Jak rozmawiać z dziećmi o pieniądzach? Najlepiej szczerze

Lubimy zaglądać innym w rachunki, do skarbonek i na konta. Potrafimy się nimi niezdrowo ekscytować i zdrowo pokłócić, ale jak przychodzi co do czego i trzeba z dziećmi pogadać o finansach, nabieramy wody w usta.

No bo co... Z dziećmi? O kasie? Robimy więc z pieniędzy temat tabu, przenosimy do sfery abstrakcyjnej, nie mówimy o płaceniu, o rachunkach, w sklepach jest łatwiej, bo zamiast fizycznej gotówki wyciągamy jedynie informację o niej, informację, do której wąski dostęp dajemy wraz z kartą płatniczą.

Mam kasę, nudzę się, postawię lwa na ferrari... (richkidsofinstagram.tumblr.com)Mam kasę, nudzę się, postawię lwa na ferrari... (richkidsofinstagram.tumblr.com)

 

Ale dzieci doskonale poradzą sobie same. Tak jak o seksie, tak i o pieniądzach dowiedzą się dużo z teledysków, gazetek i od kolegów z klasy. Pytanie tylko, czy chcecie, żeby waszemu potomstwu ktoś ukształtował światopogląd właśnie w ten sposób.

My wyszliśmy z założenia, że z dzieciakami o kasie rozmawiać warto szczerze, ale na miarę ich pojmowania. Syn zresztą, odkąd niektóre osoby "zapominały" odklejać ceny, a on sam zaczął czytać, zadawał bardzo konkretne pytania o to, ile co kosztuje. Czasem więc, gdy nasze rozmowy skręcają na finansowe tory, po prostu otwarcie mówimy, zwłaszcza o wartości pieniądza, o tym jak niektórzy, konkretni ludzie potrafili pieniądze mądrze inwestować, a inni roztrwonić je, o tym, po co pieniądze są oddawane w ręce państwa (tu może przywołuję jakiś abstrakcyjny twór państwowy jednak, bo boję się wpychania syna w marazm związany z polskim bezsensem) i jak potrafią stracić wartość.

Ja żyłam w świecie, w którym nikt nawet nie śmiał spytać rodziców ile zarabiają, mój syn jest czasem uczestnikiem rozmów o domowym budżecie. Niebawem rozpocznie czwarty rok nauki w szkole, trzeci, od kiedy wraz z resztą klasy ma dostęp (zgodnie z odgórnym ustaleniem na zebraniu) do szkolnego sklepiku. Otwarcie broni się przed tym przywilejem. Bo łeeee, bo w sklepiku jest drożej niż w sklepie pod domem, bo nie ma soków, bo nic dobrego... Jeszcze przyjdzie mu pewnie ochota na wydawanie kieszonkowego właśnie tam, póki co nie chce, zostawia w domu.

Wiem, że największe wyzwania dopiero przed nami. To finansowe - gdy syn trafi do gimnazjum czy liceum z dzieciakami ze zdecydowanie lepiej sytuowanych rodzin. I wiem, że nawet jeśli nie będą tym hajsem rodziców epatować wprost, nie będą stosować prostackich zagrywek a'la Rich Kids Of Instagram, to i tak wyjdzie wszystko w praniu. Jeśli nie po ubraniach, czy po wakacyjnych wojażach, to po czym innym. Sama byłam dzieciakiem z tej tak zwanej klasy średniej z bloku w szemranej części miasta, w klasie, w której większość mieszkała z rodzicami w willach na przedmieściach Wrocławia. Różniły nas miejsca wypoczynku w ferie zimowe i zażywane używki. Czy kogokolwiek z nas to obchodziło? Nie, niespecjalnie, bez problemu znajdowaliśmy wspólny język, linie podziałów przebiegały inaczej. Bo nie czarujmy się, dzieciaki (niezależnie czy mają sześć lat, czy szesnaście) jeśli chcą, to znajdą sobie dobry pretekst, żeby kogoś przyjąć do swoich, i jeszcze lepszy, by kogoś wykluczyć.

Rozrywki bogatych dzieciaków (richkidsofinstagram.tumblr.com)Rozrywki bogatych dzieciaków (richkidsofinstagram.tumblr.com)

Wolę jednak, żeby to były powody takie, jak sympatie i antypatie sportowe, czy muzyczne, niż względy zdrowotne, kulturowe, czy finansowe. Dlatego o hajsie warto gadać, nie tylko o tym, że musi się zgadzać. Warto, gdy hajsu zarabia się niewiele, w sam raz, a jeszcze lepiej, gdy ma się go dużo- o wartości pieniądza i o jego użyteczności. Kiedy zacząć? Och o to się nie martwcie, wasze dzieci obserwują was od początku, ale czwarty, piąty rok życia to czas dobry na bardziej ogólną naukę, a szósty, siódmy - na wprowadzenie obrotu monetarnego. Jeśli sami nie czujecie się na siłach jest w Polsce kilka książeczek na ten temat, są też pomoce edukacyjne, dodam tylko, że my nie korzystaliśmy z nich, więc trudno mi coś od serca polecić.

Więcej o: