Moje szczęście w kolorze, czyli jak wybieram kosmetyki

Nie umiem się malować, ale mam tony malowideł. To jest tekst o kompulsywnych zakupach i kolekcji flakoników w łazience.

Perfumy

Mój mały koszmar, bo chyba jestem od nich uzależniona. Od jakich? Hm, rozmaitych. Ciągle nowych. Jak mi wpadnie w nos jakiś zapach to koniec. Muszę go mieć, chociaż najpierw bardzo długo sobie tłumaczę, że naprawdę żadnych już nie potrzebuję, że szkoda kasy. W łazience na półeczce pod lustrem (to na szczęście całkiem spora półeczka) stoi jakieś 30 flakoników. Te na zimę, te na lato, tamte kwiatowe, a te piżmowe. Te na depresję, a tamte na słońce. Zimą byłam na słonecznej wyspie - Fuertawenturze. Pani opiekunka czy przewodniczka nieopatrznie zdradziła, że to strefa wolnocłowa, więc jakby co, to kosmetyki są tam dużo tańsze. Co mi tam kosmetyki! Ale perfumy! Wokół jednych (nowe DKNY) chodziłam przez tydzień. Wąchałam, psikałam. Obiecałam sobie, że nie kupię. Nie kupiłam. Całe długie 7 dni. Ale ostatniego, tuż przed odjazdem autobusu na lotnisko zdążyłam jeszcze w ostatniej chwili skoczyć do sklepu i jednak zakupić butelczynę...

perfumyKolekcja flakoników

Lakiery do paznokci

To samo, co z perfumami. Mam tysiące, choć większości nie używam. Najbardziej mnie kręcą wszelkie odloty - lakiery matowe, z drobinkami, halogenowe, bóg-wie-jakie. Byle się świeciły, najlepiej ostro i dziko. Hit ostatnich dni? Liquid sand OPI. Mega wypas, bo nie są gładkie na paznokciu, światło pięknie się odbija, wyglądają przedziwnie, jak kolorowy zamrożony lód? Kolorowy, świecący piasek? Aha, żeby było śmieszniej - nie umiem sama sobie zrobić manikiuru, odgłos opiłowywania paznokci doprowadza mnie do szaleństwa. Malować też nie potrafię, bo trafiam we wszystko wokół, tylko nie w płytkę. Po co mi więc te lakiery? Nie wiem.

lakieryLakiery - byle się świeciły

Cienie do oczu

We wszystkich kolorach tęczy, bo ja bardzo lubię kolory. I strasznie mi się podobają te zielono-żółto-niebieskie powieki i smołki aje wszelakie. I kolorowe kreski na oczach i kolorowy tusz do rzęs. Zestawów do malowania oka mam kolejny milion. Na co dzień używam więc takiego brązo-beżu, którego generalnie nie widać. Albo takiego sreberka, co nie koloruje, ale za to świeci ładnie. Kresek nie umiem malować wcale. Ale umiem umalować rzęsy. Uf.

cienie do oczuWe wszystkich kolorach tęczy

Korektor i podkład, najlepiej liftingująco-rozświetlający

Nie młodnieję i nie dosypiam. Tu zwisa, tam opada, dlatego trzeba się ratować. A taki podkład liftingujący potrafi zdziałać cuda. No i korektor na te moje pryszcze, co mi się rzuciły na pysk po trzydziestce chyba dopiero. Trądzik wieku starczego. Koszmar. Jak podkładu na polik nie rzucę, to wszyscy mi mówią, że jakoś tak choro i biednie wyglądam. Nie chcę więc niepokoić tych wszystkich przychylnych mi ludzi i raczej się przed wyjściem z domu maluję.

Więcej o: