Co ja zjadam? Tym razem na stole koszmar, kasza i kokosy

Dziś będę waszym Gordonem Ramseyem, zamierzam Was zmusić do używania podstępnej kuchenki oraz garnka, a nawet dwóch! Co gorsza, zamierzam zaproponować przepis wymagający wykorzystania tego małego ciepłego miejsca, w którym drzemie przedwieczne zło, czyli piekarnika. Gotowi? No to zapnijcie pasy, bo mogą być turbulencje.

Kochane internety, jeśli to czytacie, oznacza, że udało się wam przetrwać przygotowywanie moich ściemnianych hummusów i innych potraw wymagających wyłącznie bycia kuchennym padawanem. Być może nawet macie wszystkie palce u rąk i są one waszymi własnymi palcami. Zakładam też, że nie poszatkowaliście sobie nosa w blenderze i nie robiliście innych głupich rzeczy. A może po prostu nawet nie wiecie, że są prostsze przepisy niż te tutaj, zaraz, za chwile wam zapodane.

KOSZMARKI

No nic. Stało się. Dzisiaj w mojej kuchni rządzi tanie wino, gdyż w Tesco była promocja i postanowiłam zadziałać prewencyjnie, nie dopuścić do deprawacji na osiedlu i przynieść do domu co najmniej dwie butelki. Rządzą też rzeczy na literę "K", ale uwaga! Nie rzucamy mięsem. Na początek może koszmarki i paskudki. Nie, nie nazywamy ich tak oficjalnie. Oficjalnie nie wymawiamy ich imienia, bo go nie noszą, po prostu rzucam to wszystko na stół, a po chwili znika. Nie ma czasu na solidny filozoficzny namysł nad prawdziwą nazwą. Trzeba jednak przyznać, że im większy mam staż w przygotowywaniu tych tamtych, tym brzydsze są, no bo to nudne i mi się nie chce, ale mają jedną zaletę - robi się szybko i nigdy jeszcze nie udało się tego spieprzyć.

Niech was nie zmyli zdjęcie, wina nie pieczemy, wino trawimyNiech was nie zmyli zdjęcie, wina nie pieczemy, wino trawimy

Żeby zrobić koszmarki i paskudki przyda się ciasto francuskie. Odkąd przeżyłam najazd Hunów w postaci wygłodniałych gości, co nocowali w naszym domu złym i zdecydowali się, że chcą oni coś zjeść jak już ostatnia pizza z dowozem do domu poszła spać, zawsze mam w zamrażalniku kawałek ciasta francuskiego. Dobrze zmrożonym można skutecznie delikwentów ogłuszyć. Źle zmrożony kawałek może posłużyć do jedzenia. Bierzemy więc tego kawałka, rozwałkowujemy i wtem!

Paskudki:

To zwykłe pierożki francuskie, tylko, że brzydkie. Ja robię je z fetą, wy też możecie, pozwalam. Jak to działa? Bierzemy kawałek sera feta, wycinamy w dobrze rozwałkowanym cieście francuskim prostokąty, kładziemy tam fetę, zaklejamy i już. Można robić trójkąty, można robić sakiewki, można to tak zalepić, żeby się trzymało i nie zawierało za dużo ciasta po jednej stronie i zbyt wiele dziur po drugiej.

Szybko, smacznie, niewyględnieSzybko, smacznie, niewyględnie

Jeśli jesteśmy mięsożerni dobrym farszem będzie boczek, u mnie jest speck, bo akurat to przywiozłam do domu, trudno. Problem z farszem jest taki, że zazwyczaj taka feta (speck też) jest jest już gotowy do spożycia przed upieczeniem pierożków. Moja feta bardzo dobrze smakowała na przykład ze świeżym, zimnym arbuzem.

Jeśli jesteś mięsożercą... no to maszJeśli jesteś mięsożercą... no to masz

Jaki jest skutek takich działań? Ano taki, że czasem farszu zaczyna brakować. Któregoś dnia, zamiast mieć pod ręką drugie opakowanie sera po prostu zastąpiłam go wielkim niczym i odrobiną kminku z solą. Tak paskudki zmieniły się w koszmarki, czyli domowej roboty przekąskę, którą nawet twój kot umiałby zrobić, gdyby chciało mu się dla ciebie gotować.

Wbrew pozorom to się da zjeść Wbrew pozorom to się da zjeść

Koszmarki mają jedną potężną wadę. Nie potrafią się trzymać planu. Plan wygląda następująco: bierzemy to ciasto francuskie, które zostało już porzucone przez ser feta, robimy z niego cieniutkie albo grubsze paluszki, posypujemy ziarnami kminku i solą, wstawiamy do piekarnika i w tym czasie przygotowujemy sos, który uwaga! zawiera trochę jogurtu, (może być jogurt z majonezem, jeśli ktoś uważa, że musi walczyć z anoreksją i nie wypada mu pić jogurtu solo), trochę czosnku, pietruszki i kminku. Stawiamy sos na stół, wyjmujemy z piekarnika koszmarki. Powinny nie być śmiertelnie blade, chyba, że nie włączyliśmy wcześniej piekarnika. Przekładamy je na talerz zanosimy na stół, i spożywamy. No i to jest ten ten etap, na którym zawsze coś nawala i zostaje miska sosu oraz ani jednego małego francuskiego paluszka z kminkiem, który dotrwałby do tryumfalnej inwazji na stół. Smutne to, ale spokojnie, próby wciąż trwają. Omnomnomnom.

chrup, chrup, chrupchrup, chrup, chrup

SAŁATKA MAROKAŃSKA Z KUSKUSA

No dobrze, ale to było tylko takie pitu pitu, żeby zamydlić wam oczy przed właściwym gotowaniem. Teraz to będzie. Sałatka marokańska na przykład. Z kuskusem. Potrzebny będzie do tego kuskus, nie myślcie, że nie, a oprócz tego:

- pomidory

- papryka zielona

- papryka czerwona

- cebula

- natka pietruszki

- trochę koncentratu pomidorowego

- ogórek małosolny

- czosnek

I wino, bo człowiek nie będzie przecież tak stał i patrzył jak ta kasza pęcznieje na sucho.  Cebulę można dodać na surowo, ale udaję, że wszyscy w domu wyczują, że sałatka znacznie lepiej smakuje, kiedy tego małego parszywego cholernika najpierw skroi się w drobna kostkę, a następnie wrzuci na dwie minuty na patelnię z odrobiną oliwy z oliwek, szczyptą soli i krztynką wina. Pomidory lepiej smakują gdy są sparzone i oskórowane, no ale jeśli uważacie, że w skórce od pomidora jest najwięcej witamin, trudno, zostawcie ją na tych bydlakach. Nie polecam natomiast zastąpienia obranego pomidora samą skórką zdjęta z niego, bo to już jakaś obscena, a nie jedzenie. Papryka smakuje po prostu dobrze, tylko trzeba ja drobno posiekać.

Wielu ludzi dodaje do tej sałatki zwykłego, mdłego, surowego ogóra, no nie wiem, równie dobrze mogłoby go nie być, a skoro tak, to albo wykreślamy go z przepisu, albo zastępujemy ogórkiem posiadającym smak, na przykład małosolny. Wielu ludzi polskich takich bradziej nazywa tę sałatkę Tabule, z akcentem na bule, co może rodzić rozczarowanie wśród konsumentów, którzy oczekują po tak uroczo nazwanej potrawie zawieranie pieczywa białego, pszennego. Nie dajcie się więc zwieść na manowce, powszechnie sotoswana nazwa to Tabbouleh i przeciągamy ją aligancko akcentując "leeeeeeeeh". Wymawiając warto dodać na twarzy taki teatralny grymas, niech plebs żrący zieleninę wie, żeście przygotowali coś specjalnego z zagranico.

A wiecie, że czosnek możecie rozjechać rozjeżdżaczem takim małym (Aleksandra go testowała). Możecie go przepchnąć przez praskę, albo zgnieść łyżka, ręką, czy po sienkiewiczowsku, półdupkiem, nie wnikam, byleby nie trafił do sałatki w ząbkach, bo to nie ma sensu. Koncentrat pomidorowy możecie natomiast wymieszać z jeszcze jedną łyżeczką oliwy i dodać do reszty składników. Jakie proporcje? Cóż, przyznam szczerze, że co kto lubi. Można zrobić tak, że kuskusu prawie  nie widać (to jest wersja na bogato) i można też skrzętnie ukryć warzywa w wielkim morzu małych żółtych kuleczek. Osobiście wybieram złoty środek. Sałatka najlepiej smakuje niestety po pewnym czasie. Niestety, bo trzeba się rozstać z miską, schować do lodówki i czekać, aż się przegryzie.

nocne spojrzenie na tabboulehNocne spojrzenie na tabbouleh

KASZA GRYCZANA Z GRZYBAMI

Czekanie jest wrogiem każdego domowego łasucha, najlepiej więc zająć czymś ręce, żeby nie koncentrować się na podjadaniu i podpijaniu. Może w takim razie upichcić coś jeszcze? Na przykład kaszę gryczaną z grzybami. Banał, banał, banał, tylko, że nie do końca, bo wtem! Do kaszy oprócz grzybów (na przykład podgrzybki, albo borowiki, na dwie torebki kaszy co najmniej 200 gram) będą potrzebne:

- cebula

- mleko kokosowe

- siekane orzechy włoskie

Zmiana wystrojuZmiana wystroju

Kaszę gotujemy. Czy mogłoby być inaczej? Nie. Za to cebulę wrzucamy na rozgrzaną patelnię. Wrzucamy ją posiekaną. Wrzucamy z odrobiną masła. Potem dodajemy grzyby, które warto posiekać, bo co nam po garści grzybów w całości? Nic, panie, nic. Smak nie ten, konsystencja niewłaściwa. Czekamy aż to się zrobi takie, że jak zaczniemy podjadać z patelni to będzie dobre, a nie gumowate. Potem otwieramy pojemnik z mlekiem kokosowym. Pewnie jesteście ciekawi ile tego mleka. Wersja minimalistyczna zawiera jedną zwyczajną, zdrową puszkę. Wersja na bogato - dwie. Sami zdecydujcie, czy wolicie mieć kokosowy potop, czy kaszaną pustynię.

Kiedy to wszystko zacznie być już ciepłe, dorzucacie orzechy włoskie. I niemal natychmiast polewacie tak przygotowanym sosem kaszę, którą wcześniej przecież wyjęliście z garnka, wysypaliście z woreczków do miski czy co tam macie za korytko i doprawiliście sosem sojowym (żadna sól, tylko sos sojowy, inaczej umrzecie w męczarniach jedząc mniej smaczną kaszę).

Wygląda typowo, smakuje jakby inaczejWygląda typowo, smakuje nieco inaczej

Nie zrobiliście tego wszystkiego wcześniej? No to do dzieła, każda minuta zwłoki oznacza przybliżanie waszej marnej egzystencji ku śmierci z głodu i wyczerpania, a więc tempo żołnierzu! No. A na koniec, jeśli zostało wam trochę pietruszki świeżej, zielonej, możecie ją zatknąć na wierch jakoby tę wiechę. I przystąpić do konsumpcji. Z korytka, albo z talerzy.

Więcej o: