Szkoda mi lata na urlop, bo w mieście też jest wtedy cudownie

Zacznę od tego, że uwielbiam lato. To zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Ponieważ mieszkamy w takim, a nie innym rejonie geograficznym, to dużo tego lata nie mamy i dlatego cieszę się każdym dniem.

Jako dziecko miałam tę wspaniałą możliwość wyjeżdżania na dwa miesiące z miasta. Rodzice wysyłali mnie na kolonie/obozy/do rodziny, a wspólnie jeździliśmy nad morze, na Mazury i na działkę. Do domu wracałam pod koniec sierpnia, żeby ogarnąć się przed nowym rokiem szkolnym. Wtedy wydawało mi się, że lato w mieście, to najgorsza z możliwych opcji i szkoda było mi koleżanek i kolegów, którzy w ten sposób musieli spędzać wakacje. Odkąd jednak dorosłam wszystko mi się poprzestawiało.

Olgu, chłopaki i ławeczkaOlgu, chłopaki i ławeczka

Ostatnie wakacje w lecie miałam na przełomie trzeciej i czwartej klasy liceum, czyli w zeszłym wieku. Odkąd poszłam na studia, a później do pracy, zawsze wybieram wakacje jesienią. Mam tę możliwość - nie mam dzieci i nie muszę się do nich dostosowywać. Wakacje jesienią, to dla mnie przedłużenie lata. Kolejne dwa tygodnie słońca, do którego tęsknię przez kilka kolejnych miesięcy. Za tym wyborem stoją jeszcze inne kwestie.

Zacznę od ludzi. Męczą mnie tłumy, harmider, krzyczące dzieciaki i pijane nastolatki. Ja wiem, że to jest okres laby, wypoczynku i wariowania. I niech taki pozostanie, ale ja nie muszę w tym uczestniczyć. Ograniczam sobie te doznania na tyle, na ile jest to możliwe. W okresie, w którym ja mam wakacje, młodzież siedzi już w szkolnych ławach, a niedobitki małych dzieci nie są już tak męczące. Moim oczom nie ukazują się tłumy pijanych turystów, jakieś tam osobniki występują, ale raczej rzadko i w małych ilościach. Idzie przeżyć. Dodatkowo ja nie potrzebuję na wyjazdach integracji z obcuchami, ja tego nawet nie chcę. Powiedzenie "dzień dobry" lub "do widzenia", to wszystko, czego oczekuję po interakcji z innymi ludźmi.

Kolejną kwestią, która stoi za moim wyborem wakacji jesienią czy tak, jak w tym roku zimą, są finanse. Jest po prostu taniej. Tu chyba nie muszę pisać żadnych wyjaśnień.

Oprócz wyżej wymienionych czynników jest jeszcze coś takiego, jak super imprezy, które są organizowane latem w mieście. Mam to szczęście, że mieszkam w Warszawie i ilość imprez, która jest organizowana, pozwala mi zapełnić codziennie mój kajecik. Oprócz koncertów czy kina na świeżym powietrzu, są otwarte knajpki, są parki, jest plaża nad Wisłą. Nie muszę codziennie chodzić do knajpy i wydawać po 50 PLN na napoje czy jedzenie, mi wystarczy ławka w parku. Jestem dzieckiem z blokowiska, więc ławka była nieodłączoną częścią mojego dorastania. To mi zostało. Lubię siedzieć na ławce ze znajomymi, lubię leżeć na trawie w parku. Mam wspaniałe grono znajomych, z którymi po prostu miło spędzam czas. Nie miejsce jest dla mnie ważne, ale ludzie, którzy są ze mną. Najlepiej z tego lata wspominam piknik The Gustators w Morskim Oku. The Gustators to grupa przyjaciół, którzy wspólnie gotują. Zapraszają znajomych i znajomych znajomych i to się kręci i rozwija.

Piknik The Gustators [https://www.facebook.com/thegustators]Piknik The Gustators [https://www.facebook.com/thegustators fot. Sebastian Dzwonnik]

W okresie od czerwca do września dużo moich znajomych ma imieniny i urodziny, jest więc dużo okazji do wspólnego spotykania się i świętowania. Wiadomo, że część wyjeżdża na urlopy dłuższe, ale tych osób jest mało. Poruszają się raczej między festiwalami muzycznymi i filmowymi, których w wakacje jest multum. Teraz przez dwa najbliższe tygodnie część znajomych będzie we Wrocławiu na Festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty. Większość jedzie tam zawodowo. Tłumaczyli filmy, są krytykami filmowymi lub będą zasiadać w jury (fajnych mam znajomych, można mi zazdrościć. Ci, którzy zostają, też nie będą się nudzić. Ja również zostaję, gdyż mam pod opieką Tadzia, psa Natalii.

Mając Tadzia na pokładzie, od rana chodzę na spacery po parkach, spotykam się z ludźmi z którymi chcę. Wybieram się też na wieś. Fakt, wykonuję wolny zawód, więc mogę sobie usiąść w knajpie z laptopem, ale Ci którzy siedzą w biurach, redakcjach czy sklepach, o którejś tam kończą harówkę i wtedy się spotkamy. To będzie właśnie nasz czas. Czas na wspólny obiad - kolację, czas na koncert, kino w plenerze, ławkę, albo siedzenie na balkonie i po prostu rozmawianie.

To, co mogę Wam szczególnie polecić, to cykliczne imprezy z wytwórnią Lado, które noszą nazwę Lado w Mieście. Odsyłam Was do linka, bo tam macie dokładnie opisane, co się będzie działo. Ja powiem tylko, że dużo naprawdę dobrej muzyki. 15 lipca rusza Warsaw Summer Jazz Days. Za jazzem nie przepadam, ale impreza i tak jest godna polecenia. Dla tych, którzy cenią sobie bardziej obraz, niż dźwięk polecam Filmową Stolicę Lata. Wszystkie projekcje, jak co roku, będą darmowe.

LADO przedstawia: MikrokolektywLADO przedstawia: Mikrokolektyw

Ci z Was, którzy nie potrzebują kultury do szczęścia, mogą się wybrać nad Wisłę do knajpek. Szczególnie polecam Pomost 511. Jest to nowe miejsce na mapie Warszawy, które znajduje się obok Cudu nad Wisłą. Pomost 511, oprócz jedzenia, napojów i muzyki oferuje rejsy po Wiśle przez całe lato. Moim zdaniem mega fajny pomysł. Jeżeli nie chce Wam się ruszać do Centrum, zawsze możecie poszukać u siebie w dzielnicach fajnych miejsc. A jeżeli Wam się nie chce chodzić i szukać, to tutaj macie małą podpowiedź.

Tegoroczne lato w Warszawie, to również koncert jednej z moich ukochanych kapel, Depeche Mode, który odbędzie się 25 lipca na Stadionie Narodowym. Ale umówmy się, impreza tania nie jest. Zresztą już pewnie dawno nie ma biletów.

Nie wiem, jak wygląda to w innych miastach, czy też tak dużo się dzieje, czy po prostu wieje nudą. Ale tak, jak wcześniej napisałam - dla mnie mogłoby nie być tych imprez, byle byliby ludzie. MOI LUDZIE. Bo to oni są tak naprawdę najważniejsi, no i lato samo w sobie.

P.S. Kiedy pisałam ten tekst, przekładałam spotkania, bo nie mogłam się zdecydować czy mam iść na koncert, do kina, czy na ławkę. Ja to mam jednak klawe życie.

Więcej o: