"Wytańcz mnie po miłości kres" - o uczuciu, które się nie starzeje

Opowiem Wam o sytuacji, jaka mnie ostatnio spotkała. To było dla mnie bardzo wzruszające doświadczenie i życzę Państwu przeżycia czegoś takiego.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Miłość"

Stałam w kolejce w warzywniaku. Za mną stoi starszy Pan. W pewnym momencie klepie mnie w ramię i mówi:

- Ładny panieneczka ma ten tatuaż na plecach. Serduszko, kwiatuszki, mama i tata - no bardzo ładny. A wie panieneczka, że ja też mam tatuaż?

I tu Pan rozpina koszulę na klacie, a tam krzywe serce przebite strzałą, w środku napis BASIA i dwie daty. Jedna z 2010, a druga z 1959.

- To jest data naszego ślubu i data śmierci Basiuni. Kolega wnuczka dopisał mi tę drugą. Bolało, ale brak Basi jest bardziej bolesny.

To były takie emocje, że się popłakałam. Pan też się wzruszył i tak sobie pochlipaliśmy przez moment.

Opowiadam Wam to, bo moim zdaniem jest to piękna historia miłości. Nie wiem jak układało się małżeństwo tych Państwa, ale coś mi się wydaje, że to była taka prawdziwa filmowa wręcz miłość. Wyobrażam sobie, że jeszcze jak Pani Basiunia żyła, to chodzili razem po parku trzymając się za ręce. Wyobrażam sobie, że Pan dziadzio co chwilę skradał jej całusy, obsypywał komplementami i że Basiunia cały czas czuła się tą jedyną.

Miłość starszych ludzi jest dla mnie czymś nad wyraz pięknym. Mówię tu o takiej miłości, którą się widzi, która jest namacalna. Starsze pokolenie może nie do końca chętnie okazuje sobie uczucia na ulicy - kwestia wychowania, a może wcale nie ma tak dużo szczęśliwych małżeństw z długim stażem(?). I właśnie te cały czas zakochane pary, które uda mi się gdzieś spotkać, robią na mnie zawsze wrażenie. Za każdym razem pojawia mi się uśmiech na twarzy i jakoś tak ciepło robi się na sercu.

Przysięga, której jedno ze zdań brzmi "i nie opuszczę Cię, aż do śmierci", w takich wypadkach wydaje mi się wręcz materialna. Ci Państwo są ze sobą nie tylko w zdrowiu, ale i w chorobie. Nie oszukuję się, że ich małżeństwa nie przechodzą kryzysów. Na pewno przeżywają wzloty i upadki, ale zawsze wychodzą z tych potyczek obronną ręką. Wydaje mi się, że zażegnanie kryzysu powoduje, że za każdym razem są bardziej pewni swojego uczucia. I tak sobie myślę, że zakochują się w sobie na nowo jeszcze mocniej.

Wiemy przecież, że kryzys ma nie tylko znamiona psychiczne ale i fizyczne. Jednym z takich przykładów jest choroba ukochanej osoby. Pielęgnowanie kogoś w chorobie zwłaszcza ciężkiej, gdzie na naszych oczach ukochana osoba zanika, musi być doświadczeniem ekstremalnym. Nie umiem sobie wyobrazić, ile siły musi mieć taka osoba, aby walczyć o partnera i o siebie samego. Choroba atakuje obydwoje partnerów. Jeden odczuwa jej skutki na własnym ciele, a drugi poprzez empatię. Nie wiem, czy to jest właściwe określenie, pewnie ktoś się do tego przyczepi. Spoko czepiaj się, ale może powiesz mi po prostu jak nazwać to zjawisko.

 

Kadr z filmu Kadr z filmu "Pamiętnik"

 

Są sytuacje, w których choroba przerasta "zdrowego" partnera. Nie każdy to wytrzymuje, ale ja jestem ostatnią osobą, która będzie to oceniała. Nie mam do tego prawa. Sama nie wiem jak mogłabym się zachować. Teraz mogę mówić, że no jak?!?, przecież wytrwam do końca, będę kochać nad życie, zajmować się higieną osobistą partnera jak sam nie będzie dawał sobie rady. Ale, ale- to wcale nie jest oczywiste. Może mnie to przerośnie psychicznie, może sama nie będę miała siły fizycznej do opieki nad partnerem. Myślę, że to jest zbyt delikatny temat i po prostu trzeba tego doświadczyć. Nie powiem, boję się tego. Nie musicie mi mówić, że to w takim razie nie jest miłość. Dla mnie to żaden argument. Miłość ma różne oblicza. A to, że nie chcesz patrzeć na chorobę i śmierć bliskiej osoby nie robi z Ciebie automatycznie złego człowieka. Po prostu nie oceniajmy wszystkich według własnych standardów.

Wiecie co, w sumie zostawmy temat choroby ukochanego/ukochanej i skupmy się na cudownej miłości Pani Basiuni i jej męża. Jeżeli macie podobne doświadczenia - widzieliście gdzieś zakochanych w sobie starszych ludzi to mi o tym opowiedzcie. Chcę mocno wierzyć, że takich par jest więcej. Może ktoś z Waszych bliskich jest/był w takiej relacji. No i wiadomo, życzę Wam takiej pięknej miłości.

Na zakończenie przedstawię jedną z moich ukochanych piosenek, która idealnie nadaje się na podsumowanie tego tekstu. Dla Was ode mnie Leonard Cohen.

Więcej o: