Schematy, schematy, schematy - seksizm nasz codzienny

Szczerze? Trochę martwią / denerwują mnie dziewczyny, które twierdzą, że nie trzeba być feministką, bo w życiu nie spotkały się z żadną dyskryminacją. I z żadnym seksizmem. Ja się pytam - czy to ja jestem nienormalna, czy one ślepe?

Seksizm

Idę do salonu samochodowego obejrzeć auto. Może kupię, może nie, kto to wie. Chciałabym jednak, żeby ten pan, który tam pracuje, dobrze mnie na temat określonego modelu poinformował. Dlaczego jest taki super i dlaczego powinnam wybrać właśnie ten. Pan i owszem, chce rozmawiać. Ale wyłącznie z moim mężem. Bo przecież ja się nie znam, co nie, co sobie będzie język strzępił po próżnicy z głąbem, który nie wie, co to chłodnica.

Rozmawiam z koleżanką. Rzuciła właśnie pracę. Na wysokim stanowisku, w korporacji. Dobre zarobki, rozmaite przyjemne bonusy. Co się stało? "Wiesz co, przez pomyłkę trafiła do mnie lista zarobków”. O, ciekawe, uwielbiam wiedzieć, ile się zarabia, myślę. "Szczerze? Wolałabym nie wiedzieć, lepiej bym się czuła. Wszyscy moi koledzy zarabiają więcej. Wszyscy, co do jednego. Nie, to nie znaczy, że jestem od nich gorsza. Po prostu kobietom się tak dobrze nie płaci”. Pewnie to głupie, że rzuciła pracę, bo w kolejnej firmie sytuacja być może się powtórzy. "Ale może przynajmniej nie zobaczę tego tak czarno na białym”, stwierdza ona.

Robię remont w domu. Zamawiam ekipę. Przychodzą, tłumaczę, co jest do zrobienia. Dziwnie na mnie patrzą, wodzą wzrokiem za mężem, żeby przynajmniej potwierdził, że to, co mówię, jest prawdą. Ale on jest bezlitosny - "w sprawie remontu to z żoną”. Słyszę więc, że tak się nie da i tego też się nie da. Po co malować, żeby potem przecierać? Przecież to bzdura! Wymuszam na nich kolejne rozwiązania, choć za każdym razem słyszę, jak klną pod nosem. Nienawidzą mnie, kiedy zgłaszam kolejne niedociągnięcia i poprawki. Kiedy przychodzi do płacenia, stwierdzają z satysfakcją: "Zadowolona? To niech zawoła męża, będziemy się rozliczać”. Na co mój mąż z jeszcze większą satysfakcją: "Bardzo mi przykro, ale u nas w domu kasę trzyma żona...”

Spotykam koleżankę z małą córką. I męża. Córka wisi na niej, nie możemy porozmawiać nawet 5 minut. Proszę jej partnera: "Weź ją na chwilę, omówimy tylko kilka ważnych spraw”. On do mnie: "To niemożliwe, ona jest totalnie MAMOCENTRYCZNA”. No tak, to rzeczywiście bardzo wygodne podejście.

Mnie nie śmieszyMnie nie śmieszy

Egzaminy na medycynie. Studenci wchodzą dwójkami. Dziewczyna, chłopak. Dziewczyna, super przygotowana, bryluje, opowiada, chwali się wiedzą. Zostaje oblana. Chłopak w szoku, sra po gaciach, bo nie umie nawet połowy tego, co ona. Zdaje, bo, jak mówi egzaminator: "ma testosteron we krwi”. Ona musi jeszcze posłuchać komentarza: "Jak chce pani nosić biały kitelek, proszę iść do pracy do mięsnego”.

Inne studia. Humanistyczne. Egzaminator dyktuje zagadnienia do egzaminu. I jeszcze uwaga do studentek: "Bardzo proszę nie przychodzić mi na egzamin w za małych stanikach. Żeby wam się z nich górą nie wylewało”.

Idziemy z mężem do knajpy. Zamawiamy golonkę i sałatę, wodę i piwo. Zgadnijcie, przed kim postawią golonkę i piwo? I kto potem dostanie rachunek? Schematy, schematy, schematy. Koleżanka zamawia łódkę z żaglem na wakacje. Świetnie pływa, żegluje od dzieciństwa. Pan wypytuje z kim jedzie, jaka ekipa, jakie plany. Ona wesoła chętnie opowiada. Pan się dowiaduje, że to ma być babski rejs. Same doświadczone zawodniczki. Ale nie, czy będzie z nimi jakiś facet? Bo same na pewno sobie nie poradzą. To duża łódka, trudna. Bez chłopa ani rusz.

Opowieści na ten temat można mnożyć. Chętnie przeczytam o waszych. Pamiętam tylko raz, kiedy spotkała mnie sytuacja odwrotna. Wypożyczałam duży samochód, vana dla ośmiu osób. Rozmawiam sobie z panem, on się pyta, kto będzie prowadził. Mówię, że ja, bo uwielbiam jeździć samochodem i jestem świetnym kierowcą. Pan powiedział, że super i chociaż potem poznał resztę grupy, w której było kilku kierowców facetów, wszystkim powtarzał, że to ja mam kierować, bo przecież świetnie jeżdżę, ale jak już będę zmęczona, to mają mnie zmienić. Od razu go polubiłam.

Więcej o: