Gdy mam potrzebę życiowej zmiany - zmieniam kolor włosów

Niektórzy lubią, gdy ich przyszłość jest przewidywalna i nic się nie zmienia. Nawet ustawienie stołu w dużym pokoju jest takie samo, jak trzydzieści lat temu. Ja mam inaczej. Kiedy chcę coś zmienić, przestawiam stół albo zmieniam się z blondynki w zielonowłosą.

Przetestowałam różne ustawienia tego stołu. No bo stół najłatwiej przestawić. Niestety możliwości powoli się kończą. Przetestowałam też różne kolory włosów. Tu dla odmiany możliwości wciąż wydają się być nieograniczone.

Zaczęło się skromnie. Po skończeniu ósmej klasy podstawówki, na wakacyjnym wyjeździe wzięłam szampon koloryzujący i z blondynki zmieniłam się w rudzielca. Problem polegał na tym, że miało zmyć się po dwóch myciach, a zostało na dłużej. Przyjechali rodzice, nie przeżyli zawału, wyglądali tak, jakby zaakceptowali zmianę, a skoro tak to może nałożyć jakiś trwalszy kolor. Ruda marchewka, miedź, potem czerwień. Dwa lata później były czarne. Potem kasztanowe i znów rude.

Być jak Ramona FlowersByć jak Ramona Flowers

Kiedy urodził się mój syn, po kilku tygodniach tkwienia w mrocznych, zimowych wnętrzach domu wyściubiłam swój młodomatczyny nos na zewnątrz i orzekłam "potrzebuje wizyty u fryzjera". Zapisałam się na ten szatański balejaż. A, że włosy miałam długie, gęste, spędziłam ponad cztery godziny na fotelu. A potem znów: blond, platyna, złoto. Oczywiście samemu. Bo potrzeba przychodziła nagle. W środku nocy.

Najgorzej jak nachodziło mnie na cięcia - z profesjonalnym fryzjerstwem mam tyle wspólnego co nic. Ale skoro i tak wyglądam już dziwnie, inaczej, skoro i tak nie będę modelką, to czemu nie ściąć tych włosów w jakiś dziwaczny sposób. Co mam do stracenia? Nic. Ekhm, koleżanka, która jednak jest bardziej fryzjerką zgrzytała potem zębami. "Trzeba było zadzwonić, wzięłabyś dzieciaki, przyszła do mnie do domu, to ja bym ci to wycieniowała". "Ale o 2:00 w nocy?". No właśnie. Do niebieskiego przymierzałam się długo. Trzy lata. A teraz już jakoś to idzie. Niebieski stał się turkusowy, turkusowy zmienił się w "midnight blue" przechodzące w "green apple" .

nie ma nudyNie ma nudy

Pamiętacie taką reklamę napoju gazowanego z lat dziewięćdziesiątych? "Kiedy jest mi smutno - jem"? A ja kiedy jest mi smutno, zmieniam kolor. Kiedy jest mi wesoło, też go zmieniam. Jak widzę, że na głowie robi się nuda - dokładam trzeci odcień. To nie boli. Dzięki dziewczynom z Black Rainbow wiem jakich tonerów używać, i jak potem utrzymywać kolor. Najśmieszniejsze jednak są reakcje ludzi. "Wyglądasz jak Kelly Osbourne, Katy Perry, jak ta laska z MS/MR".

Co oczywiście nijak ma się do całokształtu, po prostu każdemu kolorowe włosy kojarzą się z inną postacią. W komiksowie jest jeszcze milej. Od bohaterek rysowanych przez Enki Bilala, przez "Życie Adeli", po Ramonę Flowers ze Scotta Pilgrima (nie trzeba dodawać, że i stare komiksy Bilala i serię o przygodach Scotta Pilgrima uwielbiam). Prawda jest taka, że ja po prostu mam jakieś takie fanaberie kolorystyczne, a paleta barw proponowana przez firmę La Riche obejmuje jeszcze kilka innych kolorów, które mam na uwadze.

Czy to przystoi trzydziestoletniej matce dwójki dzieci? No cóż. Część rodziny uważa, że nie, że wyglądam źle, jak czupiradło, jak "weź się przefarbuj", albo wróć do włosów blond. Wychowawczyni syna ze szkoły zareagowała pozytywnie, może bez ekstazy, ale też bez efektu odium. Panie ze świetlicy pytają, jak to zrobić. Dzieci uwielbiają te kolory. Po prawdzie nie lubię jak ktoś do mnie mówi "proszę pani". Z zielono-turkusowymi włosami nie jestem już panią. Jestem jak "Cześć", jak ktoś z innego świata, jak ktoś, do kogo odruchowo chcesz się uśmiechnąć.

Dominika - nasza własna AdeleDominika - nasza własna Adela

Obca pani w kiosku  jest milsza, ludzie bardziej otwarci. Gdybym pracowała w banku i spotykała się z poważnymi klientami, byłby pewnie kłopot. Ale ja pracuję w mediach, w 90% przypadków moje zadanie i moje ulubione zajęcie to słuchanie ludzi. O dziwo, kolor włosów potrafi tutaj zdziałać cuda. W pociągu, na sali prób, w więzieniu.

Co mogę powiedzieć? Tylko tyle, że jak mi się znudzi, to zmienię. Czy moje włosy to przeżyją? Nigdy nie miały się lepiej, bo też nigdy nie dbałam bardziej o włosy, jak teraz. A zatem: "Keep calm and keep changing".

Więcej o: