Kochany Synku - spróbuję wyjaśnić ci, o co chodzi kobietom

Tak naprawdę patrzę na ciebie, synku i czuję, że nie muszę się martwić. Ale gdybyś potrzebował - zawsze możesz zapytać...

Widzisz, mam tu mały problem. Nie z tobą, kochanie, ty jesteś doskonały, oczywiście knujesz, spiskujesz i masz na sumieniu, do spółki z twoją siostrą, ale nie zmienia to faktu, że jesteście najpiękniejszymi, najmądrzejszymi dziećmi na świecie, wiadomo. (Nie, nie możesz sobie wziąć mojego telefonu).

Problem, otóż, syneczku, mam z procedurą. Z metodą. Ze sposobem. Z twoją siostrą jest jakby łatwiej. Znam, znam ja od podszewki wszystkie wredne numery, podstępne sztuczki, obłudne miny, przewrotne akcje, genezę focha i doła, wszystkie kobiecie przynależne mentalne akcesoria. Już zdążyłam zapomnieć te tricki, których ona się dopiero nauczy. Doskonale będę wiedziała, co oznacza "Mamo, zanocuję dziś u Eli, będziemy się uczyć", a następnego dnia twarz podrapana męskim zarostem, opuchnięte usta, błędny wzrok i niewyspanie. Wiedza, kiedy "nic mi nie jest" to dzwon alarmowy - jest przekazywana przez pokolenia po linii żeńskiej, jak umiejętność lepienia pierogów z falbanką.

A ty? Pewnie, pewnie, masz ojca. Niemniej chciałabym się czuć bardziej kompetentną w twoich sprawach. A się nie czuję. Ponieważ, kochany synku - co ja wiem o mężczyznach? Nie mogąc wyjaśnić ci, o co chodzi mężczyznom i dlaczego (bo jakoś czułabym, że zaniedbuje, gdybym wyemitowała: "jeść, spać, seks i święty spokój", choć może w tej prostocie jest metoda) - spróbuję wyjaśnić ci, o co chodzi kobietom. Nie roszcząc sobie bynajmniej prawa do uniwersalności prawd i nieomylności założeń, oj, zresztą sam sobie zweryfikujesz.

Masz czytać i ładnie pachnieć. Te dyscypliny możesz zacząć uprawiać już w podstawówce, przez co pozytywnie wyróżnisz się na tle kolegów, wieszających przepocone skarpetki na kaloryferze i chroniących uszy przed przewiewem. Rudy Bartuś był niższy ode mnie i rudy, poza tym miał uszy, jak wachlarze, jednak czytał publicznie przygody Tomka Wilmowskiego i pachniał - oprócz gumy do żucia - zagranicznym proszkiem do prania i pastą do zębów. Bardzo umierałam z miłości, bardzo. Wnioski wyciągnij sam.  I uwierz, że kobieta potrafi zmięknąć w kolanach z powodu fajnego zapachu, o zrzucaniu bielizny przez głowę nie wspomnę.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAA może byś już taki śliczny i malutki został, hę?

 

Miej pasję. Może być dowolna, im mniej zrozumiała dla koleżanek, tym lepiej. Bylebyś oddawał się pasji z pasją i umiał o niej interesująco mówić. Nie zrażaj się faktem, że póki co jest to kolekcjonowanie zdjęć psich kup, albo próby popełnienia samobójstwa poprzez deskorolkę. Kiedyś będą to francuskie wina, kuchnia włoska, impresjoniści i jazz, wtedy zbierzesz żniwo, na razie trenuj.

Będzie taki moment, kiedy pomyślisz, albo ktoś ci powie, względnie usłyszysz, że kobiety lecą na kasę. Jest to, synku, podręcznikowy przykład mylenia przyczyny ze skutkiem. Kobiety lecą na zaradnych, samodzielnych mężczyzn. Kasa często bywa tej zaradności i samodzielności efektem, choć niekiedy ubocznym i nie najważniejszym. Nic nie poradzisz na atawizmy, kobiety lubią czuć się bezpiecznie, wiedzieć, że ktoś zadba, poradzi i że nie wszystko na ich głowie. A kiedy już wiedzą, że nie są same i że nie one muszą decydować i załatwiać - wtedy rezerwują sobie prawo do decydowania i załatwiania, gdyż mogą, ale już nie muszą. Oczywiście, możesz też iść w opcję "ja ją tylko noszę na rękach i wielbię, a ona załatwia resztę". Nie mówię, że to nie działa, w pewnych układach, z pewnymi osobowościami.

Kobieta spróbuje wleźć ci na głowę i owinąć wokół palca. Będzie o to walczyć, jak lwica, piętrzyć afery, rzucać kłody pod nogi, uciekać się do najbardziej niegodnych chwytów i sprawiać wrażenie, ze wzięcie cię pod pantofel jest dla niej kwestią życia i śmierci. Nie idź na to. W momencie, kiedy osiągnie cel - skopie cię boleśnie po stromych schodach. Nie wiem, czemu to tak działa, nie analizuj, uwierz.

W związku z powyższym - odpuść czasem. Przestań się tak bardzo starać, być na zawołanie i czasem, kiedy nosisz ją na rękach - upuść na bruk. Tak, żeby potłukła sobie tyłek, upadając. Nie odpisuj na smsa, nie oddzwaniaj po sekundzie, nie mów jej wszystkiego. Oczywiście nie zwalnia cię to od starania się, noszenia na rękach, kwiatów bez okazji i ogólnie - czczenia księżniczki. Nie pytaj, nie wiem. Dasz sobie radę, wypośrodkujesz. Dopieszczanie jest fajne, ale czasem naprawdę trzeba za włosy i o ścianę. Nigdy nie mów: "uspokój się", "nie histeryzuj", "przesadzasz". Naprawdę tego nie rób. Są dziedziny, których nikt nie zbadał i to nie dlatego, że grant na ten projekt był za niski.

Hormony to podstępne dziwki. Ona nie żartuje. Zachowaj spokój, nie eskaluj, nie kpij.

Bokserki. Nie slipy.

Zabezpieczaj się.

Gdybyś mógł być trochę jak późny Hugh Laurie - to by w niczym nie zaszkodziło.

Więcej o: