"Znam lekarza ze zdiagnozowaną schizofrenią. Jako niebezpiecznych przedstawia się nas w filmach. Ale to stereotypy"

Ola Długołęcka
Katarzyna Szczerbowska doskonale wie, co przeżywa osoba chora psychicznie, bo w szpitalu spędziła prawie rok. - Przestajesz być siostrą, mamą, współpracownikiem, a stajesz się osobą przewlekle chorą psychicznie - mówi. - Ale choroba to jest tylko jeden z elementów życia i jeżeli to zrozumiemy i będziemy chorych traktować normalnie, łatwiej im będzie zdrowieć.

Ola Długołęcka, Kobieta.gazeta.pl: Czy można sobie samemu "zafundować" epizod psychiatryczny?

Katarzyna Szczerbowska, rzeczniczka Biura ds. Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychiatrycznego, ma zdiagnozowaną schizofrenię: Tak. Mamy bardzo małą świadomość tego, jak o siebie dbać. Nasze siły nie są nieskończone. W dodatku żyjemy w czasach, które wymagają od nas, żebyśmy "byli na 120 procent”, świetni we wszystkim. Żeby sprostać oczekiwaniom, zarywamy noce, nie jemy regularnie, nie dbamy o więzi z rodziną. A to są trzy podstawowe czynniki, które są potrzebne, żeby człowiek był zdrowy psychicznie.

Trzeba odpoczywać, spać - szczególnie ważne jest, żeby zasypiać przed północą. Człowiek musi jeść regularnie - zaczynać dzień od śniadania, potem jeść obiad i kolację. Niezdrowe jest także sięganie po alkohol jako główny lek na trudne stany.

Choroby psychiczne wynikają z zaburzeń w chemii mózgu, a wspomniane wyżej czynniki mogą być przyczyną wyzwolenia, "uaktywnienia się" zaburzeń. Można jednak dbać o siebie i zachorować. Wciąż niewiele wiadomo o funkcjonowaniu mózgu.

Co może być oznaką, że nasza forma psychiczna jest słaba?

Mogą to być kłopoty z krótkotrwałą pamięcią, koncentracją, panowaniem nad emocjami: drażliwość, niewspółmierne reagowanie na to, co się dzieje, wrażliwość na zapachy, dźwięki, kolory i światło. Ludzie, którzy są przemęczeni, chcą siedzieć w mroku. Na kryzys mogą wskazywać też bóle głowy, a nawet bóle stawów, brzucha i problemy z trawieniem. To może być też poczucie bezbrzeżnego, egzystencjalnego smutku. 

Kogo po czterdziestce nie boli kręgosłup, a pracującego w korporacji brzuch? Wymienione objawy nie brzmią jak zapowiedź poważnego załamania. Opowiem o kobiecie, która miała lecieć tym samym samolotem co ja. Wracałyśmy w sierpniu do Polski z wakacji w Hiszpanii. Ona do odprawy stawiła się w cekinowym bikini i przezroczystym sarongu. Miała bardzo dużo walizek, ciągle gdzieś odchodziła, próbowała do kogoś dzwonić. Ostatecznie do samolotu nie dotarła i trzeba było wyciągać jej bagaż z luku. Ludzie, którzy byli z nią na wycieczce, opowiadali, że przez cały wyjazd odczuwali konsekwencje jej zachowań. Czy tak może wyglądać kryzys psychiatryczny?

To zależy. Każdy z nas może na chwilę wpaść w stan, w którym silnie reaguje na emocje. Zazwyczaj potrafimy sami się z niego wyprowadzić: wychodzimy na dwór, zamykamy się w łazience, idziemy spać.

Kryzysy psychiczne, które wiążą się z utratą kontaktu z rzeczywistością, czyli np. psychozy [psychoza jako zaburzenie psychiczne definiowane w psychiatrii jako stan umysłu, w którym doznaje się silnych zakłóceń w postrzeganiu rzeczywistości - przyp. red.], mogą być różne. Może dojść do nich nagle, pod wpływem bardzo silnego przeżycia - utraty pracy, odejścia czy śmierci bliskiej osoby. Moc reakcji zależy od wrażliwości. Schizofrenia i choroba dwubiegunowa afektywna zaczynają się w wieku dojrzewania, bo wtedy jesteśmy narażeni na największą presję - zaczynamy nową szkołę, relacje. Im także mogą towarzyszyć psychozy.

Czasami człowiek ma jeden albo dwa ataki psychozy i z postawioną diagnozą może wrócić do normalnego życia. Czasami psychozy są nawracające. Wtedy praca z terapeutą polega na nauczeniu się rozpoznawania momentu, w którym się zaczynają.

Wracając jeszcze do historii z lotniska. Może rzeczywiście kobieta nie spełniała norm zachowań.To, że czyjeś zachowanie nie do końca rozumiemy, nie znaczy, że coś jest z nią nie tak. Jeżeli widzimy, że ktoś się dziwnie zachowuje, to czasami warto zapytać, czy wszystko jest w porządku, zaproponować wezwanie pomocy.

To jest trudne, bo kryzys psychiczny jest doświadczeniem wielu osób, a my odnotowujemy tylko przypadki, które są najbardziej widoczne. Mnóstwo jest osób dziwnie ubranych czy dziwnie się zachowujących na ulicach.

Katarzyna Szczerbowska i Anna Panufnik, rzecznik praw pacjenta psychiatrycznego.Katarzyna Szczerbowska i Anna Panufnik, rzecznik praw pacjenta psychiatrycznego. Fot. Archiwum prywatne

No właśnie. Zdarzają się sąsiedzi, którzy zbierają gazety, kartony, śmieci i palą je w salonie. Są też sąsiadki wyciągające specjalnym sprzętem korespondencję z cudzych skrzynek i zrywające wszystkie ogłoszenia. Jak byś na to reagowała?

Zawsze można próbować pomóc. Miałam sąsiadkę, która twierdziła, że boi się wejść do domu, bo tam jest szatan. Mówiłam, że z nią pójdę i wspólnie sprawdzimy, co się dzieje w jej mieszkaniu. Proponowałam, żebyśmy się pomodliły, to może szatan zniknie, przynosiłam jej zakupy.

Są sytuacje, w których ktoś może stanowić zagrożenie, jak właśnie w przypadku ogniska w mieszkaniu. Wtedy najrozsądniej jest skontaktować się z jednym z Centrów Zdrowia Psychicznego, które mają ambulatoryjnie leczyć blisko domu. Można zapytać ich o poradę.

Co się stanie z osobą, której zachowanie zgłosimy do takiego Centrum?

Być może przyjedzie do niej lekarz, zostanie zabrana do szpitala, żeby ją ustabilizować, a może wystarczą wizyty specjalistów w jej domu. Lęk, który budzą osoby chorujące psychicznie, jest w jakimś sensie zrozumiały. Te osoby zachowują się inaczej. Z drugiej strony sami przecież miewamy kryzysy, zaczynamy się bać tego, co w nas siedzi, np. kiedy przestajemy panować nad złością.

Wydaje się, że dzięki reportażom w mediach mamy dość dobry obraz depresji i choroby afektywnej dwubiegunowej. Mówi się o nich także w kontekście osób, które je miały, np. Wojciecha Młynarskiego czy Marka Grechuty. Ty też masz takie poczucie?

Choroby psychiczne są przegadane i oswojone w bardzo powierzchowny sposób. Często spotykam się z takimi opiniami, że "depresja to jest OK, choroba afektywna dwubiegunowa też, ale schizofrenia to koszmar”. Wszystkie te choroby są bardzo ciężkie - i dla ludzi, którzy ich doświadczają, i dla otoczenia. Ale społecznie rzeczywiście jesteśmy bardziej w stanie zaakceptować i łatwiej nam zrozumieć chorujących na nie niż na schizofrenię. Stereotypowo, przez to jak jest pokazywana w filmach, schizofrenia kojarzy nam się z chorym, który jest niebezpieczny dla otoczenia, ma dwie osobowości i nie da się przewidzieć jego zachowań.

Wspólne dla tych osób są bardzo duża wrażliwość, silne przeżywanie emocji innych, mocne reakcje na rzeczywistość.

Nie jesteś lekarzem, prawda?

Nie, ale choruję na schizofrenię i próbuję ją oswoić. Jej przebieg trudno przewidzieć. U jednej trzeciej pacjentów, do której ja należę, ta choroba ustępuje na przykład po jednym-dwóch epizodach. U mnie były to dwa epizody, półroczne pobyty w szpitalu. Ale są ludzie, którym schizofrenia zabiera życie, którzy wymagają stałej opieki. Schizofrenia to ciężka choroba, bo towarzyszy jej psychoza.

Jak byś opisała ten stan?

Jak sen na jawie, który trwa cały czas. Sny bywają koszmarne, więc i w psychozie są koszmary: ma się poczucie, że ktoś nas ściga, że jesteśmy ciągle w niebezpieczeństwie. Psychoza przypomina też śpiączkę, w którą człowiek wpada i coraz bardziej się w niej pogrąża. Powoduje, że jesteś jakby za szybą: masz swój świat, którego nie umiesz przekazać innym, a oni są częścią twoich urojeń. Są osoby, którym się wydaje, że są komputerem, mają nadludzkie możliwości, widzą więcej. Cały wysiłek lekarzy i bliskich polega na wyciąganiu takiego człowieka z jego wnętrza. Osoba chorująca na schizofrenię jest przede wszystkim zagrożeniem dla samej siebie. Lęk, smutek, cierpienie są przyczynami samobójstw.

Mówiłaś, że na epizod psychiatryczny można sobie "zapracować”. Jak ty to zrobiłaś?

Bardzo ciężko pracowałam, miałam wrażenie, że jestem niewyczerpalnym źródłem energii. Było wiele rzeczy, którymi się przejmowałam. W końcu mózg mi wyemigrował, schowałam się do środka.

A można wyjść z psychozy samodzielnie?

Pewnie wszystko się może zdarzyć, ale bezpieczniej jest, kiedy chory jest otoczony opieką specjalistyczną.

 

Komentarze internautów pod rozmową z psycholożką: "terapia to wyciąganie pieniędzy”, "leki to najgorsze zło”, "jak psychoterapeuta złapie pacjenta, to już go nie wypuści”. Co jest najtrudniejsze w odczarowaniu problemów psychicznych?

Choroby psychiczne były przez wiele lat tematem tabu, świetnie więc, że w ogóle toczy się na ich temat dyskusja. Stosunek do leczenia, wstydu, pacjentów wynika z wielu lat zaniedbań i tego, jaki chorowanie ma kontekst kulturowy. W codziennych rozmowach używamy określeń "psychol”, "schiza”, "psychiczny”.

Wciąż ogromna jest niewiedza na temat tego, jak wygląda kryzys psychiczny i czym jest. Uważamy, że ten problem nas nie dotyczy, że nikogo chorego nie znamy. Mamy także obraz psychiatry jako osoby, która sama ma problemy.

Poznałam ostatnio chłopaka, który skończył dwa fakultety i się zdziwił, że psychiatrzy są po medycynie. Psychiatra nie jest psychoterapeutą, to jest lekarz, który ma nam ustawić wsparcie farmakologiczne. A my wcale nie musimy zgodzić się na zalecane leki. Psychiatrzy są dostępni w ramach NFZ-u, można się do nich bezpośrednio zapisywać, bez skierowania. W Warszawie na wizytę czeka się średnio trzy miesiące, ale w sytuacji wymagającej szybkiego działania można się zgłosić do wspomnianych już Centrów Zdrowia Psychicznego czy na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego, które są czynne całą dobę. Jak ktoś zgłasza myśli samobójcze, nie ma co czekać, trzeba tam jechać.

Jak zmienia się odbiór świata na lekach?

Każdy inaczej odbiera leki. Po stabilizatorach nastroju jest się w stanie spokoju, w którym wyciszone są skrajne emocje. W przypadku schizofrenii nie tylko smutek jest trudną emocją. Radość też. Wszystko, co nami huśta, jest niebezpieczne - po wielkiej radości przychodzi wielki smutek.

Przy tylu zmiennych wpływających na nasz nastrój w ciągu dnia wydaje mi się to wyjątkowo trudne. Nie jestem specjalnie wrażliwa, ale jak ktoś mi zrobi rano awanturę, że źle jadę na rowerze, zbluzga w autobusie, to psuje mi to humor. Ty jesteś bardzo wrażliwa. Jak sobie radzisz z takimi codziennymi dawkami ludzkiego jadu?

Uczę się nie brać ich do siebie. Ostatnio miałam taką sytuację, że kobieta rzuciła do mnie: "Ty głupia, gruba babo”. Wtedy sobie myślę, że te słowa nie dotyczą mnie. Odmawiam przyjęcia złości i frustracji obcej osoby. 

Mówisz otwarcie o swojej chorobie, jak to jest przyjmowane?

Jestem w środowisku dziennikarskim, dosyć otwartym. Trudno mi powiedzieć, jak by wyglądało moje życie, gdybym swoje doświadczenia trzymała w tajemnicy. Osoby, które ze mną pracują, nie mają powodów do niepokoju. Praca to filar mojej działalności, zależy mi na niej, jest jedynym źródłem utrzymania dla mnie i dla córki. Jestem sumienna, zdyscyplinowana.

Dla zdrowia psychicznego ważne jest, żeby pracować i kochać. Pracowanie daje namacalne efekty, zajęcie, możliwość utrzymywania relacji z ludźmi. A miłość najlepiej leczy. Dlatego tak trudno mi myśleć o moich braciach w chorobie, którzy mają wokół siebie świetnych specjalistów, ale nikogo bliskiego, wegetują na rencie, są odcięci od świata.

W Stanach Zjednoczonych są firmy, które w swoją politykę mają wpisaną zasadę różnorodności, i zatrudniają osoby po kryzysie. Nie ma przeszkód, żeby i w Polsce tak było.

Bo to, że osoby po kryzysie zatajają w pracy informację o chorobie, jest codziennością. Znam lekarza ze zdiagnozowaną schizofrenią, który ukrywa chorobę i normalnie pracuje. Stereotypowo myślimy, że osoba chora nie powinna mieć dostępu np. do ostrych narzędzi, bo może nam zrobić krzywdę. Jako niebezpiecznych przedstawia się nas w filmach, w literaturze. Procentowo ludzie chorujący nie są sprawcami przestępstw, te przypadki są po prostu nagłaśniane.

Choroby psychiczne to są choroby bardzo silnych emocji. Zdrowienie nie polega na powrocie do dawnego stanu, tylko nauczeniu się życia ze świadomością choroby. Tragedią, której doświadczają osoby z chorobą psychiczną, jest utrata przez nie wszystkich ról społecznych. Przestaje się być siostrą, mamą, współpracownikiem, a staje się osobą przewlekle chorą psychicznie. A choroba to tylko jeden z elementów życia, i jeżeli to zrozumiemy i będziemy chorych traktować normalnie, łatwiej im będzie zdrowieć.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu. KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER.

Ola Długołęcka. Redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.

Więcej o:
Komentarze (46)
Schizofrenia. 'Znam lekarza ze zdiagnozowaną schizofrenią, który ukrywa chorobę i normalnie pracuje'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Ewa

    Oceniono 18 razy 16

    Ja żyje z mężem od 20 lat chorującym na zespół maniakalno-depresyjny. Mimo regularnych wizyt u lekarza i brania leków od 2 lat jest dramat. Ja jestem jego największym wrogiem. W tamtym roku miał 2 próby samobójcze, był w szpitalu 1,5 miesiąca. Po wyjściu było w miarę ok. Od stycznia znowu zaczęła się " jazda". Nie rozmawia ze mną. W lipcu siłą udało mi się skierować go do szpitala, wyszedł po 1,5 miesiąca nie wyleczony. Miesiące po jego powrocie to był dramat. Teraz był w tak okropnym stanie, że znowu siłą musiałam go umieścić w szpitalu. Nie podpisał zgody na leczenie i będzie leczony sądownie. Przez czas pobytu w domu, wykańczał mnie psychicznie. Dążył do tego, żebym ja sobie coś zrobiła. Wpadłam w nerwicę lękową, depresję. Nie ma rodziców ani rodzeństwa, a cała bliska jego rodzina odwróciła się od niego. Życie z takim chorym, to dramat dla mnie i syna.

  • Gość: max

    Oceniono 14 razy 14

    Stereotypy? To proszę założyć firmę i zatrudnić osobę ze schizofrenią. Ja na prośbę znajomej to zrobiłem, pomijam już jej zachowanie, trzęsące się ciągle ręce, wyraz twarzy, większym problemem był fakt, że cały czas musiała być osoba oddelegowana do kontrolowania czy zrobiła to co miała zrobić i zrobiła to poprawnie czy dotarła tam gdzie miała dotrzeć.
    Pracę takich osób należy traktować jak terapię i powinno to być finansowane lub przynajmniej współfinansowane przez państwo.

  • aduerin

    Oceniono 20 razy 14

    Sa bezpieczni dopoki biora leki. Odstawienie lekow przez sasiada schizofrenika skonczylo sie podpaleniem mieszkania. A jaka mamy gwarancje ze ow schizofrenik bierze leki?

  • scypion_afrykanski

    Oceniono 17 razy 9

    "Komentarze internautów pod rozmową z psycholożką: "terapia to wyciąganie pieniędzy”

    No bo niestety tak to często wygląda. Znam kilka ładnych przypadków gdzie to dokładnie tak wyglądało. I są to przypadki powszechnie znane w środowisku, ale ta okropna "solidarność zawodowa" lekarzy powoduje, że odbija się to na całym środowisku.

  • robaczyfka

    Oceniono 9 razy 7

    Pitu-pitu… Fakt, że schizofrenik nie zawsze jest skrajnie niebezpieczny, nie znaczy, że nie krzywdzi ludzi wokół siebie. A jeszcze jak odstawi leki i ma odloty, to już w ogóle masakra. Może po akcji wybielania schizofreników teraz parę słów o tym, jak potrafią umęczyć i skrzywdzić otoczenie? Jeśli chcemy, żeby ludzie oswoili się z jakimś tematem, to trzeba mówić o wszystkich jego aspektach, również ciemnych stronach - inaczej wygląda to mało wiarygodnie.

  • szarymotyl

    Oceniono 7 razy 7

    Tteż choruję, na swoim blogu piszę o różnościach: o początku choroby (zakładka Tamta dziewczyna) i o tym, co tam sobie pomyślę, zapraszam na www.szarymotyl.selim.pl . Co do artykułu - fajny, budujący przekaz, chociaż bez leków ja bym się pewnie nie obeszła, zresztą każdy z nas ma inne ograniczenia.

  • partyboi

    Oceniono 12 razy 6

    Przeciętny zjadacz nie wie o schizofrenii nic. Wiele razy słyszałem z ust ludzi "schizofreMia", co mówi wszystko.

  • Gość: mefistofelia

    Oceniono 2 razy 2

    Szkoda, że rozmowa skupia się na tym, jak powinno być, a nie na tym jak zachowuje się człowiek w psychozie i co rzeczywiście można zrobić, by mu pomóc. Zgadzam się, że schizofrenia to temat tabu i nie powinno tak być, ale samo stwierdzenie czegoś takiego nie oswaja mnie z tą chorobą. Nie jestem ignorantką, wiem że psychiatra to lekarz medycyny i nie uważam, że psychoterapia to jedynie sposób na naciąganie pacjentów, ale z osobą cierpiącą na urojenia musiałam zerwać kontakt. Trudno utrzymywać relację z kimś, któremu chory umysł powiedział, że coś mu zrobiłeś, kto wydzwania do ciebie z obelgami, oskarża, nastawia przeciwko tobie znajomych. Wiedza, że schizofrenia to choroba, którą się leczy i z którą można żyć nie dała mi w tym przypadku nic. Schizofrenik z mojego otoczenia nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest chory i potrzebuje pomocy i nie da się go przekonać do leczenia. A próbowałam na różne sposoby. W swoim rozumieniu, jest zdrowy, a ja go obrażam. Wniosek o leczenie przymusowe można złożyć tylko, gdy jest ryzyko, że chory zrobi krzywdę sobie lub komuś innemu, a on tylko cierpi psychicznie i zatruwa życie otoczeniu. Wiem, że każdy potrzebuje miłości i relacji z ludźmi i że osoby ze schizofrenią mają prawo do normalnego życia, ale mnie szkoda mojego na użeranie się z osobą, która mnie obraża.

  • tadeusz17

    Oceniono 4 razy 2

    Jak miałem nawrót depresji - byłem przez miesiąc na oddziale psychiatrycznym - wiele osób było ze schizofrenią - całkiem fajnie z nimi się rozmawiało - jeden kolega chciał się uczyć dalej co mu psycholog odradzała a chłopak był fajny tylko z małej miejscowości - gdzie był trochę wyobcowany i miał mały dostęp do terapii i zakładów pracy chronionej
    problems.pl

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX