Na relaksujący wieczór - przegląd internetowych atrakcji tygodnia

Ponieważ Aleksandra nadal bawi na urlopie, w tym tygodniu zastępuję ją w tworzeniu przeglądu internetowych atrakcji tygodnia. Przed Wami zatem porcyjka rzeczy, które dostarczyły mi rozrywki i przemyśleń w ciągu ostatnich kilku dni.

Nie ukrywam, że wolałabym być teraz na miejscu Aleksandry i podziwiać wspaniałe hiszpańskie widoki, jak ten...

Hiszpania okiem AleksandryHiszpania okiem Aleksandry

 

...ale internet też był w tym tygodniu dość łaskawy. Zaczęło się od piątkowego rozczulenia, gdyż jeden z moich ulubionych serwisów, czyli Laughing Squid doniósł, iż w ogrodzie zoologicznym w Taipei urodziła się przesłodka panda olbrzymia. Zdjęcie malucha zrobiło mi budyń z soczkiem. Więcej zdjęć, a także masę uroczych filmów - między innymi ten z pierwszego (a raczej drugiego) spotkania małej pandy z mamą - znajdziecie na stronie tajpejskiego ZOO.

Najładniejsze zdjęcie małej pandy - dostarcza strona ZOO w TaipeiNajładniejsze zdjęcie małej pandy - dostarcza strona ZOO w Taipei

Gdy ZOO w Taipei cieszyło się z narodzin nowego członka pandziej rodziny, ogród zoologiczny w innym chińskim mieście - Luohe - usiłował zdobyć popularność w zupełnie inny sposób. Odwiedzający przeżyli niemałe zaskoczenie, gdy w klatce opisanej jako "lew Afrykański" zobaczyli coś, co może i jest futrzaste, ale z całą pewnością nie jest lwem. Pracownicy ogrodu umieścili tam bowiem... psa. Sprawę odkryłam dzięki Daily Mail, które opisało oburzający proceder, acz wydaje mi się, że sami popełnili błąd. Dziennikarze DM napisali bowiem, że do klatki podrzucono Mastiffa Tybetańskiego, a ja na tym zdjęciu widzę chyba psa rasy Chow chow. Poprawcie mnie, jeśli się mylę. W samym artykule warto zwrócić też uwagę na to, co występowało jako leopard...

 Cash-strapped zoo officials in central China have apologised after they tried to pass off  a dog as a lion because they couldn't afford the real thing.  Angry visitors to the wildlife park in Luohe, Henan province, protested when they found several of their star exhibits weren't all they were supposed to be.  Baffled spectators at the lion's cage were astonished when they saw a dog -  a Tibetan mastiff - staring out at them instead of the king of the jungle.  Niektórzy zorientowali się, gdy lew zaczął szczekać... (dailymail.co.uk)

Dzięki kolejnemu ulubionemu serwisowi, czyli My Modern Met, trafiłam w zupełnie abstrakcyjne rejony artystycznego świata. Są czasem takie zdjęcia, które skłaniają mnie do dłuższego zastanowienia się nad tym, co brał autor takiego pomysłu i gdzie to można kupić. Tym razem na znakomitego farmaceutę natknęła się artystka Anne-Catherine Becker-Echivard i zrealizowała naprawdę ciekawy projekt fotograficzny. Bohaterów swojej sesji stworzyła, wykorzystując rybie łby... Obśmiałam się serdecznie. Więcej zdjęć znajdziecie TUTAJ.

Obśmiałam się jak norka (http://www.mymodernmet.com)Obśmiałam się jak norka (http://www.mymodernmet.com)

Do dobrych wiadomości tego tygodnia mogę zaliczyć także premierę kolejnego serialu. Od kilku tygodni zachwycam się fantastycznym serialem "Ray Donovan", z doskonałymi aktorami (w rolach głównych John Voight i Liev Schreiber), od poniedziałku do cotygodniowej listy serialowej dorzucam "Low Winter Sun" stacji AMC. Polecam miłośnikom sensacji.

Jednak nie wszystko było tak zabawne. Może dlatego, gdy znalazłam w serwisie technologie.gazeta.pl informację o tym, że aż 78 000 osób życzy sobie w 2022 roku odlecieć stąd na Marsa i nigdy już nie powrócić - niespecjalnie się zdziwiłam. Zastanawiałam się raczej, czy preferuję sama się tam udać, czy stworzyć listę kandydatów, którym z chęcią bym zafundowała taką podróż w jedną stronę. Ale porzućmy marzenia, wyzwanie jest poważne, obawiam się jednak, że mogłabym nie sprostać, a co do moich kandydatów - trudno od razu zatruwać atmosferę na innej planecie.

Jeżeli chcecie aplikować, nadal można wysyłać zgłoszenia. Wysłanie aplikacji kosztuje zaledwie 20 dolarów. Jeżeli ktoś chce spróbować - powodzenia.

Obawiam się, że aplikować nie zechce ani Kinga Rusin, ani Ilona Felicjańska. O tej drugiej już raz pisałam i choć nie chcę promować takich osób, nie mogłam się tym razem powstrzymać. Felicjańska tym razem błyszczy intelektem, usiłując udowodnić, iż jest naprawdę doskonałą matką, gdyż UKOŃCZYŁA ODPOWIEDNIE KURSY. Mam nadzieję, że wartość tych kursów oceni w najbliższej przyszłości terapeuta obu chłopców, ja nie czuję się kompetentna. Ja mogę tylko załamać ręce i zapłakać.

Kinga Rusin błysnęła tym razem znajomością polskiej literatury i, oczywiście, swoimi doskonałymi znajomościami. Niestety okoliczności były niezbyt przyjemne, a już na pewno niezbyt zabawne. Kinga Rusin postanowiła wyrazić swój żal z powodu śmierci Sławomira Mrożka. I chwała jej za wyrazy ubolewania, lepiej jednak by to wszystko wypadło, gdyby nie nazywała go Stanisławem... Naprawdę żal. Zwłaszcza, że na Facebooku zrobiła to dwa razy. Nawet po zwróceniu jej uwagi przez fanów...

Przykra wpadka Kingi RusinPrzykra wpadka Kingi Rusin

Niektórzy na Marsa chcieliby także wysłać Marka Migalskiego - wiceszefa PJN - po jego wystąpieniu na konferencji prasowej, gdzie przedstawił dość kontrowersyjne propozycje zmian w Kodeksie Drogowym. Propozycje nazwane są Pozwólcie Jeździć Normalnie i wzbudziły masę negatywnych reakcji - zarówno internautów, jak i ekspertów. Zaiste, trudno oczekiwać aby zniesienie obowiązku jazdy z zapiętymi pasami bezpieczeństwa można było uznać za rozsądne. Jednakże przyznam, że reszta tych propozycji może skłaniać do przemyśleń - zwłaszcza punkt o zniesieniu obowiązkowego kursu na prawo jazdy. Ale to już zupełnie inna historia i temat do oddzielnych rozważań. Ja ubolewam jedynie, że nie znalazł się wśród tych postulatów jeden, który z rzadka pojawia się w dyskusjach o zmianie kodeksu. A chodzi tu o prowadzenie samochodu, gdy przebywamy na zwolnieniu lekarskim. Czasem warto zastanowić się, kto jest bardziej niebezpieczny na drodze - niedoświadczony młokos, czy nadmiernie pewny siebie kierowca z gorączką i biegunką...

Na koniec jednak jeszcze trochę urokliwości. Jeżeli (jak ja) zazdrościcie Aleksandrze urlopu, a na Wasz długo jeszcze czekać, polecam kolejną możliwość jaką daje wirtualne podróżowanie. Jeżeli nie wiecie jeszcze, jakie cuda można obejrzeć korzystając z Goole Street View, to przed Wami długa wirtualna podróż. A jeżeli nie macie na nią czasu, proponuje jeden z moich zachwytów tygodnia, czyli fantastyczną podróż po jednym, ale bardzo wyjątkowym zdjęciu z Tokio. Coś niesamowitego!

"They see me walkin', They hatin'"

A jeżeli nic z tego Was nie zainteresowało, to jako zabezpieczenie wklejam zdjęcie uroczego mopsa. On już, jak widać, wypełnił swoje tygodniowe obowiązki i radosnym krokiem wchodzi w relaksujący weekend.  Co i ja czynię, polecając jeszcze facebookowy fan page, z którego to zdjęcie wydobyłam, czyli Space Ghost Zombie. Kopalnia fajnych obrazków :)

Miłej zabawy. I weekendu.

Więcej o: