To nie są romansidła, czyli w obronie Jane Austen

Po pierwsze - to nie są romansidła. Po drugie - za każdym razem, kiedy ktoś pisze "Jane Austin" - Bóg zsyła na ziemię kolejnego Biebera. Po trzecie - to nie są, powtarzam, romansidła.

Wspomniałam niedawno - pół żartem, pół serio - o książce, którą uważam za kandydatkę do spisu lektur zakazanych dla młodych panien. Pół serio - bo oczywiście sam pomysł takiej listy jest z gruntu słaby, każda młoda panna powinna mieć możliwość psucia sobie głowy czym zechce, diamenty trzeba szlifować, a trufle najlepiej tropić z użyciem świń, wiadomo. Przyznam jednak, że gdyby moja, nawet wcześnie nastoletnia córka, zażyczyła sobie jakiejś romansowej lektury, to ucieszyłabym się, mogąc jej podstępnie podsunąć Jane Austen (TO NIE SĄ ROMANSIDŁA) i uchronić w ten sposób dziecię przed smętną grafomanią opartą na krzywych, szczeciniastych nóżkach.

Ok, zgadzam się, te powieści za tło mają zawsze jakąś historię miłosną. Ale nie w tym leży ich sedno. Jane Austen pisała, w gruncie rzeczy, doskonałą, boleśnie celną, bardzo przemyślaną satyrę na czasy, społeczeństwo, ludzi i zwyczaje. Pisała z głęboką - pewnie wrodzoną, bo przecież nie kształconą - znajomością psychologii i natury człowieka. I to, co napisała jest tak uniwersalne, że kiedy zdjąć koronki, jedwab i szamerunki - zostaje naga, bardzo dzisiejsza prawda.

"Opactwo Northanger"

Wiem, to brzmi, jakbym sobie krwawo drwiła. Jestem jednakże poważna, jak bohaterki tych nieromansideł,  w chwilach, gdy deklarowały swój światopogląd. Tyle, że w mej powadze bardziej stała. Naprawdę, przyjrzyjcie się. Austen z wyjątkową jasnością ocenia i opisuje to, co napotykamy codziennie, w prawie nie zmienionej przez wieki postaci.

Nie macie w znajomych (na fejsie, tak) rozpuszczonej, zarozumiałej, odklejonej od rzeczywistości, przekonanej, że pozjadała wszystkie rozumy księżniczki, próbującej wszystko i wszystkich naginać do swoich wyobrażeń i planów? (To zwierciadło przechadzające się po gościńcu to czasem dość nieprzyjemna rzecz, ała.) Aroganckiej, pod pozorami uprzejmości, głupiej, pod pozorami inteligencji? Poznajcie Emmę Woodhouse.

Nie znacie żadnej egzaltowanej, przekonanej, że to, co serwuje jej na przykład kino - jest właściwym i prawdziwym obrazem wszelkich stosunków międzyludzkich, doskonale egoistycznej, męczącej, wymagającej, utrudniającej życie swojemu otoczeniu istoty? Która, nawiasem mówiąc, byłaby głęboko zraniona i zdumiona, gdyby jej to wszystko wypunktować? Przecież jest taka wrażliwa. Ma tyle głębokich przemyśleń. Odczuwa świat mocniej i intensywniej. Nic na to nie poradzi, jest inna niż inni. I  - szczerze - zabiłaby się, gdyby miała żyć tak płytko i prosto, jak wy. Oczywiście, życie kiedyś zweryfikuje jej to i owo. Tak, jak zweryfikowało Marianne Dashwood.

A rozpaczliwie drapanie się po stromiźnie,  karkołomne skoki przez przeszkody, byle tylko zawrzeć i utrzymać znajomość z towarzystwem, które imponuje stylem życia i kaską, bynajmniej nie intelektem, czy wiedzą? Zaawansowane wazeliniarstwo, klejenie się do możnych i uznanych, szyte grubymi nićmi komplementy, głupia próżność, zacięte, publiczne kompromitowanie się, byle tylko, byle chapsnąć, byle się otrzeć, byle złoty pyłek obsypał choć paznokieć? Znacie?

Duma i uprzedzeni"Duma i uprzedzenie"

A karygodna naiwność osób, od których należałoby oczekiwać więcej rozumu i samoświadomości? A wykształcenie i  wiedza, nijak nie idące w parze z inteligencją emocjonalną? A pretensje do świata, że nie ściele się do stópek i nie podsuwa na tacy tego, co najlepsze? A wymagania wobec wszystkich, tylko nie wobec siebie?

Trudno to wszystko, o czym napisałam, te bezlitosne oceny, to punktowanie - połączyć z sympatią i zrozumieniem do człowieka, prawda? Austen się udawało. Jej sarkazm jest podszyty ciepłą (trochę zrezygnowaną) akceptacją dla ludzkich niedoskonałości, jej dezaprobata dla pewnych postaw ma mocną podstawę w humorze i autoironii. Wolę mądre, ponadczasowe obserwacje, sprzedawane pod płaszczykiem romansu, od taniego romansidła, które nieudolnie markuje psychologiczną głębię i znajomość świata.

Chciałam zakończyć tanim: "Dziewczynki, czytajcie Jane Austen!". Ale wspomnę o czymś innym. Znam wielu bardzo męskich mężczyzn, którzy czytają, znają i lubią. I bardzo tym wygrywają. Niszowe, lecz skuteczne. Polecam.

Jane AustenJane Austen

Więcej o: