"Tylko Bóg wybacza" - potrójna recenzja nowego filmu z Ryanem Goslingiem

Nie wchodzi się trzy razy do tej samej rzeki - nie ma też sensu trzy razy pisać o jednym filmie. A jednak, jednak - istotne jest dostosowanie przekazu do odbiorcy więc moją recenzję najnowszego obrazu Nicolasa Windinga Refna kieruję do trzech grup: fanek Goslinga, filmoznawców i tzw. zwykłych ludzi (podobno istnieją naprawdę).

Dla fanek Goslinga

„Tylko Bóg wybacza” to świetny film o tym, że Ryan Gosling ładnie wygląda. Wygląda ładnie w białym tiszercie i w czarnym tiszercie, rozchełstany i pod krawatem. Wygląda ładnie siedząc na skórzanej kanapie, bądź opierając się nonszalancko o ścianę. Podejmuje też heroiczne próby, by ładnie wyglądać z podbitym okiem, rozkwaszonym nosem i rozwalonym łukiem brwiowym, ale powiedzmy sobie szczerze: nie do końca mu to wychodzi. O co biega w fabule? Trudno powiedzieć, chyba ma to coś wspólnego z kompleksem Edypa, samurajskim mieczem i tajskim boksem, ale wszystko przysłania Gosling. Dużo, dużo Goslinga: jak idzie, jak stoi, jak patrzy - nawet jak myje ręce. Aha, jest też o tym, że wyobraża sobie seks z kobietą, więc wyobrażanie sobie seksu z Goslingiem wydaje się jak najbardziej uzasadnione i zgodne z intencjami reżysera.

OCENA: 10/10

Ryan Gosling w Ryan Gosling w "Tylko Bóg wybacza"/mat. dystrybutora

Dla filmoznawców

Wyobraźmy sobie, że trzech wielkich artystów kina: David Lynch, Wong Kar-Wai i Alejandro Jodorowsky wspólnie kręci film. Niemożliwe? W kinie nie ma "niemożliwego”, kino to wieczna transgresja, ucieczka przed ograniczeniami jakie nakłada na nas tzw. rzeczywistość. To co podsuwa nam gra wyobraźni i intelektu staje się obrazem, znakiem, symbolem. Jak w filmie Refna, który wpisuje się w nurt kina wizyjnego, operującego poetyką marzenia, fantazji, sennego koszmaru. Tu nie ma miejsca na dosłowność, banalne "dzianie się”. Narracja została podporządkowana precyzyjnie rozplanowanej siatce pojęć i antynomii. Przemoc i seks, władza i potęga woli, karma i zemsta, akt zniszczenia i macierzyństwo. Nie sposób także pominąć kontekst kina tajskiego od klasyków kina akcji takich jak „Ong Bak” po sztandarowe dzieła twórców niezalężnych takich jak Apichatpong Weerasethakul.

Wszystko, co widzimy na ekranie aż kipi od znaczeń, ukrytych odniesień i całkiem jawnych korespondencji. Jak w scenie karaoke, która buduje interpretacyjny pomost pomiędzy „Blue Velvet” a „Tylko Bóg wybacza”, czy w wyraźnych podobieństwach tropów między filmem Refna a „Upadłymi aniołami” czy „Świętą krwią”. Wizualna warstwa filmu ma w sobie porównywalną siłę oddziaływania jak wymienione dzieła. Wystudiowane, mocne, symboliczne obrazy, którymi duński reżyser opowiada swoją historię przemawiają bezpośrednio, działają emocjonalnie, poruszają do głębi, niezależnie od analiz, które podsuwa intelekt. A te mogą być różne: od pełnych uznania po głęboko krytyczne wobec filmu.

OCENA: 7/10

"Tylko Bóg wybacza", reż. Nicholas Winding Refn

Dla ludzi

To nie jest kino w stylu Tarantino, choć może się tak wydawać. Bangkok, przestępczy półświatek, krwawa przemoc i tajemniczy mściciel - mistrzowsko władający samurajskim mieczem policjant (rewelacyjny Vithaya Pansringarm, którego możecie kojarzyć z drugiej części "Kac Vegas”) - kontra zamieszani w nielegalne interesy Europejczycy. Do tego tajski boks, karaoke i piękne Azjatki - brzmi zachęcająco. Jednak jeśli ktoś spodziewa się przede wszystkim sensacyjnej intrygi a la „Kill Bill”, to czeka go spore rozczarowanie: to film bardziej artystyczny i wysmakowany, a nie gatunkowy.

Ale nie uprzedzajcie się do filmu tylko dlatego, że ktoś powie o nim: trudny w odbiorze albo artystyczny. „Tylko Bóg wybacza” ogląda się całkiem dobrze, nawet jeśli tempo akcji jest trochę ślimacze momentami. W dodatku jest w nim sporo zamierzonego (albo i nie) humoru: Gosling wygląda jakby parodiował samego siebie z „Drive” a scena w której Kristin Scott Thomas, grająca szefową narkotykowego gangu spotyka się na kolacji ze swoim synem (Gosling) i prostytutką (Yayaying Rhatha Phongam), która ma udawać jego dziewczynę, jest naprawdę bardzo zabawna. Jeśli podejdziecie do oglądanego dzieła na luzie, to jest spora szansa, że będziecie się dobrze bawić.

OCENA: 6/10

Kristin Scott Thomas w Kristin Scott Thomas w "Tylko Bóg wybacza"

Proszę sobie wybrać właściwą recenzję. Film od jutra w kinach.

Więcej o: