Spotkałam dziecko idealne i teraz podejrzewam, że to ze mną jest coś nie tak

Nie wierzyłam w takie dzieci, ale właśnie jedno z nich spotkałam. Więc skoro dziecko idealne istnieje, a moje idealne nie jest, to znaczy, że ja nie jestem wystarczająco dobrą matką, prawda?

Wyjechałam na święta. Do rodziny. Rodzina mieszka w bogatym kraju za granicą, w małym, czystym, bogatym miasteczku niedaleko stolicy. Też mają dziecko. Też, bo ja też mam. Nawet dwoje. Ale dzisiaj będzie o tym młodszym, bo rodzina ma ośmiomiesięcznego bobasa, który właśnie zaczął raczkować. Wyszedł mu też pierwszy ząb. Otóż bobas ten jest bobasem idealnym. Serio. Nie wierzę w takie dzieci, i w tego też bym nie wierzyła, gdyby nie to, że widziałam go (i słyszałam) na własne oczy i uszy.

Zostawiony sam w kojcu siedzi, guga i grucha do zabawek.

Bobas ten przesypia całe noce od czasu, kiedy skończył dwa miesiące. Od ósmej lub siódmej wieczorem, do, mniej więcej, siódmej rano. Bobas ten uśmiecha się do wszystkich i do wszystkiego. Miło guga i grucha, szczerzy dziąsła. Zostawiony sam w kojcu siedzi, guga i grucha do zabawek. Może tak siedzieć, gugać i gruchać i godzinę, jeśli zajdzie taka potrzeba (czytaj: kiedy mama i tata mają inne, ważne rzeczy na głowie). Bobas ten zasypia sam w łóżeczku, serio, kładzie się go, on sobie trochę poguga i pogrucha, a potem, gdzieś tak za trzy minuty, śpi.

Zabrany do kawiarni, gdzie rodzice spotykają się ze znajomymi, z którymi mają ochotę porozmawiać, najpierw guga i grucha do tych znajomych, a potem, położony w wózeczku, który stoi w środku, a wokół mega harmider, zasypia grzecznie. Najpierw może pogryzie sobie chwilkę jakiś gryzaczek. Ach, i ten uroczy bobas je wszystko, co mu się poda, i fenkuła, i szpinak, i bakłażana, je super regularnie, co cztery godziny z zegarkiem w ręku i wcale nie grymasi. Otwiera paszczę, am, am, am. Na spacerze, w wózku, patrzy na świat szeroko otwartymi oczaki, guga i grucha, a za chwilę zasypia. Zmęczył się. Śpi trzy razy dziennie. Po dwie godziny. Nie, nie jest niedorozwinięty. Totalnie zdrowy. Idealny.

I co ja mam sobie myśleć? Mogę - że moje dziecko jest inne, bo każde jest inne.

Moja córka wciąż budzi się w nocy (ma już ponad półtora roku). Chce jeść. Chce się przytulić. "Mama, mama, am, am”. W dzień odwrotnie - jeść nie chce. Spać w dzień - raz, półtorej godziny max. Nigdy spać nie lubiła, nawet jako małe bobo. W wózku nie chce jeździć, woli chodzić na nogach, ciężko ją do wózka przekonać. Zasypianie? Przytulić, utulić, poczytać, pośpiewać. Godzina minimum. I co ja mam sobie myśleć? Mogę - że moje dziecko jest inne, bo każde jest inne. Ale rodzina na to, że ich dziecko to rezultat PRACY i przeczytania książki "Język niemowląt” Treacy Hogg. Hm. Książkę przeczytałam. Niespecjalnie mi się podobała, bo jakoś dziwnie pachniała mi tresurą. W dziecko wydaje mi się, wkładam mnóstwo pracy, ale być może jakiejś innej? Chodzę do pracy, po pracy bawię się z nim, gotuję, karmię, przewijam, całuję, tulę, rozśmieszam, śpiewam, czytam, rysuję, Normalnie, jak każdy.

I co ja mam sobie myśleć? Mogę - że moje dziecko jest inne. Więc dlaczego myślę jednak, że to ze mną jest problem? Że to ja nie umiem ugotować dobrego obiadu? Położyć spać, uspokoić? Że nie jestem wystarczająco dobrą matką?

matka, dziecko, idealnaNieidealna matka z nieidealną córką

Więcej o: