Spowiedź leniwej matki - bo w dwie minuty można tyle rzeczy zrobić

Być może kiedyś moja metoda okaże się tą złą. Być może pożałuję. Nie wykluczam. Już dawno przestałam o czymkolwiek i kimkolwiek myśleć, że na pewno i że tu już się na bank nie mylę (im więcej takiego myślenia, tym większe potem zdziwko przy oczywistej porażce, nieprawdaż).

AleksandraSami sobie poczytamy, mamusiu. Odpowiednią lekturę.

 

Ale póki co jeszcze uprawiam. Jakoś się sprawdza. Nie wiem, może mnie przeklną, może za dwie dekady na kozetce u psychoanalityka powiedzą, ze łzami w oczach i na dramatycznym przydechu:

Panie doktorze, bo ona ta moja matka ona była taka koszmarnie leniwa! Nie chciało się jej karmić dzieci łyżeczką. Sprzątać po nich. Ubierać ich. Rysować im nietoperzy.

Nie chcesz sam? Nie musisz w ogóle.

Zaczęłam jakoś wcześnie. Nie wiedzieć czemu umiejętność operowania nawet prostym, tępym, plastikowym sztućcem nie jest wrodzona. Że strawa bywała popychana ręką, to oczywiste. Ale pulchną, śliczną stópką? Nie pytajcie - fakty na faktach. Czy jadły z wdziękiem i schludnie, czy po zbilansowanym posiłku ocierały usteczka rogiem adamaszkowej serwety, a następnie odnosiły zastawę do zmywarki? Otóż nie, z kilku, co najmniej, powodów.

Ale po dokonaniu prostych obliczeń wyszło mi, że posprzątanie po posiłku (włącznie z myciem podłogi) to kwestia paru minut, a wmuszanie ziemniaczka z marchewka - znacznie dłuższa sprawa, w dodatku nudna i żmudna (a kiedyś posprzątają same, prawda?).

Tu masz ziemniaczka, tu masz sztuciec, świat jest twoją ostrygą.

Sama jestem więc sobie winna, że kiedyś, gdy karnie oddelegowałam Dziewczynkę do łóżeczka, wyszłam z pokoju i wróciłam po pięciu minutach - zastałam Chłopca, który z dostępnych materiałów wykonał całkiem solidny postument, wspiął się nań i przez kraty karmił więźniarkę z własnej miseczki. Chciałam, żeby były samodzielne, to mam, nie?

Nie chcesz się ubierać? To nie. Ja mam do poprawienia odcinek, swój, cudzy i jakiś z kosmosu, muszę wyjąć pranie, wyczesać kota, odpisać na maila i zignorować dzwoniący telefon. W tym czasie prawie trzylatek spokojnie może nałożyć na siebie różne części garderoby, nie wymagam radzenia sobie z zamkiem błyskawicznym, a jak nałożysz butki prawy na lewą, to ci to wytknę, spokojna głowa. Ubraliście się? Świetnie, wychodzimy. Nie? Dla mnie doskonale, i tak nie miałam ochoty na ten spacer z wami.

Mam za swoje, o siódmej rano, zamiast słodkiej blondyneczki w piżamce w kotki zastaję obłąkaną szafiarkę, wyszliśmy już z etapu „majtki na głowie”, niemniej, nie, kochanie, nie puszczę cię do przedszkola, kiedy wyglądasz jak Susannah Cohena, „cała w piórach i łachmanach z jakiejś akcji dobroczynnej”. Tak więc muszę poświęcić czas na rzucanie w twoją stronę kolejnymi sztukami WŁAŚCIWYCH ubrań i poganianie naburmuszonej faszionistki, ale cóż, sama chciałam.

 

aleksandra"She is wearing rags and feathers From Salvation Army counters"

 

Nie chcesz, syneczku, pozbierać zabawek? To nie zbieraj. Ja ich nie ruszę, to pewne. Ale widzisz, leżą na drodze do łóżeczka, do łazienki, do półki z książkami, do kuchni. To, sam rozumiesz, wyklucza takie atrakcje, jak kolacja, kąpiel, czytanie na dobranoc itp. Możesz nie spać, jasne. Cholernie ciężko będzie ci zerwać się jutro o świcie, wiem coś o tym.

Czy będę budować z tobą z klocków? Dude, kocham cię nad życie, ale naprawdę nienawidzę dziecinnych zabaw, skoro już przytrafiliście mi się z siostrą w dwupaku, to teraz się bawcie, towarzystwo rówieśnika, najlepsze, co może być, ja jestem stara i mam pracę. Nie? To nie. Jak wolisz.

I tak, odkąd miały - nie wiem, pół roku? rok? - kolejno zrzucałam na nie czynności, które zwykł wykonywać rodzic. Z ulgą i radością zrzucałam. Z poczuciem, że hej, oto znów jest odrobinę łatwiej. Ze smaczną świadomością, że podciągnięcie rajstopek w świnki to sekunda i niczym jest wobec dwóch minut żmudnego wkładania ofierze tych rajstopek.

Wiecie, co można zrobić w dwie minuty? (na przykład kanapkę. Herbatę. Umalować rzęsy. Zerwać zaręczyny. Przeczytać bardzo dużo tekstu. Wyczyścić kotu kuwetę. Albo sobie buty. Zasznurować gorset. Wykonać przelew. DWIE MINUTY!)

 

aleksandraPrzecież cicho i spokojnie siedzimy, jak kazałaś!

 

Czy jestem z siebie dumna? Nie bardzo. Autentycznie i bez kokieterii myślę, że dobra matka bawi się, karmi, ubiera, dba. Nikt mi tych dzieci mieć nie kazał, nie zaliczyłam wpadki, ani chwilowego ogłupienia na tle biologicznym, świadoma decyzja i świadome konsekwencje. A ja co? Migam się. I wciskam, że ok, może ja leniwa, ale za to one samodzielne, zaradne i na oko szczęśliwe.

A czy ja wiem, co będzie za dziesiąt lat? (poza tym, że asteroida, upadek ZUS i czarny papież)

Nie wiem. Zobaczymy.

Więcej o: