Domowe sposoby na naukę języka, które kosztują tyle, co wysłanie listu pocztą

Ciągle słyszę, że w nadchodzących czasach dziecko powinno znać angielski na poziomie języka ojczystego. A do tego, przynajmniej dwa języki obce, przy czym uwaga - niemiecki, francuski, włoski językami obcymi powoli być przestają. Trzeba się zmierzyć z mandaryńskim, którymś skandynawskim, ostatecznie może być rosyjska cyrylica. Pomijając chęci dziecka, czym płacić za te wszystkie lekcje?

Syn mój 12-letni jakiegoś wielkiego szału na naukę angielskiego nie ma. Uczy się tyle co na lekcjach, plus łapie słówka potrzebne mu przy graniu na komputerze i czytaniu komiksów. Nie widziałam go z książką do języka od...  nigdy go nie widziałam.

Podobnie jak z innymi przedmiotami, nie lubi teorii. Długo zastanawiałam się jak mu znaleźć praktyczny kontakt z językiem - na prowincji, bezpłatny w dodatku. Aż przypomniał mi się program, polsko-rosyjski z czasów mojego dzieciństwa. Szkoła to organizowała. Można było listy pisać z rówieśnikami ze Związku Radzieckiego. Pomijając naleciałości ideologiczne, pomysł był świetny.

Trzy sposoby, które oprócz tego, że zainteresowały mojego nastolatka, to jeszcze kosztują tyle co znaczek pocztowy, albo nic.

Koniecznie chciałam znaleźć jego dzisiejszy, anglojęzyczny odpowiednik. Jak zwykle niezawodni okazali się rodzice z grup edukacji domowej. Wystarczyło, że ogłosiłam się na ich profilu społecznościowym i już miałam trzy sposoby, które oprócz tego, że zainteresowały mojego nastolatka, to jeszcze kosztują tyle co znaczek pocztowy, albo nic. Opiszę, może komuś się przyda, albo jakieś podpowiedzi zwrotne dostanę.

POSTCROSSING

To projekt, który pozwala wysyłać pocztówki do ludzi na całym świecie. Po rejestracji na portalu www.postcrossing.com, zakłada się swój profil. Pisze coś o sobie, można dodać zdjęcie, opisać hobby. To ważny etap. Tu będą szukali o nas informacji ludzie, którzy chcą nam wysłać pocztówki. Po założeniu konta możemy wylosować pięć osób, obejrzeć ich profile i zdecydować, czy chcemy wysłać pocztówkę. Przymusu nie ma. Jeśli się zdecydujemy, trzeba wypisać na karcie swój kod, żeby adresat mógł odhaczyć na stronie, że pocztówkę dostał.

Mój syn wybrał dwie nastolatki z Chin i Rosji. Sumując musiał wykonać kilka zadań po angielsku: przeczytać zasady portalu, założyć konto, przejść losowanie, przejrzeć profile wylosowanych osób, napisać pocztówki. Niebagatelne było też wybranie, odręczne wypisanie i wysłanie kartek. Czyli czynności w dzisiejszym świecie właściwie egzotyczne. Przy okazji syn dowiedział się ile kosztuje znaczek do Szanghaju. Teraz czeka na informacje, że pocztówka dotarła. Dzięki temu dowie się ile czasu potrzebuje poczta na dostarczenie kartki w dane miejsce na świecie. No i oczywiście pocztówki, które zostaną wysłane do niego, też będzie czytał po angielsku.

PŁASKI PODRÓŻNIK

Inicjatywa, która również wykorzystuje działanie tradycyjnej poczty. Dwójka dzieci wymienia się fikcyjnymi postaciami. Taki Płaski Podróżnik to najczęściej rysunek, czasem z wklejonym zdjęciem dziecka, w wygodnym do noszenia formacie. Dziecko bierze nadesłanego Flat Traveler'a i „oprowadza” go po swoim mieście, kraju. Robi mu zdjęcia w różnych miejscach i opisuje w specjalnym albumie co dany Podróżnik robił.

Mój syn swojego podróżnika wysyła na cały maj do Szkocji. Tam, jego rówieśnik Franek, będzie oprowadzał Podróżnika po Edynburgu. Całą wycieczkę opisze po polsku, ponieważ chłopiec chce trenować właśnie nasz język. Mój syn przeciwnie - przez miesiąc będzie codziennie opisywał po angielsku co robił i widział nadesłany przez Franka Flat Traveler. W ten sposób chłopcy będą trenowali języki, których się uczą, a jednocześnie, przynajmniej w pewnym stopniu, poznają życie i kraj rówieśników. Oprócz języka dzieci ćwiczą też systematyczność, kreację i zdolności manualne (trzeba zrobić podróżnika i dziennik podróży). Koszt imprezy, tyle co nadanie niedużej paczki, czy listu.

foch.plDziennik podróży Płaskiego Podróżnika

E-LISTY I SKYPE

Najprostszy sposób, choć dla mnie skomplikowany z powodów internetowych zagrożeń - nie chciałam aby dziecko samo nawiązywało znajomości w sieci. Po ogłoszeniu się na profilu edukatorów domowych dostałam kilka propozycji od rodziców dzieci, które mogłyby korespondować po angielsku z moim synem.

Przedstawiłam propozycje dziecku, wybrało dziewczynkę z Anglii, o takich samych jak on zainteresowaniach książkowych. Po pierwszych mailach zapoznawczych, okazało się, że jest to strzał w dziesiątkę. Syn chętnie koresponduje z koleżanką, uczy się od niej żywego, współczesnego angielskiego nastolatków.

Najbardziej jest zadowolony z tego, że nie musi wkuwać słówek metodą tradycyjną. I oczywiście najważniejsze, angielski zaczął mu się przydawać na co dzień.

foch.plKto by nie chciał się uczyć w taki sposób?

Więcej o: