Może byś do mnie zadzwonił, czyli Starszej Pani Starcie z Popkulturą

Okazało się, że podobnie jak w przypadku zjawisk typu Gangam Style, czy inne Eurokoko - byłam ostatnia, która nie znała. Ostatnia, która nie słyszała. Ostatnia, która nie kuma bazy.

Pewnego wieczoru redaktor Połajewska dolała mi wina i rzekła:

- A teraz ci coś puszczę.

Ożywiłam się bardzo, pamiętając, że jej "a teraz coś ci puszczę" czasem kończy się zryciem mi mózgu na pół roku w sposób dotkliwy, lecz przyjemny, na przykład przez takie coś:

Doświadczyłam, przetrawiłam i doprawdy byłam gotowa na więcej.

Niestety, w miłym podekscytowaniu umknął mi fakt, iż gust redaktor P. można śmiało określić jako eklektyczny, wszak nie kogo innego, tylko właśnie redaktor P. przyłapałam na bardzo interesującym układzie choreograficznym wykonywanym pod:

- i przysięgam, był to widok, którego długo nie zapomnę. Zapytana, co na litość robi - wdzięczna tanecznica odrzekła O CO CI CHODZI, TO FAJNE, dobitnie uświadamiając mi mój wiek i przepaść pokoleniową. Niestety, tym razem wino i miły nastrój uśpiły moją czujność i zanim zdążyłam krzyknąć, że oto zostawiłam żelazko na gazie i muszę uciekać - moja młodsza koleżanka zapodała mi TO:

i sparaliżowało mnie na tyle, że ucieczka stała się niemożliwa. Po wszystkim zdolna byłam tylko zapytać słabiutko:

- Dlaczego...?

- Wiedziałam, że nie znasz.

- Było mi z tym dobrze.

- Ale nie zrozumiałabyś o co chodzi z tym.

Po czym, słusznie zakładając, iż ofierze należy zadać następny cios jeszcze zanim oprzytomnieje - szybciutko włączyła mi:

Tu przynajmniej poczułam pewną wspólnotę, gdyż obie mamy dość dokładnie wyrobione zdanie o młodych ludziach posługujących się "hinduskim symbolem szczęścia", poza tym pani na filmie ma prześliczny nosek i uroczo akcentuje "AAI SHIT!", fakt, że pointa mogłaby być hm, głębsza, ale nie wymagajmy zbyt wiele od humoru starszej gimbazy.

Wiadomo, że umiem zrobić problem z wiązki siana (a może za suche? A może za mokre? A może pryskane, może sporysz, albo klątwa KRUS?) tu więc także nie miałam hamulców. Okazało się, że podobnie jak w przypadku zjawisk typu Gangam Style, czy inne Eurokoko - byłam ostatnia, która nie znała. Ostatnia, która nie słyszała. Ostatnia, która nie kuma bazy. (Swoją drogą - jak się teraz mówi? Bo że nie "nie kuma bazy" - tego jestem pewna.) Dobrze, proszę mnie nie bić, przyznaję, że zaprezentowany przez redaktor P. utwór ma znacznie więcej wdzięku niż azjatyckie podskoki, niemniej - skąd ten fenomen? Dlaczego i jak?

Co skłoniło cheerleaderki z Miami, aby za pomocą tego właśnie utworu wesprzeć morale dzielnych wojaków w Afganistanie? Zresztą muszę przyznać, że gdybym była wojakiem - moje morale na taki widok poszybowałoby w górę jak modlitwa dziewicy.

O to, co skłoniło wojaków do takiej formy odpowiedzi - nie muszę pytać, akcja - reakcja, wiadomo. Przyznam, że o ile pląsy panienek oglądam na chłodno, owszem, z przyjemnością, bo dziewczyny śliczne - o tyle chłopcy doprowadzają mnie do lekkiej rozklejki. Powiedzcie, że wszyscy wrócili do domu, co? I niech mi nikt nie zaczyna o tym, że sami się tam pchali i bla, bla, ponieważ dla mnie w tej chwili istotny jest tylko fakt, że czekają na nich w domu mamy. I dziewczyny. I chłopcy. I psy. I tak, też najbardziej lubię rudego.

Zatem Carly Rae Jepsen w służbie pokoju, w porządku, cel szlachetny. I zawsze miło popatrzeć na fajne ciało, płeć obojętna, nawet jeżeli ni w ząb nie rozumiesz, skąd akurat taki podkład muzyczny.

Jeżeli już o fajnych ciałach mowa, to wyznam Wam, że najwięcej radości w omawianym temacie sprawiła mi reklama firmy Abercrombie&Fitch. Czy z powodu fajnych ciał właśnie? Otóż nie, chłopcy owszem, modelowi, ale podobają mi się na tej samej zasadzie, co amerykańskie cheerleaderki wspomniane wyżej - oblizałam się, jak na widok deseru, nie dążąc jednakże do natychmiastowej konsumpcji (no dobra, parę razy wyrwał mi się też niekontrolowany pisk, ale wiecie, stara jestem, to nie ja, to zawiasy). Niezmiernie jednak ucieszył mnie fakt, że firmie A&F znanej, ze swojego butnego "jesteśmy tylko dla białych, anglosaskich, szczupłych protestantów" (upraszczam, wiem) oto widowiskowo mięknie rura i mus im wzbogacić swój szoł elementami dotychczas pogardzanymi. Swoją drogą ten Azjata bardzo do zjedzenia, chyba najbardziej z całego teamu, przepraszam, już się opanowuję. I na pohybel rasistom, smażcie się w pustynnym piekle, och przepraszam, czyżbym nawoływała do nienawiści?

Konkludując - fenomenu nie pojmuję. Nie wiem, dlaczego ze wszystkich przeciętnych melodyjek ta akurat, nie mniej przeciętna - zrobiła karierę. Nie wątpię, że moda przeminie równie szybko, jak się pojawiła. Ale to w sumie nie ma znaczenia. Miłe jest, że ktoś ten fenomen rozumie i na tej bazie robi rzeczy przyjemne dla oka. Nie mówię, że pożyteczne, czy z misją. A zresztą - pieprzyć polityczną poprawność - coś co obejrzałam kilkanaście razy nie może być złe. Nawet, jeżeli jest wtórne. Ważne, że cieszy, prawda?

[OD REDAKCJI: Jeżeli chcecie poczytać więcej o fenomenie "Call me maybe", to z całego serca polecamy tekst naszego redakcyjnego kolegi, Tomka Kutery.]

Więcej o: