"Jak można wyśmiewać pytania o seks, które zadawały dzieciaki? W pismach młodzieżowych traktowaliśmy je zawsze poważnie"

Ola Długołęcka
"Bravo", "Popcorn", "Dziewczyna" to już tylko wspomnienia, ewentualnie zakurzone segregatory w archiwach wydawnictw. Pamiętacie? No właśnie, co pamiętacie? Że te pisma były płytkie i błahe, czy może w swoim czasie dla was ważne? Rozmawiamy z osobami, które tworzyły te magazyny, i rozprawiamy się ze stereotypami, w które "młodzieżówka" obrosła.

"Wraz z zamknięciem 'Bravo' oficjalnie skończyły się lata dziewięćdziesiąte" - ktoś, być może dość patetycznie, podsumował wiadomość o decyzji zawieszenia dwutygodnika wydawnictwa Bauer. Fakt. "Bravo" było ostatnim bastionem, reliktem przeszłości, pomnikiem upamiętniającym złotą erę pism młodzieżowych, nazywanych "młodzieżówkami", i ich średniej sprzedaży sięgającej ćwierć miliona egzemplarzy. Czasów, kiedy "TeleTydzień" kupowało prawie 1,5 miliona czytelników, a "Claudię" niecały milion (w 2017 roku średnia sprzedaż tych magazynów to odpowiednio: 724 tysiące i 139 tysięcy).

Najpierw padła "Filipinka" (maj 2006 roku). Później poległy "Dziewczyna" i "Popcorn" (luty 2012), następnie żywota dokonały "Twist" i "Bravo Girl" (2016). Wieczny lider rynku, czyli „Bravo”, upadł w 2017 roku (w 2000 roku jego średnia sprzedaż wynosiła 382 tysiące (!) egzemplarzy miesięcznie). Przy życiu trzymają się jeszcze niszowe "Bravo Sport" i "Tube News".

Prawdziwe wstydliwe historie. 'Obciachy' regularnie przychodziły w korespondencji od czytelniczekPrawdziwe wstydliwe historie. 'Obciachy' regularnie przychodziły w korespondencji od czytelniczek Fot. Scan 'Dziewczyna'

Nasza młodość

O "młodzieżówce" mówi się najczęściej w trzech kontekstach. Pierwszy z nich ma zabarwienie nostalgiczne. W tej grupie są osoby, które przyznają, że gazety te były dla młodych czytelników doświadczeniem pokoleniowym*:

(…) zarówno 'Popcorn', jak i 'Dziewczyna' miały rację bytu i nie były śmieciami (...). Lata dziewięćdziesiąte? Były ZAJ***TE! I te pisma wtedy także były niczego sobie. Oddawały epokę.
'Popcorn' i 'Bravo' to była podstawa, jeśli chodzi o czasopisma dla młodzieży. Plakaty, recenzje, tłumaczenia piosenek.
Pamiętam lata dziewięćdziesiąte. Kupowało się 'Popcorn'. Szkoda, że zniknął. Miło wspominam ten czas. (...).

Drugi przewijający się wątek to wyraźna krytyka "wątpliwej jakości tekstów", jakie te pisma serwowały. Miały one przyczynić się do zamieniania złotej polskiej młodzieży w ćwierćinteligentów:

[Pisma zniknęły, bo wydawcy] sami na siebie bicz ukręcili: przez kilkanaście lat ogłupiali dzieci, coraz bardziej obniżając poziom.
Cóż, gazety tak głupie, że pukały od spodu dna, ale czy jest się z czego cieszyć? Na rynku w ich miejsce nie wskoczyło nic bardziej wartościowego.

Ostatni, trzeci wątek to seksualizacja młodzieży: „zmyślone opisy pierwszych razów” i legendarne pytania do Kasi:

Niezapomniane tandetne teksty tamtejszych 'ekspertów-celebrytów' o inicjacji seksualnej.
Wymyślone listy, bzdurne pytania, czy plemniki mogą być na klamkach.

"Dowód miłości"

Zacznijmy od seksu. Czy "młodzieżówki" rzeczywiście nim epatowały? Wszystkie osoby z dawnych redakcji pism młodzieżowych zapewniają, że publikowane w magazynach listy pochodziły od czytelników.

- Do redakcji przychodziły wory, dosłownie wory listów - zapewnia Donata Cieślik, była redaktor naczelna "Dziewczyny", później dyrektor wydawnicza segmentu pism młodzieżowych w Axel Springer. - To były zgłoszenia konkursowe, pytania do redakcji, historie, jakimi chciały się podzielić czytelniczki, kawały - wymienia Cieślik.

Raz do redakcji trafił nawet list, w którym było prawie tysiąc złotych oraz kolaż z wyciętymi z pisma zdjęciami ubrań. Czytelniczka z małego miasta prosiła, żeby ubrania ze zdjęć dla niej kupić i przysłać do domu. Po konsultacjach telefonicznych z jej mamą gotówka została odesłana do czytelniczki.

Artykuł poświęcony przestępczości internetowej - w tym wrzucaniu do sieci filmów i zdjęć bez zgody pokazanych w nim osóbArtykuł poświęcony przestępczości internetowej - w tym wrzucaniu do sieci filmów i zdjęć bez zgody pokazanych w nim osób Fot. Scan 'Dziewczyna'

Małgorzata Germak pracowała w kilku pismach młodzieżowych: jako redaktorka w "Dziewczynie", wicenaczelna "Bravo Girl" i "Bravo", naczelna "Fun Clubu". Germak także zapewnia, że listy do redakcji były prawdziwe. - Nie musieliśmy ich wymyślać, bo w nich dosłownie tonęliśmy.

Zdaniem Małgorzaty najbardziej niesprawiedliwym zarzutem wobec "młodzieżówek” jest to, że pokazywały sferę intymną w prostacki sposób. - Na listy odpisywali realni specjaliści: lekarz i seksuolożka - zaznacza. W "Dziewczynie" porad czytelniczkom udzielała Alicja Długołęcka, dzisiaj jedna z najbardziej znanych ekspertek w dziedzinie seksuologii, z prokobiecym podejściem do tematu.

Listy w miesięczniku 'Dziewczyna'Listy w miesięczniku 'Dziewczyna' Fot. Scan 'Dziewczyna'

- Pisaliśmy o seksie, bo to młodych interesowało - tłumaczy Joanna Germak (prywatnie siostra Małgorzaty), była naczelna "Twista", który powstał w 2000 roku jako konkurencja dla "Dziewczyny" i skutecznie odebrał jej czytelniczki. - Dobrze, że nas pytali i dobrze, że znajdowali u nas odpowiedzi. Były rzetelne i merytoryczne.

Artur Szklarczyk, dawny dziennikarz "Popcornu", w kwestii edukacji seksualnej nie ma swojej byłej redakcji nic do zarzucenia: - Dziś, w kontekście ogólnej dostępności w internecie treści związanych z seksem, tamte artykuły uświadamiające były niczym niewinne bajki dla ciekawskich dzieci, które chciały się dowiedzieć czegoś więcej. W tych wyśmiewanych listach do redakcji zarówno my, jak i nasza konkurencja traktowaliśmy poważnie naszych czytelników.

Jest tak samo, a nawet gorzej

Jak te problemy były i są wciąż  aktualne, widać doskonale w opracowaniach Grupy Edukatorów Seksualnych PONTON. Wystarczy zajrzeć do ich corocznego raportu** tworzonego na podstawie rozmów z młodzieżą dzwoniącą na ich numer telefonu zaufania. Od lat nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o niski poziom wiedzy na tematy związane z seksualnością i antykoncepcją. Można nawet zaryzykować tezę, że jest gorzej (raport znajdziecie TUTAJ).

W 2019 roku edukatorom seksualnym dziewczynki zadają te same pytania, które pojawiały się w rubrykach "Bravo" 19 lat temu:

Skorzystałam z toalety w kawiarni, czy to możliwe, że na desce sedesowej były plemniki, a ja jestem w ciąży?
Miesiączka spóźnia mi się trzy tygodnie. Nigdy nie uprawiałam seksu, jednak nieraz się masturbowałam. Pobolewa mnie podbrzusze, a jak czytałam na internecie, to jest objaw ciąży. Czy mogę być w ciąży?

Już w 2006 roku w 'Dziewczynie' pisano o tym, że mniej znaczy lepiej. W 2018 roku do tematu wróciła makijażystka Sylwia Rakowska akcją #TwarzToNie PisankaJuż w 2006 roku w 'Dziewczynie' pisano o tym, że mniej znaczy lepiej. W 2018 roku do tematu wróciła makijażystka Sylwia Rakowska akcją #TwarzToNie Pisanka Fot. Scan 'Dziewczyna'

Czy "młodzieżówki" słusznie więc obrywają za to, że pisały o seksie? I robiły to, cytując prawdziwe listy i historie? Dzięki rubrykom "Mój pierwszy raz" i "Miłość, czułość i namiętność" nastolatkowie, którzy nie uprawiali jeszcze seksu, mogli sobie mniej więcej wyobrazić, co ich czeka, jak pierwszy raz może wyglądać, i to z relacji rówieśników.

Małgorzatę Germak dziwi, że wciąż umniejsza się i wyśmiewa problemy dzieciaków. - Krzywdzące jest podśmiewanie się z ich pytań nadesłanych do redakcji, tych słynnych: "Czy można zajść w ciążę, uprawiając seks w spodniach?" - dodaje.

- Przypomnijmy sobie, jak czuliśmy się, kiedy mieliśmy po 13 lat. Potrzeba podobania się, niepewność, czy ktoś odwzajemnia nasze uczucia, to były i nadal są realne problemy - podkreśla.

Te dzieci takie ogłupione

Drugi najczęściej powtarzany zarzut wobec "młodzieżówek" to publikowane treści "poniżej poziomu dna". Redaktorzy, którzy pracowali w tego typu magazynach, twierdzą, że każdy zamieszczany w nich tekst przechodził kilkuetapową redakcję i korektę.

Potęga marzeń w opowieściach czytelniczekPotęga marzeń w opowieściach czytelniczek Fot. Scan 'Dziewczyna'

Według Joanny Germak robienie gazet dla młodzieży było trudniejsze niż dla dorosłych. - Nastolatkowie są chimeryczni, wymagający, trzeba ich cały czas zaskakiwać - tłumaczy. Artur Szklarczyk starał się zwracać do swoich czytelników, którzy mieli 10-15 lat, jak do świadomych, mądrych i wymagających odbiorców. - Oczywiście pisaliśmy o tym, co było modne, o komercyjnych artystach, którzy byli na topie, ale wyszukiwaliśmy też nowych wykonawców, wyróżniających się charyzmą, talentem, mających coś do powiedzenia, może nawet wyprzedzających trendy - opowiada. Dlatego w „Popcornie” obok boysbandów pojawiali się też tacy artyści, jak Gorillaz, Linkin Park, Moby czy Pearl Jam.

Donata Cieślik podkreśla, że do dzisiaj jest dumna z poziomu reportaży, które publikowane były w "Dziewczynie". Ich bohaterką była m.in. Nicole Saleta, córka kickboksera Przemysława Salety, która opowiadała o przeszczepie nerki (dawcą był jej ojciec). W „Dziewczynie” były też teksty o wychowankach poprawczaka czy domu dziecka. Cieślik złego słowa nie da też powiedzieć o konkursie dla kandydatek na modelki, w którym do wygrania były okładka pisma i kontrakt z agencją modelek. - U nas debiutowały Marcelina Sowa oraz Julia Kamińska. Pierwsza miała okładkę w portugalskim "Vogue’u", druga zrobiła karierę jako aktorka.

Marcelina Sowa - jedna z laureatek konkursu na modelkę 'Dziewczyna Dziewczyny'. Zrobiła karierę poza Polską.Marcelina Sowa - jedna z laureatek konkursu na modelkę 'Dziewczyna Dziewczyny'. Zrobiła karierę poza Polską. Fot. Scan 'Dziewczyna'

Misja zmiany postaw

Zdaniem Małgorzaty Germak z "Bravo" pisma młodzieżowe odpowiadały na potrzeby czytelniczek. - W dużej mierze skupialiśmy się na relacjach, nie tylko damsko-męskich. Owszem, bywały materiały o tym, "jak go olśnić". Jak kogoś poderwać, zdobyć chłopaka, poznać dziewczynę, interesowało i nadal interesuje nastolatki. W starszej grupie kobiet także te kwestie są poruszane, ale za pomocą innego języka - zapewnia.

Dlaczego jednak w czasie boomu pism młodzieżowych nie postawiono na zmianę postaw, narracji, towarzyszących pokazywaniu kobiecości, relacji? Zamiast "lansować fryzury i makijaże", namawiać do rozwoju, zdobywania wiedzy? - Prasa młodzieżowa była miniaturką czasopism dla starszych, te treści były zbliżone, tylko dostosowane do młodszych o 20 lat odbiorców, tematycznie i językowo. "Twist" nie był pismem dla feministek, podobnie jak nie jest nim "Poradnik domowy". Naszą misją była rozrywka i miniedukacja seksualna. Pooglądaj, pobaw się, wszystko bardzo grzecznie i bezpiecznie - wyjaśnia Joanna Germak. - Popfeministyczna "Filipinka" pierwsza padła ze względu na niską sprzedaż - dodaje była szefowa "Twista".

Rozkładówka z sesją modowąRozkładówka z sesją modową Fot. Scan 'Dziewczyna'

Cieślik jest pewna, że czytelniczki kochały tworzoną przez nią gazetę.  - Do pewnego momentu miały bardzo silną więź z "Dziewczyną". Kiedy chcieliśmy zrezygnować z krzyżówki w kształcie serca, dziewczyny, w badaniach czytelniczych, kładły się w jej obronie Rejtanem - śmieje się naczelna magazynu. Według Joanny Germak z "Twista" czytelniczki z dużych miast i małych miejscowości miały podobne potrzeby. Jedyne, co je różniło, to budżet, jakim dysponowały one i ich rodzice. Z czasem czytelniczki stawały się coraz młodsze, miały też inne oczekiwania. - Pod koniec istnienia pisma nie robiliśmy już reportaży, gazeta była bardziej kolorowa, lifestylowa, rozrywkowa - tłumaczy Germak.

Historia Basi z Ostrołęki, która trafiła do zakładu poprawczego.Historia Basi z Ostrołęki, która trafiła do zakładu poprawczego. Fot. Scan 'Dziewczyna'

Złudzeń co do misji nie ma także Artur Szklarczyk. - Kolorowa prasa młodzieżowa była przedsięwzięciem czysto komercyjnym, walczącym na rynku o jak największą sprzedaż. Priorytetem nie były wartości artystyczne czy intelektualne. Trzeba było umieć wyważyć chęć zysku z walorem edukacyjnym, może bardziej ambitnym, ale za to mniej dochodowym - tłumaczy. - Nie tylko w "Popcornie", ale również u konkurencji ten balans działał. Pisaliśmy o tym, co się sprzedawało, co było modne, ale staraliśmy się też przemycać ambitniejsze treści, m.in. o Greenpeace, Amnesty International, pacyfizmie czy diecie wegetariańskiej. Mimo to te tytuły zostały zapamiętane dzięki "śmiesznym" listom od dojrzewającej młodzieży, o ile w ogóle takie pytania mogą być śmieszne, i "promowaniu” boysbandów czy gwiazd jednego sezonu.

Oprócz miesięczników, na rynek trafiały także wydania specjalne. Na zdjęciu materiał z 'Bądź śliczna z Dziewczyną' na temat AZSOprócz miesięczników, na rynek trafiały także wydania specjalne. Na zdjęciu materiał z 'Bądź śliczna z Dziewczyną' na temat AZS Fot. Scan 'Dziewczyna'

Fajny czas

Zdaniem dawnych redaktorów w złotych czasach dla prasy wygląd pism młodzieżowych nie ustępował w niczym magazynom dla starszych odbiorców. Wydawane były na białym, kredowym papierze. - Redakcje były duże, współpracowaliśmy z dobrymi fotografami, stylistami, makijażystami, mieliśmy dział fotoedycji  i graficzny. Pensje były dobre. 15 lat temu „Twist” sprzedawał się na poziomie ponad 200 tysięcy egzemplarzy miesięcznie [„Elle” w tym czasie osiągało sprzedaż 97 tysięcy egzemplarzy*** - przyp. red.], wszyscy chcieli z nami współpracować  - opowiada Joanna Germak. - Sesje, również wyjazdowe, były robione z dużym rozmachem. Ubrania, które nosiły młode modelki, były odpowiednie do ich wieku, a ceny dostosowane do kieszeni nastolatek.

W „Twiście” zaczynała Iza Grzybowska - jedna z bardziej rozchwytywanych dziś fotografek. Makijażystą był Paweł Bik,  który teraz jest uznanym artystą mieszkającym w Mediolanie. Zawodowy epizod w "Dziewczynie" miał artysta Sławomir Belina, a obecny prezes zarządu wydawnictwa Bauer - Tomasz Namysł - lata temu pracował jako dziennikarz "Bravo".

Raport na temat przemocy w szkole - historia z gimnazjum w GdańskuRaport na temat przemocy w szkole - historia z gimnazjum w Gdańsku Fot. Scan 'Dziewczyna'

Donata Cieślik, naczelna "Dziewczyny", wspomina: - Pracowaliśmy tak samo jak inne redakcje: goniły nas deadline’y, mieliśmy cele reklamowe do wyrobienia. To był czas wytężonego wysiłku, często pracy ponad siły, ale umiejętności, które wtedy nabyłam, są dla mnie kapitałem do dziś - mówi.

Małgorzata Germak nie wie, co dzisiaj czytają dziewczynki, które kiedyś mogłyby sięgać po "Dziewczynę”. Gdzie zaglądają, jak zdobywają wiedzę, kto im doradza? - Mam żal, że nie ma dla dzieciaków jednego miejsca w sieci, takiego z poradnictwem, znającego swoich użytkowników - mówi.

"Młodzieżówki” nie miały szans w starciu z coraz bardziej powszechnym dostępem do internetu i taniejącymi smartfonami. Ostatni numer "Twista" sprzedał się w niewiele ponad 16 tysiącach egzemplarzy, "Dziewczyny" w 22 tysiącach. Czytała je przede wszystkim młodzież z mniejszych miast, miasteczek oraz wsi. Dla nich te gazety były oknem na świat, namiastką świata celebrytów i gwiazd. Z czasem i ten walor przestał mieć znaczenie. - Coś się skończyło. I już nie wróci - podsumowuje Szklarczyk.

*Cytaty pochodzą z forów.

** Raporty Grupy Edukatorów Seksualnych PONTON.

*** Wszystkie dane dotyczące średniej miesięcznej sprzedaży pism za Związkiem Kontroli Dystrybucji Prasy.

****Wszystkie zdjęcia rozkładówek pochodzą z numeru "Dziewczyny" 12/2006.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER.

Więcej o: