Odręczne pismo zdradza cechy osobowości? Nie dawajcie się nabrać na pseudonaukę!

Jak już wiecie uwielbiam bezużyteczną wiedzę, oprócz tego interesują mnie również pseudonauki. Niesamowite jest dla mnie to, jak ludzie wierzą w tego typu rzeczy/zjawiska i jeszcze są w stanie "zaczarować"innych, aby w to wierzyli.

Miss Olgu

Wśród pseudonauk najbardziej lubię te, które mają określać czyjś charakter na podstawie np:

- rysów twarzy - fizjonomika
- linii dłoni - chiromancja
- wzorów powstałych z fusów herbacianych - tasenografia
- wyglądu ciasteczek jęczmiennych - kritomancja - moje ukochane
- charakteru pisma - grafologia

To ostatnie może być dla Was szokiem. No bo jak to? Przecież w C.S.I czy innym Dexterze korzystają z pomocy grafologa. Wszystko się zgadza. Grafologia jest techniką śledczą, która ma za zadanie badać autentyczność pisma ale nie wierzcie w to, że jest w stanie określić czyjeś cechy charakteru. To jest czysty popbełkot stworzony na potrzeby kina i wyłudzania kasy od osób, które pójdą sobie zbadać charakter...

Ludzka naiwność nie ma granic, skoro powstają grafoterapie, dzięki którym masz zmienić niepożądane cechy charakteru poprzez zmianę charakteru pisma - TAK, TO ISTNIEJE. Czyli, jeżeli jesteś pesymistą, to zacznij stawiać literki bardziej do góry i już będziesz optymistą! Niesamowite jest to, że te pierdoły są tak chętnie łykane przez ludzi. Pocieszające natomiast, że przodują w tym USA i Kanada, czyli z nami, Europejczykami, nie jest jeszcze najgorzej.

Jako przykład przytoczę Wam wyniki "badań" jednego z kanadyjskich grafologów. Ów "uczony" potajemnie badał pismo nauczycieli z Vancouver i stwierdził, że jest w stanie zidentyfikować rzeczywistych i potencjalnych sprawców molestowania seksualnego. No geniusz po prostu... Nie muszę chyba mówić, że wyniki jego badań zostały obalone. Niestety, niektóre korporacje i banki chwalą sobie współpracę z grafologami. Zlecają im np. sprawdzenie wiarygodności przyszłych pożyczkobiorców. Takie rzeczy w Izraelu. Korporacje zatrudniają grafologów w celu sprawdzenia przydatności do pracy potencjalnego kandydata. Proponuję jednak, żeby ci pracodawcy sięgnęli do badań G.Deana, który przeprowadził meta analizę ponad dwustu badań i dowiódł, że grafolodzy ewidentnie nie potrafią rozpoznać cech osobowości, ani prognozować przydatności do pracy.

Miss Olgu

Kolejna dawka bzdur wg. grafologów zajmujących się badaniem charakteru:

- pisanie "t" z falistym daszkiem, to skłonność do sadyzmu. Inny znany grafolog powiedział, że to nie prawda! Takie zapisywanie litery, to oznaka poczucia humoru. Ponieważ nie mam na to żadnych udokumentowanych badań empirycznych, ciężko jest stwierdzić, który bardziej zmyśla.
- małe haczyki w literze "s" to oznaka tego, że masz lepkie ręce i pewnie coś ukradniesz, albo już ukradłeś
- wysokie "i" to duże ego
- jak raz piszecie nachylając litery w prawo, a raz w lewo, to jesteście nieprzewidywalni
- duże bulwiaste ogonki w literach "w", "g", "y" wskazują na manię seksualną.

Nie dość, że pseudonaukowcy trzepią na tym kasę, to zdarza się jeszcze, że media im w tym wtórują i nakręcają ten biznes. Przykładem będzie tutaj "Los Angeles Times", który rozpowszechnił tę "naukę" w roku 2008. Gazeta opublikowała wyniki badań grafologicznych kandydatów na prezydenta - Johna McCaina i Baracka Obamy. U pierwszego stwierdzono nieszablonową osobowość, a u drugiego elastyczność.

Czemu więc grafolodzy, którzy zajmują się badaniem charakteru, odnoszą taką popularność? Wynikać to może z faktu, że ludzie posługują się heurystyką reprezentatywności. Dodatkowo ludzie mają skłonność do traktowania stwierdzeń ogólnych, jako odnoszących się wyłącznie do siebie. W psychologii zjawisko to nazywa się efektem Barnuma lub efektem "horoskopowym". Efekt ten jest bardzo skuteczny, ponieważ jesteśmy niesamowici w odnajdywaniu sensu tam, gdzie go nie ma. Na potwierdzenie tego zostało przeprowadzone badanie, w wyniku którego osoby badane utożsamiły się z przykładami opisów grafologów, które powstały na podstawie analizy pisma zupełnie innych osób...

Ale żeby nie było, że grafologia, to tylko pseudonauka. Z grafologii korzysta policja i sądy. W tym przypadku chodzi o osoby, które zajmują się autentycznością dokumentów pisanych odręcznie. Taka ekspertyza wykazuje jedynie, czy wskazana osoba jest autorem danego pisma, a nie czy ma zaburzoną osobowość. W Stanach Zjednoczonych profesja ta ma nawet swoją odrębną nazwę - QDE - questioned document examiner.

Tak więc, jeżeli kiedyś będą chcieli ocenić wasz charakter na podstawie waszego pisma to odpowiedzcie, że już mieliście to robione. A dokładnie badano kierunek promieni światła odbijający się od waszych paznokci u rąk. Ta pseudonauka to onychomancja i ma taką samą wartość naukową, czyli żadną.

Więcej o: