Porno czy podłość? Superniania i Wprost - komentarz

Dorota Zawadzka zamieściła wczoraj wkurzony wpis na swoim blogu w serwisie NaTemat.pl. Oskarża w nim dziennikarkę "Wprost", która przeprowadziła z nią wywiad, o podłość. Kiedy patrzę na najnowszą okładkę tego "tygodnika opinii" nie dziwię się złości Superniani. Nie rozumiem tylko czemu jest zła na dziennikarkę, a nie na wydawcę i naczelnego pisma, które posługuje się metodami rodem z brukowca?

wprost

Na okładce paskudny (zarówno w intencji jak i w kategorii estetyki) fotomontaż: wysztafirowana niczym domina Zawadzka ściska w paluszkach małe, nagie dziecko. Tytuły krzyczą: "Awantura o... PORNONIANIĘ. Nagie dziecko i psychotropy. Ile jest prawdy w zarzutach wobec Doroty Zawadzkiej".

Właśnie tak - tonem stwierdzenia, bez znaku zapytania.

O co chodzi? O jakie oskarżenia? Czy Zawadzka ma coś wspólnego z dziecięcą pornografią? Dowie się ten, kto przeczyta, ale wielu pewnie zatrzyma się na etapie okładki. Bo to okładkę się komentuje, bo to okładka sprzedaje nakład. A co się najlepiej sprzedaje? Seks, porno i goła dupa - wiadomo.

Podsumowanie ze strony Podsumowanie ze strony "Nagłówki nie do ogarnięcia" na Facebooku

OK, nim mnie poniesie, muszę zrobić dwa istotne zastrzeżenia. Nie przepadam za nianią Zawadzką, o czym już kiedyś pisałam na Fochu. Nie lubię jej medialnej persony, ani metod wychowawczych lansowanych w jej programie. Przyznaję też, że ucieszyłam się, gdy Anna Golus w "Tygodniku Powszechnym" w tekście "Intymność na sprzedaż" naruszyła "nietykalność" Doroty Zawadzkiej jako gwiazdy parentingu, oskarżając ją m.in. o brak poszanowania dla godności osobistej dzieci.

Zastrzeżenie drugie: dla odmiany - znam, lubię i wysoko cenię Magdę Rigamonti - dziennikarkę "Wprost", którą Zawadzka oskarża o podłość i brak zachowania zawodowych standardów. Do Magdy mam stosunek nie tylko koleżeński - zawsze patrzyłam z podziwem na jej pracę, zwłaszcza znakomite wywiady, które robi od lat. Korzystałam też z jej zawodowych porad - pamiętam jak kiedyś bezinteresownie mi podpowiedziała, o co pytać Volkera Schlondorffa, aby mój wywiad był ciekawszy. Rzadko spotykana w tym zawodzie koleżeńska życzliwość.

Nie jestem więc w całej tej sytuacji obiektywna, na pewno. Moje sympatie i antypatie są wyraźnie określone. Przyjmuję z niezachwianą wiarą słowa Magdy, która prywatnie podpytana o co chodzi w tej całej akcji, wyjaśnia spokojnie, że określenie "pornoniania" to cytat z tekstu Golus właśnie i że jako dziennikarz dopełniła wszystkich obowiązków związanych z autoryzacją. Wystarczająco dużo razy widziałam Magdę przy pracy, by wiedzieć, że to prawda.

A jednak dobrze rozumiem, czemu Dorota Zawadzka się wścieka. Ma rację. Została przez tygodnik potraktowana ohydnie.

Przez tygodnik, nie przez Rigamonti, którą internauci w komentarzach pod tekstem Zawadzkiej określają już mianem dziennikarskiej hieny. Jakby dziennikarz miał jakiś wpływ na to, co znajdzie się na okładce i jak gazeta, w której pracuje "sprzeda" jego (dobrą) dziennikarską robotę...

Zawarta na okładce sugestia idzie za daleko. Obliczona jest na szok, medialną wrzawę i zysk. A kto traci? Na pewno Zawadzka, ale cóż - takie są cienie sławy. Chciało się gwiazdorzyć, trzeba się liczyć z tym, ze będzie się traktowanym na równi z Dodą i Edytą Herbuś i sprowadzonym do roli mięsa armatniego. Mogła też wywiad po prostu wycofać, zamiast autoryzować, skoro nie była pewna czystych intencji tygodnika.

"Wprost" oczywiście nie jest jedynym pismem na naszym rynku, które stosuje tabloidowe techniki. Konkurencja jest duża, sprzedaż spada, trzeba się bić o czytelnika - a że przy okazji ktoś oberwie? Gdzie drwa rąbią...

Mi szkoda w tym wszystkim Magdy, której dobre imię jest niepotrzebnie szargane, a dobry (polecam lekturę!) wywiad ginie w szumie obelg i oskarżeń.

Dokąd zmierzacie media? Mam wrażenie że w czarną dziurę. I tylko resztki przyzwoitości powstrzymuję mnie od powiedzenia, w czym jest ta dziura.

Więcej o: