Właściciel Topshop, sir Philip Green "tajemniczym biznesmenem" - bohaterem seksskandalu. Green zaprzecza

Ola Długołęcka
Osiem miesięcy - tyle czasu zajęło reporterom "The Telegraph" śledztwo dziennikarskie mające ujawnić przypadki molestowania i znęcania się nad pracownikami. Publikację zablokował sąd, ale nazwisko bohatera skandalu ujawnił parlamentarzysta.

Sir Philip Green jest - wspólnie z mieszkającą na stałe w Monako żoną - właścicielem spółki Arcadia, do której należą marki: Topshop (mieliśmy jeden sklep w Warszawie, teraz oferta marki jest w Zalando), Topmen, Dorothy Perkins, Wallis, Burton, Outfit, Evans i Miss Selfridge. Green uchodzi za przykład self-made mana, człowieka, który wszystko zawdzięcza sobie, sprzedawcy dywanów z północnego Londynu, który stworzył modowe imperium.

Stał się osobą rozpoznawalną i od razu wzbudzającą wiele kontrowersji, kiedy prawie 15 lat temu bezskutecznie próbował kupić markę Marks&Spencer.

Jego przeciwników oburza - opisywany wielokrotnie w mediach - brak poprawności politycznej Greena, obrażanie ludzi, działanie z pozycji siły. Protesty pod sklepami Greena wywołała jego praktyka unikania opodatkowania w Wielkiej Brytanii (żona Greena i główna udziałowczyni w firmie jest rezydentką Monako, Green do Londynu dojeżdża do pracy). Zwolennicy biznesmena zrzucają wszystko na jego prostolinijność i pochodzenie. Choć wbrew pozorom do 12. roku życia i tragicznej śmierci ojca - zamożnego dewelopera budowlanego, młody Philip na biedę nie narzekał - chodził do prywatnej szkoły z internatem.

Sir Philip Green nie jest postacią powszechnie lubianąSir Philip Green nie jest postacią powszechnie lubianą Fot. Matt Brown/Flickr.com/CC BY 2.0

Sensacyjne historie

O Greenie od lat krążą różne opowieści. Że "tyran", "cham", "obleśny typ", "rasista", "mizogin". Do mediów trafiają informacje od byłych współpracowników Greena. Oliver Shah napisał biografię biznesmena "Damaged Goods", stawiającą potentata w złym świetle.

Śledztwo dziennika "The Telegraph" miało pokazać prawdziwe oblicze biznesmena. Na potrzeby tekstu wypowiadali się dawni pracownicy - ofiary Greena. Nad materiałem dziennikarze pracowali osiem miesięcy - rozmawiając ze źródłami, sprawdzając sensacyjne informacje. Publikacja została jednak zablokowana, nazwisko jej bohatera utajnione. W kontekście pisania o nieopublikowanym tekście używano określenia "tajemniczy biznesmen".

Zdaniem dziennikarzy "The Telegraph” blokada publikacji, w której opisano nadużycia, przejawy seksismu i rasizmu, molestowanie seksualne i znęcanie się tego miliardera nad pracownikami, jest ograniczaniem wolności słowa.

W supermarketach jest wiele kas, ale do której się ustawić, by nie czekać zbyt długo?

Jak doszło do zablokowania publikacji? Jak można przeczytać w komentarzu do wyroku sądu, biznesmen wynajął kancelarię adwokacką, której klientem jest m.in. Cristiano Ronaldo, płacąc jej prawnikom za działania pół miliona funtów. Prawnicy mężczyzny tłumaczą, że w treści materiału o nim wypowiadają się dawni pracownicy, którzy podpisali wcześniej ugody z firmą Arcadia i ich rozmowy z prasą są łamaniem zapisów umowy o zachowaniu poufności.

Zakaz sądowy obszedł jednak parlamentarzysta, dawny przewodniczący Izby Gmin - lord Peter Hain. I to dzięki niemu wiadomo, że to o właściciela imperium modowego chodzi. Hain skorzystał z parlamentarnej ochrony przed pozwem za oszczerstwo i - jak powiedział - „kierując się publicznym dobrem” zdemaskował Greena.

Biznesmen wydał oświadczenie, w którym zapewnił, że jest niewinny stawianych mu zarzutów:

Całkowicie zaprzeczam, jakobym był winien molestowania i rasistowskich zachowań. Moja spółka i ja wszystkie skargi od pracowników traktujemy poważnie i dokładnie je sprawdzamy. Arcadia zatrudnia ponad 20 tysięcy osób i skargi się zdarzają.

Dodał także, że wszelkie zasadne oskarżenia kończą się ugodami, których treść pozostaje poufna.

Bojkot sieci

Chociaż sir Green nie ma oficjalnie postawionych zarzutów karnych, ani nie został skazany przez sąd oraz nic nie wiadomo o toczących się przeciwko niemu dochodzeniom, Twitter już zareagował. Po sensacyjnych doniesieniach pojawił się w mediach społecznościowych hasztag: #PinkNotGreen (and. RóżowyNie Zielony). Różowy (ang, pink) jest w tym wypadku symbolem feminizmu, zielony (ang. green) biznesmena.

W komentarzach namawiających do bojkotu sklepów należących do spółki Greena można przeczytać:

Uderzcie w czułe punkty tego człowieka: zabierzcie mu tytuł szlachecki, niech na zawsze żyje ze stygmatem. Niech zapłaci ogromne odszkodowania wszystkim, których skrzywdził #PinkNotGreen.
Jestem właśnie w drodze do Topshop zwrócić kupione buty #PinkNotGreen.

Do zachowania rozsądku i nie ferowania wyroków, namawia inny komentator, pisząc:

Bojkot pozbawi tysiące młodych kobiet pracy, a nie odbije się na bogactwie Greena. To tylko zarzuty! Na którymś etapie ludzie podpisali umowy i zawarli ugody finansowe.

Ze względu na wstrzymaną publikację "The Telegraph" nie da się przytoczyć konkretnych sytuacji i zarzutów, jakie wobec szefa miały oskarżającego o znęcanie i molestowanie osoby.

Komentarze (1)
Właściciel Topshop, sir Philip Green "tajemniczym biznesmenem" - bohaterem seksskandalu. Green zaprzecza
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Mimi

    Oceniono 1 raz 1

    Rety rety...najlepiej nic nie kupować, chodzić odzianym jedynie we własną skórę...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX