że mam narzeczonego, a Marek przyjął to jak najbardziej oczywistą rzecz pod słońcem.

Postanowiliśmy, że ostatnie wieczór uczcimy wyjątkową kolacją: ja, Magda i Marek. Była ośmiornica, sałatki i dużo wina. Biesiada przeciągała się do późna. Magda trochę się upiła i źle poczuła, więc odprowadziliśmy ją do pokoju. Wtedy Marek zapytał, czy nie chciałabym z nim zejść na jeszcze jednego drinka. Czułam, jak to się może skończyć, ale się zgodziłam. Piliśmy wino, rozmawialiśmy, a gdy zamknęli bar, poszliśmy na spacer po plaży. Szliśmy w milczeniu, a powietrze między nami było tak gęste, że można było kroić je nożem. Czułam, że zaczyna brakować mi tchu. Ten mężczyzna niesamowicie na mnie działał. Nigdy się tak nie czułam.

On się odezwał pierwszy. Powiedział, że wie, że mam narzeczonego, ale coś do mnie poczuł i to jest chyba silniejsze niż wakacyjny flirt. Patrzył mi w oczy, ale nic więcej nie robił. A ja chciałam tylko, żeby mnie pocałował i żebyśmy zostali na tej plaży na zawsze. I wtedy przypomniało mi się, że w Polsce czeka ktoś, kogo kocham, z kim za dwa miesiące mam wziąć ślub. Czułam, że nie mogę tego przekreślić, bo spodobał mi się ktoś na wakacjach! Poprosiłam, żebyśmy wracali.

Marek kiwnął smutno głową i poszliśmy w stronę hotelu. Uszanował to. Odprowadził mnie do drzwi. Powiedział, że nie żartuje ani się mną nie bawi. Odpowiedziałam, że wiem i zamknęłam drzwi. Nie zasnęłam do rana.

Odjeżdżałyśmy na lotnisko bardzo wcześnie. Magda była niepocieszona, że Marek nie przyszedł się pożegnać. Ja miałam złamane serce.

W domu przez jakiś czas byłam smutna, ale postanowiłam o tym zapomnieć. Wzięłam ślub z narzeczonym. Kupiliśmy mieszkanie. Życie biegło swoim rytmem, bez namiętności, ale i bez większych problemów. Nie kłóciliśmy się. Któregoś dnia na Facebooku dostałam wiadomość od Marka. Taką zwykłą, że mnie znalazł, że pamięta. Spytał, co słychać. Serce mi zabiło. Pisaliśmy do siebie przez jakiś czas. Umówiliśmy się na spotkanie. Powiedział, że nadal o mnie myśli, ale nie będzie na mnie czekał w nieskończoność. Byłam rozdarta, ale kolejny raz się przestraszyłam. Że to błąd, głupi poryw serca, że złamię tym życie sobie i męża. Powiedziałam, żebyśmy lepiej nie mieli kontaktu. On się zgodził, przyznał mi rację, życzył szczęścia.

Rok później zobaczyłam na Facebooku zdjęcie z jego ślubu. Jakby ktoś dał mi w twarz. Dziś minęło siedem lat od tamtych wakacji. Marek ma żonę i dwoje małych dzieci, ja mam synka. Życie nadal jest w porządku, ale nie zapomniałam o nim. Chyba dziś wybrałabym inaczej.

Ania

Wakacje to najlepszy czas, żeby się zakochać. Słońce przygrzewa, zmysły szaleją, a na urlopie nowe znajomości zawiera się łatwiej niż zwykle.

Prawie każdy z nas przeżył choć raz w życiu wakacyjny romans - nieprzyzwoicie romantyczny, beztroski i pełen pożądania albo dramatyczny i zakończony łzami. A jak wyglądał twój? Przeżyłaś pierwszą miłość na koloniach, gorący flirt w kurorcie, a może przygodę w sanatorium? To była przelotna miłostka czy początek wielkiego uczucia?

Nieważne, czy Twoja historia jest melodramatem, czy komedią romantyczną, chcemy ją poznać! Opisz nam swój wakacyjny romans i prześlij na adres: kobieta@agora.pl

Najciekawsze opowieści opublikujemy, a ich autorkom (lub autorom) wyślemy wakacyjne prezenty: przenośny grill i książki idealne do czytania na plaży. Na wasze listy czekamy do 15 sierpnia 2018 roku.

Regulamin udziału w zabawie znajdziesz TUTAJ >>

Więcej o:
Komentarze (155)
Wakacyjny romans. "Minęło siedem lat, nie zapomniałam o nim. On nie chciał czekać w nieskończoność" [LIST DO REDAKCJI]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • pulbek

    Oceniono 220 razy 202

    Przy okazji poruszę taki problem. Jak wracam w piątek wieczorem napruty po imprezie i naraz wybija północ, to czy mogę z lodówki wziąć sobie parówkę? Bo to już technicznie sobota, czyli nie ma postu, nie?

  • didja

    Oceniono 106 razy 102

    Skoro teraz minęło 7 lat od tamtych wakacji, a Marek ma dwójkę małych dzieci, których dorobił się po ślubie, to ten ślub musiał odbyć się co najmniej 2-3 lata temu. Marek znalazł autorkę na fejsie rok przed ślubem, tj. 3-4 lata temu. Licząc minimalnie. A zatem autorka była po ślubie najwyżej 3-4 lata. I pisze "życie biegło swoim rytmem, bez namiętności". Czyli już najwyżej trzy lata po ślubie nie było namiętności. Ale skoro 2 miesiące przed ślubem dotyk obcego mężczyzny powodował fantazje nawet nie o seksie, ale o wspólnym związku, to tej namiętności chyba nie było od początku. I autorka najwyraźniej żałuje nie wakacyjnej przygody, lecz tego, że została z facetem, z którym tak naprawdę nie chciała być jeszcze przed ślubem, że nie skorzystała z tej łódki, której jej Pan Bóg wysyłał, jak to w starym dowcipie było.

    A w ogóle historia wygląda, jak gdyby ktoś przerobił na opowiadanie "Windą do nieba".

  • Gość: Grze$

    Oceniono 112 razy 100

    W Polsce nie mogłaby liczyć na taki romans na plaży. Za dużo parawanów.

  • Gość: Marek

    Oceniono 48 razy 46

    Moja była żona przeżyła wakacyjny romans z albańskim kelnerem również w Grecji. Z pewnością serce biło jej wtedy dużo szybciej a na dodatek jak mogła się tym chwalić swoim zazdrosnym koleżankom. Na szczęście, przez przypadek się dowiedziałem. Myślę, że serce biło jej równie szybko podczas naszej sprawy rozwodowej, sprzedaży naszego wspólnego domu, w którym mieliśmy razem wychowywać nasze 2 wspaniałe córki. Teraz ta starsza jej nienawidzi niestety. Pozdrawiam wszystkie amatorki szybkiego bicia serca na wakacjach.

  • asperamanka

    Oceniono 53 razy 39

    Założywszy że opowieść „Ani” jest prawdziwa, to raczej oczywiste jest, że ślub z narzeczonym był poważnym błędem, skoro po siedmiu latach ona nieustannie wspomina jakiegoś „Marka” z którym się jakoby nawet nie przespała, a zdjęcie z jego ślubu „daje jej w twarz”.

    Będzie rozwód prędzej czy pózniej, i szukanie jskiegoś innego „Marka”, jeśli ten prawdziwy nie będzie dostępny.

  • stanislaw.sk

    Oceniono 38 razy 38

    A gdybyś ty, Magdo nie dostała urlopu i twój narzeczony pojechałby z kolegą do Grecji i tam poznał Greczynkę, potem zaprosił ją niezobowiązująco do stolika, a następnie do pokoju? W tym roku twój b.narzeczony pojechał ponownie, bo podobno został ojcem dziecka tej Greczynki...
    No ale to przecież nie żadna tragedia grecka!

  • defact

    Oceniono 42 razy 34

    Ja mam na imię Marek, ale nie jestem taką świnią jak ten z opowiadania. Jestem gorszą. :D

  • 2fat

    Oceniono 46 razy 28

    A co to za romans? Że dotknął ręki przy śniadaniu a potem podał ją na do widzenia? Tutaj redaktorka nie popisała się pomysłowością...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX